Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Roboty humanoidalne od kilku lat robią w internecie dokładnie to, czego oczekuje algorytm: tańczą, biegają, robią salta i walczą w pokazowych pojedynkach. Problem w tym, że za efektowne kopnięcie z półobrotu żadna fabryka nie będzie chciała płacić milionów. Na World Robot Conference w Pekinie ponad 300 firm próbuje więc pokazać coś znacznie ważniejszego: maszyny sortujące paczki, pakujące telefony, przenoszące części i wykonujące proste obowiązki domowe. Część z nich pracuje już poza halami targowymi, a humanoid Figure pomagał nawet przy produkcji dziesiątek tysięcy BMW. Branża wchodzi więc w etap, w którym efekt „wow” przestaje wystarczać. Najważniejsze pytanie brzmi teraz: czy robot potrafi wykonywać nudną pracę wystarczająco długo, dokładnie i tanio, żeby jego zakup naprawdę miał sens?
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Gdy robot humanoidalny robi salto, internet jest zachwycony. Gdy przez dziesięć godzin przekłada identyczne elementy z jednego pojemnika do drugiego, prawdopodobnie nikt nie nagra nawet filmu. Dla branży właśnie ta druga sytuacja jest jednak znacznie ważniejsza. Tegoroczna World Robot Conference pokazuje ponad 2000 eksponatów i ponad 150 nowych produktów, ale coraz większa część demonstracji dotyczy logistyki, produkcji i usług zamiast samego popisywania się możliwościami maszyny. Roboty humanoidalne sortują paczki, pakują smartfony i przenoszą skrzynki, a część takich systemów działa już w rzeczywistych magazynach oraz fabrykach. Jednocześnie inwestorzy wyceniają branżę tak, jakby wielka rewolucja była tuż za rogiem. Teraz producenci muszą udowodnić coś trudniejszego niż chodzenie na dwóch nogach: że ich maszyny potrafią na siebie zarobić.

Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Roboty humanoidalne muszą wreszcie zrobić coś pożytecznego

World Robot Conference w Pekinie idealnie pokazuje, jak szybko zmieniła się narracja wokół humanoidów. Jeszcze niedawno główną atrakcją były biegi, walki, układy taneczne i kolejne rekordy sprawności. Takie pokazy nadal przyciągają tłumy, ale obok nich coraz częściej stoją stanowiska przypominające raczej fragment magazynu albo linii produkcyjnej niż scenę z filmu science fiction.

Leju pokazuje roboty przenoszące i sortujące skrzynki oraz niewielkie przedmioty. Takie maszyny są już wykorzystywane przy logistyce w chińskich zakładach motoryzacyjnych i europejskich fabrykach. Robotera ma ponad 100 maszyn zajmujących się sortowaniem przesyłek w 15 chińskich magazynach. DexForce demonstruje natomiast roboty wkładające telefony do opakowań – podobne urządzenia pracują od początku roku w fabryce Lens Technology, producenta komponentów dostarczającego między innymi Apple i Huawei.

Brzmi mniej spektakularnie niż kopnięcie w stylu Bruce’a Lee. I bardzo dobrze. Bo właśnie takie zadania mogą sprawić, że roboty humanoidalne przestaną być drogimi zabawkami działów R&D.

Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Pakowanie telefonu jest trudniejsze, niż wygląda

Człowiek bierze telefon, wkłada go do pudełka i po chwili przestaje się nad tym zastanawiać. Robot musi wiedzieć, gdzie znajduje się przedmiot, jak jest ułożony, z jaką siłą go złapać, gdzie znajduje się opakowanie i co zrobić, jeśli coś przesunie się o kilka centymetrów.

W rzeczywistej fabryce roboty humanoidalne muszą zmierzyć się jeszcze z tempem produkcji. Maszyna nie może co trzy minuty zatrzymywać linii i zastanawiać się nad sensem życia, bo smartfon leży pod niewłaściwym kątem.

System pokazywany przez DexForce ma rozpoznawać takie odchylenia i samodzielnie je korygować z dokładnością liczoną w milimetrach. To właśnie takie pozornie nudne możliwości są dziś znacznie cenniejsze niż płynny taniec na scenie.

Przemysł nie potrzebuje robota, który raz zrobi coś genialnego. Potrzebuje takiego, który dziesięć tysięcy razy zrobi to samo poprawnie.

BMW już sprawdziło humanoida przy produkcji 30 tys. aut

Najlepszy dowód na to, że roboty humanoidalne wychodzą poza chińskie targi, znajdziemy w fabryce BMW w Spartanburgu. Figure 02 pracował tam przez dziesięć miesięcy przy produkcji modelu X3. Robot pobierał blaszane elementy i ustawiał je przed kolejnym etapem procesu. W sumie obsłużył ponad 90 tys. części, przepracował około 1250 godzin i uczestniczył w produkcji ponad 30 tys. samochodów BMW X3. Pracował na dziesięciogodzinnych zmianach, pięć dni w tygodniu. To jest znacznie ciekawsze niż kolejny film z humanoidem robiącym salto.

BMW po zakończeniu pierwszego projektu nie odłożyło technologii do magazynu. W 2026 roku do Spartanburga trafił Figure 03, który ma wykonywać bardziej skomplikowane zadania logistyczne, a w Lipsku ruszył europejski projekt z robotem AEON przy produkcji komponentów i montażu baterii wysokonapięciowych.

Roboty humanoidalne zaczynają więc pojawiać się dokładnie tam, gdzie powinny, jeśli mają mieć biznesowy sens: na prawdziwej zmianie produkcyjnej.

Dlaczego robot w ogóle musi wyglądać jak człowiek?

To pytanie jest bardzo zasadne. Jeżeli fabryki od kilkudziesięciu lat korzystają ze świetnych robotów przemysłowych, po co nagle dokładać im nogi, ręce i głowę?

Odpowiedzią jest otoczenie. Praktycznie cały świat pracy został zaprojektowany pod człowieka. Półki są na wysokości naszych rąk. Drzwi mają klamki. Schody mają stopnie dostosowane do długości ludzkiej nogi. Narzędzia mają uchwyty pasujące do dłoni. Linie produkcyjne i magazyny są pełne przestrzeni, po których chodzi pracownik. Robot humanoidalny ma teoretycznie wejść do takiego miejsca bez konieczności przebudowy całej fabryki.

Klasyczny robot przemysłowy jest fenomenalny przy jednej czynności. Przykręca, spawa albo przenosi element szybciej i dokładniej od człowieka, ale zazwyczaj pracuje w dokładnie przygotowanym stanowisku. Humanoid ma być bardziej elastyczny. Dzisiaj przenosi pudełka. Jutro po zmianie oprogramowania może pakować produkt albo obsługiwać inne stanowisko. Przynajmniej taki jest plan.

Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Chińskie firmy próbują skrócić drogę od prototypu do fabryki

Tempo rozwoju jest przy tym zupełnie inne niż w tradycyjnym przemyśle. Cykle nowych konstrukcji w chińskiej robotyce potrafią zamykać się w sześciu–ośmiu miesiącach. Producenci bardzo szybko zmieniają konstrukcję dłoni, napędy, sensory i oprogramowanie, a potem ponownie wysyłają sprzęt do klientów.

AgiBot przeprowadził w czerwcu ciekawy test w rzeczywistym zakładzie Longcheer Technology. Kilka robotów przez sześć dni wykonywało kontrolę jakości tabletów na normalnej linii produkcyjnej. W ponad 64 godziny pracy wykonały łącznie ponad 64 tys. zadań. To wyniki opublikowane przez samego producenta, więc warto traktować je jako demonstrację możliwości, a nie niezależny audyt wydajności, ale kierunek jest bardzo czytelny: firmy chcą pokazywać godziny pracy i wykonane czynności zamiast kolejnych efektownych choreografii.

Podobną drogą idzie UBTECH. Produkcja Walkera S2 ruszyła pod koniec 2025 roku, a większość pełnowymiarowych humanoidów firmy trafiała do przemysłu samochodowego, logistyki, elektroniki i innych zastosowań produkcyjnych.

Największy problem? Robot nadal musi być tańszy od człowieka

Tutaj kończy się science fiction, a zaczyna Excel. Dyrektora fabryki nie interesuje, czy robot ma ładniejszą twarz niż konkurencyjny model. Interesuje go, ile kosztuje wykonanie jednej operacji.

Do ceny zakupu trzeba doliczyć serwis, energię, części, infrastrukturę, oprogramowanie, integrację z zakładem oraz ludzi potrzebnych do nadzorowania całej floty. Potem trzeba porównać to z kosztem pracownika oraz sprawdzić, ile godzin dziennie maszyna rzeczywiście jest produktywna. Jeżeli robot kosztuje fortunę i pracuje przez godzinę, po czym przez pół dnia czeka na technika, nie ma znaczenia, że na konferencji wyglądał jak Terminator.

Dlatego pierwszym celem robotów humanoidalnych nie będą prawdopodobnie stanowiska wymagające kreatywności czy podejmowania skomplikowanych decyzji. Najłatwiej uzasadnić ich zakup tam, gdzie praca jest monotonna, powtarzalna, fizycznie obciążająca albo trudno znaleźć chętnych pracowników. Magazyn jest idealnym przykładem. Fabryka również.

Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Dom jest znacznie trudniejszy niż fabryka

Największe marzenia producentów idą oczywiście dalej. Robot ma kiedyś zrobić śniadanie, posprzątać mieszkanie, opróżnić zmywarkę i znaleźć skarpetkę, którą od tygodnia pożera przestrzeń pod łóżkiem. Tyle że mieszkanie jest dla robota koszmarnym środowiskiem.

W fabryce każdy przedmiot powinien znajdować się w określonym miejscu. Podłoga jest równa, stanowiska powtarzalne, a proces dokładnie opisany. W domu krzesło może zostać przesunięte, pies przebiegnie przez kuchnię, dziecko zostawi zabawkę na podłodze, a człowiek wrzuci kubek do zlewu pod kątem, którego najwyraźniej nie przewidział żaden inżynier.

X Square Robot testuje obecnie swoje maszyny w setkach mieszkań, ale najdłuższe pojedyncze wdrożenie trwało dotąd około miesiąca. Pełniejsza komercjalizacja ma rozpocząć się stopniowo w przyszłym roku. To sporo mówi o tym, gdzie jesteśmy. Robot w fabryce: coraz bardziej realny. Robot robiący całe pranie od kosza po złożenie koszuli: jeszcze chwilę poczekamy.

Hype jest już ogromny

Rynek finansowy zachowuje się natomiast tak, jakby roboty humanoidalne miały jutro rano zameldować się w każdej fabryce świata. Unitree zadebiutowało właśnie na giełdzie w Szanghaju, a podczas pierwszej sesji akcje rosły momentami niemal sześciokrotnie. Wcześniej zapisy inwestorów indywidualnych wielokrotnie przekraczały liczbę dostępnych akcji. To przypomina wcześniejsze etapy gorączki AI.

Najpierw wszyscy zakochują się w technologii. Potem pojawiają się gigantyczne wyceny. A następnie przychodzi ten znacznie mniej romantyczny moment, gdy ktoś pyta: dobrze, ale gdzie właściwie są pieniądze? 

Roboty humanoidalne właśnie docierają do tego etapu. Producent może zrobić najbardziej imponujący pokaz na świecie, ale wcześniej czy później klient przemysłowy zapyta o dostępność maszyny, wydajność, liczbę awarii, czas pracy na baterii, serwis i zwrot z inwestycji. I to będzie prawdziwy egzamin.

Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać
Roboty humanoidalne świetnie tańczą. Teraz muszą zarabiać

Roboty humanoidalne nie muszą być lepsze od człowieka we wszystkim

To również warto sobie uporządkować. Maszyna nie musi umieć ugotować obiadu, prowadzić rozmowy o pogodzie i naprawić cieknącego kranu, żeby miała sens ekonomiczny. Wystarczy, że będzie bardzo dobrze wykonywała kilka czynności, których ludzie nie chcą wykonywać albo które są dla nich fizycznie męczące.

Figure nie musiał prowadzić BMW X3 ani projektować jego zawieszenia. Wystarczyło, że konsekwentnie przenosił elementy blacharskie. Robotera nie potrzebuje maszyny zdolnej napisać sonetu. Ma sortować paczki przez tysiące godzin. I być może właśnie tutaj leży klucz do najbliższych lat.

Największą rewolucją w robotyce nie będzie moment, w którym humanoid zatańczy tak dobrze, że nie odróżnimy go od człowieka. Będzie nim dzień, kiedy kierownik magazynu spojrzy na arkusz kalkulacyjny i stwierdzi: „Kupmy jeszcze dziesięć.” Wtedy roboty humanoidalne naprawdę przestaną być pokazem technologii. Zaczną być narzędziem pracy.

Zobacz również inne nasze teksty z kategorii technologie.

Źródło: reuters.com. Źródło zdjęć: depositphotos.com.

Add a Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama