Jimmy R9 to nablatowy dyspenser i oczyszczacz wody z odwróconą osmozą, który nie wymaga podłączenia pod instalację hydrauliczną. Stawiamy go na blacie, nalewamy wodę do zbiornika, podłączamy do prądu i gotowe. W teorii ma zastąpić dzbanek filtrujący, czajnik, częściowo butelkowaną wodę, a w niektórych domach również podgrzewacz do butelek dla dziecka.

Najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy to sprzęt dla każdego, czy raczej kolejny efektowny gadżet dla osób, które lubią mieć na blacie coś więcej niż ekspres i deskę do krojenia? Jimmy R9 wygląda nowocześnie, potrafi sporo, ale ma też swoje ograniczenia. To nie jest magiczna skrzynka, która rozwiąże wszystkie problemy z wodą w domu. To raczej bardzo wygodna stacja do codziennego picia, jeśli zaakceptujemy jej rozmiar, cenę i konieczność regularnej wymiany filtrów.
Jak wygląda Jimmy R9? To bardziej ekspres niż dzbanek
Jimmy R9 nie przypomina klasycznego dzbanka filtrującego, który można schować do lodówki albo wcisnąć między garnki. To pełnoprawne urządzenie nablatowe, wizualnie bliższe ekspresowi do kawy albo nowoczesnemu dyspenserowi biurowemu. Obudowa jest prosta, dość minimalistyczna, z dużym panelem dotykowym z przodu i bocznym zbiornikiem na wodę surową. Producent postawił na wąską konstrukcję, więc sprzęt nie jest bardzo szeroki, ale nadal trzeba dla niego wygospodarować konkretne miejsce na blacie.
Wymiary Jimmy R9 to 331 × 252 × 357 mm, a masa wynosi 7,72 kg. Oznacza to, że nie jest to sprzęt, który będziemy co chwilę przestawiać z kąta w kąt. Najlepiej znaleźć mu stałą miejscówkę: obok ekspresu, przy wyspie kuchennej, na pomocniczym blacie albo w aneksie. Szerokość około 25 cm faktycznie pomaga, bo urządzenie nie rozpycha się na boki, ale głębokość na poziomie 35 cm sprawia, że w bardzo płytkiej kuchni może już wejść w konflikt z deską, czajnikiem czy suszarką do naczyń.
Stylistycznie Jimmy R9 gra w bezpieczną ligę: nowocześnie, czysto, bez krzykliwych akcentów. To zaleta, bo taki sprzęt nie powinien wyglądać jak gadżet z reklamy telezakupów. Panel dotykowy dodaje mu technologicznego sznytu, a podświetlenie strefy nalewania wody ma sens nie tylko estetyczny, ale też praktyczny. W nocy nie trzeba odpalać głównego światła w kuchni, żeby nalać wodę do kubka.

Co potrafi Jimmy R9? Filtruje, grzeje i pilnuje jakości wody
Sercem urządzenia jest 7-stopniowy system filtracji z membraną odwróconej osmozy 0,0001 mikrona. Do tego dochodzą filtry z węglem aktywnym, mineralizacja oraz sterylizacja UV. W praktyce oznacza to, że Jimmy R9 celuje nie tylko w poprawę smaku wody, ale też w redukcję zanieczyszczeń takich jak chlor, metale ciężkie, PFAS, azotany czy bakterie. To ważna różnica względem prostych dzbanków filtrujących, które świetnie radzą sobie ze smakiem i kamieniem, ale nie są tym samym, co system RO.
Urządzenie ma 5-litrowy zbiornik na wodę surową oraz dwa wyjmowane dzbanki na wodę oczyszczoną o pojemności 1 litra każdy. To fajny patent, bo jeden dzbanek może stać w urządzeniu, a drugi można schować do lodówki, jeżeli ktoś lubi zimną wodę, ale nie chce za każdym razem nalewać jej z dyspensera. Zdecydowanie, taki dodatkowy pojemnik ma sens. Trzeba jednak pamiętać, że zwykły Jimmy R9 nie jest lodówką do wody. Podaje wodę o temperaturze otoczenia albo ją podgrzewa, ale nie schładza aktywnie jak bardziej rozbudowane modele.
Największym codziennym bajerem jest natychmiastowe podgrzewanie. Jimmy R9 oferuje temperatury: pokojową, 45°C, 55°C, 65°C, 75°C, 85°C i 98°C. Do tego można wybrać porcję wody: 60, 90, 120, 200, 300 albo 500 ml. I tu zaczyna się prawdziwa wygoda. Herbata zielona? 75 lub 85°C. Czarna? 98°C. Mleko modyfikowane? 45°C. Mała kawa rozpuszczalna, szybki napar, kubek przed snem? Jedno dotknięcie i nie gotujemy pół litra wody tylko po to, żeby wykorzystać 150 ml.

Czy nadaje się do każdej kuchni?
Do każdej? Nie. Do wielu? Jak najbardziej. Jimmy R9 najlepiej odnajdzie się w kuchniach, w których blat nie jest dobrem luksusowym. Jeżeli masz mały aneks w kawalerce, dwa gniazdka na krzyż i ekspres, czajnik, ociekacz oraz air fryer walczące o każdy centymetr, to R9 może być trudny do wkomponowania. Jest wąski, ale nie jest mały. To urządzenie, które chce stać na widoku i być używane codziennie.
W większej kuchni jego sens rośnie bardzo szybko. Szczególnie jeśli domownicy piją dużo wody, nie lubią nosić zgrzewek, mają twardą kranówkę albo często robią herbatę i kawę. R9 może wtedy zastąpić czajnik oraz ograniczyć używanie butelek. Nie zniknie oczywiście potrzeba dolewania wody do zbiornika i opróżniania koncentratu po filtracji, ale cała obsługa jest mniej uciążliwa niż montaż systemu pod zlewem.
Wynajmowane mieszkania to kolejny dobry scenariusz. Klasyczna odwrócona osmoza pod zlewem wymaga ingerencji w instalację, miejsca w szafce i często dodatkowego kranika. Jimmy R9 działa na zasadzie plug-and-play, więc po przeprowadzce po prostu zabierasz go ze sobą. Dla osób, które nie chcą wiercić, przerabiać kuchni albo tłumaczyć właścicielowi mieszkania, po co im membrana RO, to spory plus.

Kto najbardziej skorzysta z Jimmy R9?
Pierwsza grupa to rodziny z dziećmi. Temperatura 45°C i możliwość nalania konkretnej porcji wody brzmi jak drobiazg, dopóki nie trzeba przygotować butelki o trzeciej nad ranem. Druga grupa to osoby pijące dużo herbaty. Różne temperatury mają tu realny sens, bo zielona herbata zalana wrzątkiem potrafi smakować jak kara za grzechy, a nie jak przyjemny rytuał.
Trzecia grupa to fani kawy, choć tu trzeba dopowiedzieć jedną rzecz: Jimmy R9 nie jest akcesorium baristycznym z precyzyjnym profilem mineralnym pod espresso. Może jednak znacząco poprawić smak wody względem twardej, chlorowanej kranówki. Czwarta grupa to osoby, które chcą ograniczyć plastik i zgrzewki wody. Jeśli tygodniowo przez dom przewija się kilka dużych butelek, dyspenser zaczyna mieć sens nie tylko wygodowy, ale też organizacyjny.
Skorzystają też osoby mieszkające w starszych budynkach albo regionach, gdzie jakość wody budzi większe wątpliwości. Tu oczywiście warto podejść rozsądnie: jeśli mamy realny problem z instalacją, najlepiej zacząć od badania wody. Jimmy R9 może pomóc, ale nie powinien być traktowany jak ślepa gwarancja bezpieczeństwa w każdej sytuacji.

Zalety Jimmy R9
Największa zaleta to wygoda. Filtracja, podgrzewanie, wybór temperatury i porcji wody w jednym urządzeniu naprawdę zmienia codzienne nawyki. Nie trzeba czekać na czajnik, nie trzeba przelewać wody z dzbanka, nie trzeba pamiętać o butelkach w lodówce. Bardzo podoba mi się też to, że urządzenie pokazuje wartości TDS przed i po filtracji oraz informuje o żywotności filtrów. Dzięki temu użytkownik nie działa kompletnie na ślepo.
Dużym plusem jest brak instalacji. To sprzęt dla ludzi, którzy chcą korzyści z odwróconej osmozy, ale nie chcą systemu pod zlewem. Dwa dzbanki z Tritanu również mają sens, bo zwiększają mobilność oczyszczonej wody. Do plusów trzeba dorzucić blokadę dziecięcą, podświetlenie miejsca nalewania, wymianę filtrów bez narzędzi i szeroki wybór temperatur.

Wady Jimmy R9
Największa wada? To nadal duże urządzenie na blat. Jeżeli kuchnia jest mała, Jimmy R9 może irytować samą obecnością. Druga sprawa to tempo produkcji zimnej, przefiltrowanej wody. Odwrócona osmoza nie jest natychmiastowa. Gorąca woda pojawia się błyskawicznie, ale przygotowanie pełnego dzbanka oczyszczonej wody wymaga czasu. W codziennym użyciu da się z tym żyć, ale trzeba zmienić nawyki i nie oczekiwać przepływu jak z kranu.
Trzecia wada to koszty filtrów. Membrana i wkłady mają określoną żywotność, a zamienniki muszą być kompatybilne z konkretnym systemem. To nie jest dzbanek, do którego kupimy tani filtr w każdym markecie. Czwarta rzecz: odwrócona osmoza generuje koncentrat. Jimmy R9 ma deklarowany stosunek wody czystej do odpadowej 3:1, co jak na urządzenie nablatowe wygląda dobrze, ale nadal oznacza, że obsługa zbiornika z wodą surową wymaga uwagi.

Konkurencja: dzbanek, filtr pod zlew czy inny dyspenser?
Na tle zwykłych dzbanków filtrujących Jimmy R9 jest znacznie bardziej zaawansowany, ale też droższy, większy i bardziej zobowiązujący. Dzbanek wygrywa prostotą i ceną. R9 wygrywa wygodą, temperaturami, membraną RO, UV i ekranem. To trochę jak porównywanie hulajnogi do skutera: oba służą do przemieszczania się, ale robią to w zupełnie innym stylu.
W porównaniu z systemami podzlewowymi R9 ma przewagę mobilności i braku montażu. System pod zlewem będzie za to bardziej dyskretny i może dawać większy komfort przy dużym zużyciu wody, bo nie zajmuje blatu. W starciu z innymi nablatowymi oczyszczaczami RO Jimmy R9 broni się funkcją natychmiastowego podgrzewania, dwoma dzbankami i sensowną ergonomią bocznego zbiornika. Niektóre konkurencyjne modele mogą jednak oferować niższą cenę, większą pojemność albo aktywne chłodzenie.

Gadżet czy sensowny upgrade kuchni?
Jimmy R9 nie jest sprzętem pierwszej potrzeby. Nikt nie obudzi się rano i nie stwierdzi, że bez niego nie da się żyć. Ale to jeden z tych produktów, które po wprowadzeniu do codzienności mogą szybko stać się irytująco wygodne. I to jest chyba jego największa siła. Nie sprzedaje futurystycznej wizji kuchni, tylko prostą obietnicę: lepsza woda, mniej czekania, mniej butelek, więcej kontroli.
Czy kupiłbym go do każdej kuchni? Nie. Do małego aneksu raczej wybrałbym dobry dzbanek albo filtr pod kran, bo blat jest zbyt cenny. Do domu, większego mieszkania, biura, kuchni rodzinnej albo miejsca, gdzie codziennie pije się dużo herbaty i kawy — jak najbardziej. Jimmy R9 ma sens wtedy, gdy będzie używany często. Jeśli ma stać tylko po to, żeby raz dziennie nalać szklankę wody, szkoda miejsca i pieniędzy.
To sprzęt dla osób, które lubią wygodę, ale nie chcą robić remontu kuchni. Dla rodziców, herbaciarzy, kawoszy, ludzi zmęczonych zgrzewkami wody i tych, którzy chcą bardziej świadomie podchodzić do jakości kranówki. Ma wady, bo zajmuje miejsce, wymaga filtrów i nie filtruje litra wody w pięć sekund. Ale jako domowa stacja do czystej, ciepłej i wygodnie dozowanej wody? Jimmy R9 wypada naprawdę przekonująco.
- Jimmy R9 w RTV EURO AGD – 1448 zł. Kliknij by przenieść się do sklepu.
Sprawdź również najnowszy ekspres do kawy Philips LatteGo Pro 8000.