Mini John Cooper Works – brytyjski łobuz

Bohater dzisiejszego testu to hołd oddany brytyjskiej motoryzacji. W roli sportowego reprezentanta samochodów premium Mini John Cooper Works radzi sobie świetnie. Pomimo kilku niedociągnięć stał się moim ulubieńcem. Zapraszam na test! 

Mini John Cooper Works – wygląd zewnętrzny

Jest niewiele marek samochodów, które mogą być tak szybko rozpoznane jak Mini Cooper. Napisać, że nadwozie Mini jest oryginalne to tak naprawdę nie napisać nic. Na przestrzeni lat można zauważyć niewielkie, kosmetyczne zmiany w sylwetce aut spod brytyjskiego szyldu Mini.

Naszego dzisiejszego bohatera można z łatwością pomylić z przerośniętym, zabawkowym samochodzikiem firmy Hot Wheels. A wszystko za sprawą tego, że mamy do czynienia z najbardziej wypasioną wersją Mini sygnowaną nazwiskiem samego założyciela marki – Johna Coopera. Ten trzydrzwiowy hot-hatch swoim wyglądem aż krzyczy do innych uczestników drogi “no chodź się spróbujemy”. O byciu “incognito” możemy zapomnieć, gdyż jeżdżąc po mieście będziemy wyłapywać spojrzenia zachwytu niezależnie od wieku czy płci obserwatora.  

Egzemplarz Mini JCW, który miałem przyjemność testować był pokryty grantowym lakierem z czarnymi pasami na masce – jak na sportowe auto przystało. W tak usportowionej wersji nie mogło zabraknąć również bez ramkowych szyb.  W tylnym zderzaku znalazł się centralnie umieszczony podwójny wydech. To co przykuwa uwagę to tylne lampy w technologii LED imitujące flagę Wielkiej Brytanii. Przednie posiadają LED-owy pierścień do jazdy dziennej.  Kolejnym ciekawym smaczkiem są czerwone, sportowe zaciski, które dobrze współgrają z czarnymi felgami.

Mini John Cooper Works – wnętrze  

Jak już zasiądziemy za sterami “Miniacza” naszym oczom ukażą się istne “fajerwerki”. Deska rozdzielcza jest stworzona z niebywałym polotem. Na samym środku umieszczono ambientową obręcz okalającą ekran multimediów. Taki zabieg robi wrażenie, chociaż muszę przyznać, że zastosowany ekran jest trochę za mały jak na dzisiejsze standardy. Pod nim znalazły swoje miejsce pokrętła manualne do ustawień nawiewu i temperatury. Ciekawym smaczkiem są przełączniki na styl “samolotowy”.  Przed testem słyszałem sporo negatywnych komentarzy odnośnie “cyfrowych zegarów” i również muszę przyznać, że po tygodniowym teście nie zostałem ich fanem. Cały problem leży w tym, że ów wyświetlacz jest umieszczony na stałe na kolumnie kierownicy. Taki zabieg utrudnia czytelność W moim przypadku górna część kierownicy zasłaniała znaczną część wyświetlacza i umieszczone na niej informacje.  

Wybierając samochód o nadwoziu hot-hatch musimy liczyć się z tym, że wnętrze nie będzie należało do praktycznych przez wzgląd na swoje rozmiary. W Mini John Cooper Works będziemy się czuć troszkę klaustrofobicznie. Tylna kanapa to raczej aspekt wizualny, gdyż wsiąść i wygodnie się na niej rozsiąść graniczy z cudem. Pasażerowie mający więcej niż 170 cm wzrostu mogą czuć spory dyskomfort podczas podróżowania na tylnej kanapie. No ale w końcu to sportowy Mini John Cooper Works a nie rodzinny van. Znacznie lepiej sprawa wygląda zasiadając na miejscu kierowcy lub pasażera. To wszystko za sprawą kubełkowych fotelów. Ich główne zalety to wygoda i dobre trzymanie boczne nawet dla tych z “szerszymi” plecami.

Mini. Gokartowa frajda z jazdy

Z tym sloganem reklamowym ciężko się nie zgodzić. Pod maską Mini John Cooper Works znajduje się benzynowy silnik 2.0 turbo o mocy 231KM. Pierwszą setkę osiąga po upływie 6 sekund. Automatyczna skrzynia biegów o 8 przełożeniach działa perfekcyjnie. Nie było momentu, kiedy wyczuwalne byłoby jej zawahanie przy szybkiej redukcji biegu. To, jaką przyjemność z jazdy dostarcza Mini jest nie do opisania. Tak jak określił go producent – to gokart z mocnym silnikiem. Dzięki sportowemu i to naprawdę twardemu zawieszeniu pokonywanie ostrych zakrętów przy większej prędkości nie stanowi dla Mini John Cooper Works żadnego wyzwania.  

Pomimo że na większości liczba 231 KM nie zrobi wrażenia, to zestawiając taką moc z samochodem ważącym 1200 kg moc “robi robotę”. Wciśnięcie pedału gazu przy prędkości 100 czy 120 km/h wciąż wbija w fotel, a na twarzy kierowcy pojawi się szeroki uśmiech. Warto wspomnieć, że te osiągi nie są okupione wysokim spalaniem. Przy spokojnej jeździe Mini możemy “zamknąć się” w 7l/100km. Miejska jazda wiąże się ze spalaniem około 9l/100km. Oczywiście kiedy chcemy ostrzej pojeździć górna granica może sięgnąć nawet 15l/100km.  

Podsumowanie
To, jaką frajdę niesie za sobą jazda Mini John Cooper Works jest bardzo trudna do opisania. Każdemu kto “jara się” motoryzacją tak jak ja z całego serca życzę przygody z tym samochodem. Jest to stuprocentowy “fun car” więc doszukiwanie się w nim praktyczności mija się z celem. Cena również może powalić na kolana, gdyż za prezentowany egzemplarz trzeba zapłacić ponad 200 tysięcy złotych. Sporo! Ale jeśli kogoś stać, to czemu nie?
Zalety
Gokartowa frajda z jazdy
Mini ma wciąż ducha brytyjskiej motoryzacji
231KM to wystarczająca moc
Sportowe dodatki wersji JCW
Wady
"Zegary"
Ekran centralny mógłby być większy
9.1
Wynik