Diesel to ideał w trasie, przekonałem się o tym wielokrotnie. Niestety, w mieście wypada nieco gorzej. Mercedes E300de to hybryda niemal wzorowa. Marka wpadła na pomysł, by połączyć oszczędny silnik spalinowy z elektrykiem. Efekt? Lepszy, niż sobie wyobrażasz!

Większość hybryd typu plug-in łączy mały silnik benzynowy z elektrycznym. Niestety, kiedy bateria się rozładuje, ten mały motor musi uciągnąć nie tylko duże auto ale i ciężkie baterie. To oczywiście przekładało się na wysokie spalanie, gdzie w niektórych przypadkach auto z silnikiem o pojemności 1.6 litra zużywało tyle benzyny, co mocne V8. Bez sensu? Jasne, zgadzam się z tym. Po co dorzucać taki ciężar do auta i je wysilać. I tu przychodzi z pomysłem Mercedes-Benz. To nie pierwsze moje spotkanie z takim rozwiązaniem. Kiedyś przygotowałem test Mercedes-Benz GLE 350de i byłem bardzo zadowolony z tego rozwiązania. Nie napiszę, że zachwycony, ale jak na europejskie dziwne standardy związane z „ekologią”, taką hybrydę „da się przełknąć”.

Połączenie diesla i elektryka
Mercedes-Benz zdecydował się na wykorzystanie 2-litrowego, czterocylindrowego silnika diesla, który współpracuje z 9-biegowym automatem 9G-TRONIC. Dodatkowo samochód ten został wyposażony w baterię o pojemności 19,53 kWh, którą można ładować z mocą 55 kW. Jeśli już mam jeździć hybrydą plug-in to właśnie taką, ponieważ mam do dyspozycji 313 KM i 700 Nm momentu, co przekłada się na przyspieszenie w około 6,4 sekundy, a przy okazji zużycie paliwa jest faktycznie akceptowalne.

Krótko mówiąc, jeśli mieszkasz w domu i masz dostęp do prądu np. z paneli, możesz po okolicach przemieszczać się bezszelestnie, natomiast wyruszając w dalszą trasę nie martwisz się wysokim spalaniem, ponieważ to auto potrafi zużywać około 6 litrów na każde 100 kilometrów. I to ma sens, w przeciwieństwie do hybryd plug-in z silnikami benzynowymi, które po rozładowaniu baterii spalają ogromną ilość paliwa. A tu, pomimo 330 kg więcej (w porównaniu do wersji 220 d 4MATIC), nadal utrzymujemy rozsądne wyniki.

Klasa sama w sobie
Czy kombi może się podobać? Zdania są podzielone. Pewne jest jednak to, że najnowszy Mercedes-Benz Klasa E w takim wydaniu wygląda dobrze. Nie jest to taki „karawan”, a wręcz przeciwnie, auto zostało tak dobrze narysowane, że nawet ja mógłbym nim jeździć na co dzień. Szczególnie podoba mi się to, że patrząc na ten model z boku, widać lekko opadającą linię dachu, co właśnie sprawia, że w pewnym sensie Klasa E w wersji kombi to bardziej taki shooting brake. Jest dynamicznie, sportowo, aczkolwiek auto zachowuje tu swój elegancki styl, jak na markę Mercedes-Benz przystało.

Faktem jest również to, że ktoś zadbał o odpowiedni dobór kolorów i tu zdecydowanie gratuluję osobie, która przygotowała prezentowaną konfigurację. Czarne koła, czarne ramki wokół przyciemnianych szyb, brązowy lakier – tu wszystko do siebie pasuje.

Mercedes E300de podczas codziennego użytkowania
Jak już wspominałem, ten samochód jest znacznie cięższy od wersji 220 d 4MATIC. Cóż, baterie i cały osprzęt swoje ważą, jednak zapewniam Was, podczas codziennego użytkowania tego auta, wcale nie odczuwa się tej gigantycznej (2370 kg) masy pojazdu. Zawieszenie i układ kierowniczy są zestrojone tak dobrze, że czułem się pewnie pokonując kolejne zakręty, chociaż auto niespecjalnie zachęcało do dynamicznej jazdy. Wręcz przeciwnie – włączasz masaż, aktywujesz ulubiony utwór muzyczny i płyniesz po drodze otoczony mnóstwem rozwiązań technologicznych umilających podróżowanie. Mam tu na myśli chociażby zaawansowany head-up, który potrafi w ciekawy sposób nawigować nas do celu. Jeśli grałeś w gry komputerowe, wiesz co mam na myśli. Widzisz przed sobą strzałki, które sugerują jak jechać.

Auto, jak na kombi przystało, cechuje się sporym rozmiarem. Mówimy o 4,95 m długości i 2,96 m rozstawie osi. To przekłada się na sporo miejsca w kabinie i mam tu na myśli zarówno przód, jak i tył. Nikt nie będzie narzekał. Szczególnie, że w tej wersji mamy między innymi osobną klimatyzację dla pasażerów podróżujących na tylnej kanapie. Dodam jeszcze, że dzieli się ona w proporcji 40:20:40, więc możemy np. włożyć do wnętrza narty, a przy okazji z nikt nie będzie narzekał na brak komfortu podczas jazdy.

Pozostaje kwestia mocno… dyskusyjna, a chodzi o jeden z najważniejszych elementów auta z nadwoziem kombi czyli bagażnik. Jak nie trudno się domyślić, tracimy bardzo dużą pojemność, przez układ hybrydowy. Cóż, gdzieś on musi być ulokowany. Pech chciał, że dogodnym do tego miejscem będzie tylna część kabiny i w tym dużym kombi mamy zaledwie 460 litrów pojemności. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to o 155 litrów mniejsza wartość niż w przypadku 220 d 4MATIC. Według mnie to nieporozumienie, gdyż w kombi chodzi o to, żeby mieć jak najwięcej miejsca w bagażniku. Ekologia (powiedzmy) jest ważniejsza? Cóż, mnie to nie przekonuje.

Mercedes-Benz Klasa E 300de kombi. Czy warto go kupić?
To mocno dyskusyjne. Z jednej strony to świetne auto, bardzo wygodne podczas bliższych i dalszych podróży. Z drugiej kupujesz kombi po to, by mieć dużo miejsca w bagażniku. Wykorzystanie diesla w hybrydzie typu plug-in to strzał w dziesiątkę, ponieważ zachowujemy niskie zużycie paliwa, kiedy bateria się rozładuje, aczkolwiek w przypadku marki Mercedes-Benz mamy bardzo wydajny układ. Realnie przy naładowanej do pełna baterii przejedziemy około 80 kilometrów, co według mnie jest dobrym wynikiem.

OK, warto go kupić? Ciężko mi powiedzieć. Wersja E 300 de Estate z EQ startuje od 341 200 zł, a wersja z napędem na cztery koła 354 500 zł. Dla porównania wersja E 220 d Estate została wyceniona na 306 600 zł, a E 220 d 4MATIC Estate na 319 900 zł. Różnica jest duża i aby faktycznie mówić o oszczędności na paliwie, musielibyśmy robić bardzo dużo kilometrów na samej baterii i oczywiście mieć dostęp do darmowego prądu. Cóż, sam nie wiem kto będzie idealnym klientem dla tej wersji. Osobiście nadal celowałbym w 220d, gdyż jest tańsza, a ta różnica w pojemności bagażnika znacząca.
