Nowy Isuzu D-Max 2026 trafia do Polski z konkretnymi zmianami — nowy silnik, więcej technologii i lekko odświeżony design. Na papierze wszystko wygląda jak kolejny krok w rozwoju sprawdzonego modelu. W praktyce jednak najważniejsze jest coś innego: czy ten pickup nadal robi to, z czego był znany, tylko lepiej. Bo w tej klasie samochodów nie chodzi o efekt. Chodzi o to, czy możesz na nim polegać.

Pod maską pojawia się nowy silnik Diesla 2.2 o mocy 163 KM i momencie obrotowym 400 Nm. To nie są liczby, które robią wrażenie na papierze, ale w pickupie chodzi o coś innego — elastyczność i przewidywalność. W praktyce oznacza to lepsze radzenie sobie z obciążeniem, jazdą w terenie i sytuacjami, w których zwykły samochód zaczyna mieć problem. Nowa, 8-biegowa automatyczna skrzynia ma poprawić komfort i sprawić, że auto lepiej odnajduje się zarówno w mieście, jak i poza nim.

Bezpieczeństwo, które ma sens przy długiej jeździe
W pickupie spędza się często więcej czasu niż w zwykłym aucie osobowym. Dlatego systemy bezpieczeństwa zaczynają mieć realne znaczenie.
Nowy D-Max dostał m.in. system monitorowania uwagi kierowcy (DMS), który reaguje, gdy zaczynasz się rozpraszać. Do tego dochodzą kamery 360°, które pomagają w manewrowaniu w trudnych warunkach, i system eCall, który w razie potrzeby przyspiesza reakcję służb.
To nie są dodatki „na pokaz”. To rzeczy, które faktycznie przydają się w pracy i dłuższych trasach.

Isuzu D-Max 2026 to nadal pickup, który robi robotę
Najważniejsze rzeczy się nie zmieniły. D-Max dalej ma ponad tonę ładowności i możliwość holowania do 3,5 tony. Do tego dochodzi prześwit i zdolność brodzenia, które pozwalają wjechać tam, gdzie większość aut się zatrzymuje.
I to jest klucz. Ten samochód nie próbuje być czymś innym. Nadal jest narzędziem — tylko trochę bardziej dopracowanym.

Wygląd? Trochę świeżej formy, bez przesady
Zmiany wizualne są, ale trudno mówić o rewolucji. Nowa atrapa, inne detale, nowy kolor — malachitowy zielony — który podkreśla terenowy charakter.
To raczej kosmetyka niż zmiana tożsamości. I dobrze. W tej klasie aut zbyt duże „udziwnienia” zwykle kończą się źle.
Wnętrze bardziej cywilne niż kiedyś
Kabina została dopracowana — nowe materiały, opcje skórzanej tapicerki, trochę więcej komfortu.
To nie jest luksus w klasycznym rozumieniu, ale krok w stronę auta, które można używać nie tylko do pracy, ale też na co dzień.

Wnioski? Nadal narzędzie, ale bardziej kompletne
Nowy D-Max nie próbuje być modny. Nie udaje SUV-a ani auta lifestyle’owego. To dalej pickup dla ludzi, którzy wiedzą, czego potrzebują — tylko lepiej dopasowany do dzisiejszych realiów. Więcej komfortu, więcej technologii, ale bez utraty tego, co było najważniejsze: funkcjonalności i niezawodności.
A ceny? Rozpoczynają się od 127 950 zł netto. Isuzu D-Max MY26 dostępne jest w różnych konfiguracjach – w zależności od wersji nadwozia – z podwójną, pojedynczą i półtorej kabiny i 4 poziomami wyposażenia. Po szczegóły odsyłam na stronę producenta: Isuzu. Przy okazji sprawdź nasz test D-Max z 2021 roku.