Kia Xceed 1.6 T-GDi 204 KM – genialny skutek uboczny

Gdy dokładnie rok temu byłem na oficjalnej prezentacji Kii Xceed we Frankfurcie, już wtedy wiedziałem, że będzie to jeden z moich ulubionych crossoverów. Swoją drogą, jeden z niewielu, bo wtedy nie przepadałem za tym segmentem. Czy to się zmieniło? Czy Kia Xceed nadal mi się podoba? Tak, zdecydowanie, ale mam z nią kilka problemów.

Zanim przejdę do marudzenia, które na szczęście niewiele zmienia w ogólnej ocenie, garść ciekawostek. W sumie jedna, o której pewnie wszyscy już wiedzą. Otóż Kia Xceed… w ogóle nie widniała w planach koreańskiego producenta. A przynajmniej tak twierdzą Koreańczycy. Podczas projektowania zwykłego Ceeda hatchback oraz kombi, jak również rewelacyjnie wyglądającego ProCeeda, jednym ze „skutków ubocznych” był także projekt Kii Xceed. Tak bardzo udany, że zdecydowano się wprowadzić go do produkcji. I całe szczęście!

Stylistyczne ohy i ahy

No dobrze, przyznam się. To chyba – moim zdaniem – najlepiej wyglądający okaz w tym segmencie. Gdy na prezentacji we Frankfurcie zobaczyłem Kię Xceed właśnie w tej wersji kolorystycznej, oczy mi się zeszkliły z wrażenia. To auto jest śliczne. I tak, jestem motoryzacyjną sroką, lubię rzucające się w oczy dodatki i lakiery. No przyznajcie sami, czy jakikolwiek inny kolor nadwozia wydobywa z Xceeda aż tyle zalet?

Quantum Yellow – tak nazywa się ta barwa w ofercie, to koszt 2900 złotych i moim zdaniem, zdecydowanie warto! Tym bardziej, że we wnętrzu w testowanej wersji również pojawiała się ta barwa w wielu miejscach. Mam na myśli ramki wokół nawiewów, przeszycia foteli itp. Szkoda tylko, że podświetlenie przycisków i przełączników jest czerwone i odrobinę się z tym gryzie, ale to tylko moje marudzenie.

Auto jest naprawdę ładne. Ma zwartą, muskularną sylwetkę i co najważniejsze, nie jest podniesioną i obklejoną „terenowymi” gadżetami wersją zwykłego Ceeda. Projektanci naprawdę się postarali i zmienili wszystko. Przód, tył, boki, zderzaki, światła etc. Gdyby Kia Xceed dostała zupełnie inną nazwę, nikt nie miałby do tego uwag. Jedynie wnętrze pozostało podobne, ale tak jak mówiłem, można je trochę rozjaśnić i ozdobić, aby nie było tak poważne jak w hatchbacku czy kombi.

W przedniej części mamy bardzo szerokie klosze lamp o nieregularnym kształcie, ze specyficznym wcięciem, dzięki czemu mamy wrażenie, że szeroki grill „odkleił” się od lamp. Niżej mamy ładnie narysowany zderzak z dużym wlotem powietrza, światłami przeciwmgielnymi LED oraz srebrnymi wstawkami. Jest także sporo tworzywa sztucznego na nadkolach i zderzakach ze srebrnymi wstawkami, które mają imitować wzmocnienia podwozia. Taki terenowy smaczek. Linia boczna jest klasyczna, zgrabna, nieco muskularna i ma delikatne przetłoczenia. Tył jest zwarty, sprawia wrażenie szerokiego i stabilnie osadzonego na ziemi. Zderzak wieńczy srebrny a’la dyfuzor oraz dwie końcówki wydechu. No dobrze, to tylko atrapy, bowiem prawdziwy wydech jest schowany pod zderzakiem z obu stron. Cóż, szkoda.

Poukładane wnętrze Kii Xceed…

We wnętrzu, jak wspomniałem, względem zwykłego Ceeda rewolucji nie ma. Są tylko charakterystyczne dla Xceeda wstawki i kilka dodatków. W testowej wersji były także bardzo wygodne, elektrycznie regulowane fotele z żółtymi przeszyciami w kształcie plastra miodu. Jak dla mnie – rewelacyjnie wyglądające. Oprócz tego wspomniane żółte wstawki, w środkowej części świetny ekran o przekątnej 10,25 cala, przed oczami duży wirtualny zestaw zegarów. Swoją drogą Kia chyba nie do końca wykorzystała potencjał owego wirtualnego kokpitu. Jest czytelny, ma wysoką rozdzielczość, płynnie działa, ale posiada tylko dwa tryby pracy, nie możemy na nim wyświetlić mapy itp. Jedyna ładna animacja, która się na nim pojawia to… powitanie po uruchomieniu samochodu. Gdy to zobaczyłem, z zainteresowaniem zmarszczyłem czoło, a potem nic ciekawego się już nie wydarzyło. Bardzo szkoda.

Wady? W części centralnej było nieco za dużo błyszczącego, czarnego plastiku. Pojawił się on również w niewielkich ilościach na kokpicie, ale tutaj bym go zniósł. Tunel środkowy jest jednak narażony na większą ilość zadrapań i zanieczyszczeń, a fortepianowa czerń przyciąga to z uporem maniaka. Problemem jest także kiepska widoczność. Szerokie słupki A w tym nie pomagają, a po prawej stronie dodatkowo „zrasta” się on z obudową lusterka. Słupki B także do wąskich nie należą, a słupki C oraz niewielka szyba w klapie bagażnika dopełniają całości. Na szczęście są czujniki parkowania i niezła kamera cofania. Co jeszcze?

Wygłuszenie. To w Kii Xceed jest bardzo kiepskie. Przy prędkościach powyżej 100 km/h sporo hałasu dobywa się z nadkoli. Szkoda, bo komfort jazdy ogólnie jest świetny i mimo jędrnego zawieszenia, nie mogłem na to narzekać. Bagażnik? 426 litrów w standardowym układzie oraz 1378 po złożeniu oparć kanapy – naprawdę nieźle.

…i świetne materiały

Na pochwałę zasługują za to świetnie spasowane i dobre jakościowo materiały Kii Xceed. Naprawdę trudno się do czegokolwiek doczepić. Nic nie trzeszczy, nie stuka i nie puka. Górne partie drzwi są miłe w dotyku i dość miękkie, podobnie jak górna część deski rozdzielczej. Dopiero z tyłu poczujemy twardą skorupę, ale to można wybaczyć w tej klasie. To naprawdę zasługuje na pochwałę, bowiem w tym segmencie nie jest to normą. Wystarczy spojrzeć na bardzo dobrego swoją drogą Volkswagena T-Roca, który we wnętrzu jest praktycznie cały plastikowy. Jak widać Koreańczycy nie mają kompleksów i wiedzą jak przekonać do siebie potencjalną klientelę.

Silnik? Duża porcja z dokładką!

Mówi się, że mocy nigdy za wiele. Ma to sens, choć w przypadku Xceeda nie jestem tego do końca pewny. Często narzekam przy okazji Hyundaia i Kii, że ich silniki są świetne, mają przyjemną charakterystykę, ale pod względem mocy nie celują w optymalny (moim zdaniem) zakres. Mamy zatem odmianę z silnikiem 1.0 T-GDi o mocy 120 KM, który moim zdaniem w ogóle nie pasuje do tego auta. Alternatywą jest 1.4 T-GDi o mocy 140 KM, który jest wystarczający, choć chciałoby się nieco więcej wigoru. No i następny w kolejce jest 1.6 T-GDi o mocy 204 KM. Moim zdaniem skok pomiędzy 140-konnym silnikiem a topowym o mocy ponad 200 KM jest zbyt duży. Optymalna moc do tego auta to moim zdaniem 160, maksymalnie 180 KM. Wtedy byłoby idealnie. Jest także 136-konny silnik Diesla, ale nie jestem pewny, czy pasuje on do miejskiego skądinąd crossovera o dynamicznej charakterystyce.

Czyli nie jest idealnie? Oczywiście silnik generujący 204 KM oraz 265 Nm momentu obrotowego wręcz rwie się do jazdy i nie ma oporów przed bardzo dynamiczną jazdą. W połączeniu z 7-biegowym automatem auto jest bardzo żwawe i chętnie przyspiesza od każdych obrotów, ale z drugiej strony dość częste problemy z trakcją i wysokie spalanie każe się zastanawiać, czy to ma sens. W sumie wszystkie modele Kii i Hyundaia mają spory apetyt na paliwo, więc nie wiem, czy niższa moc w czymkolwiek by pomogła. Po prostu decydując się na ten motor musimy być świadomi, że dostaniemy aż nadto. Sęk w tym, że nie ma sensownej alternatywy, więc ustalmy, że to fajna opcja.

Xceed

Nie ma róży…

Problemy? No jest kilka. Oprócz kiepskiej trakcji, która faktycznie może mieć problem z takim stadem koni na przedniej osi, czasami nie mogłem się zrozumieć ze skrzynią automatyczną. Oczywiście do opóźnienia podczas ruszania czy innych gwałtowniejszych ruchów prawą stopą się przyzwyczaiłem. To pokłosie idiotycznych norm WLTP. By im sprostać w sposób szybki i tani, producenci modyfikują oprogramowanie skrzyni. Od czasu do czasu denerwowały mnie jednak dziwne reakcje. Na przykład jadąc ze stałą prędkością 120 km/h na tempomacie, przy naprawdę delikatnym wzniesieniu, skrzynia redukowała bieg. Po co?! Czy 204 KM nie dadzą sobie rady? Idiotyczne, tym bardziej, że bardzo często już przy 70 km/h skrzynia zapinała siódmy bieg.

Xceed

Spalanie? No z tym jest kiepsko, bowiem w mieście zejście poniżej 10 l/100km przy bardzo spokojnej jeździe graniczyło z cudem. W trasie, na ekspresówce Xceed spalał ok. 7,6 l/100km, na autostradzie litr więcej. Gdy na pokładzie był komplet pasażerów, na trasie ekspresowej spalanie wzrastało do ponad 9 l/100km. Niby nie ma dramatu, w końcu to 204 KM, ale mimo wszystko chciałbym, aby ekonomiczna jazda miała jakieś pozytywne efekty.

Xceed i miłość bezwarunkowa?

No dobrze, mam słabość do tego samochodu. Po pierwszym zauroczeniu rok temu długo czekałem, aż się nim przejadę i specjalnie celowałem w wersję, którą widziałem we Frankfurcie. Czy czar prysł? Nie, choć nie byłem ślepy na wady tj. słabe wyciszenie, wysokie spalanie czy kiepską widoczność. Mimo to zrobiłem tym autem blisko 1000 kilometrów i ani razu nie wysiałem z niego ze zmęczeniem, zdenerwowaniem czy rozczarowaniem.

Xceed

Konkurenci? W tym segmencie trudno o auto z tak bogatym wyposażeniem i silnikiem o mocy ponad 200 KM. Testowy wariant to koszt około 130 000 złotych. Nie jest to mało, ale w tej cenie dostajemy naprawdę ładne i praktyczne auto. Z drugiej jednak strony dysponując taką kwotą możemy celować oczko wyżej np. w Toyotę RAV4, Opla Grandland X czy też Citroena C5 Aircross. Jak widać, wybór jest ciężki.

Podsumowanie
Kia Xceed to naprawdę świetne auto i moim zdaniem jeden z najładniejszych przedstawicieli tego segmentu. Koreańczycy nie mają już żadnych kompleksów i bez problemu mogą rywalizować z francuską, japońską i niemiecką konkurencją. Jest kilka wad, ale nie są one na tyle rażące, aby dyskwalifikować to auto tym bardziej, że w mieście czuje się idealnie, daje mnóstwo frajdy, a i w dalekiej podróży poradzi sobie bez problemu.
Zalety
Przyjemna dla oka stylistyka
Bardzo dobre wyposażenie (choć dokuczał brak adaptacyjnego tempomatu)
Neutralne prowadzenie
Niezły komfort mimo jędrnego zawieszenia
Bardzo dynamiczny silnik
Wady
Wysokie spalanie
Kiepskie wygłuszenie
Niezdecydowana skrzynia biegów
Słaba widoczność
8.1
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
Kontuzje biegaczy. Poznaj 5 najczęstszych kontuzji
Kontuzje biegaczy. Poznaj 5 najczęstszych kontuzji