Polscy kierowcy nie mają nic przeciwko jeździe na prądzie. Problem zaczyna się wtedy, gdy razem z samochodem trzeba zmienić codzienne przyzwyczajenia, szukać ładowarki i planować trasę pod kolejne postoje. Rozwiązaniem mogą okazać się hybrydy, które ładują się samodzielnie. Najnowsze badanie przeprowadzone na grupie ponad tysiąca kierowców pokazuje to wyjątkowo wyraźnie. Niemal połowa badanych chciałaby pokonywać ponad połowę miejskich tras w trybie elektrycznym, ale bez podłączania samochodu do gniazdka. Aż 64% oczekuje natomiast, że hybryda sama zdecyduje, kiedy użyć silnika elektrycznego, a kiedy spalinowego. Technologia ma po prostu działać, oszczędzać paliwo i nie wymagać od właściciela kolejnego obowiązku. Co ciekawe, kiedy pojawia się temat późniejszej odsprzedaży samochodu, pełną hybrydę za bezpieczny wybór uważa 35% badanych. Samochód elektryczny wskazało zaledwie 3%.

Polacy chcą jeździć na prądzie, ale nie chcą szukać ładowarki
Wyniki badania są ciekawe przede wszystkim dlatego, że pokazują dość zdroworozsądkowe podejście do elektromobilności. Kierowcy nie odrzucają napędu elektrycznego. Wręcz przeciwnie – 48% chciałoby przejeżdżać na prądzie ponad połowę miejskich tras. Jest tylko jeden warunek: samochodu nie trzeba później podłączać do gniazdka.
Kolejne 42% badanych oczekuje, że podczas stania w korku silnik spalinowy całkowicie się wyłączy. Ma być ciszej, płynniej i bez niepotrzebnego spalania paliwa podczas powolnego przemieszczania się przez miasto.
Najwięcej mówi jednak wynik dotyczący obsługi całego napędu. Aż 64% kierowców chce, żeby samochód sam zarządzał energią i dobierał odpowiedni tryb jazdy. Bez dodatkowych przycisków, zastanawiania się nad poziomem naładowania czy analizowania, czy właśnie powinniśmy zachować energię na później. I trudno się temu dziwić. Dobra technologia w samochodzie nie powinna wymagać instrukcji obsługi za każdym razem, gdy ruszamy do pracy. Ma działać w tle.

Hybrydy bez ładowania trafiają w bardzo prostą potrzebę
Pełna hybryda jest w tym układzie czymś pomiędzy klasycznym samochodem spalinowym a autem wymagającym regularnego ładowania. Energia odzyskiwana podczas hamowania trafia do niewielkiego akumulatora, a samochód sam wykorzystuje ją później do jazdy na silniku elektrycznym. Kierowca nadal tankuje paliwo dokładnie tak, jak robił to wcześniej.
To właśnie brak konieczności zmiany przyzwyczajeń może być jednym z powodów, dla których hybrydy bez ładowania są dla wielu osób łatwiejszym krokiem w stronę elektryfikacji niż samochód całkowicie elektryczny.
Widać to szczególnie przy pytaniach dotyczących obaw związanych z EV. 42% respondentów boi się długiego czasu ładowania, 41% problemów z infrastrukturą i konieczności planowania trasy, a 39% szybkiego spadku pojemności baterii.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie te obawy w każdym przypadku będą uzasadnione. Pokazują jednak, co nadal siedzi w głowach osób podejmujących decyzję o zakupie samochodu.

Hybrydy muszą przede wszystkim oszczędzać paliwo
Jest też druga strona medalu. Polacy nie chcą dopłacać do hybrydy tylko po to, żeby móc powiedzieć, że mają hybrydę. Dla 40% badanych taki napęd staje się opłacalny wtedy, gdy pozwala zużywać przynajmniej 3–4 litry paliwa mniej na każde 100 km niż porównywalny samochód spalinowy. Kolejne 23% oczekuje oszczędności przekraczającej cztery litry.
To dość wysoko postawiona poprzeczka, ale dobrze pokazuje sposób myślenia kierowców. Elektryfikacja ma przynieść konkretny efekt. Jeżeli na stacji benzynowej różnicy praktycznie nie widać, samo posiadanie bardziej skomplikowanego napędu nie jest wystarczającym argumentem.
Cena i ekonomia mają zresztą znaczenie także przy wyborze marki. W przypadku mniej znanego producenta 46% kierowców zwraca przede wszystkim uwagę na stosunek ceny do technologii i wyposażenia, 32% na długość oraz warunki gwarancji, a 19% na pozytywne opinie i niezależne testy. Logo na masce nadal ma znaczenie, ale coraz trudniej sprzedawać samochód wyłącznie prestiżem.
Z elektrykami jest jeszcze jeden problem. Utrata wartości
Jeden z najciekawszych wyników dotyczy tego, co wydarzy się z samochodem kilka lat po zakupie. Pełną hybrydę samoładującą jako bezpieczny wybór pod względem późniejszej wartości wskazało 35% respondentów. Samochód całkowicie elektryczny wybrało zaledwie 3%. Różnica jest ogromna.
Nie oznacza oczywiście, że każdy elektryk musi błyskawicznie stracić wartość, podobnie jak nie każda hybryda będzie później łatwa do sprzedania. Ale pokazuje coś ważniejszego: kierowcy nadal nie są pewni, ile kilkuletni samochód elektryczny będzie wart na rynku wtórnym. Przy zakupie auta za kilkadziesiąt czy ponad 100 tys. zł taka obawa może ważyć znacznie więcej niż obietnica kilku dodatkowych funkcji.

Kierowców irytuje też sposób, w jaki samochody jeżdżą
Raport nie skupia się wyłącznie na rodzaju napędu. Sporo pytań dotyczyło zwykłych sytuacji za kierownicą i tutaj również pojawiło się kilka ciekawych wyników. Co piąty badany uważa, że jego obecny samochód nie reaguje wystarczająco szybko na gaz w sytuacji wymagającej nagłego przyspieszenia. Podczas wyprzedzania 34% kierowców najbardziej obawia się zbyt wolnej reakcji auta, natomiast 29% wskazuje na niewystarczające poczucie stabilności i zapas mocy przy większych prędkościach.
Kierowcy zwracają też uwagę na kulturę pracy napędu. 16% przeszkadza gwałtowna redukcja biegów połączona z szarpnięciem, a 14% głośna praca silnika na wysokich obrotach. W mieście problem jest równie widoczny. 27% badanych kilka razy w miesiącu irytuje szarpanie skrzyni biegów, a kolejne 40% doświadcza go sporadycznie.
To właśnie tutaj elektryfikacja może dać coś więcej niż niższy wynik spalania. Silnik elektryczny reaguje natychmiast i potrafi przejąć część pracy dokładnie w tych momentach, w których klasyczny układ napędowy bywa najmniej przyjemny.

MG ma na to własną odpowiedź
Nieprzypadkowo badanie zostało opublikowane przy okazji technologii MG Hybrid+. To pełna hybryda, która nie wymaga ładowania z zewnętrznego źródła. Energia jest odzyskiwana podczas jazdy i hamowania, a później wykorzystywana do zasilania silnika elektrycznego. System korzysta z akumulatora o pojemności 1,83 kWh i automatycznie zarządza przepływem energii, dobierając sposób działania napędu do aktualnych warunków.
Czy rozwiązanie MG rzeczywiście realizuje wszystkie oczekiwania ujawnione w badaniu, można ocenić dopiero podczas normalnego testu na drodze. Same wyniki ankiety są jednak ciekawe niezależnie od produktu stojącego za raportem.
Pokazują bowiem, że polscy kierowcy niekoniecznie mają problem z elektryfikacją. Mają problem z komplikowaniem sobie życia.

Elektryfikacja tak. Rewolucja w codziennym życiu? Niekoniecznie
Najciekawszy wniosek z całego badania jest bardzo prosty. Kierowcy chcą ruszać cicho, częściej korzystać z silnika elektrycznego, mniej palić i mieć samochód, który sam zdecyduje, kiedy użyć którego napędu. Jednocześnie nie chcą planować dnia wokół ładowarki ani zastanawiać się, czy przed dłuższą trasą bateria jest wystarczająco pełna.
I właśnie dlatego hybrydy bez ładowania nadal mają przed sobą sporo miejsca na rynku. Nie oferują pełnej jazdy elektrycznej na setkach kilometrów. Nie likwidują również silnika spalinowego. Dają za to część korzyści elektryfikacji bez wymagania od właściciela większych zmian w codziennym użytkowaniu samochodu.
Być może w tym przypadku zamiast wielkiej motoryzacyjnej rewolucji Polacy wolą po prostu pragmatyczną ewolucję. Samochód ma jeździć lepiej, kosztować mniej w użytkowaniu i nie dokładać właścicielowi kolejnych obowiązków. Trudno o bardziej rozsądne oczekiwania.
Badanie przeprowadzono w 2026 roku metodą CAWI na ogólnopolskiej próbie 1027 osób w wieku 25–60 lat, posiadających prawo jazdy kategorii B i korzystających z samochodu przynajmniej 2–3 razy w tygodniu. Szczegóły najlepiej znaleźć na stronie MG Motor. Sprawdź nasz test MG HS 1.6 T-GDI Excite.