Są samochody luksusowe, są samochody sportowe i są takie, które wyglądają, jakby ktoś w zarządzie powiedział: „panowie, zróbmy coś dla ludzi, którzy mają już wszystko, łącznie z problemem nadmiaru pieniędzy”. Mercedes-Maybach SL 680 Monogram Series jest właśnie takim autem. To pokazówka w 100 procentach. Piękna, dopracowana, szybka i świetnie prowadząca się pokazówka. Tyle że za całą tą biżuterią, znaczkami i monogramami wciąż kryje się bardzo znajomy Mercedes-AMG SL.

Nie ma sensu udawać – Mercedes-Maybach SL 680 Monogram Series robi piorunujące pierwsze wrażenie. To samochód, który nie wjeżdża na parking. On go przejmuje. Nagle wszystkie inne auta wyglądają, jakby przyjechały tylko po to, żeby statystować w tle. Długa maska, nisko poprowadzona sylwetka, ogromne, 21-calowe koła, dwa miejsca, miękki dach, piękny lakier (56 988 zł) i cała ta Maybachowa oprawa sprawiają, że mamy do czynienia z autem dla człowieka, który nie tyle lubi uwagę, ile prawdopodobnie ma ją wpisaną w harmonogram dnia.

Mercedes podkreśla charakterystyczną maskę z gwiazdą, chromowaną płetwą oraz opcjonalnym nadrukiem MAYBACH (za wzór dopłacasz 37 417 zł), a do tego specjalne obręcze Maybach o średnicy 21 cali (28 782 zł) i bardzo widowiskowe wykończenia nadwozia. To nie jest subtelna elegancja starej limuzyny, która tylko wtajemniczonym zdradza, że kosztuje tyle co dom. To bardziej luksusowy zegarek noszony na rękawie, żeby przypadkiem nikt go nie przegapił. Kiedy tak sobie chodziłem wokół tego auta i patrzyłem na detale odnosiłem wrażenie, że to luksusowa motorówka prosto z jeziora Como, a nie auto, które będziesz mijał na drodze.

I właśnie tutaj ten samochód jest najbardziej szczery. On nie próbuje być dyskretny. Nie mówi: „mam klasę, ale nie muszę jej pokazywać”. On mówi: „mam klasę, pieniądze, V8 i monogramy, a teraz patrzcie”. Jeśli ktoś chce przejechać przez miasto niezauważony, niech kupi szare kombi jak Mercedes-Benz Klasa E 300de. Albo nie, nawet niech to będzie Audi RS6. W tym aucie nie da się być anonimowym. Nawet gdy jedziesz spokojnie, wyglądasz jak człowiek, który właśnie uciekł z prywatnego klubu golfowego, bo szampan był za ciepły.

Silnik? V8 robi robotę, koniec dyskusji
Pod maską pracuje 4-litrowe V8 biturbo o mocy 585 KM i momencie obrotowym 800 Nm. Do tego automatyczna skrzynia 9G-TRONIC, napęd na wszystkie koła, 0-100 km/h w 4,1 sekundy i prędkość maksymalna 260 km/h. Oficjalnie mówimy więc o luksusowym roadsterze, ale liczby jasno pokazują, że to nadal kawał mocnego AMG, tylko w marynarce z monogramem.

I to czuć. Ten silnik jest rewelacyjny. Ma siłę, kulturę pracy, świetną reakcję i ten cudowny zapas mocy, który sprawia, że nie musisz nikomu niczego udowadniać, bo możesz, ale nie musisz. Przy spokojnej jeździe Maybach SL sunie dostojnie, przyspiesza bez wysiłku i daje wrażenie ogromnej rezerwy pod prawą stopą. Przy dynamicznej jeździe zmienia się w bardzo szybkiego grand tourera, który nadal próbuje zachować maniery, ale czasem jednak pokazuje, że pod smokingiem ma sportową koszulkę AMG.

Warto jednak zauważyć, że Maybach dostał złagodzone zawieszenie, lepsze wyciszenie i spokojniejsze zestrojenie względem bardziej agresywnego AMG SL, ale sam układ napędowy pozostaje fizycznie bardzo blisko SL 63: V8 biturbo, automat, napęd AWD i skrętna tylna oś. I to świetnie tłumaczy charakter tego auta. To nie jest klasyczny Maybach z tylnego fotela. To Mercedes SL, który poszedł do krawca, jubilera i specjalisty od PR-u.

Mercedes-Maybach SL 680 Monogram Series prowadzi się wspaniale. I tu trudno się czepiać
Największy problem z krytykowaniem tego auta polega na tym, że ono naprawdę świetnie jeździ. Układ kierowniczy jest precyzyjny, auto dobrze reaguje na polecenia kierowcy, a masa nie przeszkadza tak bardzo, jak sugerowałaby kartka z danymi. Oficjalnie Mercedes podaje masę własną 2050 kg, więc to nie jest lekki roadster dla purystów, którzy liczą śrubki w zawieszeniu. Ale za kierownicą Maybach SL potrafi skutecznie ukryć kilogramy.

Skrętna tylna oś pomaga w manewrowaniu i prowadzeniu, a zawieszenie AMG ACTIVE RIDE CONTROL ma jednocześnie poprawiać komfort i trzymać nadwozie w ryzach. Mercedes opisuje, że system kompensuje przechyły nadwozia, a układ kierowniczy i zawieszenie reagują precyzyjnie na sytuację na drodze. W praktyce dostajesz samochód, który nie jest tak ostry jak typowe AMG, ale też nie rozlewa się po zakrętach jak luksusowa kanapa na kołach.

SL 680 jest bardziej miękki od swoich krewniaków AMG, ale nadal pod względem osiągów śmiało z nimi konkuruje i może być wręcz „najbardziej SL-owym” z aktualnych SL-i. I coś w tym jest. Ten samochód najlepiej smakuje nie wtedy, gdy próbujesz udowodnić coś kierowcy Porsche 911, tylko wtedy, gdy jedziesz szybko, płynnie i elegancko, jakby świat poza kabiną był tylko dodatkiem do Twojej trasy.

Wnętrze: ładnie, drogo, ale czy wystarczająco Maybachowo?
W środku jest luksusowo. Biała skóra nappa, specjalny wzór wielokonturowych foteli, metalowe elementy z logo MAYBACH, wentylacja, masaż, Burmester high-end 3D z 17 głośnikami i mocą 1220 W, regulowany ekran centralny 11,9 cala, cyfrowe zegary 12,3 cala – lista wyposażenia jest długa i robi wrażenie.

Tylko że właśnie tu pojawia się największy zgrzyt. Bo tak, jest pięknie. Tak, jest drogo. Tak, jakość robi wrażenie. Ale czy to jest ten poziom odklejenia od rzeczywistości, którego oczekujemy od Maybacha? Niekoniecznie. Brakuje tu tej aury prywatnego salonu, absolutnego odcięcia od świata, poczucia, że samochód został zbudowany wokół komfortu człowieka, a nie wokół świetnego SL-a z dodatkowymi emblematami. Tego uczucia doświadczałem w Mercedes-Maybach Klasa S 680, natomiast SL mi takich wrażeń absolutnie nie dostarczył.

I to jest sedno problemu. Mercedes-Maybach SL 680 Monogram Series jest wyjątkowy, ale nie dlatego, że redefiniuje luksus. Jest wyjątkowy, bo jest bardzo drogi, bardzo rzadki i bardzo ostentacyjny. To nie jest Maybach w najczystszej postaci. To raczej SL, który wszedł do butiku, wykupił pół ekspozycji i uznał, że teraz jest arystokratą.

Praktyczność? Dwa miejsca, 240 litrów i nie zawracaj głowy
Mercedes-Maybach SL 680 ma dwa miejsca i bagażnik o pojemności 240 litrów. Koniec rodzinnych złudzeń. To auto dla kierowcy i pasażera, najlepiej takiego, który pakuje się w miękką torbę, a nie w trzy walizki i dodatkowo zabiera zapas butów na każdą pogodę.

Ale uczciwie – nikt nie kupuje tego samochodu, żeby wozić dzieci do szkoły, zakupy z hurtowni albo rower składany. To auto na pokaz, na trasę, na weekend, na podjazd pod hotel, restaurację, marinę albo wspomniane pole golfowe. Jego praktyczność polega na tym, że mieści dwie osoby i wystarczająco dużo bagażu, żeby wyglądać, jakby spontaniczny wyjazd nad jezioro był w rzeczywistości zaplanowany przez asystenta tydzień wcześniej.

Spalanie? 15 albo 25 litrów. Kogo to obchodzi?
Oficjalnie Mercedes podaje średnie zużycie paliwa na poziomie 13,6 l/100 km, a w cyklu niskim aż 22,9 l/100 km. Twoje wyniki pasują do charakteru auta idealnie: przy spokojnej jeździe około 15 litrów, przy dynamicznej około 25 litrów. I wiecie co? W tym samochodzie naprawdę nikogo to nie obchodzi.

Jeśli ktoś kupuje auto za ponad milion złotych, nie będzie płakał nad rachunkiem za benzynę. To trochę tak, jakby narzekać, że jacht ma drogie cumowanie. Oczywiście, można o tym wspomnieć, bo jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi i cyferki muszą się zgadzać, ale umówmy się – właściciel tego auta szybciej zauważy, że ktoś źle zaparkował obok niego pod restauracją, niż że V8 właśnie wypiło kolejne pół baku, a zbiornik ma 70 litrów, więc przy dynamicznej jeździe zasięg potrafi znikać szybciej niż cierpliwość księgowej patrzącej na fakturę za detailing.

Konkurencja? Bentley ma więcej klasy, AMG więcej sensu
Najbardziej naturalnym rywalem wydaje się Bentley Continental GTC Speed. Nowa generacja ma hybrydowy układ V8 o mocy 782 KM i 1000 Nm, więc pod względem osiągów jest jeszcze mocniejsza, a przy tym Bentley od lat umie robić luksusowe kabriolety bez wrażenia, że ktoś dokleił prestiż na końcu procesu projektowania.

Z drugiej strony mamy Mercedesa-AMG SL 63. Tańszy, bardziej szczery, mniej teatralny i technicznie bardzo bliski Maybachowi. I tu pojawia się problem. Topowa konfiguracja Maybach to około 1,4 mln zł, ale mocno doposażony AMG SL 63 może dojść do podobnych poziomów, więc wybór staje się kwestią gustu i tego, jak bardzo ktoś chce zwracać na siebie uwagę. Serio, sam zobacz na stronie marki Mercedes-Benz jak to wygląda w konfiguratorze.

I właśnie tu Maybach wygrywa albo przegrywa – zależy od kupującego. Jeśli chcesz najlepszego SL-a do sportowej jazdy, prawdopodobnie rozsądniej spojrzysz na AMG. Jeśli chcesz luksusowego GT z większą klasą i dłuższą tradycją w tej roli, Bentley ma mocny argument. Jeśli natomiast chcesz samochodu, który krzyczy „mam Maybacha, ale sam prowadzę”, SL 680 trafia dokładnie w punkt.

Werdykt: to świetny samochód, ale dziwny Maybach
Mercedes-Maybach SL 680 Monogram Series to fantastyczny samochód. Pięknie wygląda, prowadzi się znakomicie, ma genialny silnik, świetny układ kierowniczy i potrafi dać kierowcy mnóstwo frajdy. To jedno z tych aut, z których wysiadasz i jeszcze raz się odwracasz. Albo i dwa. Nie dlatego, że zapomniałeś telefonu, tylko dlatego, że wygląda obłędnie dobrze.
Ale jako Maybach? Mam problem. Za mało tu Maybacha w Maybachu. To nie jest luksusowa limuzyna, która odcina Cię od świata, co robi Mercedes-Maybach Klasa S 680. To nie jest motoryzacyjny apartament pierwszej klasy. To po prostu bardzo drogi, bardzo efektowny Mercedes SL ze znaczkami Maybach, specjalnym wykończeniem i ceną, która idealnie nadaje się do opowieści przy drinku w klubie golfowym.
Czy to źle? Dla normalnego człowieka – absurd. Dla klienta tego auta – pewnie żadna wada. Bo Mercedes-Maybach SL 680 nie jest samochodem do racjonalizowania. To auto do pokazania, że racjonalizowanie dawno przestało być potrzebne. I właśnie dlatego jednocześnie mnie zachwyca, trochę bawi i trochę rozczarowuje. Świetny SL. Efektowna pokazówka – jedziesz i każdy od razu zakłada, że śpisz na pieniądzach. Ale Maybach? No właśnie. Trochę jak garnitur szyty na miarę, pod którym wciąż widać sportową koszulkę AMG.