Connect
To Top

Szkodliwość gier komputerowych niezmiennie aktualna

Ostatnimi czasy, głównie za sprawą częstych zamachów, do mediów znów powraca temat zgubnego wpływu gier wideo na ludzi. Przypominane są poprzednie sytuacje, których sprawca rzekomo miał inspirować się na przykład wirtualnym strzelaniem. W całym tym zamieszaniu w niewyjaśnionych okolicznościach ginie zdrowy rozsądek i trzeźwe myślenie, zaś na jaw wychodzi kompletna ignorancja i nieznajomość tematu.

Szkodliwość gier komputerowych próbowała być udowadniana na wiele sposobów. Psychologowie, wychowawcy i opiekunowie w strzelaniu do wirtualnego przeciwnika upatrywali przyczyny problemów psychicznych głównie młodych ludzi. Chociaż nie tylko młodych – pamiętacie Andreasa Breivika? Ten Norweg z zimną krwią zastrzelił ponad siedemdziesiąt osób, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę ludzi na swój manifest odnośnie do sytuacji politycznej. W dyskusjach o masakrze zupełnie pomijano to, że zdaniem wielu psychiatrów człowiek ten był kompletnie pozbawiony uczuć, emocji i empatii. Nie zwracano uwagi na jego dość radykalne poglądy polityczne. Zapamiętano natomiast jedno – Breivik lubił grać w Call of Duty: Modern Warfare.

Ignorancja

Rozwój mediów sprawił, że w naszym otoczeniu pojawiło się od groma ekspertów od tematów wszelakich. Każdy może mieć swoje pięć minut w radiu, gazecie, czy nawet telewizji, o Internecie już nie wspominając. Kiedy zaś taki ekspert przemawia do równie nieświadomego odbiorcy, to ten drugi nie jest w stanie zweryfikować faktów. Często mamy tutaj paradoks, bo z jednej strony gry traktowane są po macoszemu i uznawane za jakąś nieistotną rozrywkę, z drugiej zaś okazują się przyczyną poważnych zaburzeń psychicznych. Samozwańczy eksperci chyba nawet nie zauważają, że jedno wyklucza drugie.

Załóżmy jednak, że gry rzeczywiście szkodzą. Oczywiście nie wszystkie, ale głównie te brutalne. Tylko jaka gra jest brutalna? Taka, gdzie kombajnem rozjeżdżamy pojedynczych przechodniów, czy może taka, gdzie wielkimi wojskami podbijamy całe narody? Z łopatologicznego punktu widzenia w tym drugim przypadku skala rozpętywanego chaosu jest znacznie większa. Tymczasem okazuje się, że takie strategie są raczej dobrze odbierane, winnymi zaś uznaje się wszelkiej maści strzelanki. Które, jak powszechnie wiadomo, z miejsca zachęcają ludzi do wzięcia pistoletu w dłoń i wyruszenia na łowy. Strach nawet pomyśleć o horrorach w rodzaju Dead Island, w których krew leje się strumieniami.

szkodliwość gier komputerowych

To, jak gry są odbierane w społeczeństwie, ma pewne nawet słuszne uzasadnienie. Stają się one bowiem tą nową częścią kultury popularnej – nową, a przez to jeszcze niezbyt dobrze rozumianą. Ludzie zawsze bali się tego, co nieznane i prędko się to nie zmieni. Wystarczy jednak spojrzeć na produkcje filmowe, wśród których znajduje się przecież wiele drastycznych horrorów. Czy słyszeliście, żeby film zainspirował kogoś do przeprowadzenia masakry? Być może jakieś pojedyncze przypadki były, ale z reguły ten temat nie istnieje. Z muzyką jest już nieco inaczej, ponieważ nadal trafiają się osoby, które cięższe brzmienia łączą z najróżniejszymi sektami. Skala jest jednak mniejsza, niż w przypadku gier, co daje nadzieję na to, że i same gry zyskają kiedyś większe społeczne zrozumienie.

Badania naukowców

Czasami słyszy się, że szkodliwość gier komputerowych została potwierdzona badaniami naukowymi. Niestety najczęściej dopisane jest, że owe badania przeprowadzali naukowcy amerykańscy. W tym momencie statystyczny Kowalski znów zostaje wprowadzony w błąd, bo przecież naukowców obdarzamy zaufaniem większym, niż ekspertów telewizyjnych. Tymczasem wygląda to tak, że żadne badania nie dowiodły, że gry rzeczywiście są powodem zaburzeń psychicznych. Główna przyczyna zawsze leży w jakiejś chorobie, czy to schizofrenii, czy to depresji. Gra może być jedynie drobnym katalizatorem, ale takowym może być w zasadzie wszystko – zła pogoda, kłótnia, czy ułamana rączka od szczotki.

To nie jest tak, że oznaczenia o minimalnym wieku odbiorcy są tworzone dla chronienia twórców przed prawnymi konsekwencjami. Młody umysł jest bardzo podatny na manipulację i nietrudno jest wmówić mu, że fikcyjna rzeczywistość może być tą prawdziwą. Dopiero z wiekiem człowiek nabiera odporności, nie ma natomiast uniwersalnej granicy. Jedni dojrzewają wcześniej, inni później. Ograniczenia w odbiorze wynikają właśnie z troski przed tym, by fikcyjna rzeczywistość nie stała się ewentualnym katalizatorem. Nie oznacza to jednak, że młody człowiek stanie się psychopatą, kiedy zagra na przykład w Vice City. W grę, w której kierujemy postacią narkotykowego barona, kontrolującego w mieście cały hazard, prostytucję i przemyt. Śmiem twierdzić, że dla każdego zdrowego psychicznie dzieciaka będzie to tylko dobra zabawa.

Jak temu zaradzić?

Zajedzie truizmem, ale receptą na te problemy jest po prostu edukacja. Taka zwykła, podstawowa edukacja, zarówno młodych, jak i tych starszych. Gier nie można demonizować tylko przez to, że niektórzy chorzy umysłowo przestępcy w nie grają. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to książki mogą być mocniejszym katalizatorem. Bo o ile w grze mamy wszystko przed oczami, o tyle dzięki książkom korzystamy z bardzo potężnej wyobraźni. Nie twierdzę, że zdrowe jaranie się wirtualnymi światami jest złe, w żadnym wypadku! Sam jestem zapalonym graczem i namiętnie zaczytuję się o różnych fikcyjnych i nierealnych wydarzeniach, co jednak nie oznacza, że mam przez to ochotę mordować ludzi. Internet wyśmiewa ostatnio doniesienia o tym, że niedawni terroryści mieli depresję i inne choroby umysłowe, bo przecież najbardziej winne są te małe katalizatory. W tych pełnych emocji sytuacjach najbardziej widać brak edukacji. Przez to szkodliwość gier komputerowych jest nadal często uznawana za fakt, a nie domysły.

szkodliwość gier komputerowych

Zdaję sobie sprawę, że temat ten był wałkowany już naprawdę wiele razy, aczkolwiek najwyraźniej wciąż zbyt mało. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem jednym z tych samozwańczych ekspertów, których tak wyśmiewam i w zasadzie to ma prawo tak pomyśleć. Mam w sumie tylko dwadzieścia lat i psychologii na żadnej uczelni nie ukończyłem. Jestem jednak graczem, odkąd pamiętam, czyli gdzieś tak od lat piętnastu. W podstawówce wcielałem się we wspomnianego wcześniej narkotykowego barona i jakoś nie widzę, żeby ta wszechobecna przemoc zmieniła mnie na gorsze. W Need for Speedach łamałem wszystkie możliwe przepisy, ale to nie spowodowało, że teraz jeżdżę jak wariat. Podobnie nie przyczyniły się do tego obejrzane filmy, przeczytane książki czy przesłuchane albumy. Nie dajmy się ponieść tej fali nieznajomości ignorancji. Szkodliwość gier komputerowych jest równie realna, jak szkodliwość kromki z masłem. I tak, mówię to z pełną świadomością i odpowiedzialnością, bo jak pisałem niedawno, gry łączą ludzi.

More in Gry