Na targach IFA można dostać lekkiego technologicznego zawrotu głowy. Jeden producent przekonuje, że właśnie pobił rekord mocy ssania, drugi ma jeszcze sprytniejszą sztuczną inteligencję, trzeci dołożył kolejne ramię, szczotkę albo czujnik. Po kilku godzinach chodzenia pomiędzy halami człowiek zaczyna się zastanawiać, czy w robotach sprzątających zostało jeszcze coś, czego nie próbowano poprawić. Tymczasem na stoisku JONR moją uwagę zwrócił temat pozornie mało spektakularny: zapach. A dokładniej ten niezbyt przyjemny aromat, który potrafi wydobywać się z odkurzacza myjącego, gdy wewnątrz urządzenia zostają resztki brudnej wody. JONR na IFA 2026 pokazuje, że chce walczyć nie tylko z bałaganem na podłodze, lecz także z konsekwencjami samego sprzątania.

Odkurzacz ma posprzątać i… po prostu nie śmierdzieć
Brzmi banalnie, prawda? Tyle że każdy, kto dłużej korzystał z odkurzacza wet&dry, wie, że problem jest jak najbardziej realny. Zbieramy kurz, okruszki, sierść, zaschnięte zabrudzenia, czasem coś się wyleje, wszystko trafia do układu urządzenia, a na końcu mamy zbiornik pełen niezbyt apetycznej cieczy. Oczywiście można go opróżnić i wypłukać, można uruchomić samoczyszczenie wałka, ale w przewodach oraz innych elementach konstrukcji nadal mogą pozostawać resztki wilgoci i zabrudzeń.
I właśnie tutaj JONR próbuje znaleźć dla siebie miejsce na bardzo zatłoczonym rynku. Zamiast ograniczać komunikację do kolejnych liczb opisujących siłę ssania, producent mówi o technologii Odor-Free. Założenie jest proste: nie maskować nieprzyjemnego zapachu, kiedy już się pojawi, ale ograniczyć warunki, które prowadzą do jego powstawania.
Podoba mi się takie podejście, bo sprzęt AGD oceniamy często wyłącznie podczas pracy. Patrzymy, jak szybko zebrał rozlane mleko, czy zostawił kurz przy listwie albo ile włosów nawinęło się na szczotkę. Tymczasem urządzenie trzeba później odstawić do stacji i żyć z nim przez kolejne miesiące czy lata. Jeśli po pewnym czasie zaczyna pachnieć jak mokra szmata pozostawiona przez weekend w wiadrze, nawet rekordowa moc ssania nie poprawi humoru.

Sprawdź artykuł o tym, jak JORN wchodził do Polski.
JONR H2 skraca drogę brudnej wody
Dobrym przykładem tego sposobu myślenia jest seria JONR H2. Zbiornik na brudną wodę umieszczono tutaj nisko, blisko głowicy czyszczącej. Nie jest to rozwiązanie, które zrobi spektakularne wrażenie na zdjęciu, ale ma bardzo konkretne uzasadnienie.
Im krótszą drogę musi pokonać brudna woda, tym mniej miejsc, w których może pozostawać po zakończeniu pracy. Mniej resztek to z kolei mniejsze ryzyko osadzania się brudu i pojawiania charakterystycznego zapachu. Właśnie takie rzeczy dobrze pokazują kierunek obrany przez JONR. Producent nie próbuje tutaj stworzyć cudownego filtra perfumującego wnętrze odkurzacza, lecz zmienia jego konstrukcję.
To nie znaczy oczywiście, że od teraz można zapomnieć o opróżnianiu i czyszczeniu zbiornika. Cudów nie ma. Jeśli zostawimy w odkurzaczu na kilka dni mieszaninę wody, kurzu, resztek jedzenia i sierści, trudno oczekiwać zapachu alpejskiej łąki. Chodzi raczej o to, żeby samo urządzenie nie utrudniało nam utrzymania higieny.

Z70 Pro ma dwa wałki i czyści także sam siebie
Znacznie bardziej widowiskowo prezentuje się JONR Z70 Pro Dual-Roller. Tutaj mamy już dwa obracające się w przeciwnych kierunkach wałki, których zadaniem jest intensywniejsze szorowanie podłogi i oczyszczanie szerszego pasa podczas jednego przejazdu. Producent zwraca również uwagę na niewielką ilość wody pozostającą na powierzchni, więc podłoga powinna szybciej wysychać.
Dla mnie ciekawsze od samego układu dwóch wałków jest jednak to, co dzieje się po sprzątaniu. Z70 Pro może przeprowadzać samoczyszczenie układu w temperaturze 90 stopni Celsjusza, a później suszyć elementy gorącym powietrzem. I znowu wracamy do dokładnie tego samego motywu: nie wystarczy posprzątać mieszkania. Trzeba jeszcze sprawić, żeby sam odkurzacz po tej operacji nie zamienił się w małe laboratorium zapachów.
Do tego dochodzi technologia nano-mikropiany, która ma pomagać przy trudniejszych zabrudzeniach. Całość wygląda więc jak próba zbudowania odkurzacza bardziej kompletnego, a nie urządzenia projektowanego tylko pod jedną imponującą wartość w tabeli specyfikacji.

X9 Pro miesza brudną wodę. I ma to więcej sensu, niż brzmi
JONR pokazuje również roboty sprzątające, a szczególnie ciekawy pod kątem omawianego problemu jest X9 Pro. W zbiorniku na brudną wodę zastosowano pięciołopatkowe mieszadło. Pierwsza myśl? Ktoś właśnie zamontował mikser w odkurzaczu.
Tyle że po chwili rozwiązanie zaczyna mieć sens. Mechanizm utrzymuje brudną wodę w ruchu, dzięki czemu zanieczyszczenia mają w mniejszym stopniu osadzać się na dnie zbiornika i tworzyć warstwę, która później odpowiada za trudny do usunięcia osad oraz zapach. Robot korzysta dodatkowo z wałka z 16 dyszami podającymi świeżą wodę podczas pracy, rozpoznawania zwierząt wykorzystującego AI oraz rozwiązań ograniczających plątanie się włosów i sierści.
Czy mieszadło rzeczywiście sprawi, że po miesiącu używania urządzenie będzie pachniało lepiej od konkurencji? Tego nie zamierzam rozstrzygać po kilkunastu minutach spędzonych przy stoisku. Od tego są nasze testy. Sam pomysł jest jednak ciekawy, bo pokazuje, że inżynierowie zajęli się elementem urządzenia, o którym przeciętny klient raczej nie myśli podczas zakupu.

Różowy robot? Czemu nie
Nie samą brudną wodą jednak JONR żyje. Stoisko było pełne robotów sprzątających i odkurzaczy pionowych, a pomiędzy klasycznymi wersjami kolorystycznymi pojawiły się również urządzenia w kolorze różowym. Czy różowy odkurzacz sprząta lepiej? Oczywiście, że nie. Tak samo czerwony samochód nie staje się automatycznie szybszy, chociaż wielu właścicieli czerwonych samochodów pewnie byłoby gotowych się ze mną o to pokłócić.
Nie widzę jednak nic złego w tym, że AGD przestaje wyglądać identycznie. Skoro robot sprzątający stoi przez cały dzień na widoku w salonie albo w moim przypadku w sypialni, dlaczego mamy być skazani wyłącznie na biały, czarny albo szary plastik? Jeśli ktoś urządził mieszkanie w określonym stylu i chce różowego robota, niech ma różowego robota.

Jeszcze ciekawszy jest pomysł personalizacji. JONR chce umożliwić wymianę górnej pokrywy robota sprzątającego. Znudziła się obecna? Zmieniamy ją na inną. Technicznie niczego to nie poprawia, ale daje użytkownikowi możliwość dopasowania urządzenia do własnego wnętrza. Ot, detal, ale na tle dziesiątek bardzo podobnych okrągłych robotów spacerujących po IFA właśnie takie drobiazgi łatwo zapamiętać.

Pierwsze spotkanie z JONR wypada dobrze. Teraz czas na testy
Po wizycie na stoisku mam przede wszystkim wrażenie, że JONR próbuje patrzeć na sprzątanie trochę szerzej. Oczywiście urządzenie nadal musi skutecznie zbierać kurz, sierść, piach, okruszki i wszystko to, co przypadkiem wyląduje na podłodze. To absolutna podstawa i żaden ciekawy system higieny jej nie zastąpi. Firma próbuje jednak zająć się również tym, co następuje później: brudną wodą, osadem, suszeniem elementów i zapachem. Szczerze? Bardzo mnie to ciekawi, ponieważ osobiście nie cierpię opróżniać zbiorników z odkurzaczy czy robotów, ponieważ ten zapach mnie irytuje. A tu proszę, może JONR faktycznie rozwiąże ten problem?
Do tego dochodzi szerokie portfolio oraz kilka pomysłów związanych z wyglądem urządzeń. Różowe wersje mogą jednych zachwycić, innych kompletnie nie zainteresować, podobnie jak wymienne pokrywy robotów. Ważniejsze jest dla mnie to, że oglądane na miejscu urządzenia sprawiały dobre wrażenie pod względem wykonania. Elementy były dobrze spasowane, sprzęt prezentował się solidnie i nie wyglądał jak prototyp przygotowany wyłącznie na kilka dni targów.

Na tym etapie jednak kończą się pochwały na kredyt. IFA w Berlinie świetnie nadaje się do poznawania technologii, ale fatalnie do wydawania ostatecznych wyroków o odkurzaczach. Prawdziwy test zaczyna się dopiero w domu, gdy robot musi przez kilka tygodni radzić sobie z progami, kablami, sierścią, meblami i codziennym bałaganem, a odkurzacz wet&dry regularnie zbiera wszystko to, czego wolelibyśmy nie oglądać w zbiorniku.
Mam więc nadzieję, że urządzenia JONR szybko trafią do naszej redakcji. Wtedy sprawdzimy nie tylko to, jak dobrze sprzątają, ale także rzecz najważniejszą z punktu widzenia tegorocznej prezentacji: czy po tygodniach intensywnej pracy rzeczywiście nadal nie będą brzydko pachnieć.
Artykuł został przygotowany we współpracy z marką JONR. Dystrybutorem marki jest firma Upun.