Przecież każdy smartfon potrafi dziś udostępnić internet. Wchodzisz w ustawienia, uruchamiasz hotspot, podajesz hasło i po sprawie. Teoretycznie osobny router LTE wydaje się więc urządzeniem z kategorii „fajne, ale po co?”. Sam przed wyjazdem na targi IFA do Berlina miałem podobne podejście, bo przecież internet w telefonie działa mi bardzo dobrze. W praktyce szybko okazało się jednak, że przy kilku osobach i kilku urządzeniach własna sieć Wi-Fi w samochodzie jest po prostu wygodniejsza. A kiedy po całym dniu dojechaliśmy do hotelu, gdzie zamiast łączyć laptopa z otwartą siecią obiektu postawiłem na biurku FRITZ!Box 6825 4G z własną kartą SIM, sens takiego rozwiązania stał się dla mnie jeszcze bardziej oczywisty.

Hotspot jest świetny. Dopóki nie zaczynasz z niego naprawdę korzystać
Nie zamierzam przekonywać, że hotspot w telefonie nagle stał się przeżytkiem. Wręcz przeciwnie. Jeżeli siedzę gdzieś z laptopem przez pół godziny i potrzebuję szybko wysłać kilka wiadomości albo wejść do panelu MenWorld.pl, nie będę przecież wyciągał dodatkowego routera. Smartfon w takiej sytuacji jest rozwiązaniem najprostszym i właściwie bezkosztowym.
Sytuacja zaczyna wyglądać inaczej, kiedy podróżuje kilka osób. Podczas naszej drogi do Berlina ja pracowałem na laptopie, nasze telefony używały Wi-Fi, chociażby do map czy Spotify, a przecież obecnie liczba urządzeń, które chcą dostać się do internetu, bardzo szybko rośnie. W rodzinnej podróży mogą dojść dwa tablety dzieci, konsola przenośna czy inne urządzenia. I wtedy pojawia się pytanie: z którego telefonu robimy hotspot? Kto ma najlepszy pakiet? Czy właściciel tego telefonu może wysiąść na stacji? Co z baterią?
Z osobnym routerem te problemy właściwie znikają. W naszym przypadku do FRITZ!Box 6825 4G trafiła firmowa karta SIM. Router tworzył jedną sieć Wi-Fi i niezależnie od tego, kto siedział w samochodzie, każdy korzystał z tego samego połączenia. Nie ma tu wielkiej technologicznej magii. I właśnie dlatego tak mi się to spodobało.

USB-C i nagle samochód ma własne Wi-Fi
Jedna cecha FRITZ!Box 6825 4G jest moim zdaniem szczególnie istotna w podróży: zasilanie przez USB-C. Nie potrzebowałem przetwornicy, klasycznego gniazdka 230 V ani żadnych dziwnych przejściówek. W Skodzie Octavia, którą jechaliśmy do Berlina, miałem porty USB-C również dla pasażerów z tyłu. Podłączyłem router, uruchomiłem go i tyle. Tak, istnieje również możliwość zasilania urządzenia z powerbanku, więc własną sieć można zabrać ze sobą także poza samochód.

FRITZ!Box 6825 4G korzysta z LTE i pozwala pobierać dane z prędkością do 300 Mb/s. Do tego mamy Wi-Fi 6 działające w paśmie 2,4 GHz z teoretyczną przepustowością do 600 Mb/s oraz gigabitowy port LAN. Nie jest to router 5G i nie oferuje dwupasmowego Wi-Fi 2,4/5 GHz. W naszym przypadku kompletnie mi to jednak nie przeszkadzało, ponieważ laptop nie potrzebuje gigabitowego internetu do WordPressa, poczty, komunikatorów czy większości codziennych zadań.

Najważniejsze było coś innego: działało. Podczas całej podróży nie miałem z FRITZ!Boxem żadnych problemów. Jechaliśmy przez Polskę, później przez Niemcy, a internet po prostu był dostępny. Korzystałem z karty Orange Flex i na naszej trasie zasięg okazał się bardzo dobry, więc oczywiście część zasług należy przypisać również operatorowi. Router nie stworzy przecież zasięgu tam, gdzie sieć komórkowa go nie oferuje. W dobrych warunkach FRITZ!Box robi jednak dokładnie to, czego od niego oczekiwałem – daje urządzeniom w samochodzie własną, stale dostępną sieć.

Laptop w trasie pokazał mi największą zaletę routera LTE
W moim przypadku największą różnicę zauważyłem podczas pracy. Nie musiałem zastanawiać się, czy mam włączony hotspot w smartfonie, czy laptop nadal jest z nim połączony ani jak mocno udostępnianie internetu drenuje akumulator telefonu. Otwierałem komputer i korzystałem z Wi-Fi. Brzmi banalnie? Bo jest banalne. Tyle że właśnie na tym polega wygoda.
Co więcej, telefon przestaje być centralnym punktem całego systemu. Mogę z nim odejść, wykonać połączenie, przełączyć ustawienia albo po prostu nie interesować się tym, czy nadal udostępnia internet pozostałym osobom. Router wykonuje swoje zadanie niezależnie. Przy okazjonalnym połączeniu różnica jest niewielka. Ale kiedy podróż trwa wiele godzin, komfort wynikający z tego, że internet jest po prostu elementem wyposażenia auta, zaczyna być zauważalny.

Rodzice mogą polubić router LTE FRITZ!Box 6825 4G jeszcze bardziej
Wyobraźmy sobie typowy rodzinny wyjazd nad morze albo w góry. Dwoje dzieci siedzi z tyłu. Jedno ogląda bajkę na tablecie, drugie korzysta z drugiego tabletu albo konsoli. Rodzice mają dwa telefony, a gdzieś w bagażu znajduje się jeszcze służbowy laptop. Można oczywiście stworzyć hotspot ze smartfona jednego z rodziców. Tylko po co każdorazowo budować sieć wokół konkretnego telefonu, skoro router LTE może mieć na stałe własną kartę SIM, własną nazwę sieci i własne hasło?
Urządzenia raz zapamiętują Wi-Fi i przy kolejnej podróży łączą się automatycznie. Dla mnie właśnie ten aspekt ma największą wartość. Mniej klikania, mniej pytań „jakie było hasło?”, mniej zastanawiania się, czy telefon odpowiedzialny za hotspot jest jeszcze w samochodzie. FRITZ!OS oferuje również funkcje kontroli rodzicielskiej, możliwość tworzenia dostępu dla gości czy ustalania zasad korzystania z sieci. W przypadku rodzinnego zastosowania mobilny router może więc dawać rodzicowi większą kontrolę niż spontanicznie uruchamiany hotspot w smartfonie.

W hotelu doceniłem go jeszcze bardziej
Do Berlina dojechaliśmy późnym popołudniem, a FRITZ!Box 6825 4G nie zakończył pracy razem z samochodem. Zabrałem go do hotelu, podłączyłem do zasilania i dalej korzystałem z tej samej firmowej karty SIM.
Mogłem oczywiście podłączyć laptop do hotelowego Wi-Fi. Tyle że sam nie mam dużego zaufania do publicznych i współdzielonych sieci bezprzewodowych, szczególnie gdy mam na komputerze dostęp do firmowych usług, poczty i systemów redakcyjnych. Nie oznacza to, że każde hotelowe Wi-Fi czyha na nasze hasła, a własny router automatycznie rozwiązuje wszystkie problemy związane z cyberbezpieczeństwem. Wolałem jednak korzystać z własnego połączenia komórkowego i sieci, nad którą sam miałem kontrolę.
Do tego dochodzi zwykła wygoda. Telefon i laptop znały już sieć FRITZ!Boxa z samochodu. Postawiłem router na hotelowym biurku, podłączyłem zasilanie i mogłem pracować dokładnie tak samo jak wcześniej. Dla osoby, która dużo podróżuje służbowo, zaczyna to mieć naprawdę sporo sensu.

Nie tylko samochód. Domek, kamper, działka i internet awaryjny
Im dłużej korzystałem z FRITZ!Box 6825 4G, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że samochód jest tylko jednym ze scenariuszy. Pierwszy, który przychodzi mi do głowy, to domek letniskowy. Jeżeli spędzamy w takim miejscu kilka tygodni w roku, zakładanie osobnego stałego internetu może być kompletnie nieopłacalne. Wkładamy kartę SIM do routera i mamy normalną sieć Wi-Fi dla telewizora, laptopów, smartfonów czy urządzeń smart home.
Podobnie wygląda sytuacja z kamperem. Tutaj możliwość zasilania przez USB-C lub powerbank jest wręcz stworzona do mobilnego zastosowania. Router można również zabrać na działkę, do wynajmowanego apartamentu czy do miejsca, w którym pracujemy przez kilka tygodni zdalnie.
Jest jeszcze jeden scenariusz, o którym łatwo zapomnieć: awaryjny internet w domu. FRITZ!Box 6825 4G może pełnić rolę zapasowego połączenia w przypadku awarii podstawowego łącza światłowodowego, kablowego czy DSL. Jeśli ktoś pracuje z domu i utrata internetu oznacza dla niego utratę możliwości pracy, karta SIM i router LTE mogą przestać wyglądać jak zbędny gadżet.

Czy router LTE jest lepszy od hotspotu?
Nie zawsze. Jeżeli raz na miesiąc potrzebujesz podłączyć laptop do internetu przez 20 minut, użyj telefonu. Nie ma sensu komplikować sobie życia i kupować kolejnego urządzenia. Jeżeli jednak regularnie podróżujesz, masz kilka urządzeń, jeździsz z rodziną, pracujesz z samochodu lub hotelu, spędzasz czas w kamperze albo po prostu chcesz mieć niezależne łącze zapasowe, router LTE zaczyna być rozwiązaniem zdecydowanie bardziej logicznym.
FRITZ!Box 6825 4G przekonał mnie przede wszystkim tym, że podczas podróży do Berlina właściwie nie musiałem się nim interesować. Podłączyłem go przez USB-C, miał swoją kartę SIM, laptop i telefony znały sieć, więc internet po prostu był. Później wyjąłem router z samochodu, zabrałem do hotelu i korzystałem dalej. I chyba właśnie to najlepiej odpowiada na pytanie z tytułu.

Telefon ma hotspot i w wielu sytuacjach będzie on całkowicie wystarczający. Ale kiedy z internetu korzysta już nie jeden telefon i jeden laptop, lecz cała grupa urządzeń, dobrze mieć coś, czego jedynym zadaniem jest zapewnienie im dostępu do sieci.
Po naszej trasie do Berlina router LTE przestał być dla mnie dodatkowym gadżetem. Stał się kolejnym elementem wyposażenia, który przy następnym dłuższym wyjeździe chętnie znowu wrzucę do samochodu.
Materiał powstał we współpracy z marką FRITZ!.