Connect
To Top

Wieczne early access staje się coraz bardziej bezczelne

Dawniej, kiedy po naszej planecie stąpały jeszcze dinozaury, twórcy gier płacili testerom za ciężką pracę. Firmy wypuszczały wersje demonstracyjne gotowych produktów, by każdy na własne oczy przekonać się, czego może się po grze spodziewać. Coś jednak poszło w bardzo złym kierunku, a niezbyt sławne grono gier z tak zwanego wczesnego dostępu zyskało właśnie kolejną nieprzyjemną łatkę.

Gwoli ścisłości – termin early access oznacza ni mniej, ni więcej, jak kupowanie niedokończonego produktu po to, by twórca miał pieniądze do jego dalszego rozwoju. Między konsumentem a twórcą podpisana zostaje wtedy umowa, w myśl której twórca obiecuje graczowi pełen produkt, zaś gracz pomaga w testowaniu i przymyka oko na liczne niedoróbki. Wydawać by się mogło, że taki układ będzie korzystny dla wszystkich zainteresowanych. Z czasem jednak przekonaliśmy się, że early access potrafi przekształcić się w wieczne early access.

Nie mam nic do samego faktu istnienia wczesnego dostępu. Tytuły takie, jak Minecraft, największą popularność zdobyły właśnie w fazie early access. Na pierwszych kontach premium Notch zarobił pieniądze, by utrzymać małe studio i osiągnąć ostatecznie spektakularny sukces. Inną, nieco mniej znaną produkcją, okazał się Prison Architect. Po kilku latach wczesnego dostępu udało się wreszcie wydać finalny produkt na Steama. Oczywiście w trakcie testów obie gry były na tyle grywalne, że gdyby nie łatka „wczesny dostęp”, nawet byśmy się nie zorientowali. Jednakże, jak to zwykle bywa, tego typu przyjemne sytuacje muszą zostać przysłonięte przez te bardziej negatywne.

Wygoda i brak zobowiązań

Early Access to wygoda dla twórców. W ciszy i spokoju mogą sobie dłubać w kodzie, wprowadzając zmiany w zgodzie z własnym harmonogramem, bez przejmowania się nadchodzącą datą premiery. Na każdą wzmiankę o problemach technicznych mogą z łatwością odpowiedzieć, że przecież produkt jest dopiero w fazie testów. Jeśli nie zobowiązali się wydać gry w konkretnym czasie (a większość tak właśnie robi), to nie muszą się również przejmować tym, że gracze lub wydawcy będą naciskać na jak najszybsze uporanie się z problemami. Jeśli gra jest grywalna, to taka sytuacja jest akceptowana przez obie strony – w końcu graczy nikt nie zmusza do płacenia za wczesny dostęp.

wieczne early access

ARK: Survival Evolved. Ten niezależny tytuł opowiada o walce o przetrwanie w świecie opanowanym przez dinozaury. Jest sandboxem zrobionym na wzór słynnego DayZ, a sądząc po opiniach i ocenach, jest również grą naprawdę niezłą. Zadebiutował na Steamie w czerwcu ubiegłego roku, ale cały czas pozostaje w fazie wczesnego dostępu. Nie przeszkodziło to jednak twórcom w wydaniu płatnego DLC. Płatnego nie jakąś małą kwotę, ale całe dwadzieścia Euro, czyli równowartość wielu dobrych, kompletnych tytułów. Oczywiście przed kupnem DLC będziemy potrzebowali podstawowej wersji gry, która kosztuje kolejne dwadzieścia siedem Euro. Gry we wczesnym dostępie.

Co ciekawe – twórcy informują, że dodatek jest w pełni ukończony. Mamy więc sytuację, kiedy do niewydanej płatnej gry zostaje wydany płatny dodatek. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że całość jest naprawdę bardzo grywalna – wydaje mi się, że ta sytuacja to policzek wymierzony graczom, którzy grę kupili. Parcie na kasę jest zrozumiałe, bo przecież zdecydowana większość gier jest tworzona dla pieniędzy. Wypadałoby jednak zachować choćby pozory szacunku.

Darmowa siła robocza

Nie bez powodu wspomniałem na początku artykułu o testerach gier. Model biznesowy wczesnego dostępu oczywiście nie wymaga od graczy zdawania relacji z rozgrywki, a przynajmniej nie bezpośrednio. Faktem bowiem jest, że gdy tytuł jest ciekawy, to gracze sami chętnie dzielą się swoimi uwagami z twórcami. I ponownie – kiedy twórcy nie nadużywają gościnności graczy, to wszystko jest w porządku, wszak nikt im błędów zgłaszać nie każe.

wieczne early access

Jednakże dochodzimy wreszcie do sedna tematu. Tak zwane wieczne early acccess jest wtedy, kiedy twórcom wybitnie nie spieszy się z wydaniem finalnego produktu. Wykorzystują oni bowiem wspomniany brak zobowiązań, by bez większych problemów testować nowe mechaniki i eksperymentować, traktując tym samym graczy jako tanią siłę roboczą. Ba, wręcz darmową, bo przecież ta siła robocza sama płaci za możliwość testowania. Sławne DayZ nie stało się sławne przez to, że oferuje niesamowitą mechanikę, albo, że opowiada jakieś niezwykłe historie. DayZ to właśnie wieczne early access wydane na Steamie w grudniu 2013 roku, a więc prawie 3 lata temu. Od czasów premiery w samej grze zmieniło się bardzo niewiele, ale z całą pewnością nie przypomina ona produktu, którym powinna być po takim czasie.

Wzorem za to może być na przykład Space Engineers. Gra wydana dwa miesiące przed DayZ rozwija się w tak szybkim tempie, że twórcom należą się owacje na stojąco. Mechanicznie Space Engineers jest znacznie, znacznie bardziej rozbudowane, niż DayZ. Kiedy gra debiutowała, mogliśmy jedynie tworzyć proste statki w trybie kreatywnym. W tej chwili w grze są nawet planety, z których możemy startować w kosmos bez żadnych ekranów ładowania! Da się? Oczywiście. Trzeba jedynie poważnie podejść do tematu.

wieczne early access

Przetrwać wieczne early access

Minecraft okazał się grą przełomową z wielu punktów widzenia. Prosta, ale jakże satysfakcjonująca i wypełniona po brzegi możliwościami mechanika, uzupełniona o totalny brak celów i zdanie się na własną wyobraźnię. Jednakże oprócz tego Minecraft niejako spopularyzował gatunek gier survivalowych. Dziwnym trafem wieczne early access najczęściej staje się udziałem właśnie tego gatunku – DayZ, Space Engineers, ARK: Survival Evolved i wiele, wiele innych. Gracze naprawdę polubili ten gatunek, skoro decydują się grać nawet w nieukończone produkty. Tylko w którym momencie kończy się walka o przetrwanie w wirtualnym świecie, a kiedy zaczyna się przetrwanie ze wciąż niewydanym tytułem?

Wiele tytułów nigdy nie zostało wydanych przez to, że gracze zdążyli się nimi znudzić przed premierą. Brak obserwowanych postępów zawiódł już niejednego, który zaufał obietnicom twórców. W zasadzie nie wiem, co gorsze – masa niezrealizowanych obietnic, jak w przypadku No Man’s Sky, czy może brak postępów w fazie early access? Obie sytuacje są nieprzyjemne. Jednakże wydanie przez twórców ARK płatnego DLC przed pełną premierą gry każe się zastanawiać, czy takie sytuacje nie będą się powtarzać. Granica dobrego smaku może przesuwać się coraz bardziej na niekorzyść graczy, ale nie da się ukryć, że winni temu są również sami gracze. Jak to mówią – daj palec, a wezmą całą rękę.

More in Gry