iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max są już oficjalne i tym razem Apple nie ograniczyło się do podmiany procesora oraz kosmetycznych zmian w aparacie. Nowy A20 Pro powstaje w procesie 2 nm, ma znacznie mocniejsze GPU i dwukrotnie większą moc obliczeniową dla zadań AI względem A19 Pro. Do tego dochodzi przeprojektowane chłodzenie z komorą parową, które ma pozwolić utrzymywać wysoką wydajność znacznie dłużej. Aparat główny 48 MP dostał zmienną przysłonę, a użytkownik może samodzielnie kontrolować część parametrów, które do tej pory iPhone ustawiał za nas. Poprawiono również czas pracy na baterii, a Pro Max ma osiągać nawet 45 godzin odtwarzania wideo w wersji tylko z eSIM.

Całość uzupełniają cztery kolory, w tym nowy burgund i bardzo ciekawy Glacier. Ceny w Polsce zaczynają się od 6299 zł za iPhone 18 Pro oraz 6799 zł za iPhone 18 Pro Max, więc tanio zdecydowanie nie jest, ale jak na flagowce Apple trudno mówić o szczególnym szoku cenowym.
iPhone 18 Pro wygląda świetnie. Burgund robi robotę
Zacznijmy od rzeczy najmniej technicznej, ale tej, którą zauważamy jako pierwszą. iPhone 18 Pro będzie dostępny w czterech kolorach: czarnym, srebrnym, Glacier oraz zupełnie nowym burgundowym. I właśnie dwa ostatnie warianty wyglądają najciekawiej.
Apple przez lata dość zachowawczo podchodziło do kolorów w serii Pro. Zwykle dostawaliśmy kilka stonowanych odcieni, które miały być eleganckie i bezpieczne. OK, w tamtym roku marka „zaszalała” z tym pomarańczowym. Tym razem burgund jest znacznie bardziej charakterystyczny, ale nadal nie wygląda krzykliwie. To jeden z tych kolorów, które mogą dobrze wyglądać zarówno bez etui, jak i z przezroczystym MagSafe.
Glacier jest z kolei chłodniejszy i bardziej techniczny. Nie próbuje udawać kolejnego srebrnego iPhone’a, a jednocześnie nadal wygląda na urządzenie z górnej półki. Niby detal, ale przy telefonie, który trzymamy w dłoni kilkadziesiąt razy dziennie, wygląd naprawdę ma znaczenie.

A20 Pro wygląda jak prawdziwe monstrum
Znacznie ważniejsze rzeczy dzieją się jednak w środku. Apple iPhone 18 Pro korzysta z nowego układu A20 Pro, produkowanego w technologii 2 nm. Procesor ma sześciordzeniowe CPU, siedmiordzeniowe GPU i podwójny, 16-rdzeniowy Neural Engine, czyli łącznie 32 rdzenie odpowiadające za zadania związane ze sztuczną inteligencją.
Apple deklaruje 50% większą przepustowość pamięci względem A19 Pro, a nowe GPU ma być nawet o 40% szybsze od poprzednika. Moc obliczeniowa związana z AI została natomiast podwojona. To już nie wygląda jak kosmetyczna aktualizacja.
Oczywiście dopiero niezależne testy pokażą, jak duża różnica będzie widoczna w codziennym użytkowaniu. Przy zwykłym przeglądaniu internetu czy odpisywaniu na wiadomości nawet poprzednie iPhone’y Pro miały ogromny zapas mocy. Znacznie ciekawiej robi się przy montażu wideo, grach, obróbce zdjęć i lokalnych modelach AI. I tutaj A20 Pro może pokazać pazur.

Wreszcie nie tylko moc, ale też porządne chłodzenie
Sam szybki procesor nie wystarczy, jeśli po kilku minutach pracy musi mocno ograniczać wydajność przez temperaturę. Dlatego jedną z najważniejszych zmian w iPhone 18 Pro może być nowy system chłodzenia. Apple zastosowało przeprojektowaną komorę parową o trzykrotnie większej powierzchni niż w poprzedniej generacji. Zmieniono również sposób ułożenia samego układu i pamięci, aby A20 Pro mógł skuteczniej przekazywać ciepło do systemu chłodzenia.
Według Apple pozwala to uzyskać nawet 40% wyższą długotrwałą wydajność względem poprzedniej generacji. I to jest zdecydowanie ciekawsze niż sam wynik chwilowej wydajności. Telefon może być ekstremalnie szybki przez dwie minuty, ale podczas 30-minutowej gry albo eksportowania długiego filmu liczy się przede wszystkim to, jak zachowuje się później. Jeżeli Apple rzeczywiście dobrze rozwiązało kwestię temperatur, A20 Pro może być znacznie ważniejszym skokiem niż sugerowałaby sama zmiana numerka w nazwie procesora.

Aparat dostał coś ciekawszego niż kolejne megapiksele
Główny aparat nadal ma 48 MP, ale Apple zrobiło coś znacznie ciekawszego niż zwiększenie rozdzielczości. iPhone 18 Pro otrzymał zmienną przysłonę. Mechanizm wykorzystuje sześć listków i może automatycznie regulować ilość światła oraz głębię ostrości. Użytkownik otrzymuje również możliwość ręcznego wyboru jednej z czterech wartości przysłony.
W słabym świetle aparat może otworzyć się do f/1.48, żeby zebrać więcej światła. Przy zdjęciach grupowych może natomiast przymknąć przysłonę nawet do f/4, zwiększając głębię ostrości i poprawiając szansę, że osoby stojące w różnych odległościach od aparatu pozostaną ostre. To właśnie lubię w tego typu zmianach. Nie chodzi o parametr, który dobrze wygląda na pudełku, tylko o rozwiązanie dające fotografującemu realnie większą kontrolę.

iPhone zaczyna dawać użytkownikowi więcej kontroli
Apple rozbudowało też aplikację aparatu o nowe funkcje Pro. Można ręcznie regulować między innymi przysłonę, czas naświetlania i balans bieli, a także korzystać z histogramu do kontrolowania ekspozycji. To spora zmiana filozofii, ponieważ iPhone przez lata był telefonem, w którym największą zaletą aparatu była prostota: wyciągasz telefon, robisz zdjęcie i system sam zajmuje się resztą. Nadal tak pozostanie, ale użytkownik chcący większej kontroli dostaje wreszcie znacznie więcej narzędzi bez konieczności korzystania z zewnętrznych aplikacji.
Do tego dochodzą nowe możliwości filmowe. Efekt Cinematic można zastosować już po nagraniu materiału wideo w maksymalnie 60 kl./s, a timelapse może być rejestrowany w 4K Dolby Vision HDR. Dla kogoś, kto nagrywa telefonem materiały do social mediów czy krótkie filmy, zaczyna to wyglądać naprawdę ciekawie.

Apple chce również walczyć z fałszywymi zdjęciami AI
Ciekawostką jest funkcja Apple Reference Image. Sensor głównego aparatu może zapisać podpisane dane obrazu, a system na ich podstawie tworzy niezmienialny obraz referencyjny. Ma on działać trochę jak cyfrowy negatyw pozwalający sprawdzić, czy zdjęcie zostało później zmodyfikowane.
W czasach generatywnej AI może to mieć spore znaczenie przede wszystkim dla fotoreporterów, mediów czy osób dokumentujących zdarzenia, choć z czasem podobne rozwiązania mogą przydać się również zwykłym użytkownikom.
Apple planuje też obsługę standardu SynthID pomagającego identyfikować obrazy wygenerowane albo zmienione przez AI.

Bateria w iPhone 18 Pro Max zapowiada się bardzo dobrze
Drugim obok wydajności elementem, który zwraca uwagę, jest bateria. W modelach przeznaczonych wyłącznie do korzystania z eSIM iPhone 18 Pro ma oferować do 36 godzin odtwarzania wideo, natomiast iPhone 18 Pro Max do 45 godzin. Apple twierdzi, że Pro Max oferuje największą poprawę czasu pracy w historii iPhone’a.
Szybsze jest również ładowanie. iPhone 18 Pro może osiągnąć 50% pojemności akumulatora w około 15 minut przewodowo albo w około 30 minut bezprzewodowo. W przypadku Pro Max pięć minut ładowania ma zapewnić energię wystarczającą na około siedem godzin odtwarzania wideo.
To nadal nie jest chiński wyścig na 120 czy 150 W, ale Apple najwyraźniej zaczyna mocniej pracować nad tym elementem. I dobrze, bo przy smartfonie za ponad sześć tysięcy złotych czas pracy powinien być jedną z jego największych zalet, a nie źródłem kompromisów.
Dynamic Island jest mniejsze
Apple zmniejszyło również Dynamic Island. Nowa wersja zajmuje mniej miejsca na ekranie, ale jednocześnie może wyświetlać nawet trzy Live Activities jednocześnie. Face ID nadal działa w tym samym obszarze i odpowiada za odblokowywanie telefonu oraz autoryzację płatności czy logowania.
Nie jest to rewolucja, ale tego typu drobne zmiany mają większe znaczenie po kilku dniach używania niż podczas oglądania konferencji. Mniej przestrzeni zabranej przez wycięcie oznacza po prostu więcej miejsca na właściwą treść.

Siri AI i iOS 27
iPhone 18 Pro działa z iOS 27 i nową generacją Apple Intelligence. Największą zmianą będzie Siri AI, która ma lepiej rozumieć kontekst użytkownika, zawartość ekranu oraz informacje znajdujące się w wiadomościach, zdjęciach czy e-mailach. System ma też pozwalać zadawać pytania dotyczące tego, co aktualnie widzi aparat.
Warto jednak pamiętać, że Siri AI startuje jako beta i dostępność poszczególnych funkcji oraz języków będzie różnić się w zależności od rynku. Dlatego w Polsce nie traktowałbym AI jako głównego argumentu do wymiany telefonu już pierwszego dnia. Tym bardziej, że o polskim języku możemy zapomnieć. Znacznie bardziej interesują mnie A20 Pro, bateria i aparat, bo właśnie z tych zmian użytkownik skorzysta niezależnie od języka Siri.
6299 zł za iPhone 18 Pro. Dużo, ale bez szoku
No i dochodzimy do ceny. Podstawowy iPhone 18 Pro kosztuje w Polsce 6299 zł, natomiast za iPhone 18 Pro Max trzeba zapłacić od 6799 zł. Oba modele zaczynają teraz od 256 GB pamięci, a dostępne będą również warianty 512 GB, 1 TB i 2 TB. Czy jest drogo? Oczywiście. Sześć czy prawie siedem tysięcy złotych za telefon nadal jest bardzo dużą kwotą.
Z drugiej strony przy obecnych cenach flagowców trudno powiedzieć, żeby Apple kompletnie odleciało. Szczególnie że podstawowa wersja ma już 256 GB, a lista zmian jest tym razem znacznie ciekawsza niż zwykły nowy procesor i jeden dodatkowy tryb fotograficzny.
Apple iPhone 18 Pro i 18 Pro Max w Media Expert
iPhone 18 Pro wygląda jak naprawdę mocna generacja
Najbardziej podoba mi się to, że iPhone 18 Pro nie próbuje wygrać jedną efektowną funkcją. Nowy procesor wygląda jak monstrum. Chłodzenie powinno pozwolić mu dłużej utrzymywać wydajność. Zmienna przysłona daje aparatowi coś, czego wcześniej w iPhonie nie było. Bateria w Pro Maxie zapowiada się znakomicie, a nowe kolory sprawiają, że telefon zwyczajnie dobrze wygląda.
Nie widzę tutaj jednego argumentu, dla którego właściciel iPhone’a 17 Pro powinien natychmiast wystawiać swój telefon na sprzedaż. Ale osoby korzystające z modeli starszych o kilka generacji mogą już mieć nad czym myśleć. Zwłaszcza jeśli dużo fotografują, nagrywają, grają albo po prostu chcą kupić telefon na kilka kolejnych lat.
Bo jeśli deklaracje Apple dotyczące A20 Pro i baterii potwierdzą się w praktyce, iPhone 18 Pro może być jednym z tych modeli, które starzeją się naprawdę powoli. A burgund? Sam w sobie nie jest powodem do wydania 6299 zł. Ale wygląda bardzo dobrze. Przynajmniej według mojej opinii.
Sprawdź nasz test Apple MacBook Neo.