Connect
To Top

Kupno auta używanego to loteria, w której masz 50% szans

Nie każdy może pozwolić sobie na nowe auto, prosto z salonu. Nikogo to chyba nie dziwi, ponieważ nasze zarobki nie należą najczęściej do najwyższych. Niestety kupno auta używanego to loteria, ponieważ wielu sprzedawców nie do końca może pochwalić się uczciwością. Większość handlarzy nastawionych jest na jak największy zysk, bez względu na to, w jakim stanie sprzedawany jest samochód. A w tym przypadku bywa różnie.

Cofany przebieg, zły stan techniczny, nieznana historia samochodu – to problemy, z którymi spotykamy się praktycznie na co dzień. Rynek jest niestety tak zepsuty, że kupno auta używanego to loteria, prawdziwa loteria, w której mamy tyle samo szans, co wygranie głównej nagrody w Lotto. Czy jest więc możliwość zakupu samochodu używanego, który nie będzie jeżdżącym złomem? Stwierdziłem, że czas to sprawdzić. Okazuje się, że się da, ale nie jest to łatwe. Przede wszystkim trzeba uzbroić się w cierpliwość

Igła, nówka, full opcja, ale bez skóry

Od kilku lat jeżdżę głównie nowymi samochodami z racji tego, że piszę o nich tutaj, na MenWorld.pl. Prywatnie jestem posiadaczem Alfy Romeo 166, która jest w rodzinie już dziesięć lat. Kupa czasu, ale przez długi czas nie myślałem o zmianie, bo po co, skoro tak naprawdę odpalam swój samochód “od święta”. Tak czy inaczej, przeglądam sobie na bieżąco ogłoszenia na rynku używanych, bo od czasu do czasu dostaję pytania typu: co kupić za 20 tysięcy, jakie kombi za 40 tysięcy, pierwsze auto do 10 tysięcy i tak dalej. Wybór samochodów dostępnych w naszym kraju jest ogromny dzięki handlarzom, którzy w hurtowych ilościach ciągną co się tylko da. Rozbity tak, że trzeba będzie wstawić ćwiartkę? Damy radę, nie takie rzeczy się robiło. Mercedes po taksówce z przebiegiem 700 tysięcy? Cofnie się na 250, wymieni fotel i kierownice i klient kupi z pocałowaniem ręki. Niestety, nasz rynek jest tak zepsuty, że ciężko mi polecić konkretny egzemplarz, gdy nawet na zdjęciach widać, że elementy nie są dobrze spasowane, lakier się różni, a handlarz pisze takie bajki o aucie, że szkoda czasu na czytanie. Wymyślone nazwy pakietów wyposażenia, full opcje w praktycznie każdym przypadku, klimatyzacja która jest, ale nie działa. To jest nic. Najgorsze jest, jak jedziesz już zobaczyć takie auto, które według zapewnień miało być świetne, a na miejscu okazuje się, że to przecież nie przejedzie stu kilometrów, bo po drodze się rozpadnie. Ileż można sobie nerwów napsuć. Tacy ludzie powinni być karani za to, że tracimy na nich czas i oczywiście pieniądze, bo paliwo kosztuje i jakoś dojechać do tego handlarza trzeba. Czy taki jeden z drugim nie potrafi ruszyć głową? Przecież to oczywiste, że różne “kwiatki” wyjdą prędzej czy później na jaw.

Często oczekujemy, by auto premium kosztowało tyle co nic. Później wychodzi na to, że kupiliśmy jeżdżący złom, a sprzedawca udaje, że nas nie zna.

 

Może kupiłbym sobie auto? Po przeglądaniu różnych stron trochę mi się odechciało

Zapewne większość z Was chociaż raz przeglądała różne portale ogłoszeniowe w poszukiwaniu auta. Jedni robią to hobbystycznie, bo po prostu lubią oglądać samochody, inni nastawiają się na konkretny typ, lub model. Wiele aut na zdjęciach wygląda lepiej niż na prospektach, a przecież często mają przebieg powyżej dwustu tysięcy, a wiek danego modelu przekracza już kilka, a nawet kilkanaście lat. Jak to więc działa, że te samochody są tak idealne, a przy tym zaskakująco tanie? Oczywiście magia dzieje się tuż po zakupie. Auto przyjeżdża do Polski zazwyczaj na lawecie, a tu magicy naprawiają jak najmniejszym kosztem. Później na takich portalach jak bez-wypadkowe.net oglądamy perełki, praktycznie nowe, które, jak się okazuje mocno ucierpiały podczas zderzenia. Innym problemem są oczywiście przebiegi samochodów. Tu jednak tak naprawdę sami chcemy się oszukiwać i doświadczyłem to na własnej skórze. Sprzedawałem Forda Mondeo MK3 w dieslu, który miał około 350 tysięcy. Według mnie i tak pewnie cofany, bo to chyba oczywiste, że jak ktoś kupuje auto na olej napędowy, to planuje nim dużo jeździć. Telefonów było niewiele, raz zostałem nawet pochwalony za realny przebieg. Ciekawe, czy jakbym wrzucił w ogłoszeniu przebieg 180 tys. to telefonów byłoby więcej. Kto wie… Jak pokazuje jeden z filmów Moto Doradcy zapewne mój samochód sprzedałby się o wiele szybciej.

Dwieście pięćdziesiąt tysięcy przejechane? Łooo panie, toż to trup. Mój 15-to letni Passat w dieslu ma ledwo co 180 tys.

Jeśli auto przekroczy granicę dwustu tysięcy zapala się w większości przypadków czerwona lampka “tego egzemplarza nie oglądam, bo już ma najechane sporo”. Prawda jest taka, że w większości przypadków wasze samochody sprowadzone z zagranicy mają dwa, albo i czasami trzy razy tyle, niż wskazują zegary. Przecież cofnięcie elektronicznego licznika to kilka minut pracy przy komputerze.

 

Co na to specjaliści?

Kilka razy przewinęła mi się reklama o firmach, które zajmują się sprawdzaniem samochodu przed zakupem. Sporządzają raport i wysyłają do nas, abyśmy nie musieli pokonywać kilkuset kilometrów na darmo. W sumie nie jest to głupi pomysł, oczywiście jeśli to trochę droższy samochód i rzeczywiście bardzo się nam podoba. Bo przecież wydawanie około 300 złotych na raport za auto, które warte jest powiedzmy 5 tysięcy mija się trochę z celem. Jeśli wyjdzie, że było z nim coś nie tak, a zapewne w takiej cenie nie ma możliwości, abyśmy kupili w stu procentach dobre auto to wydamy sporo kasy w błoto. Napisałem więc do Autotesto prośbę, aby przesłali mi jakieś ciekawe relacje z oględzin samochodów. Zapytałem także, jak często raport przesyłany do klienta jest negatywny. Takich “kwiatków” serio się nie spodziewałem.

Auta z USA to niestety często kupowane za wielką wodą wraki, które nagle okazują się być perełkami w świetnej cenie.

Cofnięty o połowę licznik, przyklejona świeca i Volvo zarejestrowane na denata

Pierwszy przypadek to BMW serii 5, które miało mieć około 230 tysięcy przebiegu. W ASO odczytano jednak trochę inne liczby. Aż 477 tysięcy auto zdążyło już przejechać. Co ciekawe, właściciel komisu nie chciał oddać pieniędzy ponieważ… twierdził iż serwis BMW kłamie. Oczywiście kolejnym problemem była kwota na fakturze, która wynosiła zamiast 41900, 35000 złotych. Dodatkowo sprzedawca chciał tą kwotę pomniejszyć o kolejne 10 tysięcy z racji najmu długoterminowego. Drugi temat to Volvo V40, które zostało zakupione za 6,5 tysiąca, a więc kwotę niewielką. Okazało się, że samochód był zarejestrowany na osobę, która… od trzech lat nie żyła. Kolejnym zaskoczeniem była utrata mocy. Mechanik chcąc odkręcić cewkę wyciągnął nie tylko ten element, ale i świecę, ponieważ został zerwany gwint, a ta była przyklejona aby zaoszczędzić na naprawie. Ostatecznie trzeba było wymienić silnik na inny. W tym przypadku także sprzedający nie miał zamiaru polubownie załatwić sprawy. Szczyt bezczelności.

 

Przygody z handlarzami

Właściciel Autotesto opowiedział także o przygodach, jakie spotykają ekspertów podczas konfrontacji z handlarzami. Przykładowo, kiedy firma współpracowała z TVN Turbo przedstawiciele zostali wygonieni przez handlarza z placu. W jaki sposób? Sprzedawca polewał ich wodą ze szlaufa. W innym przypadku ekspertyza tak mocno się nie spodobała, że handlarz oblał samochód kwasem. Niektórzy od razu, już podczas umawiania oględzin przyznają się, że przykładowo licznik jest kręcony i nie ma sensu go sprawdzać. Jak widać, bywa różnie. Rozbawił mnie także jeden z wpisów na Facebooku na profilu bez-wypadkowe.net. Właściciel, a raczej osoba uprawniona przez właścicieli niejakiego BMW M3 z USA groziła administratorom profilu, że jeśli nie usunie zdjęć auta (domyślacie się jaki stan był pokazany) to sprawa trafi do sądu. Kolejny raz potwierdzam: szczyt bezczelności.

Kupno auta używanego to loteria. Masz praktycznie 50% szans. Próbujesz dalej?

Ja oczywiście wiem, że nie każdego stać jest na auto nowe. To rzecz oczywista. Chodzi mi tylko o uświadomienie niektórych osób, by dokładniej przyglądać się temu, co się kupuje. W wielu przypadkach handlarz by zarobić musi sprzedać produkt, który tanim kosztem naprawił. Powinniśmy takich pseudo-przedsiębiorców unikać jak ognia. Być może przez pierwszy tydzień samochód będzie jeździł poprawnie, ale co potem? Może się okazać, że silnik przestanie pracować i co wtedy?  Gorzej, jeśli auto brało już udział w wypadku i zostało nie dokładnie naprawione, a nam przydarzy się kolizja skutki mogą być naprawdę tragiczne. Dlatego też bądźmy świadomi tego, że dziesięcioletni diesel nie będzie miał przejechane 150 tysięcy. I nie ma szans, by dwuletnie BMW z USA z przebiegiem 20 tys. straciło 50 % wartości.

Na koniec dodam tylko statystyki z ostatniego roku według Autotesto. 56% raportów było pozytywnych. 44% okazało się być samochodami, których zakup był odradzany. Życzę Wam tylko, abyście trafiali na te, z rekomendacją zakupu.

More in Motoryzacja

MenWorld.pl to lifestylowy magazyn dla mężczyzn. Na łamach naszej witryny internetowej można przeczytać artykuły z wielu dziedzin, które powinny zainteresować prawdziwego faceta. Nasi redaktorzy tworzą teksty o motoryzacji, podróżach, modzie, nowych technologiach oraz kulturze. Każdego dnia pojawiają się kolejne artykuły pisane w formie blogowej.

Copyright © 2015-2018 MenWorld.pl | DiGnet Media