XPENG po polsku? Wreszcie. Chińska marka zapowiada polską wersję menu w swoich samochodach, co dla części klientów może być znacznie ważniejszą zmianą niż kolejne 50 km zasięgu albo trzy nowe funkcje sztucznej inteligencji. Do tej pory kierowca nieznający angielskiego musiał po omacku szukać opcji dezaktywującej denerwujące pikanie. Teraz będzie to znacznie łatwiejsze.

XPENG po polsku. Niby drobiazg, a powinien być od początku
XPENG zapowiedział, że menu w samochodach oferowanych na naszym rynku doczeka się polskiej wersji językowej. Można oczywiście uznać, że w 2026 roku znajomość podstawowego angielskiego nie jest czymś szczególnie egzotycznym, ale naprawdę nie o to tutaj chodzi. Jeżeli producent oficjalnie sprzedaje samochody w Polsce, buduje sieć salonów, prowadzi lokalną komunikację i chce przekonać klientów do wydania 200 czy 300 tys. zł, możliwość obsługi auta we własnym języku nie powinna być funkcją premium.
Zwłaszcza w samochodzie takim jak XPENG. W starszym aucie brak polskiego menu oznaczał najwyżej, że na niewielkim ekranie pomiędzy zegarami zamiast „średnie zużycie paliwa” wyświetlało się „average consumption”. Cztery przyciski później człowiek wiedział już wszystko. Tutaj centralny ekran jest właściwie centrum dowodzenia całym samochodem. Sterujemy z niego systemami bezpieczeństwa, ustawieniami jazdy, klimatyzacją, ładowaniem, kamerami, zachowaniem auta i dziesiątkami drobniejszych funkcji. Jeśli producent przenosi prawie cały samochód do tabletu, wypadałoby przynajmniej pozwolić właścicielowi czytać ten tablet po polsku. I właśnie dlatego XPENG po polsku jest ważniejszą zmianą, niż może sugerować zwykła aktualizacja językowa.

W końcu dowiemy się, dlaczego znowu coś pika
Nie będę udawał, że XPENG jest tutaj jedynym winowajcą, bo współczesne samochody sprzedawane w Europie zostały wyposażone w cały zestaw obowiązkowych systemów bezpieczeństwa. Ostrzeżenia o prędkości, monitorowanie uwagi kierowcy, asystenci pasa ruchu i inne elektroniczne anioły stróże nie są chińskim wynalazkiem. Potrafią doprowadzić do szału również w nowych samochodach europejskich, japońskich czy koreańskich.
XPENG ma jednak pewien talent do przypominania kierowcy, że jego elektronika cały czas pracuje. Czytając testy polskich i zagranicznych dziennikarzy, w przypadku G6 zwracano już uwagę na dużą liczbę komunikatów i ostrzeżeń, które potrafią pojawiać się podczas zwyczajnej jazdy. Dołóżmy do tego interfejs po angielsku i człowiek mniej zaprzyjaźniony z językiem Szekspira mógł mieć ciekawie: samochód właśnie zrobił „pik-pik-pik”, na ekranie wyskoczył komunikat, a ty próbujesz jednocześnie patrzeć na drogę i ustalić, czy XPENG właśnie ostrzega przed linią, prędkością, zmęczeniem, brakiem rąk na kierownicy czy może końcem świata. Teraz przynajmniej powinno być łatwiej: „Przekroczyłeś linię”. Aaa, dobrze. Dzięki. Pięć metrów dalej zapewne porozmawiamy znowu.

Problem był większy, niż mogłoby się wydawać
Brak polskiego języka można byłoby wybaczyć niszowej marce, która sprowadziła do Polski pierwszych dwadzieścia samochodów i dopiero bada rynek. XPENG jest już jednak u nas obecny od 2025 roku, rozwija sieć dealerską i oferuje coraz więcej modeli. Mamy dziś G6, G9, P7+, X9 oraz nadchodzącego L03. Marka coraz wyraźniej pokazuje, że Polska nie jest dla niej jedynie przypadkowym punktem na mapie Europy.
Tym bardziej brak języka zaczął wyglądać dziwnie. W jednym z niedawnych testów XPENG P7+, który przeczytałem na Auto Świat, właśnie brak polskiego menu i polskiej obsługi głosowej był jedną z podstawowych wad samochodu. Dla mniej zaawansowanego użytkownika nawet po angielsku potrafi być przytłaczający.
I to jest sedno sprawy. W XPENG-u język menu nie służy tylko do ustawienia stacji radiowej. Samochody tej marki są wręcz demonstracyjnie cyfrowe. XPENG rozwija własny system XOS, aktualizuje samochody przez internet, inwestuje w sztuczną inteligencję i przenosi do oprogramowania kolejne funkcje. Nowy L03 otrzyma system XOS 6 z asystentem AI, który ma rozumieć kontekst rozmowy oraz intencje użytkownika. Firma współpracuje też z Google przy integracji technologii Google Maps bezpośrednio z samochodem – o czym już pisaliśmy. Skoro auto chce być komputerem na kołach, niech ten komputer przynajmniej mówi językiem kraju, w którym został kupiony.

Chińczycy aktualizują samochód jak smartfon
Trzeba XPENG-owi oddać jedną rzecz: filozofia aktualizacji OTA rzeczywiście daje możliwość poprawiania samochodu już po jego zakupie. Nie trzeba czekać na lifting, zmianę rocznika modelowego czy wizytę w serwisie tylko dlatego, że producent poprawił interfejs albo działanie części systemów.
W 2026 roku europejskie egzemplarze G6 i G9 dostały już w ten sposób aktualizację XOS 5.8.7, która poprawiała między innymi działanie adaptacyjnego tempomatu, asystenta utrzymywania pasa ruchu, współpracę z Android Auto i Apple CarPlay oraz ogólną stabilność systemu. To jedna z zalet samochodu zbudowanego wokół oprogramowania – funkcjonalność może zmieniać się również wtedy, kiedy auto stoi już w naszym garażu.
XPENG po polsku jest kolejnym przykładem, że dzisiejszy samochód można trochę potraktować jak telefon. Kupujesz sprzęt, a pół roku później pojawia się aktualizacja, która zmienia jego obsługę. Przy czym telefon za 4000 zł od pierwszego uruchomienia pyta, czy chcemy język polski. Samochód za ponad 200 tys. zł potrzebował na to trochę więcej czasu. No cóż. Ważne, że nadrabia.

Samochody są dobre. Dlatego takie braki irytują jeszcze bardziej
I tutaj warto zaznaczyć coś, co łatwo zgubić w żartach z chińskiego samochodu krzyczącego na kierowcę. XPENG potrafi budować naprawdę interesujące auta. Testy G6, G9 czy P7+ pokazują, że nie mamy już do czynienia wyłącznie z produktami próbującymi konkurować niską ceną. Mocne strony to komfort, osiągi, szybkie ładowanie, dobre wyciszenie, bogate wyposażenie i bardzo rozbudowana elektronika.
Właśnie dlatego brak polskiego menu był tak dziwny. Łatwiej zaakceptować niedociągnięcie w samochodzie kosztującym 80 tys. zł, którego głównym argumentem jest cena. Dużo trudniej zrobić to w aucie próbującym przekonać klienta BMW, Mercedesa czy Audi, że chińska marka potrafi zaoferować równie zaawansowany produkt za mniejsze pieniądze. Polski kierowca nie powinien przy odbiorze takiego samochodu usłyszeć: „wszystko jest bardzo inteligentne, tylko proszę znać angielski”. Teraz ten argument przynajmniej zacznie znikać.

XPENG po polsku nie uciszy samochodu. Ale przynajmniej się dogadamy
Nie oczekuję oczywiście, że po aktualizacji samochód nagle stanie się oazą ciszy i spokoju. Systemy bezpieczeństwa nadal będą wykonywały swoją pracę, część ostrzeżeń wynika z europejskich regulacji, a współczesne auta mają ogólnie tendencję do traktowania kierowcy jak człowieka, któremu co trzydzieści sekund trzeba o czymś przypomnieć.
Ale jest różnica pomiędzy samochodem, który marudzi do ciebie w języku obcym, a samochodem, który robi to po polsku. W pierwszym przypadku słyszysz sygnał, patrzysz na ekran i zaczynasz tłumaczyć komunikat. W drugim od razu wiesz, że XPENG uważa, iż jedziesz o 3 km/h za szybko, znalazłeś się zbyt blisko linii albo przez chwilę patrzyłeś nie tam, gdzie jego kamera chciałaby, żebyś patrzył – a dzięki polskiemu menu szybko trafisz do ustawień i wyłączysz tych „rozpraszaczy”.

Czy dzięki temu XPENG po polsku stanie się lepszym samochodem? Mechanicznie oczywiście nie. Ale w codziennym użytkowaniu może stać się zdecydowanie przyjemniejszym i bardziej dostępnym produktem, szczególnie dla klientów, którzy wcześniej odpuszczali chińską markę ze względu na barierę językową.
A przy okazji skończy się jedna z bardziej absurdalnych sytuacji na polskim rynku nowych samochodów. Kupujesz ultranowoczesne auto z AI, aktualizacjami przez internet, zaawansowanymi systemami wspomagania i ekranem sterującym niemal wszystkim. Samochód wie, kiedy spojrzałeś w bok. Wie, kiedy przekroczyłeś linię. Wie, kiedy jedziesz za szybko. Wie, kiedy nie trzymasz kierownicy tak, jak sobie tego życzy. A dopiero teraz nauczy się komunikować z Tobą w Twoim rodzimym języku.