Chińskie auta ruszają na świat. Europa pod presją

Chińskie auta coraz mocniej rozpychają się poza własnym rynkiem, ale tym razem nie chodzi wyłącznie o ambicję zdobywania świata. W lipcu sprzedaż samochodów osobowych w Chinach spadła aż o 21,1 proc. rok do roku, podczas gdy eksport wzrósł o 88,2 proc. Jeszcze szybciej rosła sprzedaż zagraniczna elektryków i hybryd plug-in. Dla producentów posiadających ogromne fabryki, rozbudowane łańcuchy dostaw i dziesiątki nowych modeli znalezienie klientów za granicą staje się więc coraz ważniejsze. Europa jest jednym z najbardziej atrakcyjnych kierunków, nawet mimo dodatkowych ceł. A chińska ekspansja nie kończy się już na samochodach stojących w salonach – obejmuje fabryki, dostawców części i całe fragmenty europejskiego przemysłu.
2025 Jaecoo 7 Offroad 1.6 147 KM benzyna. Fot.: Ernest Dragan. 2025 Jaecoo 7 Offroad 1.6 147 KM benzyna. Fot.: Ernest Dragan.
Chińskie auta - 2025 Jaecoo 7 Offroad 1.6 147 KM benzyna. Fot.: Ernest Dragan.

Chińskie auta nie jadą do Europy tylko dlatego, że BYD, Geely czy Chery marzą o pokonaniu Volkswagena. Coraz mocniej pcha je tutaj sytuacja na własnym rynku. W lipcu sprzedaż detaliczna samochodów osobowych w Chinach spadła o 21,1 proc. rok do roku, do około 1,47 mln egzemplarzy. Był to już dziesiąty kolejny miesiąc spadku. W tym samym czasie eksport wzrósł o 88,2 proc., do 923 tys. samochodów, a zagraniczna sprzedaż elektryków i hybryd plug-in wystrzeliła aż o 147,8 proc. Europa nie mierzy się więc już tylko z producentami szukającymi dodatkowego wzrostu. Mierzy się z potężnym przemysłem, który coraz bardziej potrzebuje zagranicznych klientów, żeby wykorzystać swoje możliwości produkcyjne.

Chińskie auta  - Geely Starray EM-i. Hybryda plug-in. Fot.: Ernest Dragan.
Geely Starray EM-i. Hybryda plug-in. Fot.: Ernest Dragan.

Chińskie auta mają coraz większy problem z własnym rynkiem

Spadek o ponad 21 proc. wygląda brutalnie, ale ważniejszy jest fakt, że nie był to pojedynczy słaby miesiąc. Sprzedaż samochodów w Chinach maleje już od dziesięciu miesięcy, a w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku krajowy rynek skurczył się o około 20,5 proc. Producenci nadal potrafią sprzedawać ogromne liczby aut, ale walka o każdego klienta staje się coraz bardziej agresywna.

Sytuacji nie poprawia fakt, że w Chinach działa ogromna liczba marek, a nowe modele pojawiają się z częstotliwością, przy której europejskie cykle produktowe zaczynają wyglądać jak planowanie budowy autostrady. Producent nie może po prostu zwolnić i powiedzieć, że przez dwa lata poczeka na odbicie rynku. Ma fabryki, pracowników, dostawców, dealerów i miliardy zainwestowane w rozwój nowych platform.

Dlatego chińskie auta muszą szukać innych klientów.

Nie tylko w Europie. Rosną dostawy do Azji Południowo-Wschodniej, Ameryki Łacińskiej, Australii, Afryki i na Bliski Wschód. Europa jest jednak wyjątkowo cenna, bo pozostaje jednym z największych i najbardziej dochodowych rynków samochodowych świata, a lokalni producenci przechodzą kosztowną transformację i sami mają problemy z rentownością.

To zmienia sposób patrzenia na całą ekspansję.

Jeszcze niedawno można było powiedzieć, że chińskie marki „chcą” wejść do Europy. Teraz coraz częściej można dodać drugie słowo: muszą.

Eksport rośnie w zupełnie innym tempie niż sprzedaż w Chinach

Najbardziej wymowne są dwa kierunki strzałek.

Krajowa sprzedaż: -21,1 proc.

Eksport: +88,2 proc.

W lipcu z Chin wysłano za granicę około 923 tys. samochodów. Eksport aut elektrycznych oraz hybryd plug-in zwiększył się natomiast o 147,8 proc. rok do roku. To już nie jest delikatne budowanie pozycji na nowych rynkach. To potężne przesunięcie sprzedaży poza granice kraju.

Nie należy oczywiście zakładać, że wszystkie te samochody jadą do Europy. Tak nie jest. Największe chińskie grupy rozwijają się jednocześnie w dziesiątkach krajów. Europejski rynek jest jednak jednym z najważniejszych elementów układanki, ponieważ pozwala nie tylko sprzedawać samochody, ale również budować prestiż marki.

Jeżeli BYD, Geely czy Xpeng są w stanie rywalizować z Volkswagenem, Renault, BMW i Mercedesem na ich własnym terenie, znacznie łatwiej przekonać klientów również w innych częściach świata.

Chińskie auta przestają więc być wyłącznie produktem eksportowym. Stają się narzędziem budowania globalnych marek.

Jaecoo 5 Hybrid
Chińskie auta – Jaecoo 5 Hybrid

BYD bije rekordy poza Chinami

BYD pokazuje najlepiej, jak zmienia się struktura chińskiego biznesu motoryzacyjnego.

W lipcu firma sprzedała globalnie 419 211 samochodów zelektryfikowanych. Jeszcze ciekawiej wygląda część zagraniczna. Poza Chinami znalazło klientów 179 841 samochodów osobowych i pickupów BYD – aż o 124,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Był to kolejny rekord firmy.

Oznacza to, że już około 43 proc. lipcowej sprzedaży BYD przypadło na rynki zagraniczne.

To ogromna zmiana dla producenta, który jeszcze kilka lat temu kojarzył się przede wszystkim z rodzimym rynkiem. Dzisiaj BYD buduje własne statki do transportu samochodów, tworzy sieci dealerskie na kolejnych kontynentach i inwestuje w lokalną produkcję.

Chińskie auta mają dzięki temu coraz mniejszy problem z łatką „egzotyki”. W Polsce nikogo specjalnie nie dziwi już salon BYD, Omoda, Jaecoo czy Geely. Jeszcze trzy lata temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Geely rośnie za granicą jeszcze szybciej

Podobny kierunek widać w Geely.

W pierwszej połowie 2026 roku grupa sprzedała poza Chinami 474 228 samochodów. To wzrost o 158 proc. rok do roku i wynik wyższy niż cała zagraniczna sprzedaż firmy w 2025 roku. Samochody zelektryfikowane odpowiadały za 277 189 egzemplarzy, czyli o 585 proc. więcej niż rok wcześniej.

W czerwcu Geely po raz pierwszy przekroczyło granicę 100 tys. samochodów sprzedanych poza Chinami w jednym miesiącu, a w lipcu ponownie znalazło za granicą ponad 100 tys. klientów. Firma weszła w 2026 rok z celem sprzedaży 640 tys. samochodów poza rodzimym rynkiem, ale pierwsze miesiące pokazały, że ekspansja przebiega znacznie szybciej.

W Polsce widzimy tylko niewielki fragment tej operacji. Geely sprzedaje u nas E5 i Starray EM-i, ale w skali globalnej grupa kontroluje również lub współtworzy marki takie jak Volvo, Polestar, Zeekr i Lynk & Co.

Chińskie auta bardzo szybko nauczyły się jednej rzeczy, którą europejskie koncerny opanowywały przez dziesięciolecia: globalizacja wymaga wielu marek, różnych poziomów cenowych i lokalnego podejścia do każdego rynku.

Geely Starray EM-i. Hybryda plug-in. Fot.: Ernest Dragan.
Chińskie auta – Geely Starray EM-i. Hybryda plug-in. Fot.: Ernest Dragan.

Europa próbowała zatrzymać chińskie auta cłami

Unia Europejska już w 2024 roku uznała, że importowane z Chin samochody elektryczne korzystają z subsydiów zaburzających konkurencję. Na elektryki produkowane w Chinach nałożono dodatkowe cła wyrównawcze.

BYD podlega stawce 17 proc., Geely 18,8 proc., SAIC aż 35,3 proc. Dla większości pozostałych współpracujących producentów ustalono 20,7 proc.

Cła podniosły koszt importu, ale nie zatrzymały ekspansji. Zmieniły jedynie sposób, w jaki chińskie auta będą trafiać do europejskich klientów.

Najprostsza odpowiedź brzmi: skoro import samochodu z Chin staje się droższy, trzeba zacząć produkować go w Europie.

I dokładnie to się dzieje.

BYD będzie produkować w Europie

Fabryka BYD w węgierskim Segedynie ma rozpocząć produkcję w czwartym kwartale 2026 roku. Pierwszym modelem składanym w zakładzie ma być Dolphin Surf. Firma już teraz szuka także miejsca dla drugiego europejskiego zakładu i preferuje przejęcie istniejącej fabryki zamiast budowania wszystkiego od zera.

To ważna zmiana.

Chińskie auta produkowane lokalnie nie są już po prostu samochodami przywiezionymi statkiem z Szanghaju czy Shenzhen. Zaczynają korzystać z europejskich pracowników, lokalnej logistyki, części dostawców działających na naszym kontynencie i istniejących fabryk.

Geely pójdzie podobną drogą. Od 2028 roku dwa elektryczne SUV-y marki mają powstawać w fabryce Forda w Walencji. Ten sam zakład będzie budował również nowe modele Forda, a współpraca ma pomóc zmniejszyć koszty i lepiej wykorzystać możliwości produkcyjne hiszpańskiej fabryki.

Chery rozwija produkcję w Barcelonie razem z hiszpańskim EBRO. Leapmotor związał się ze Stellantisem i rozwija w Hiszpanii własne zaplecze związane z montażem baterii.

Cła miały chronić europejski przemysł. Jednym z ich efektów jest jednak przyspieszenie procesu, w którym chiński przemysł zaczyna przenosić się do Europy.

Chińska ekspansja nie kończy się na samochodach

I tutaj robi się naprawdę ciekawie.

Chińskie firmy od połowy pierwszej dekady XXI wieku przejęły ponad 130 europejskich przedsiębiorstw produkujących części samochodowe. Szczególnie dużo transakcji dotyczyło Niemiec i Francji. W grę wchodzą firmy zajmujące się elektroniką, wnętrzami, komponentami, bateriami i technologiami potrzebnymi do produkcji współczesnych samochodów.

To znacznie poważniejsza zmiana niż pojawienie się kolejnego SUV-a BYD w salonie.

Samochód można objąć cłem. Można ograniczyć jego import albo wprowadzić wymagania dotyczące lokalnej produkcji. Znacznie trudniej oddzielić od siebie gospodarki, kiedy chiński kapitał jest już właścicielem europejskiego dostawcy, chińska bateria trafia do europejskiego auta, a chiński producent korzysta z fabryki należącej wcześniej do zachodniej firmy.

Chińskie auta są tylko najbardziej widoczną częścią większej układanki.

Chiny nie chcą jedynie sprzedawać Europejczykom gotowych samochodów. Chcą być obecne w całym procesie ich powstawania.

Geely Starray EM-i. Hybryda plug-in. Fot.: Ernest Dragan.
Chińskie auta – Geely Starray EM-i. Hybryda plug-in. Fot.: Ernest Dragan.

Polska pokazuje, jak szybko zmienia się rynek

Jeszcze niedawno jednym z głównych argumentów chińskich marek miała być niska cena. Dzisiaj obraz jest bardziej skomplikowany.

BYD Dolphin Surf kosztuje obecnie w polskiej promocji od około 92 900 zł. Omoda 5 jest dostępna promocyjnie od około 107 900 zł, a Jaecoo 5 od 104 900 zł. Omoda 5 Hybrid startuje promocyjnie od 116 500 zł.

Geely E5 kosztuje katalogowo od 169 900 zł, natomiast hybrydowy Starray EM-i zaczyna się od 149 900 zł.

To nie są już samochody kosztujące połowę tego, czego żądają europejskie marki. Chińskie auta zaczynają cenowo zbliżać się do konkurencji, ale próbują nadrabiać wyposażeniem, gwarancją, mocą, rozmiarem ekranów czy rodzajem napędu.

Właśnie dlatego presja na europejskich producentów jest większa, niż sugerowałoby samo porównanie cen katalogowych.

Chińczycy nie muszą być o 40 tys. zł tańsi. Wystarczy, że za podobne pieniądze zaoferują większy samochód, mocniejszy silnik, hybrydę plug-in albo wyposażenie, za które europejska marka zażąda kilku pakietów dodatkowych.

I tu zaczyna się prawdziwa walka.

Problem Chin może stać się problemem Europy

Słabnąca sprzedaż w Chinach może wydawać się problemem oddalonym od Polski o kilka tysięcy kilometrów. W praktyce może mieć bardzo bezpośredni wpływ na europejskie salony.

Jeżeli producent nie jest w stanie sprzedać odpowiedniej liczby samochodów na rodzimym rynku, będzie bardziej agresywnie walczył o klientów za granicą. Może oferować większe rabaty, tańsze finansowanie, długie gwarancje albo inwestować w bardzo szybkie rozszerzanie sieci dealerskiej.

Im większa presja w Chinach, tym silniejsza motywacja do eksportu.

To nie oznacza automatycznie dumpingu. Oznacza natomiast, że europejskie marki konkurują z firmami, dla których sukces za granicą przestaje być dodatkiem do świetnego biznesu w Chinach. Coraz częściej staje się jednym z podstawowych warunków dalszego wzrostu.

Chińskie auta mogą więc pojawiać się w Europie szybciej, niż zakładały strategie Volkswagena, Stellantisa czy Renault.

2025 Jaecoo 7 Offroad 1.6 147 KM benzyna. Fot.: Ernest Dragan.
Chińskie auta – 2025 Jaecoo 7 Offroad 1.6 147 KM benzyna. Fot.: Ernest Dragan.

Europa nie może po prostu zamknąć granicy

Najprostsza odpowiedź polityczna brzmiałaby: podnieść cła jeszcze bardziej.

Problem w tym, że chińskie firmy coraz głębiej wchodzą w europejską gospodarkę. Budują fabryki, kupują dostawców, tworzą joint venture i zapewniają produkcję zakładom, które bez nowych modeli miałyby problem z wykorzystaniem swoich mocy.

Hiszpania aktywnie zabiega o chińskie inwestycje w branży automotive, licząc na nowe miejsca pracy i odbudowę zakładów przemysłowych, jednocześnie domagając się wspólnych europejskich zasad dotyczących lokalnej zawartości, zatrudnienia i transferu technologii.

To pokazuje cały paradoks.

Europa chce chronić się przed chińską konkurencją, ale jednocześnie potrzebuje inwestycji, fabryk i miejsc pracy, które chińskie firmy są gotowe zapewnić.

Granica między konkurentem a partnerem staje się coraz bardziej rozmyta.

Przy okazji zobacz również nasze testy samochodów.

Chińskie auta nie znikną. Będzie ich więcej

Najważniejszy wniosek z lipcowych danych nie brzmi: „Chińczycy przestali kupować samochody”. Chiny nadal pozostają największym rynkiem motoryzacyjnym świata, a 1,47 mln aut sprzedanych w jednym miesiącu to wynik, o którym większość państw może tylko pomarzyć.

Znacznie ważniejszy jest kierunek.

Rynek krajowy słabnie, eksport rośnie w tempie bliskim 90 proc., a eksport samochodów zelektryfikowanych niemal 2,5-krotnie przekracza wynik sprzed roku.

BYD bije rekordy poza Chinami. Geely w pół roku sprzedało za granicą więcej samochodów niż w całym poprzednim roku. Chińskie firmy budują fabryki w Europie, wchodzą do zakładów zachodnich koncernów i przejmują kolejnych dostawców.

To nie wygląda jak chwilowa moda.

Chińskie auta będą coraz mocniej obecne na europejskim rynku nie tylko dlatego, że są technologicznie konkurencyjne i często dobrze wycenione. Będą tutaj również dlatego, że chiński przemysł potrzebuje nowych miejsc, w których może sprzedawać ogromną liczbę produkowanych samochodów.

I właśnie to jest największą zmianą.

Europa nie mierzy się już wyłącznie z ambitnym konkurentem, który chce odebrać jej kawałek rynku.

Mierzy się z przemysłem, który ma coraz większą presję, żeby ten kawałek rynku zdobyć.

Źródła: reuters.com, ft.com.

Add a Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama