Wystarczył powrót V8. Stellantis zwiększa dostawy o 10 proc

Duże SUV-y, potężne pickupy i silniki V8 miały ustąpić miejsca elektrykom. Amerykańscy klienci szybko pokazali jednak Stellantisowi, czego naprawdę oczekują.
Jeep Wrangler Rubicon 392 z 6.4 V8 Jeep Wrangler Rubicon 392 z 6.4 V8
Jeep Wrangler Rubicon 392 z 6.4 V8

Stellantis ma za sobą jeden z najlepszych kwartałów od dłuższego czasu. Koncern skupiający takie marki jak Jeep, Ram, Fiat, Peugeot, Citroën i Opel zwiększył globalne dostawy samochodów o 10 procent. Głównym źródłem wzrostu nie były jednak miejskie elektryki, lecz wielkie SUV-y, pickupy oraz powracające pod maski silniki V8. Czy podobny zwrot byłby możliwy także w Europie?

Stellantis ma powody do zadowolenia. Wystarczyło... przywrócić V8
Stellantis ma powody do zadowolenia. Wystarczyło… przywrócić V8

Stellantis dostarczył prawie 1,6 mln samochodów

W drugim kwartale 2026 roku Stellantis dostarczył dealerom, dystrybutorom i klientom flotowym prawie 1,6 mln pojazdów. To wynik o około 10 procent lepszy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Dane są na razie wstępne, a pełne wyniki finansowe koncern ma przedstawić 30 lipca.

Warto podkreślić, że Stellantis mówi o dostawach, a nie wyłącznie o rejestracjach nowych samochodów przez klientów indywidualnych. Do statystyki zaliczane są między innymi auta przekazane dealerom. Wzrost nie oznacza więc automatycznie, że wszystkie samochody natychmiast znalazły właścicieli.

Mimo tego dane są ważnym sygnałem dla koncernu, który w ostatnich latach zmagał się z wysokimi cenami, problemami jakościowymi, utratą części klientów oraz coraz silniejszą konkurencją ze strony chińskich producentów. W Ameryce Północnej Stellantis musiał również uporządkować zapasy niesprzedanych pojazdów i odbudować relacje z dealerami.

Za poprawę odpowiada przede wszystkim rynek północnoamerykański. Liczba dostarczonych tam pojazdów wzrosła aż o 38 procent, osiągając około 445 tys. sztuk. Część tego rezultatu wynikała z przygotowań do planowanej letniej przerwy produkcyjnej, ale kluczową rolę odegrało wprowadzenie nowych oraz odświeżonych modeli.

Wzrost dostaw o 10% w Stellatis.
Wzrost dostaw o 10% w Stellatis.

Ameryka ponownie wybiera wielkie samochody

Wśród modeli wspierających wzrost Stellantis wymienia między innymi Rama 1500, ekstremalnego Rama 1500 TRX SRT, Jeepa Grand Wagoneera, Jeepa Grand Cherokee oraz odświeżonego Chryslera Pacifica. To samochody, których trudno nie zauważyć na drodze. Są duże, ciężkie, przestronne i przeważnie znacznie mniej oszczędne od kompaktowych modeli wybieranych przez europejskich kierowców.

Ich popularność pokazuje, jak bardzo różnią się oczekiwania klientów po obu stronach Atlantyku. W Europie producenci walczą o zmniejszenie zużycia paliwa, obniżenie emisji i zaoferowanie możliwie niedrogiego samochodu elektrycznego. W Stanach Zjednoczonych wciąż ogromne znaczenie mają pickupy oraz SUV-y, które pełnią jednocześnie funkcję auta rodzinnego, użytkowego i wizerunkowego.

Ram 1500 jest jednym z najlepszych przykładów takiego podejścia. Jego użytkownicy oczekują komfortu porównywalnego z luksusową limuzyną, ale także możliwości holowania ciężkiej przyczepy, przewożenia ładunku oraz swobodnej jazdy poza asfaltem. Dźwięk i charakter jednostki napędowej nadal mają dla wielu z nich duże znaczenie.

Stellantis przez pewien czas próbował przekonać klientów Rama, że nowoczesny, turbodoładowany silnik sześciocylindrowy może skutecznie zastąpić klasyczne V8. Pod względem osiągów i efektywności miało to sporo sensu. Rynek pokazał jednak, że racjonalne argumenty nie zawsze wygrywają z przywiązaniem do określonego typu napędu.

Wzrost dostaw o 10% w Stellatis.
Wzrost dostaw o 10% w Stellatis.

Powrót HEMI V8 był odpowiedzią na klientów

W gamie Rama 1500 na rok modelowy 2025 zabrakło popularnego silnika HEMI V8. Jego miejsce zajęły między innymi sześciocylindrowe jednostki Hurricane. Decyzja spotkała się jednak z tak wyraźną reakcją klientów, że koncern postanowił zmienić strategię.

Do Rama 1500 powrócił wolnossący silnik HEMI V8 o pojemności 5,7 litra, rozwijający 395 KM i około 555 Nm momentu obrotowego. Jednostka korzysta z układu eTorque wykorzystującego instalację 48 V, funkcji dezaktywacji cylindrów i odzyskiwania energii. Nie jest to zatem konstrukcja całkowicie odcięta od współczesnych prób ograniczania spalania.

Ram otwarcie przyznał, że decyzja o przywróceniu V8 wynikała z opinii klientów. Firma nie zrezygnowała przy tym z silników Hurricane. HEMI poszerzyło gamę i pozwoliło nabywcom wybrać pomiędzy nowocześniejszą jednostką sześciocylindrową a napędem oferującym bardziej tradycyjny charakter.

Jeszcze dalej idzie Ram 1500 TRX SRT. Najnowsza wersja ekstremalnego pickupa otrzymała doładowane V8 o pojemności 6,2 litra, generujące 777 KM. Samochód ma rozpędzać się od 0 do 60 mil na godzinę, czyli około 97 km/h, w 3,5 sekundy. To parametry supersamochodu zamkniętego w nadwoziu wielkiego auta terenowego.

Powrót takich konstrukcji nie oznacza jednak, że Stellantis nagle odrzucił elektryfikację. Koncern dostosowuje produkty do poszczególnych regionów. W Ameryce stawia na pojazdy, które tamtejsi klienci faktycznie chcą kupować. W Europie wykorzystuje zupełnie inne modele i rodzaje napędu.

Wzrost dostaw o 10% w Stellatis.
Wzrost dostaw o 10% w Stellatis.

Zobacz: Ford Super Duty z większym silnikiem. 6.8 V8 był… za mały.

W Europie wzrost napędzają C3, Frontera i Panda

Europejski wynik Stellantisa również był dodatni, choć znacznie mniej spektakularny. Dostawy w regionie określanym przez koncern jako Enlarged Europe wzrosły o 5 procent, do około 762 tys. samochodów. W tej liczbie znalazło się około 33 tys. pojazdów chińskiej marki Leapmotor, której modele Stellantis dystrybuuje na europejskim rynku.

Tutaj na pierwszy plan nie wysunęły się pickupy z wielkimi silnikami. Największym zainteresowaniem cieszyły się przystępniejsze cenowo modele, takie jak Citroën C3, Citroën C3 Aircross, Opel Frontera i Fiat Panda. To samochody znacznie lepiej dopasowane do europejskich ulic, cen paliwa oraz oczekiwań kierowców.

Różnicę widać także w planach inwestycyjnych. Stellantis zamierza wprowadzać w Europie kolejne pojazdy elektryczne i hybrydowe. Zapowiedział między innymi opracowanie niewielkiego, stosunkowo niedrogiego E-Cara, którego produkcja ma rozpocząć się w 2028 roku we włoskich zakładach Pomigliano d’Arco.

Jednocześnie firma nie chce już uzależniać swojej przyszłości od jednego rodzaju napędu. W ramach planu strategicznego do 2030 roku zapowiedziała ponad 60 premier oraz 50 poważnych modernizacji. Program obejmuje 29 samochodów elektrycznych, 15 hybryd plug-in lub pojazdów z układem zwiększającym zasięg, 24 klasyczne hybrydy oraz 39 modeli spalinowych lub miękkich hybryd.

To wyraźna korekta wcześniejszego podejścia. Stellantis nie rezygnuje z elektryków, lecz przechodzi na strategię wielonapędową. Klient ma wybierać między samochodem elektrycznym, hybrydą i autem spalinowym zależnie od rynku, infrastruktury oraz własnych potrzeb.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Czy wielkie silniki V8 mogłyby wrócić do Europy?

W ograniczonej skali już wracają. Ram zapowiedział europejską dostępność modelu 1500 z silnikiem HEMI V8. Samochód ma jednak pozostać produktem niszowym, skierowanym do zamożnych kierowców, entuzjastów amerykańskiej motoryzacji oraz osób rzeczywiście potrzebujących dużego pickupa.

Masowe zastosowanie podobnej strategii przez Fiata, Opla, Peugeota czy Citroëna jest praktycznie nierealne. Europejskie normy rozliczają producentów z przeciętnej emisji całej floty nowych samochodów. Duża liczba modeli z jednostkami V8 znacząco utrudniłaby Stellantisowi osiąganie wymaganych poziomów i mogłaby prowadzić do wysokich kar.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi regulacjami średnia emisja nowych samochodów osobowych ma zostać obniżona w latach 2030–2034 o 55 procent względem poziomu z 2021 roku. Aktualne przepisy przewidują stuprocentową redukcję emisji z nowych aut i vanów od 2035 roku. Komisja Europejska zaproponowała później bardziej elastyczne podejście, ale w lipcu 2026 roku państwa członkowskie nadal analizują projekt zmian.

Nawet w przypadku złagodzenia celu na 2035 rok europejski rynek nie stanie się nagle rajem dla wielkich silników. Producenci nadal będą musieli obniżać średnią emisję, a klienci brać pod uwagę wysokie zużycie paliwa, rozmiary samochodu i koszty jego eksploatacji.

V8 może więc pozostać atrakcyjnym dodatkiem do gamy, ale raczej jako drogi produkt wizerunkowy. Taki samochód buduje emocje wokół marki, przyciąga uwagę i pozwala osiągać wysoką marżę na stosunkowo niewielkiej liczbie egzemplarzy. Nie stanie się jednak podstawą europejskiej sprzedaży Stellantisa.

Opel Corsa GS 1.2 Turbo automat.
Opel Corsa GS 1.2 Turbo automat.

Stellantis nauczył się słuchać rynku

Najważniejszym wnioskiem z wyników za drugi kwartał nie jest to, że silniki V8 pokonały samochody elektryczne. Dane pokazują raczej, że globalny koncern nie może narzucać wszystkim klientom jednej strategii.

Amerykański kierowca kupujący Rama lub Jeepa ma inne oczekiwania niż mieszkaniec europejskiego miasta zainteresowany Fiatem Pandą, Citroënem C3 albo Oplem Fronterą. Próba zastosowania identycznej recepty na obu rynkach może skończyć się utratą klientów.

Stellantis wraca do wzrostu, ponieważ ponownie oferuje Amerykanom duże SUV-y, pickupy i wyczekiwane silniki, a Europejczykom bardziej przystępne cenowo modele oraz coraz szerszy wybór hybryd i elektryków. To nie odwrót od transformacji, lecz bardziej pragmatyczne podejście.

HEMI V8 może być symbolem tej zmiany, ale prawdziwym fundamentem nowej strategii jest elastyczność. Stellantis chce zarabiać zarówno na miłośniku potężnego pickupa, jak i na kierowcy szukającym niewielkiego samochodu elektrycznego. Drugi kwartał 2026 roku pokazuje, że takie podejście zaczyna przynosić efekty.

Źródło wybranych zdjęć: Depositphotos.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama