Audi R8 odszedł i miałem okazję uczestniczyć w pożegnaniu podczas jazd na Silesia Ring. Przez chwilę wyglądało na to, że cztery pierścienie na dobre wypisały się z gry o supersamochody. Marka miała robić szybkie kombi, mocne elektryki, SUV-y dla zarządu i eleganckie sedany, ale bez tego jednego auta, które stawia się na plakacie w garażu. Teraz wraca coś znacznie mocniejszego niż sentyment. Audi Nuvolari nie jest nowym R8, nie próbuje nim być i właśnie dlatego robi większe wrażenie. Ma hybrydowe V8, prawie 1000 KM, technikę z włoskiego podwórka Lamborghini i nazwę, która sięga czasów Auto Union. To Audi bez krawata, bez korporacyjnej asekuracji i bez udawania, że sportowy charakter da się zastąpić dużym ekranem.

Po zakończeniu produkcji R8 wielu fanów Audi miało prawo czuć pustkę. Ten model był samochodem, który przez lata robił dla marki robotę większą niż jego sprzedaż. Był dowodem, że Audi potrafi nie tylko budować szybkie limuzyny i kombi, ale też postawić na drodze pełnoprawny, centralnosilnikowy supersamochód. Problem w tym, że R8 odszedł, a Audi długo powtarzało, że nie szykuje jego bezpośredniego następcy.
Audi wraca do świata supersamochodów, ale nie przez R8
I nagle pojawia się Nuvolari. Motor1 opisuje go jako nowy supersamochód Audi, który pełni podobną rolę w gamie, ale nie przywraca nazwy R8. Auto bierze nazwę od Tazio Nuvolariego, włoskiej legendy wyścigów, który w latach 30. ścigał się także dla Auto Union, czyli historycznego przodka Audi.
To ważny gest. Audi nie próbuje odgrzewać starego symbolu. Zamiast tego sięga głębiej, do przedwojennej mitologii motorsportu i buduje wokół niej nową flagę. Nuvolari ma być czymś więcej niż kolejnym szybkim autem dla kolekcjonerów. To reset wizerunku marki po kilku latach, w których Audi czasem wyglądało tak, jakby straciło pazur. Wszyscy dobrze pamiętamy chociażby te przeboje z nazewnictwem A4 i A5 oraz deklaracje o przejściu na pełną elektryfikację gamy modelowej.

V8 z Lamborghini, ale z charakterem Audi
Technicznie najciekawsze jest to, że Audi Nuvolari korzysta z układu hybrydowego opartego na 4-litrowym V8 biturbo, wspieranym przez trzy silniki elektryczne typu axial-flux. Silnik spalinowy kręci się do 10 000 obr./min, a cały zestaw generuje 987 hp. To dokładnie ta sama wartość, jaką w momencie debiutu miał Bugatti Veyron.
Porównania z Lamborghini Temerario są oczywiste i Audi specjalnie nie musi ich głośno wypowiadać. Nuvolari wykorzystuje V8 znane z Lamborghini, ale dzięki trzem silnikom elektrycznym osiąga łączną moc 987 hp, czyli więcej niż Temerario. Dwa silniki elektryczne pracują przy przedniej osi, a trzeci jest zintegrowany z przekładnią.
Najważniejsze jest jednak to, że Nuvolari ma nie być „Audi w karoserii Lamborghini”. Stanowisko Audi jest jasne. Samochód korzysta z synergii w ramach grupy, ale charakter jednostki i całego auta został dostrojony pod wartości Audi. Brzmi jak korporacyjne zdanie? Trochę tak. Ale ma sens. R8 też miał techniczne pokrewieństwo z Lamborghini, a mimo to prowadził się i wyglądał jak zupełnie osobny samochód.

Osiągi Audi Nuvolari: 2,6 sekundy do setki i ponad 350 km/h
Liczby są brutalne. Audi Nuvolari przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,6 sekundy, do 200 km/h w 6,8 sekundy, a jego prędkość maksymalna przekracza 350 km/h. To najmocniejsze i najszybsze drogowe Audi w historii. Oczywiście, pomijając prywatne tuningi wielu modeli, które można znaleźć w sieci.
To już nie jest poziom „szybkiego Audi”. To jest poziom supersamochodu, który ma wjechać między Ferrari, McLaren, Lamborghini i Porsche z miną faceta, który nie przyszedł prosić o miejsce przy stoliku. Nuvolari nie gra w subtelność, choć jego stylistyka jest bardziej minimalistyczna niż teatralna.
Bateria ma pojemność brutto 7,3 kWh, czyli prawie dwa razy więcej niż w Lamborghini Temerario, które korzysta z pakietu 3,8 kWh. Nuvolari może poruszać się w trybie elektrycznym na krótkich dystansach, choć nie należy oczekiwać realnego zasięgu EV w stylu hybrydy PHEV. To nie jest auto do udawania ekologicznego rozsądku pod biurem. Elektryka jest tu po to, żeby dodać moment, trakcję, reakcję i kontrolę.
Quattro predictive ride, aktywna aerodynamika i DRS
Audi Nuvolari nie opiera się wyłącznie na wielkiej mocy. Ma też całe zaplecze aerodynamiczne i zawieszeniowe. Nadwozie korzysta z konstrukcji Audi Space Frame, ale po raz pierwszy w historii marki połączono ją z karoserią wykonaną w dużej mierze z CFRP, czyli kompozytu z włókna węglowego.
Do tego dochodzą pierwsze w Audi centralnie mocowane, kute felgi, ceramiczne hamulce z 10-tłoczkowymi zaciskami z przodu i tarczami 420 × 40 mm oraz tylnymi zaciskami 4-tłoczkowymi i tarczami 410 × 32 mm. To są detale, które pokazują, że Nuvolari nie jest tylko limitowanym showcarem z homologacją. To ma być auto gotowe na tor.
Najbardziej efektowna jest aktywna aerodynamika. Tylny spoiler ma trzy ustawienia: zamknięte, Low Downforce i High Downforce. Kierowca może też użyć systemu przypominającego F1-owy DRS, aktywowanego przyciskiem na kierownicy. W trybie wysokiego docisku tylne skrzydło generuje około 400 kg.

Wnętrze bez taniego cyfrowego cyrku
Audi przez lata było wzorem jakości wnętrz, ale ostatnio marka nie zawsze potrafiła utrzymać dawny poziom. Nuvolari ma być sygnałem, że Ingolstadt chce wrócić do starej szkoły materiałów, detalu i ergonomii. Wnętrze łączy ekrany z fizycznymi kontrolerami, a kolorystyczne akcenty nawiązują do wyścigowego Auto Union Type C z lat 30.
Kabina jest mocno zorientowaną na kierowcę, z ciemniejszą przednią częścią, jaśniejszą tylną strefą, karbonowymi fotelami i anodowanym aluminium użytym m.in. przy nawiewach, kontrolerach oraz ramce centralnego ekranu. To brzmi dobrze, bo supersamochód za takie pieniądze nie może wyglądać w środku jak kolejny tablet na kołach.
Warto zwrócić uwagę na bardzo surowe podejście do funkcji. W środku nie ma klasycznych uchwytów na kubki, a lusterko wsteczne zastępuje ekran, bo auto nie ma normalnej tylnej szyby. I dobrze. To nie jest A6 do codziennych dojazdów z kawą w cup-holderze. To samochód dla kogoś, kto kupuje doświadczenie, a nie wygodną półkę na latte.

Limit 499 sztuk i cena 600 000 euro
Audi ograniczy produkcję Nuvolari do 499 egzemplarzy, a pierwsze dostawy zaplanowano na pierwszą połowę 2027 roku. Cena w Niemczech startuje od 600 000 euro. To kwota, która ustawia Nuvolari daleko ponad dawnym R8 i wyraźnie odcina go od zwykłej oferty Audi. Tu nie chodzi o samochód dla klienta RS6, który chce coś bardziej weekendowego. To propozycja dla kolekcjonera, który ma już garaż pełen maszyn i szuka ciekawego auta z techniką oraz ograniczoną dostępnością.
Czy 499 klientów się znajdzie? Prawdopodobnie bez większego problemu. Zwłaszcza że Nuvolari ma trzy rzeczy, które rynek supersamochodów kocha: limitowaną produkcję, nazwę z historią i techniczne pokrewieństwo z Lamborghini, ale w bardziej nieoczywistym opakowaniu.
Nuvolari już kiedyś był. I też miał znaczenie
To nie pierwszy raz, gdy Audi używa tej nazwy. W 2003 roku na salonie w Genewie pokazano koncept Audi Nuvolari z 5-litrowym V10 biturbo, napędem quattro i mocą 600 KM. Tamten samochód nie wszedł do produkcji, ale zapowiadał język stylistyczny, który później trafił m.in. do pierwszego Audi A5.
Oficjalne materiały Audi z 2003 roku podawały dla tamtego konceptu 600 KM i 750 Nm, przyspieszenie 0–100 km/h w 4,1 sekundy oraz aluminiową konstrukcję Audi Space Frame. Dzisiejszy Nuvolari jest więc czymś więcej niż przypadkowym użyciem starej nazwy. To domknięcie historii, która ponad dwie dekady temu była tylko pokazem możliwości.

Audi wreszcie pokazuje zęby
Audi Nuvolari to dokładnie ten typ samochodu, którego marka potrzebowała. Nie dlatego, że sprzedaż 499 sztuk zmieni wyniki finansowe koncernu. Nie zmieni. Ale supersamochody nie są od excela. Są od emocji, statusu i przypominania światu, że marka potrafi zrobić coś więcej niż dopracowany SUV-a z oświetleniem ambiente w kokpicie.
Nuvolari pokazuje, że Audi nadal może być techniczne, zimne, szybkie i pożądane jednocześnie. Ma włoskie serce, niemiecką precyzję, hybrydowy napęd i aerodynamikę, która nie jest tylko dekoracją. Nie jest następcą R8, bo jest droższy, mocniejszy i bardziej ekskluzywny. Ale dla fanów Audi może być ważniejszy. Bo po latach spokojniejszej, może nawet nudnej jazdy, marka z Ingolstadt znowu robi samochód, o którym chce się rozmawiać.