Europa nauczyła się cieszyć z małych silników, hybrydowych dopisków i obietnic niskiego spalania. W USA ktoś właśnie spojrzał na tabelę konfiguracji wielkiego pick-upa i uznał, że bazowe 6.8 litra to jednak trochę za mało. Brzmi absurdalnie? Ford Super Duty 2027 ma dostać jako standard benzynowe V8 7.3 „Godzilla”, czyli silnik większy niż całe europejskie marzenia o downsizingu. To nie jest zabawka do miasta, nie jest modny SUV z pakietem stylistycznym i nie udaje ekologicznego kompromisu. To maszyna z innego świata, w którym pojemność nadal znaczy charakter, a moment obrotowy nie jest tylko liczbą w folderze.

Ford Super Duty 2027 to samochód, który z europejskiej perspektywy wygląda niemal jak prowokacja. Nie chodzi nawet o sam rozmiar, bo pick-upy klasy heavy duty zawsze były duże, masywne i praktyczne. Chodzi o filozofię. W Europie producent często tłumaczy klientowi, że mniejszy silnik z turbiną, miękką hybrydą i automatem jest właściwie wszystkim, czego potrzebuje. W USA wciąż istnieje klient, który patrzy na katalog, widzi 7.3-litrowe V8 i mówi: dobrze, od tego możemy zacząć.
Według informacji opisanych przez Motor1, Ford ma usunąć z gamy Super Duty na rok 2027 benzynowe V8 6.8 oraz standardową odmianę diesla 6.7 Power Stroke. W efekcie podstawową jednostką dla F-250 i F-350 Super Duty ma zostać benzynowe V8 7.3 „Godzilla”. Dotąd był to silnik opcjonalny, teraz ma pełnić rolę punktu wejścia do świata dużych ciężarowych pick-upów Forda.
I to jest w tym najciekawsze. Nie mówimy o limitowanej wersji dla kolekcjonerów, nie mówimy o sportowym wariancie z dopłatą większą niż cena miejskiego hatchbacka. Mówimy o silniku bazowym. W świecie Forda Super Duty bazowy nie znaczy „najbiedniejszy”. Bazowy znaczy: tyle wystarczy, żeby zaczęła się poważna rozmowa.

Godzilla V8, czyli stara szkoła z konkretnymi liczbami
7.3-litrowe V8 Forda nie bez powodu nosi przydomek „Godzilla”. To duży, wolnossący, benzynowy silnik, który nie próbuje niczego udawać. Według danych Forda w roczniku 2026 jednostka 7.3L 2V DEVCT NA PFI V8 generuje 430 hp i 485 lb-ft momentu obrotowego, czyli około 436 KM i 658 Nm. Ford informuje o tym, że zastosował żeliwny blok, kuty stalowy wał korbowy oraz konstrukcję nastawioną na trwałość i pracę pod obciążeniem.
To nie jest silnik do opowiadania o ekologicznej świadomości przy kawie czy modnej dziś matchy. To motor do ciągnięcia, wożenia, pracy i jazdy wtedy, gdy samochód nie ma być gadżetem, tylko narzędziem. W Super Duty ta różnica jest kluczowa. Europejski kierowca często patrzy na moc maksymalną. Amerykański użytkownik ciężkiego pick-upa patrzy na moment, skrzynię, przełożenia, ładowność, hak, ramę i to, czy auto nie zacznie płakać po kilku latach prawdziwego używania.
Godzilla współpracuje z 10-biegową automatyczną skrzynią TorqShift-G w wersjach benzynowych. W testowanym przez Car and Driver Fordzie F-250 Super Duty Lariat 4×4 z tym silnikiem jednostka miała 430 hp przy 5500 obr./min i 485 lb-ft przy 4000 obr./min, a sam samochód przyspieszał do 60 mph w 6,2 sekundy. Jak na potężnego pick-upa o roboczym charakterze, to tempo jest bardziej niż przyzwoite.

Słabsze silniki wypadają z gry
Najbardziej symboliczne jest nie to, że Ford oferuje duże V8. On już je miał. Symboliczne jest to, że mniejsza benzynowa jednostka 6.8 ma zniknąć z roli podstawowego wyboru. W roczniku 2026 Ford podawał dla 6.8-litrowego V8 moc 405 hp i 445 lb-ft, czyli około 411 KM i 603 Nm. To wciąż liczby, przy których większość europejskich aut rodzinnych wygląda jak sprzęt do przemieszczania się między rondami. A jednak w świecie Super Duty to był wariant słabszy.
Podobny ruch ma dotyczyć diesla. Standardowa wersja 6.7 Power Stroke, która według danych Forda w roczniku 2026 osiągała 475 hp i 1050 lb-ft momentu, ma ustąpić miejsca odmianie High Output. Ta mocniejsza konfiguracja oferuje 500 hp i 1200 lb-ft, czyli około 507 KM i 1627 Nm. To już moment obrotowy, który pozwala na pociągnięcie Boeinga.
W Europie taki ruch brzmiałby jak sen działu marketingu po zbyt mocnej kawie. U nas redukcja gamy często oznacza mniej cylindrów, mniej pojemności i więcej elektronicznych protez. Tam redukcja gamy może oznaczać: zostawiamy większy silnik, bo klienci i tak wybierają konkret.

Cena? Oficjalnie jeszcze cisza, ale kontekst mówi sporo
Ford nie podał jeszcze oficjalnych cen Super Duty 2027 w tej konfiguracji. I to trzeba zaznaczyć jasno, bo przy takim aucie cena jest równie ważna jak moc. Motor1 zwraca uwagę, że w roczniku 2026 silnik 7.3 był opcją za 1500 dolarów, ale w wersji XL wybór tej jednostki wymagał też pakietu STX Appearance Package za 3115 dolarów. W praktyce wejście w większe V8 mogło więc oznaczać znacznie większy wydatek niż sama dopłata do silnika.
Car and Driver przy testowanym F-250 Lariat 4×4 z rocznika 2026 podał cenę bazową 68 635 dolarów i 83 805 dolarów za egzemplarz testowy. Samo 7.3-litrowe V8 było tam wyszczególnione jako opcja za 1500 dolarów. Dla porównania mocniejszy diesel 6.7 High Output w tym samym tekście został opisany jako opcja za 13 495 dolarów.
To pokazuje brutalną prawdę o tym segmencie. Duży benzynowy silnik może być rozsądnym wyborem, jeśli ktoś nie potrzebuje ekstremalnego dieslowskiego momentu i holowania na granicy możliwości klasy. Diesel jest potworem, ale kosztuje. Benzynowa Godzilla nie jest ekonomicznym autem w europejskim sensie, ale w amerykańskiej kalkulacji może być po prostu logiczna.

Carhartt, Tremor i roboczy lifestyle
Ford Super Duty 2027 nie zmienia się tylko pod maską. W gamie pojawia się też pakiet Carhartt, czyli ukłon w stronę świata pracy, warsztatu, budowy i odzieży, która dawno temu wyszła poza czysto roboczy kontekst. To ciekawe, bo Carhartt w Europie bywa modowym kodem miejskim, a w Super Duty wraca tam, skąd wzięła się jego wiarygodność: do brudu, narzędzi i codziennego używania.
Pakiet Carhartt ma być dostępny dla wersji XLT Crew Cab z napędem 4×4 i kosztować dodatkowo 4195 dolarów. W zestawie są między innymi elementy graficzne Carhartt, specjalne wykończenie wnętrza, gumowe dywaniki, dodatkowe oświetlenie LED, 20-calowe koła oraz fabrycznie natryskiwana wykładzina skrzyni ładunkowej.

Ford pokazuje też dla Super Duty 2027 nowe lub odświeżone pakiety, w tym Carhartt, Tremor Off-Road Package oraz XL Off-Road 35″ Tire Package. Oficjalna strona Forda wspomina między innymi o 35-calowych oponach terenowych, trybach jazdy off-road, blokadzie tylnego mechanizmu różnicowego, osłonach podwozia i elementach przygotowanych pod jazdę poza asfaltem.

To nie jest luksus w europejskim stylu, gdzie najważniejsze są ambienty, masaż fotela i faktura plastiku wokół ekranu. To luksus użytkowy. Luksus polegający na tym, że masz samochód, który może ciągnąć, przewozić, świecić, zasilać, wjechać w teren i wyglądać przy tym tak, jakby nie musiał nikomu niczego udowadniać.

Europa patrzy i wie, że to nie dla niej
Czy Ford Super Duty 2027 miałby sens w Europie? Dla większości kierowców absolutnie nie. Jest za duży, za ciężki, za paliwożerny i zbyt amerykański dla infrastruktury, która w wielu miastach ledwo toleruje większe SUV-y. Ale właśnie dlatego ten samochód budzi emocje. Nie dlatego, że każdy powinien nim jeździć. Dlatego, że pokazuje motoryzację bez kompleksów.
W Europie coraz częściej kupujemy samochody zaprojektowane pod normę, flotę, podatek i emisję. Tu co najwyżej masz się zadowolić VW Amarok z 3.0 TDI. W USA wciąż można kupić maszynę, która zaczyna rozmowę od 7.3 litra pojemności. To nie musi być lepszy świat. Ale na pewno jest bardziej bezpośredni. A może jednak jest? W końcu to prawdziwa wolność, za którą zaczynam tęsknić.
Ford Super Duty 2027 z bazowym V8 Godzilla to przypomnienie, że motoryzacja może być jeszcze fizyczna, ciężka i bezczelnie konkretna. Nie wszystko musi być ciche, lekkie i zoptymalizowane pod arkusz kalkulacyjny. Czasem samochód ma po prostu mieć wielki silnik, wielką ramę i wielki sens dla człowieka, który naprawdę czegoś od niego wymaga.