Suzuki Jimny – terenówka, która niczego nie udaje

Początkowo zastanawiałem się skąd bierze się fenomen tego auta. Suzuki Jimny nie mógł być przecież tak wybitnie fajnym samochodem. Dopiero, kiedy wsiadłem do niego i zacząłem pokonywać kolejne kilometry, szczególnie nie na asfalcie zrozumiałem o co tu tak naprawdę chodzi. Wystarczył dosłownie dzień, bym przestał się dziwić temu, jak długo trzeba czekać na swojego wymarzonego Jimnego.

Podróże w Suzuki Jimny

Zdaję sobie sprawę, że Jimny nie należy do samochodów, którymi komfortowo pokonuje się długie dystanse. Sam jednak rzuciłem się na głęboką wodę i pojechałem z Warszawy do Zakopanego, by następnie udać się do Krakowa i ostatecznie do Rzeszowa. O ile na drogach krajowych jechało się bardzo przyjemnie, o tyle na autostradach i ekspresówkach brakowało mi szóstego biegu.

Kolejnym problemem jest oczywiście to, że auto jest wysoko zawieszone i posiada cienkie opony. Takie połączenie sprawia, że musimy uważać przy ostrych zakrętach. Ten typ tak ma i już. Jeśli chcecie wybrać się na przykład w czwórkę na wakacje to zapomnijcie o tym, że zabierzecie jakiekolwiek bagaże. Jimny bagażnika nie ma, mówię całkiem serio (pojemność wynosi 85 litrów). Myślałem, że Jeep Wrangler ma najmniejszy bagażnik jaki kiedykolwiek mógł powstać, ale Suzuki pokazało, że się mylę. Dlatego też można jechać nim na wakacyjną przygodę, owszem, ale maksymalnie we dwójkę, no może w trójkę, ale też z tymi bagażami nie przesadzajcie. Tak czy inaczej, miejsca nad głową i na nogi jest bardzo dużo. Fotele są trochę za miękkie, ale nie ma na co narzekać. Wyciszenie w kabinie również nie należy do najlepszych, ale to kwestia konstrukcji całego auta. Szyba przednia jest praktycznie pionowa, więc wcale chyba nikogo nie dziwi to, że we wnętrzu jest dość głośno. 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama