Kia Ceed 1.4 T-GDI 140 KM 7DCT – ofiara własnej popularności

Na początku sprostuję – tytuł nie ma wydźwięku negatywnego. Wręcz przeciwnie! Chodzi mi o to, że Kia Ceed, a konkretniej pierwsza generacja z innym zapisem tj. cee’d, była dla koreańskiej marki kamieniem milowym. Swego rodzaju przepustką do europejskiego rynku. Wcześniej mało kto traktował ich poważnie. A jak jest dziś?

Obecnie to światowy gigant i marka, z którą muszą liczyć się najwięksi. To cee’d, który został zaprezentowany w 2006 roku na Salonie Samochodowym w Paryżu sprawił, że niedowiarkowie i ignoranci spoważnieli i zaczęli traktować koreańską markę fair. Dziś w ofercie mamy takie perełki, jak Stinger, Sorento, Niro i wiele hybrydowych oraz elektrycznych odmian. Jest także cała rodzina Ceed-ów tj. świetny XCeed, usportowiony Ceed GT czy rewelacyjnie wyglądający ProCeed. Nie sprawdzałem raportów sprzedaży, więc mogę mijać się z prawdą, ale mam wrażenie, że „zwykły” Ceed zrobił najtrudniejszą robotę i dziś jest nieco w cieniu wspomnianych modeli. Czy słusznie? Nie do końca, bowiem tradycyjny, pięciodrzwiowy Ceed to wręcz klasyka gatunku i świetna alternatywa dla segmentowych wyjadaczy.

Kia Ceed to nadal świeży i z mnóstwem wigoru samochoód

Nie będę rozbijał opisu auta na czynniki pierwsze, bowiem obecna generacja jest z nami od 2018 roku, a więc już dłuższą chwilę. Do testu dostałem niemal poprawną do bólu wersję w kolorze białym w odmianie Business Line, a więc niemal topową. Wyżej jest tylko GT Line i Business Line Plus. Testowany egzemplarz wyposażono w silnik 1.4 T-GDI o mocy 140 KM, czyli ten sam, co np. w Hyundaiu i30 N-Line, który był u nas w teście jakiś czas temu. O silniku i wrażeniach z jazdy napiszę później, tymczasem czas na wrażenia organoleptyczne.

Biały lakier, przyciemniane szyby oraz półskóry w środku – dość pospolite połączenie. Mimo to muszę przyznać, że wespół z bardzo ładnymi felgami aluminiowymi całość prezentowała się bardzo przyjemnie. Wiadomo, że każdy inny kolor byłby lepszym rozwiązaniem, ale i bazowa biel w tym nadwoziu wygląda świetnie. Podkreśla ciekawe elementy stylistyczne tj. przednie i tylne światła, czy też ładne przetłoczenie w dolnej części drzwi. No dobrze, nie jest to auto dla tych, którzy chcą na siebie zwrócić uwagę. Dla tych przygotowano wersję GT Line, pełnoprawne GT lub przepiękną ProCeed. Tutaj ma byś anonimowość i to się sprawdza.

Przemyślane wnętrze ze szczyptą „premium”

Jeździłem Hyundaiem i30 N-line oraz pełnoprawną N-ką, które są konstrukcyjnie bardzo zbliżone do Ceed-a, ale muszę przyznać, że w odpowiedniku Kii czułem się nieco lepiej. Pomijam wersję N, bo ona nie ma swojego odpowiednika w Kii, ale N-Line Hyundaia był wykonany z nieco gorszych materiałów i z mniejszą dbałością o styl. Nie jest to ogromna różnica. Ba! Być może to moje subiektywne odczucie, ale w Kii Ceed czułem się bardziej – o zgrozo! – premium? Nie wiem, po prostu Kia wewnątrz bardziej mi się podoba niż odpowiedniki Hyundaia.

Tak czy inaczej wnętrze było wykonane bardzo dobrze. Na tunelu środkowym wylądowała estetyczna roletka kryjąca uchwyty na kubki/schowek. Srebrne wstawki wyglądały bardzo ładnie, ilość plastiku w kolorze fortepianowej czerni była akceptowalna. Poza tym ciekawe dodatki tj. metalowe nakładki na pedały czy świetnie trzymające fotele składały się na bardzo pozytywną całość. Trudno było mi znaleźć coś, co mi w tym aucie przeszkadzało. Były to raczej aspekty mojego widzimisię tj. koloru nadwozia i podsufitki. Reszta była bez zarzutu. Nie mogłem również narzekać na ilość miejsca na tylnej kanapie. Pojemność bagażnika na poziomie 395 litrów (1291 litrów po złożeniu oparć kanapy) nie budzi żadnych zastrzeżeń. W sumie to nie może, bowiem są to wartości wyższe niż w przypadku Forda Focusa czy nawet nowego Golfa.

Optymalny napęd z nutką sportowca

Ta nutka czasami grała zbyt głośno. Co mam na myśli? Chodzi mi o układ wydechowy, który wydawał bardzo przyjemny pomruk. Dość nietypowe, jak na cywilne i nie usportowione auto. Mimo to dawało to sporo satysfakcji, bowiem niekiedy, przy zmianie biegów pojawiały się radosne „pierdnięcia”. Wiem, brzmi komicznie, ale ruszanie spod świateł wzbudzało zainteresowanie przechodniów, a pod maską w końcu tylko skromne 140 KM. Problem w tym, że to pomrukiwanie bywało męczące i w trasie dawało się we znaki. Ot, co kto lubi.

A pod maską Kia Ceed posiadała wspomniane 1.4 T-GDI o mocy 140 KM z momentem obrotowym na poziomie 242 Nm. Gdy kiedyś testowałem Hyundaia i30 N-Line z tym silnikiem narzekałem, że przydałoby mu się ze 20-30 KM więcej. Wtedy można by było wykorzystać potencjał sportowo zestrojonego zawieszenia, świetnej manualnej skrzyni biegów i poczuć to sportowe „coś” w tej specyficznej wersji. W Kii Ceed brakuje sportowego zawieszenia, skrzynia to bardzo dobrze działający dwusprzęgłowy automat DCT i jedynie wydech ewidentnie miał ochotę na więcej.

Mimo to, te 140 KM oraz 242 Nm w parze z napędem na przednią oś i świetnym automatem spisywały się naprawdę dobrze i tutaj niczego bym nie zmienił. Bardzo pasuje mi charakterystyka tych jednostek napędowych i jedynie spalanie mogłoby być odrobinę niższe. W trasie (głównie ekspresówka) około 7 l/100km, w mieście nieco ponad 8 litrów. Da się ciut mniej, ale wtedy trzeba naprawdę delikatnie obchodzić się z gazem i pogodzić się z wrogimi spojrzeniami innych kierowców.

Kia Ceed do bólu poprawna? Nie do końca…

Jakbym miał szukać wad, doczepiłbym się chyba tylko do wyciszenia. Nie jest źle, ale w tym segmencie są lepiej wyciszone auta. Poza tym biały kolor testówki to nie wada auta, tylko konfiguracji i gustu. Kia Ceed nie jest tak poprawna jak Golf czy Octavia, ale to nie wada. Wręcz przeciwnie. Ma swoje małe smaczki, które sprawiają, że ma „to coś”. Mruczący wydech, metalowe nakładki na pedały, rewelacyjne reflektory LED, świetne prowadzenie, bardzo dobra skrzynia biegów i do tego spory wybór wersji w konfiguratorze. A jak ktoś nie chce zwykłego hatchbacka, wybierze praktyczne kombi lub pięknego ProCeed-a. No i jest także odmiana GT i rewelacyjnie wyglądający XCeed.

Kalkulacje, kombinacje… czyli ile kosztuje Kia Ceed?

Najtańszego Ceeda kupimy za 65 990 złotych i będzie to odmiana wyposażenia S z silnikiem 1.0 T-GDI o mocy 100 KM z 6-biegowym manualem. W standardzie znajdziemy m.in. manualną klimatyzację, tempomat czy też elektryczne szyby z przodu i z tyłu. Nie jest to mało, bowiem konkurencja nie oferuje więcej w podobnej cenie. Jeśli ktoś woli odmianę kombi, musi zapłacić 69 990 złotych. Testowa odmiana to koszt około 100 000 złotych. Mało? Dużo?

Myślę, że obecnie około 100 000 złotych za dobrze wyposażone auto kompaktowe to standardowa cena. Od kwoty 96 990 złotych startuje ProCeed, ale myślę, że największym wewnętrznym konkurentem tego modelu jest XCeed, startujący z cennikiem od kwoty 79 990 złotych. Należy jednak pamiętać, że za tą kwotę dostajemy od razu znacznie bogatsze wyposażenie M oraz silnik 1.0 T-GDI o mocy 120 KM. Za odpowiednik testowanego modelu tj. podobna wersja wyposażenia i ten sam układ napędowy zapłacimy 111 490 złotych. Mało tego! Dokładając 7000 złotych mamy odmianę 1.6 T-GDI o mocy 204 KM z tą samą automatyczną przekładnią. Warto dołożyć? Oceńcie sami.

Podsumowanie
I tutaj dochodzimy do tytułowego zagadnienia. Czy Kia Ceed za około 100 000 złotych lub więcej ma sens, skoro w tej cenie są dużo ciekawsze modele w obrębie tej samej marki? Konwencjonalny Ceed to naprawdę świetne auto, które dobrze się prowadzi, jest praktyczne i bardzo dobrze wykonane, ale mając taką kwotę do wydania zdecydowałbym się na model XCeed. Jest ładniejszy, nowocześniejszy, ma o wiele ciekawszą ofertę i mnóstwo możliwości konfiguracji. Ceed pełni rolę głowy rodziny i radzi sobie z tym świetnie, ale to nie on ma być rozchwytywany, tylko członkowie jego rodziny.
Zalety
Miła dla oka stylistyka
Dobrej jakości materiały we wnętrzu
Dużo przestrzeni w środku
Wiele ciekawych dodatków i stylistycznych akcentów
Bardzo dobry układ napędowy
Świetne światła LED
Wady
Spalanie mogłoby być niższe
Kiepskie wyciszenie
8.1
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
Elegancka koszula męska XXL. Podpowiadamy, co kupić!
Elegancka koszula męska XXL. Podpowiadamy, co kupić!