MenWorld.pl https://menworld.pl Internetowy magazyn dla mężczyzn Wed, 22 Jan 2020 15:41:20 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.3.2 Reklamy w Windows 10 wszędzie. Nawet w edytorze WordPad. https://menworld.pl/reklamy-w-windows-10-wszedzie-nawet-w-edytorze-wordpad/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=reklamy-w-windows-10-wszedzie-nawet-w-edytorze-wordpad https://menworld.pl/reklamy-w-windows-10-wszedzie-nawet-w-edytorze-wordpad/#disqus_thread Wed, 22 Jan 2020 15:41:17 +0000 https://menworld.pl/?p=21072 O reklamach w Windows 10 mogliśmy usłyszeć już dawno. Wydawać mogłoby się, że używając płatnego systemu reklamy wszelkiego rodzaju nie powinny mieć miejsca. Niestety jednak z dnia na dzień nawet płatne oprogramowanie ma w sobie implementowane mikropłatności czy reklamy.

Okazuje się jednak, że sytuacja wciąż się pogarsza. Edytor tekstu WordPad został właśnie wzbogacony o wyskakujące okienka. Namawiają one do korzystania z pakietu Office za darmo w Internecie. Zawierają także przycisk przekierowujący do reklamowanego podmiotu. Jedyna dobra wiadomość jest taka, że funkcja jest w fazie testowej. Może więc dojść do sprzeciwu społeczności i ostatecznie wycofania przedstawionej reklamy.

Reklamy w Windows 10 wszędzie. Nawet w edytorze WordPad.

Problem z reklamami w Windows 10 nie jest nowy. Kilka lat temu można było zauważyć jak w menu start reklamowany był adware w postaci darmowych gier. Największym absurdem jednak jest domyślny odtwarzacz w Windows 10, który wymaga kupienia kodeku HEVC, kiedy podjęto próbę jego odtworzenia! Kodek ten to nowsza wersja mp4, która wymaga mniejszej kompresji, przy czym zajmuje mniej miejsca. Oczywiście większość innych programów oferuje odtwarzanie tego kodeku oraz kilka razy lepszą funkcjonalność zupełnie za darmo.

Dlaczego więc Windows 10 powoli zmienia się w tablicę reklamową? Powodem prawdopodobnie jest dostępność systemu. Dla użytkowników starszych wersji dostępny jest za darmo mimo zapowiedzi o ograniczonej czasowo dostępności. Nawet dla tych pirackich. Wielu użytkowników Windowsa 10 prawdopodobnie go nie kupiło.

]]>
https://menworld.pl/reklamy-w-windows-10-wszedzie-nawet-w-edytorze-wordpad/feed/ 0
NVIDIA GeForce RTX 3000 pierwsze informacje! https://menworld.pl/nvidia-geforce-rtx-3000-pierwsze-informacje/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=nvidia-geforce-rtx-3000-pierwsze-informacje https://menworld.pl/nvidia-geforce-rtx-3000-pierwsze-informacje/#disqus_thread Tue, 21 Jan 2020 10:20:15 +0000 https://menworld.pl/?p=21066 W ostatnich miesiącach Nvidia wprowadziła na rynek wiele nowych modeli kart graficznych. Czy to nowe RTX’y z ich wersjami SUPER czy GTX z serii 16. Jak widać, amerykański producent nie ma zamiaru zwalniać tempa, czego dobrą prognozą jest jeden z internetowych przecieków, krążący w internecie w ostatnich kilkudziesięciu godzinach. Co mówi o NVIDIA GeForce RTX 3000?

RTX 3000 z 20GB VRAM!

Jak przekazuje MyDrivers, na tą chwilę znana jest nam domniemana specyfikacja dwóch kart z nadchodzącej generacji. Jak się prezentuje?

NVIDIA GeForce RTX 3080 (GA103)

  • 10 lub 20GB pamięci GDDR6
  • 320-bitowa szyna pamięci
  • 60 SMs
  • 3480 procesorów strumieniowych

Nvidia GeForce RTX 3070 (GA104)

  • 8 lub 16GB pamięci GDDR6 z szyną 256-bit
  • 48 SMs
  • 3072 procesorów strumieniowych
Procesor Nvidia RTX

Mimo, iż nie znamy innych, istotnych elementów specyfikacji, stwierdzić można, że nadchodząca generacja kart z serii RTX będzie mogła zapewnić użytkownikom w pełni zadowalającą wydajność. Bardzo ciekawą sprawą jest 20GB pamięci VRAM w karcie RTX 3080, wszak nawet RTX 2080 Ti wyposażony był w 11GB pamięci. Miejmy nadzieję, że te pogłoski sprawdzą się i “zieloni” dadzą nam produkty o naprawdę wysokiej wydajności. Nie pozostaje nam nic, jak czekać na oficjalną premierę Nvidia GeForce RTX 3000 lub kolejne informacje, których nie omieszkamy przekazać.

Źródło: tweaktown.com

]]>
https://menworld.pl/nvidia-geforce-rtx-3000-pierwsze-informacje/feed/ 0
Renault Espace 1.8 TCe 225 – idealny na dalekie trasy https://menworld.pl/renault-espace-1-8-tce-225-idealny-na-dalekie-trasy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=renault-espace-1-8-tce-225-idealny-na-dalekie-trasy https://menworld.pl/renault-espace-1-8-tce-225-idealny-na-dalekie-trasy/#disqus_thread Sun, 19 Jan 2020 23:00:59 +0000 https://menworld.pl/?p=21063 To moja druga “randka” z Renault Espace tej generacji. Ten bardzo ładny van zadebiutował w 2014 roku. Ma więc już sporo lat “na karku”. Co prawda przeszedł delikatny lifting i w salonach niebawem pojawi się wersja ze zmianami, jednak ten artykuł dotyczy wersji jeszcze przed liftingiem. Tak czy inaczej warto się nim zainteresować, ponieważ kto wie, może kupicie bardzo dobrego vana w atrakcyjnej cenie. Nie wyprzedzajmy jednak faktów. Poznajcie Renault Espace 1.8 TCe 225. 

Renault Espace 1.8 TCe 225 - idealny na dalekie trasy

W 2017 roku miałem okazję przetestować Renault Espace. W tamtym przypadku również miałem do czynienia z benzynowym motorem, jednak o pojemności 1.6 i mocy 200 KM. O ile sam samochód był naprawdę fajny, o tyle silnik według mnie do niego nie pasował. Producent zmienił swoje podejście i dziś idąc do salonu Renault będziecie mogli wybrać jeden z dwóch motorów: benzynowy 1.8 TCe o mocy 225 KM, a więc ten, który testowałem lub dwulitrowy, dwustukonny diesel. W obu przypadkach silnik zestrojony będzie z dwusprzęgłowym automatem, jednak w benzynie będzie on miał sześć biegów, z kolei w automacie siedem. Co ciekawe, również w przypadku wyposażenia mamy tylko dwie opcje: Zen lub Initiale Paris. 

Renault Espace 1.8 TCe 225 - idealny na dalekie trasy

Renault Espace 1.8 TCe 225 – z zewnątrz klasyczny, ale bardzo elegancki van

Testowany van nie zmienił się od czasu, kiedy po raz pierwszy miałem z nim styczność. To nadal bardzo ładne auto, aczkolwiek powoli wizualnie odstaje od reszty gamy modelowej. Mam tu na myśli Megane, Talismana, Koleosa, a nawet Clio. Oczywiście to, że projekt ma już kilka lat nie znaczy, że jest nudny. Wręcz przeciwnie. Francuzi potrafią zaprezentować tak świetne wizualnie auta, że nie te nie starzeją się przez długi czas. Tak test jest w przypadku Espace. Na froncie przede wszystkim możemy dostrzec duże logo producenta umieszczone w centralnym miejscu. Reflektory LED Pure Vision nachodzą na boki i są one spójne zarówno z grillem, jak i nadkolami oraz zderzakiem. W tym ostatnim umieszczono również chromowane wstawki, ale i niewielką osłonę, która delikatnie nawiązuje do crossoverów. Wystarczy jednak popatrzeć na linię boczną by przypomnieć sobie, że Renault Espace 1.8 TCe 225 to pełnoprawny van. Bohater testu był wyposażony w pakiet Initiale Paris. To między innymi duże, 19-calowe felgi, które pomimo swojego rozmiaru wcale nie wyglądają na jakieś ogromne. Na tylnym zderzaku również umieszczono wzmocnienie, które nawiązuje do uterenowionych aut. Oczywiście z offroadem Espace nie ma nic wspólnego, żeby nie było. Patrząc na tył nie sposób nie zwrócić uwagi na bardzo ciekawie narysowane lampy. Ogólnie podoba mi się to, że producenci stosują ciekawe projekty reflektorów LED. To fajne urozmaicenie w przypadku designu auta. Renault Espace posiada, rzecz jasna wiele przetłoczeń oraz chromowanych wstawek. To sprawia, że ten van może się podobać. Jego projekt jest wręcz kosmiczny i zupełnie nie kojarzy się z typowym autem rodzinnym. 

Wnętrze Espace to przede wszystkim przestrzeń. Luksusowa przestrzeń

Renault Espace 1.8 TCe 225 w wersji wyposażenia Initiale Paris prezentuje się we wnętrzu równie dobrze, co na zewnątrz. Zarówno siadając na przednich fotelach, jak i na tylnej kanapie otrzymujemy gwarancję podróży odbytej w komfortowych warunkach. Już sama stylistyka wnętrza pokazuje nam, że Espace to francuski projekt. To jednak nie znaczy, że w aucie nie odnajdą się fani konserwatywnego wyglądu. Nic z tych rzeczy. Producent zachował rozsądek w przypadku projektu wnętrza. Na pochwałę zasługuje również ergonomiczne rozmieszczenie poszczególnych przycisków. W centralnie umieszczonym miejscu kokpitu znajdziemy duży ekran do obsługi multimediów. Niestety irytujące jest to, że brakuje płynności podczas przełączania poszczególnych ustawień. Tak czy inaczej, najważniejsze, że Android Auto i Apple CarPlay działają wzorowo. Najpiękniejszym jednak elementem wnętrza jest oczywiście lewarek odpowiadający za sterowanie automatyczną skrzynią biegów. Zastanawiam się, czemu tego jakże pięknego gadżetu zabrakło w Talismanie i innych modelach. Tuż pod nim umieszczono przełącznik Multi-Sense, który znany jest również z innych modeli. Pozwala na regulację trybu jazdy, który reguluje pracę silnika, skrzyni biegów, układu kierowniczego, amortyzatorów. Osobiście najczęściej wybierałem tryb komfortowy, bowiem nie oszukujmy się, van jest do tego, by wygodnie pokonywać kolejne kilometry. 

Jak jeździ się Renault Espace 1.8 TCe 225? 

Pierwsze Espace, którym jeździłem było fajne, aczkolwiek ten silnik nie do końca mi pasował. Dlatego też dość sceptycznie podchodziłem do tego testu. Zacznę jednak od samego komfortu podróżowania. Przede wszystkim wyciszenie – stoi na wysokim poziomie. Pokonałem w Renault Espace 1.8 TCe 225 ogrom kilometrów i nigdy z auta nie wysiadłem zmęczony. Fotele są bardzo wygodne, oferują świetne trzymanie boczne i szereg opcji jeśli chodzi o regulację ich położenia. Do tego te umieszczone z przodu mają nie tylko podgrzewanie i wentylowanie, lecz także masaż, który znacznie umila jazdę. Dołóżmy do tego dobrze grający zestaw audio BOSE, wzorową widoczność za sprawą idealnie przeszklonego wnętrza i mamy naprawdę fajny krążownik szos. 

Podróżujący na tylnej kanapie również nie mają na co narzekać. W zagłówkach umieszczono dwa ekrany z odtwarzaczami DVD. O ilości miejsca chyba nie muszę wspominać. Jest go tak dużo, że pięć osób będzie podróżować bardzo wygodnie. W bagażniku, który ma 680 litrów pojemności umieszczono dwa dodatkowe fotele. Przez to ilość przestrzeni bagażowej zmniejsza się do 247 litrów. Nie ukrywam, są to fotele przeznaczone raczej dla dzieci, ewentualnie dla niskich pasażerów. 

Downsizing jest zły. Renault chyba o tym wie

Czas na główny temat tego artykułu, czyli silnik. Jest to (z tego co mi się wydaje) ta sama jednostka, którą znajdziecie w Alpine A110 oraz Megane R.S. Rzecz jasna nie tak mocna, aczkolwiek… Motor o pojemności 1.8 generuje dokładnie 224 KM i 300 Nm momentu obrotowego. W porównaniu do poprzednika znajdziemy tu układ zmiennych faz rozrządu, kolektor dolotowy o zmiennej geometrii, a także ośmiootworowy rozpylacz wtryskiwaczy. O ile was to interesuje. Silnik współpracuje z 7-biegowym automatem dwusprzęgłowym. Muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony zarówno jego kulturą pracy, dynamiką, jak i spalaniem. Oczywiście nie zapominajcie, że to van, dlatego pomimo 225 koni pod maską nie spodziewajcie się sportowych aspiracji. Tak czy inaczej, przyspieszenie do setki w 7,9 sekundy to dobry wynik. Należy jednak pochwalić dynamikę, jaką oferuje ten silnik. Szczególnie w trasie, kiedy musicie wyprzedzić długą ciężarówkę. Zajmie to wam kilka chwil, co znacznie wpływa na bezpieczeństwo podróżowania. Zawieszenie “pływające” nie zachęca do dynamicznej jazdy. W trybie sportowym nieco się utwardza, ale nadal auto potrafi się wychylać na boki. W końcu to van. Możecie wierzyć lub nie, ale udało mi się w trasie, przy spokojnej jeździe zejść ze spalaniem do 6,5 litra. Tak czy inaczej, będzie ono oscylować w granicach 7 – 8 litrów. W mieście około 10 litrów. Niestety minusem jest zbiornik paliwa, który ma pojemność 58 litrów. Na pełnym baku pokonacie około 600 – 700 kilometrów. 

Podsumowanie
Kto kupi tego typu auto? Oczywiście konkretny klient, który potrzebuje właśnie takiego samochodu. Renault Espace 1.8 TCe 225 to świetne, rodzinne auto, które oferuje wysoki komfort podróżowania, a benzynowy silnik zapewnia odpowiednią dynamikę podczas pokonywania kolejnych kilometrów. Wyposażenie Initiale Paris jest wręcz kompletne. Dzieci nie będą się nudzić na tylnej kanapie dzięki ekranom w zagłówkach, kierowca i pasażer zrelaksują się dzięki masażom i dobremu nagłośnienio BOSE. O komfort zadba również zawieszenie, które dobrze tłumi nierówności. Jeśli więc masz rodzinę i szukasz auta z dużym bagażnikiem i opcjonalnymi, dwoma fotelami to chyba lepiej trafić nie mogłeś. O wyróżniającym się designie nie wspominam. Do tego Francuzi już dawno nas przyzwyczaili.
Zalety
Dobra dynamika, którą oferuje 1.8 TCe 225
Wysoki komfort podróżowania
Wyróżnia się z tłumu
Wady
Brak widocznych
8
Wynik
]]>
https://menworld.pl/renault-espace-1-8-tce-225-idealny-na-dalekie-trasy/feed/ 0
Najdroższe samochody świata. Ile może kosztować auto? https://menworld.pl/najdrozsze-samochody-swiata-ile-moze-kosztowac-auto/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=najdrozsze-samochody-swiata-ile-moze-kosztowac-auto https://menworld.pl/najdrozsze-samochody-swiata-ile-moze-kosztowac-auto/#disqus_thread Sat, 18 Jan 2020 14:03:54 +0000 https://menworld.pl/?p=21027 Przez lat zmieniały się wyznaczniki ludzkiego statusu majątkowego. Dwory, bogaty ubiór, ilość własnej ziemi i inne tym podobne. W to grono można było także zaliczyć środki transportu – niegdyś były nimi np. konie i wozy, do których je zaprzęgano. Ówcześnie potrafiły one kosztować niebotyczne sumy – ekwiwalenty kilku wsi czy niewielkich mieścin. Jeśli interesuje was ile może kosztować auto, a także jak wyglądają najdroższe samochody świata warto przeczytać ten artykuł.

Najdroższe samochody świata

Niektóre rzeczy się nie zmieniają – w tym także i rzeczy dające znać o naszej majętności. Wielkie wille, designerskie, ekstrawaganckie ubrania czy bajecznie drogie samochody. Dzisiaj skupię się na tych ostatnich i postaram się przedstawić kilka z tych najciekawszych przykładów. Oto najdroższe samochody świata. Zapraszam!

Ferrari LaFerrari

Koszt: ~5.3 mln PLN

Najdroższe samochody świata. Ile może kosztować auto?

Jeśli chodzi o najdroższe samochody świata o jakich modelach najczęściej myślisz? Oczywiście o autach Ferrari. Marki raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Od lat jest ona wyznacznikiem tego co w motoryzacji najlepsze – pięknych, sportowych rys i niepodważalnie wysokich osiągów. Model LaFerrari, jak sama nazwa modelowa mówi, miał być kwintesencją tego, czym marka z Maranello jest. Następca i spadkobierca Ferrari Enzo równie godnie reprezentował markę jako topowy model. Moc 963KM oraz 700Nm momentu obrotowego, generowane przez hybrydowy układ napędowy oparty na silniku 6,3l V12 dawało kierowcy wrażenie kompletnego supersamochodu. Wyprodukowanych zostało tylko 499 sztuk, które i tak bardzo sprawnie rozeszły się wśród miłośników.

Koenigsegg One:1

Koszt: ~7,6 mln PLN

Szwedzka marka Koenigsegg dla każdego mającego jakiekolwiek pojęcie o motoryzacji raczej nie jest niczym nowym. Założona została przez wizjonera Christiana von Koenigsegg. Marzył on o stworzeniu najszybszego samochodu na świecie. Model One:1 pokazał na co go stać. Wartą nadmienienia rzeczą jest fakt, iż nazwa modelu odnosi się do osiągów samochodu – jeden kilogram masy przypada na jeden koń mechaniczny. Ile więc wynosi jego moc? Skromne 1360KM przy wadze dokładnie 1360kg, z momentem obrotowym 1371Nm. Takie ogromne osiągi rozpędzają Koenigsegga maksymalnie do 455 km/h, a pierwsza setka na liczniku pojawia się po 2,6s. Wszystko to z silnika 5.0 V8 doładowanego dwoma turbosprężarkami.

Mercedes-AMG One

Koszt: ~10,35 mln PLN

Ten model ma bardzo wiele wspólnego z Formułą 1. Przy pracach projektowych i testach czynny udział bierze kierowca Mercedesa w tymże motosporcie – Lewis Hamilton. Napędzany jest przez jednostkę V6 o pojemności… 1,6l (bardzo podobnie do obecnych standardów F1) oraz 3 silniki elektryczne oraz jedną elektryczną turbosprężarkę. Wszystko to generuje moc ok. 961KM. Pierwsi klienci kluczyki do swoich egzemplarzy mają odebrać w roku 2021.

Bugatti Chiron

Koszt: ~12,3 mln PLN

Marka Bugatti jest wręcz ikoną ekstrawagancko drogich i szybkich aut. W sumie jeśli chodzi o najdroższe samochody świata, to Bugatti ma praktycznie tylko takie pojazdy. Zapoczątkowana modelem Veyron, a kontynuowana wyżej wymienionym tradycja bicia rekordów jest niejako swoistym celem Francuzów. Można by wręcz rzec, iż ekstrawagancja jest mottem zarządu marki. Model Chiron jest wręcz ikoną piekielnie szybkiego samochodu. Moc 1500KM z momentem obrotowym na poziomie aż 1600Nm z poczwórnie doładowanego 8-litrowego silnika W16 robi naprawdę ogromne wrażenie. Oficjalnie, samochód ten rozpędza się do 420 km/h, lecz nałożoną ma elektroniczną blokadę, której zdjęcie, według plotek, pozwala rozpędzić to monstrum do aż 490 km/h!

Najdroższe samochody świata to również model z Bliskiego Wschodu. Oto Lykan Hypersport

Koszt: ~13 mln PLN

Jest to pierwszy w historii supersamochód wyprodukowany na Bliskim Wschodzie. Odpowiedzialna za niego jest marka W Motors. Jego wygląd oddaje charakter tego samochodu – bezkompromisowy supersamochód. Wszak który inny samochód ma wbudowanych w przednie światła420 diamentów o masie 15 karatów? Napędzany jest jednostką o pojemności 3,7L wyposażoną w dwie turbosprężarki, generującą zawrotne 760KM.

Ile może kosztować auto? Na przykładzie Rolls-Royce Sweptail tyle, ile może zapłacić klient

Koszt: ~48,7 mln PLN

Brytyjska marka Rolls-Royce przez wielu uznawana jest za symbol bajecznie wygodnej, a zarazem drogiej limuzyny, na którą stać tylko niektórych. Prawdziwym pokazem motoryzacyjnej ekstrawagancji ma być model Sweptail. Nie przewidzieliście się – jego cena ma wynosić niespełna 49 milionów złotych (12,8 mln $)! Wyglądem utrzymuje stylistyczną tradycję marki, zarazem nadając jej wiele nowoczesnych, futurystycznych elementów. Odnośnie zaplecza technicznego wiemy tylko, że napędzany będzie silnikiem V12 o pojemności 6,75L.

W zestawieniu pt. “najdroższe samochody świata” nie mogło zabraknąć Bugatti La Voiture Noire

Koszt: ~70 mln PLN

Myślę, że nie jest to duże zaskoczenie. Wszak o tym modelu Bugatti było w czasie jego premiery niezwykle głośno, również poza światem motoryzacji. Okrzyknięty został wówczas jako najdroższy samochód na świecie i tak też jest. Ile może kosztować auto? Około 70 milionów złotych przyszło zapłacić obecnemu właścicielowi tego samochodu. Wyprodukowany został tylko w jednym egzemplarzu. Ma sporo wspólnego z Chironem – między innymi silnik 8.0L W16 o mocy 1500KM. Najprawdopodobniej nowym właścicielem tego arcydzieła został Ferdinand Piëch (zmarł 25 sierpnia 2019) – były prezes Volkswagen AG.

Jaki jest Twój ulubiony samochód z powyższego zestawienia? Podziel się swoją opinią w komentarzu poniżej lub w naszych mediach społecznościowych!

]]>
https://menworld.pl/najdrozsze-samochody-swiata-ile-moze-kosztowac-auto/feed/ 0
Z1 Battle Royale nagle zaczyna zyskiwać na popularności! https://menworld.pl/z1-battle-royale-nagle-zaczyna-zyskiwac-na-popularnosci/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=z1-battle-royale-nagle-zaczyna-zyskiwac-na-popularnosci https://menworld.pl/z1-battle-royale-nagle-zaczyna-zyskiwac-na-popularnosci/#disqus_thread Thu, 16 Jan 2020 18:14:17 +0000 https://menworld.pl/?p=21015 Wielu z Was pewnie zastanawia się, co to jest Z1 Battle Royale. Jest to nic innego jak H1Z1 King of The Kill, które zmieniło nazwę na Z1 Battle Royale. Nastąpiło to w momencie przejścia na tryb f2p (free to play), przez co bez opłat możemy zagrać w ten tytuł.

Co to jest Z1 Battle Royale?

Jest to gra, która polega na tym samym co PUBG, Apex Legends, Fortnite itd. Na przetrwaniu jako ostatni żywy gracz (o ile gramy samemu). Z1 Battle Royale był pionierem w tej tematyce, bowiem była to jedna z pierwszych gier wykorzystująca ten tryb.

Dlaczego Z1 Battle Royale upadło?

Było to spowodowane dwoma czynnikami. Pierwszy był taki, że developerzy gry zaczęli się bawić, aniżeli poprawiać błędy. Z każdą aktualizacją wdrażali swoje “innowacyjne” usprawnienia, a prawdę mówiąc nie robili nic, poza ciągłą zmianą rozrzutu broni. Zaczęło być to na tyle irytujące, że coraz więcej graczy zaczęło odchodzić od tytułu. Gra posiadała sporą ilość błędów, o których raportowali gracze. Robili to również streamerzy, lecz developerzy nic z tym nie zrobili, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. Drugim czynnikiem było pojawienie się gry Playerunknown’s Battlegrounds. Była to całkowicie nowa gra na rynku, której twórcy nastawili na rozwój i z każdym update ją poprawiali, naprawiając błędy. W ciągu pół roku gra zebrała średnią ilość graczy na poziomie miliona, gdzie H1Z1 nie zdołało zdobyć nawet 100 tysięcy. Potem doszedł jeszcze do tego Fortnite, który położył całą konkurencję na podłogę. Zgarniając przy tym niemalże wszystkich graczy, nie będących tylko fanami tego trybu. Wszystko to spowodowało, że Z1 z gry z ogromnym potencjałem stało się trupem, a zarazem memem.

Z1 Battle Royale odżywa na nowo?

Tak jak mówi tytuł, tak też i pokazują statystyki. Strona steamcharts.com, która daje możliwość zobaczenia dokładnych statystyk gier znajdujących się na platformie Steam. Dzięki tej stronie możemy zobaczyć wzrost popularności, który ma miejsce. Ilość graczy grająca w ten tytuł na przestrzeni kilku dni wzrosła 10 krotnie. Osobiście nie wiem czym jest to spowodowane, a przy próbie zrobienia researchu zauważyłem, że wszystkie media na ten temat milczą.

Z1 Battle Royale nagle zaczyna zyskiwać na popularności!

Czyżby szykował się niespodziewany powrót? Czas pokaże.

Grafika wyróżniająca: labo.fnac.com

]]>
https://menworld.pl/z1-battle-royale-nagle-zaczyna-zyskiwac-na-popularnosci/feed/ 1
Hyundai Tucson N Line – SUV idealny? https://menworld.pl/hyundai-tucson-n-line-suv-idealny/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=hyundai-tucson-n-line-suv-idealny https://menworld.pl/hyundai-tucson-n-line-suv-idealny/#disqus_thread Tue, 14 Jan 2020 22:17:51 +0000 https://menworld.pl/?p=20989 Już na wstępie zaznaczę, że ideałów nie ma. Zarówno wśród ludzi, jak i maszyn. Są jednak produkty (celowo pomijam nas), którym blisko do ideału. Przykładowo taki Hyundai Tucson N Line. Tak naprawdę jest to SUV kompletny, któremu niczego nie brakuje. Oczywiście to tylko maszyna i zawsze można się do czegoś przyczepić, jednak. Z resztą, opiszę to w artykule, do którego lektury zapraszam. 

Czy to nadal przyjemność, czy już rutyna?

Tworząc ten test mogłem podsumować swój kolejny rok pracy. Mam, rzecz jasna na myśli kwestię recenzji samochodów. Hyundai Tucson N Line był bowiem autem, z którym zakończyłem 2019 i powitałem 2020 rok. W tym, który nie tak dawno się zakończył przetestowałem trzydzieści dwa samochody. Ogólnie, jeśli podsumowałbym całe swoje portfolio, pojazdów byłoby około dwustu. Ten wynik sprawia, że z ręką na sercu mogę powiedzieć: nie przyzwyczajam się do samochodów, niewiele z nich budzi we mnie zachwyt. Co tu dużo mówić, traktuję je jak produkty, które testuję i już. Może na początku ciekawiły mnie te wszystkie technologie i ogólnie to, że praktycznie co tydzień odbierałem kolejne, nowe auto. Dziś emocje już opadły i na palcach mógłbym wyliczyć te modele, które rzeczywiście mnie zaciekawiły na tyle, że gdybym miał zakończyć swoją dziennikarską przygodę być może rozważyłbym zakup jednego z nich. Do czego zmierzam? Do tego, że to właśnie ten koreański SUV kolejny raz potwierdził, że znajduje się w moim TOP10 najlepszych (nie mylić z najciekawszych) jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości samochodów. Bardzo rzadko mam tak, że zwracając po tygodniu jakieś auto myślę sobie “kurczę, pojeździłbym jeszcze”. Cóż, Hyundai Tucson N Line (w tej właśnie konkretnej wersji) był jednym z takich samochodów. To po prostu dobry SUV oferowany w odpowiedniej cenie. 

Hej, hej! To wstęp czy podsumowanie? 

OK, wracam do bohatera tego tekstu. Swoją drogą, fajnie jest tak “przelewać” swoje myśli na papier. Tak, w tym przypadku na klawiaturę. Zamiast suchych testów macie opinię osoby, która pokonała trochę kilometrów danym autem i szczerze pisze co się podobało, a co nie. Warto przypomnieć, że Hyndai Tucson oferowany jest od 2015 roku. Jest to więc piąty rok, w którym koreańczycy oferują tego SUV-a. Model przed liftem testowałem w 2016 roku. Minęły więc cztery lata od ostatniej “randki”. Przez ten czas wiele się zmieniło, ale pamiętam jak dziś, że miałem nie lada problem z tym autem. On naprawdę nie ma wad. Oczywiście jeśli mądrze do tego podchodzimy. Nie możemy przecież wymagać bajerów znanych z modeli premium od samochodu, który kosztuje około stu tysięcy złotych. Model po liftingu otrzymał się nowego motoru, zmieniło się delikatnie wnętrze i kilka elementów na zewnątrz. Jakość wykonania materiałów, jak i ogólnego spasowania jest lepsza. Ty jednak potrzebujesz wersji N Line. Jeśli chcesz czerpać przyjemność z jazdy tym SUV-em przez kilka lat, rzecz jasna. A wiemy dobrze, że chcesz. 

Hyundai Tucson N Line – co tak naprawdę oferuje ta wersja?

Pewnie sobie myślisz co takiego ma ten Hyundai Tucson N Line, że tak się nim zachwycam. Otóż przede wszystkim poprawiono, i to znacznie prowadzenie. Zapewne chodzi o inspirację sportowymi Hyundaiami, które posiadają literę N w nazwie. Tak czy inaczej, nie są to słowa rzucane na wiatr. Tucson N Line prowadzi się tak, jak powinien od samego początku, czyli pewnie. Rzecz jasna, nie jest to hot hatch, czyli gokart, aczkolwiek nie doświadczycie w przypadku tego SUV-a żadnych dziwnych zachowań. Krótko mówiąc, dokładnie wiecie co się dzieje z kołami na przedniej osi, dzięki czemu pokonywanie kolejnych kilometrów za kierownicą Tucsona N Line to czysta przyjemność. Modyfikacja dotyczy także zawieszenia. Przede wszystkim jest ono nieznacznie niższe w porównaniu do innych wersji. Cała konstrukcja została usztywniona. Czuć to na nierównych drogach, gdzie zamiast przyjemnego bujania, które oferują na przykład francuskie auta mamy test naszego żołądka. Oczywiście bez przesady. Nie jest to jakaś taczka, ale od SUV-ów zazwyczaj spodziewamy się bujania jak na łodzi. Tutaj tego nie doświadczycie. Nie pomagają w tym również duże felgi aluminiowe. 

Halo, halo, czy ten Tucson się w końcu zestarzeje?

Nie sztuką jest zaprojektować samochód. Sztuką jest stworzyć taki projekt, który będzie bardzo wolno się starzał. Taki jest właśnie według mnie Tucson, szczególnie w wersji N Line. Testowany egzemplarz pokryty był lakierem shadow grey. Jest to specjalna wersja dostępna tylko dla N Line. Wygląda bardzo dobrze, ale to nie wszystko. Rzecz jasna, lakier ten jest bardzo praktyczny, ponieważ prawie nie widać na nim brudu. Podoba mi się przedni pas. Wystarczy popatrzeć na agresywne, lekko skośne reflektory, spory grill z logo marki umieszczonym w centralnym miejscu. Przy wlotach powietrza znalazły się reflektory do jazdy dziennej. Z tyłu brakuje mi spójności jeśli chodzi o końcówki wydechu. Widać, że jest miejsce na kolejne dwie. Tak tak, może to byłby przerost formy nad treścią, ale chyba wolałbym mieć po jednej z obu stron. Ciemne, duże felgi aluminiowe idealnie wpasowały się w boczną linię Tucsona. Nie ma co ukrywać, to SUV z prawdziwie sportowym wyglądem zewnętrznym. Co z wnętrzem?

O ile z zewnątrz Hyundai Tucson N Line wcale się nie zestarzał, o tyle wnętrze mówi już coś innego

Nie oszukujmy się. W dobie wszechobecnych ekranów, czy to dotykowych, czy też nie Hyundai Tucson N Line wypada dość blado. Czy to Wada? Zależy dla kogo. Jeśli ktoś lubi nowe technologie to będzie przeszkadzać brak cyfrowych zegarów. Mi osobiście design deski rozdzielczej się podoba. Podobne zdanie mam na przykład o Nissanie X-Trail, który również nadal jest we wnętrzu bardzo klasyczny. Krótko mówiąc, wnętrze nie jest tak efektowne jak w niektórych autach, ale niczego mu nie brakuje. I tutaj podam kolejny powód dlaczego potrzebujecie wersji N Line. Bo jak myślę, domyśliliście się, że pierwszym jest to, że ta wersja znacznie lepiej się prowadzi. A więc, oprócz takich fajnych smaczków jak przeszycia czerwoną nicią tu i tam, otrzymacie wręcz wzorowe trzymanie boczne. To oczywiście sprawka bardzo wygodnych foteli, które pokryto alcantarą i skórą. Elementy wnętrza nie skrzypią, wiele jest miękkich i miłych w dotyku.

Ilość miejsca w Tucsonie jest optymalna

Ilość miejsca zarówno nad głową, jak i na nogi jest optymalna dla czterech pasażerów. Nie jest to Mercedes GLS, czy BMW X7 – to oczywiste. Regulowana kierownica (co jest już chyba rzeczą oczywistą) pomaga w dobraniu idealnej pozycji. Szkoda, że w topowej wersji, jaką jest N Line nie mamy elektrycznie regulowanego fotela. Choćby kierowcy. Tak czy inaczej, pozycja za kierownicą jest komfortowa, poszczególne przyciski umieszczono w ergonomicznych miejscach. Nie mam się do czego przyczepić. Pasażerowie z tyłu mają do swojej dyspozycji gniazdo USB zamiast zapalniczkowego. Z jednej strony to plus. Z drugiej czasami chcemy tam umieścić na przykład lodówkę, którą łączymy właśnie gniazdem 12V. Wtedy może pojawić się problem. Na szczęście takowe umieszczono w bagażniku. Ten mieści łącznie 459 litrów, a więc całkiem optymalnie jak na SUV-y kompaktowe przystało. 

Hyundai Tucson N Line nie jest pozbawiony wad

Być może ktoś po przeczytaniu tego, jakie widzę wady w tym aucie pomyśli, że woda sodowa uderzyła mi do głowy, ale cóż. Są to kwestie, przez które zastanawiałbym się nad zakupem tego auta. Z jednej strony mamy Apple Car Play i Android Auto, a także wzorowo grający zestaw audio Krell, za który Hyundai wymaga jedynie dopłaty 2800 zł. Z drugiej natomiast kamera oferuje rozdzielczość VGA. Serio, jest tak słaba jak w autach grupy PSA (Peugeot, Citroen, DS). To niedopuszczalne wręcz. Tym bardziej, że kto jak kto, ale Koreańczycy mają chyba dostęp do dobrej jakości obiektywów. Druga sprawa to reflektory. OK, świecą bardzo dobrze, w końcu to LED, jednak widać, że nie jest to najnowsza technologia, bowiem brakuje mi reflektorów skrętnych. Coś jak Matrix LED w Audi. Takie rozwiązanie miałem nawet w DS 3 Crossback, który to przecież jest miejskim kompaktem. Do czego jeszcze mogę się przyczepić? Do braku masaży. Fajnie w długiej trasie, jadąc komfortowym autem dać sobie odrobinę przyjemności. Na koniec coś, czego naprawdę mi brakowało. Chodzi o elektryczne fotele z pamięciami. Nowy Tucson startuje od 76 tysięcy złotych. Ta wersja wyceniona jest na około 160 tysięcy, a więc… troszeczkę więcej. Niedopuszczalne według mnie jest to, że nie ma tak podstawowego gadżetu. Aha, byłbym zapomniał. Jest tempomat. Ba Hyundai nazywa go inteligentnym, aczkolwiek nie należy mylić go z aktywnym. Auto utrzymuje pas ruchu, a hamuje tylko w awaryjnych sytuacjach. To trochę słabe. 

Ponarzekałem sobie. Teraz czas na pochwały. Te dotyczą silnika i skrzyni biegów

Hyundai Tucson N Line wyposażony był w 2-litrowy silnik diesla generujący 185 KM i 400 Nm momentu obrotowego. Motor ten współpracował z 8-biegowym automatem. Auto wyposażone było w napęd 4×4, dołączany, a więc głównie jeździmy na przód, natomiast gdy jest to wymagane, dołącza się tył. Jak dla mnie jest to połączenie niemal idealne. Oczywiście nie myślcie sobie, że mając usportowioną wersję N Line, która ma lepszy układ kierowniczy i zmodyfikowane zawieszenie będziecie królem szos. Nie zapominajcie, że to nadal SUV, który waży 1748 kg. Tak czy inaczej, dynamiki pomimo 9,5 s do setki nie brakuje. Na każdym biegu motor potrafi przyspieszyć, a w przypadku wyprzedzania skrzynia szybko redukuje biegi aby nie zabrakło nam mocy. Co ciekawe, wcale nie narzekałem na spalanie, bowiem przy spokojnej jeździe po drogach krajowych komputer wskazał zaledwie 4.8 litra na setkę. Jadąc ekspresówką, gdzie starałem się nie przekraczać 120 km/h ostatecznie osiągnąłem wynik na poziomie 6 litrów. Z kolei drastycznie wynik ten rośnie w mieście, szczególnie w korkach. O ile nocna jazda po mieście sprawi, że spalicie około 8 litrów (jeśli będzie pusto), o tyle w godzinach szczytu komputer wskazywał 12 litrów na setkę. Rozbieżność wręcz ogromna, ale nie zapominajmy o wadze auta. Tak czy inaczej zbiornik na paliwo ma pojemność 58 litrów. To oznacza, że stację będziecie odwiedzali średnio co 600 – 700 kilometrów. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak ciężką macie stopę. 

Podsumowanie
Tak, wiem, rozpisałem się. Ale to jest tak, że jak jest fajny samochód, to można o nim pisać i pisać. Właśnie taki jest Hyundai Tucson N Line. To auto, z którego nie chce się wysiadać, którym miło pokonuje się długie dystanse, które jest bardzo dobrze wycenione. Oczywiście to nie jest samochód pozbawiony wad, co wcześniej pokazałem, ale to nadal, pomimo kilku lat od premiery dobre auto, którego zakupu nie będziecie żałowali. I tak, to jest jeden z niewielu samochodów, które w przypadku, gdybym nie jeździł co tydzień innym, testowym autem brałbym pod uwagę jeśli chodzi o zakup. Jeśli więc chcecie kupić SUV-a (kompaktowego), który będzie dobrze wykonany, wyposażony w fajny silnik i napęd, a do tego oferować będzie szereg podstawowych gadżetów to chyba Hyundai Tucson N Line będzie odpowiednim autem. Ładny, porządny, kompaktowy SUV. Tak w jednym zdaniu można podsumować bohatera tego artykułu.
Zalety
Ładny wygląd
Poprawna praca układu kierowniczego
Dobrze zestrojone zawieszenie
Wysoki komfort podróżowania
Świetne i tanie audio Krell
Dobry stosunek ceny do jakości
Wady
Brak elektrycznego sterowania foteli i pamięci ustawień
Brak aktywnych reflektorów
Niby tempomat inteligentny, a jednak nie jest aktywny
8.5
Wynik
]]>
https://menworld.pl/hyundai-tucson-n-line-suv-idealny/feed/ 0
Robert Lewandowski będzie jeździł Audi e-tron. To auto elektryczne https://menworld.pl/robert-lewandowski-bedzie-jezdzil-audi-e-tron-to-auto-elektryczne/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=robert-lewandowski-bedzie-jezdzil-audi-e-tron-to-auto-elektryczne https://menworld.pl/robert-lewandowski-bedzie-jezdzil-audi-e-tron-to-auto-elektryczne/#disqus_thread Tue, 14 Jan 2020 15:29:02 +0000 https://menworld.pl/?p=20981 Nie od dziś wiadomo, że Bayern Monachium współpracuje z marką Audi. Obie firmy przedłużyły swój kontrakt do 2029 roku. Oznacza to, że piłkarze jednego z najpopularniejszych niemieckich klubów dalej będą jeździli autami z czterema pierścieniami na masce. Nie jest niczym odkrywczym, że przedsiębiorstwa motoryzacyjne dążą do elektryfikacji. Dlatego też Robert Lewandowski oraz jego koledzy będą jeździli między innymi Audi e-tron. Jak nie trudno się domyślić, jest to auto elektryczne.

Audi e-tron dla wszystkich licencjonowanych graczy drużyny Bayern Monachium. Robert Lewandowski również będzie jeździł autem elektrycznym

Współpraca pomiędzy Audi, a Bayernem Monachium trwa od 2002 roku. Mało tego, niemiecka marka jest od 2011 udziałowcem tej drużyny. Stąd też między innymi puchar Audi, który w ubiegłym roku odbył się już po raz szósty na monachijskiej Allianz Arena. Z racji tego, że oba te przedsiębiorstwa dążą do zmniejszenia emisji spalin, cała flota pojazdów, którą otrzymają sportowcy będzie cechować się średnim maksymalnym poziomem emisji na poziomie 95 gramów CO2/km przez cały okres obowiązującej umowy. Docelowo, w przyszłości minimum połowa wszystkich dostarczonych samochodów ma być zelektryfikowana. Dlatego też Robert Lewandowski otrzyma Audi e-tron. Na szczęście auto elektryczne to nie jedyny pojazd we flocie naszego czołowego napastnika. Czym jeździ Robert Lewandowski? Widziano go między innymi w Mercedesie-Maybach S 560, aczkolwiek według portali plotkarskich jest posiadaczem między innymi Ferrari, czy Porsche. Wcale nie powinno to nikogo dziwić. W końcu zarabia nie mało, więc może sobie na to pozwolić.

Współpraca Audi z Bayernem Monachium to oczywiście biznes dla marki motoryzacyjnej

Nikogo nie powinno dziwić to, że współpraca z Bayernem to dla Audi niezły biznes. Dzięki temu marka dociera do 650 milionów fanów klubu z Monachium, a przecież wśród nich mogą znaleźć się potencjalni klienci. Co ciekawe, tylko w Chinach FC Bayern może pochwalić się 135 milionami kibiców, a Państwo Środka jest bardzo ważnym i rosnącym ciągle rynkiem dla Audi. Warto dodać, że współpraca ta dotyczy nie tylko piłki nożnej. Marki porozumiały się również w kwestii zespołu koszykarzy. W końcu mecze rozgrywane są przecież w hali Audi Dome. Dlatego też Bayern przedłużył współpracę z Audi do 2023 roku właśnie z tą drużyną.

]]>
https://menworld.pl/robert-lewandowski-bedzie-jezdzil-audi-e-tron-to-auto-elektryczne/feed/ 0
Logitech G512 SE – recenzja klawiatury dla graczy https://menworld.pl/logitech-g512-se-recenzja-klawiatury-dla-graczy/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=logitech-g512-se-recenzja-klawiatury-dla-graczy https://menworld.pl/logitech-g512-se-recenzja-klawiatury-dla-graczy/#disqus_thread Tue, 14 Jan 2020 14:11:06 +0000 https://menworld.pl/?p=20724 Bohaterem dzisiejszej recenzji jest klawiatura dla graczy od dość znanego na rynku peryferiów Szwajcarskiego producenta.  Logitech G512 SE, bo o niej mowa wyróżnia się ciekawym wzornictwem czy podświetleniem RGB. Jednak czy to wystarczy by zainteresować potencjalnych konsumentów? Sprawdźmy to. Zapraszam do lektury. 

Logitech G512 SE

Słowem wstępu 

Klawiatura Logitech G512 SE bazuję na GX Blue, które są autorskimi przełącznikami tego producenta. Odznaczają się oczywiście jak przystało na niebieskie przełączniki charakterystycznym klikiem. Obecne jest również wielobarwne podświetlenie kontrolowane za pomocą oprogramowania. Zanim jednak przejdziemy dalej rzućmy okiem na specyfikację.

  • Rodzaj przełączników: GX Blue 
  • Podświetlenie: Tak RGB
  • Wymiary (szer. x gł. x wys. cm): 44,5 x 13,2 x 3,55
  • Waga: 1130 g

Konstrukcja oraz jakość wykonania klawiatury Logitech G512 SE

Producent chwali się zastosowaniem topu ze stopu aluminium wykorzystywanego w lotnictwie. Całość jest sztywna i bardzo dobrze się prezentuję. Capy zostały wykonane w technologii ABS Double-Shot. Są odporne na ścieranie, choć mogłyby być nieco sztywniejsze. Logitech zastosował tutaj swoje autorskie przełączniki o wdzięcznej nazwie GX Blue. Charakterystyką zdają się one być dość podobne do CherryMX Blue. Dla ciekawostki dodam również że są kompatybilne z capami SPC Gear Pudding, choć z racji innego layout’u nie udało mi się założyć ich wszystkich. 

Jeśli jesteśmy już przy układzie, ten temat jest dość ciekawy. Zarówno na swojej stronie jak i na pudełku, a nawet na stronach sklepów konsumenci są informowani o układzie US, czyli mały enter oraz ukośnik zaraz nad nim. Ostatecznie otrzymujemy jednak układ UK, czyli enter w kształcie odwróconej litery L. Mała nieścisłość z opisem, ale dla niektórych może być kluczowa przy wyborze klawiatury.

Logitech G512 SE

Logitech postanowił również usunąć diody odpowiadające za Numpad Lock oraz Scroll Lock pomimo, że same klawisze pozostały na swoim miejscu. O ile w przypadku tego drugiej jest to jak najbardziej uzasadnione ponieważ funkcja ta jest obecnie rzadko użytkowana, to myślę że nie zaszkodziłoby, gdyby ta druga się tutaj znalazła.

Kilka słów na temat użytkowania klawiatury Logitech G512 SE

Korzystało mi się z niej dość przyjemnie. Charakterystyczny klik jedni kochają, inni nienawidzą. Osobiście go lubię aczkolwiek pozostali domownicy nie byli zachwyceni 😉 Podświetlenie jak to u Logitech, jest ładne choć nie tak jasne jak u konkurencji (co osobiście uważam za zaletę, nie przeszkadza podczas użytkowania w nocy). Odwzorowanie barw stoi na dobrym poziomie, w tej kwestii nie mam się do czego przyczepić.

Oprogramowanie Logitech G Hub

Warto poświęcić również część wpisu samemu oprogramowaniu, którym przyjdzie nam zarządzać klawiaturą. Nie jest to już znany pewnie większości Logitech Gaming Software. Jego miejsce zajął jak wspomniałem w nagłówku G Hub. Stał się on bardziej przejrzysty względem poprzednika, choć możliwości pozostały bez zmian (predefiniowanych efektów jest nawet ciut mniej).

Logitech G Hub

Na miejscu pozostał również całkiem rozbudowany, ale równocześnie dość prosty do zrozumienia kreator własnych efektów. Przy odrobinie chęci możemy dzięki niemu stworzyć dosłownie dowolny efekt.

Logitech G Hub

Podsumowanie
Klawiaturę możemy obecnie dostać za nieco poniżej 300 złotych. Czy jest warta uwagi? Jeśli nie przeszkadza Wam układ UK zamiast US (pomimo że producent reklamuję ją inaczej), brak diod odpowiedzialnych za NumLock'a oraz ScrLock'a no i jesteście pewni wyboru niebieskich przełączników to uważam że model jest wart rozważenia. Logitech broni się dobrą jakością wykonania oraz świetnym softem no i co ważne ceną.
Zalety
Rozbudowane oprogramowanie
Dobra jakość wykonania
Stosunek jakości do ceny
Wady
Błędnie podawany układ klawiatury (UK zamiast wszędzie opisywanego US)
7.5
Wynik
]]>
https://menworld.pl/logitech-g512-se-recenzja-klawiatury-dla-graczy/feed/ 0
Nowy Mercedes klasy S złapany w kamuflażu! https://menworld.pl/nowy-mercedes-klasy-s-zlapany-w-kamuflazu/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=nowy-mercedes-klasy-s-zlapany-w-kamuflazu https://menworld.pl/nowy-mercedes-klasy-s-zlapany-w-kamuflazu/#disqus_thread Tue, 14 Jan 2020 14:04:05 +0000 https://menworld.pl/?p=20957 Naturalnym biegiem rzeczy jest, że jedne modele starzeją się i gdy nadejdzie kres ich produkcji, w ich miejsce wchodzą nowe. Usprawnione technicznie, lepiej dopasowane do obecnych trendów stylistycznych czy unijnych norm emisji spalin. Już niedługo czas dopadnie i obecną generację flagowy model z gamy Mercedes Klasy S. Wszak obecnie jeszcze aktualny model W222 kończy w tym roku 7 lat. Jak widać, Mercedes-Benz przygotowuje się odpowiednio na takie okoliczności. W jaki sposób?

Mercedes klasy S incognito w Czechach

W ostatnich dniach pewien tajemniczy egzemplarz testowy został wyłapany przez przechodnia i uwieczniony na zdjęciu. Jak się okazało, owym tajemniczym automobilem była najnowsza S-klasa, której koncern Daimler AG – właściciel Mercedesa, nie postanowił jeszcze oficjalnie zaprezentować. Jaką bryłą projektanci obdarzyli nowy, flagowy model?

Nawet w kamuflażu zauważyć można, iż projektanci Mercedesa nie chcieli szykować nam wielkiej rewolucji w aspekcie wyglądu nowego modelu. Postanowili raczej na ewolucję tego, co zaprezentował sobą model W222 w roku 2013. Bryła pojazdu nie jest agresywna, wręcz przeciwnie – kąty załamań są raczej łagodne. Dodatkowo, gdy stoi obok innych aut, zauważyć można jego, adekwatną do renomy całej serii, wielkość. Nadaje mu ona, nawet w kamuflażu, dostojeństwa oraz masywności, którymi to wszystkie modele klasy S odznaczały się już od pierwszych modeli.

Downsizing? Nie w S-klasie

W obecnych czasach, gdy normy emisji spalin są coraz ostrzejsze i dotkliwsze dla producentów, w swoich modelach stosują oni zabieg tzw. downsizingu. Oznacza to, iż zmniejszają jednostki napędowe w swoich modelach, aby dopasować je do tychże norm i ominąć przez to płacenie dodatkowych kar i podatków.

Jak donosiły media w grudniu, zarząd Mercedesa nie boi się tychże prób ograniczania tego co w motoryzacji najlepsze. Tym samym, w wywiadzie dla portalu GT Spirit, sam szef marki – Ola Kallenius, ogłosił iż w zapowiadanym na rok 2021 modelu klasy S marka nie zrezygnuje z silnika V12. Informacja ta szybko obiegła motoryzacyjny świat, wywołując uzasadniony entuzjazm. Wszak wielu producentów, w cieniu kar, ugina się ustawodawcom, zmniejszając pojemności silników w swojej gamie. Mercedes jednak nie ma zamiaru odebrać wiernym klientom tego, co w marce (oprócz elegancji i wygody) ukochali najbardziej.

A Wy, co myślicie na ten temat? Zapraszam do komentowania poniżej i w naszych mediach społecznościowych.

Źródło: motor1.com

]]>
https://menworld.pl/nowy-mercedes-klasy-s-zlapany-w-kamuflazu/feed/ 0
Męskie swetry na zimę – ciekawe propozycje https://menworld.pl/meskie-swetry-na-zime-ciekawe-propozycje/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=meskie-swetry-na-zime-ciekawe-propozycje https://menworld.pl/meskie-swetry-na-zime-ciekawe-propozycje/#disqus_thread Tue, 14 Jan 2020 13:57:24 +0000 https://menworld.pl/?p=20968 Nie ulega wątpliwości, że jesień i zima to pory roku, w których powinniśmy zwracać szczególną uwagę na nasz codzienny ubiór. Wietrzne i mroźne dni wymagają abyśmy ubierali się ciepło, a jednocześnie tak, abyśmy czuli się komfortowo i modnie zarówno podczas pobytu w pracy, jak i wieczornym wypadzie ze znajomymi. Jeśli planujesz uzupełnić swoją garderobę, dobrym pomysłem okaże się inwestycja w ciepłe męskie swetry na zimę pochodzące od cenionych na rynku producentów. Dlaczego wybór odpowiedniej marki jest tak ważny?

Otóż produkty niewiadomego pochodzenia bardzo często zawodzą zarówno pod względem jakości wykorzystanych materiałów, jak i samego wykończenia. W efekcie, nie spełniają one swojej funkcji i bardzo szybko tracą swoje pierwotne właściwości. Jeśli chcesz mieć pewność, że sezon jesienno-zimowy nie będzie Ci straszny, postaw na ciepłe swetry męskie marki Lanieri Fashion!

Jeśli chodzi o męskie swetry na zimę, zobacz jak wygląda klasyka w najlepszym wydaniu

Jeśli cenisz uniwersalne rozwiązania, dzięki którym poczujesz się swobodnie w każdej sytuacji, dobrym pomysłem okaże się prezentowany sweter męski rozpinany.

Męskie swetry na zimę - ciekawe propozycje

Granatowa barwa zapewnia szerokie możliwości w zakresie tworzenia jesienno-zimowych stylizacji i może być łączona zarówno z delikatnymi kremowymi barwami, jak i fioletem, zielenią, a nawet kolorem czerwonym. Zastosowanie wełny jagnięcej z domieszką akrylu pozwala zachować optymalny komfort cieplny oraz sprawia, że produkt w doskonały sposób dopasowuje się do sylwetki. Długi zamek umożliwia dopasowanie swetra do aktualnie panujących warunków.

Kolejną propozycją Lanieri Fashion jeśli chodzi o męskie swetry na zimę jest półgolf zapinany na guziki w kolorze bordowym.

Jest to model, który praktycznie nigdy nie wychodzi z mody i prezentuje się znakomicie zarówno w połączeniu z koszulą, jak i t-shirtem. Miła dla oka barwa, uniwersalny fason regular oraz zastosowanie wysokiej jakości wełny jagnięcej decydują o tym, że jest to idealna propozycja na jesień i zimę.

Najnowsze trendy w norweskim stylu

Dla mężczyzn lubiących podążać za najnowszymi trendami, dobrym wyborem okaże się sweter wzbogacony motywem norweskim.

Prezentowany model pozwoli Ci się wyróżnić oraz nadać Twojej stylizacji wyjątkowego stylu. Wzory norweskie cieszą się obecnie dużą popularnością i powodzeniem zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet!

Męskie swetry na zimę? Zobacz więcej propozycji Lanieri Fashion!

Jeśli chcesz zobaczyć, jak prezentują się inne ciepłe męskie swetry na zimę producenta Lanieri Fashion, koniecznie złóż wizytę na oficjalnej stronie marki. Znajdziesz tam zarówno propozycje pochodzące z najnowszych kolekcji, jak i modele objęte obniżoną ceną. Jesteśmy przekonani, że każdy znajdzie tam sweter męski na miarę swoich potrzeb.

]]>
https://menworld.pl/meskie-swetry-na-zime-ciekawe-propozycje/feed/ 0