Jeździłem Chery Tiggo 4 HEV. Fajny wóz. Chińczycy się uczą

Powoli przyzwyczajam się do chińskich samochodów. Co więcej, mam wrażenie, że Chińczycy zaczynają w końcu rozumieć, czego chce europejski kierowca. Nie tylko wielkiego ekranu, ambientu, kamer i wyposażenia z listy „bierz wszystko, bo tanio”. Chce też normalnej obsługi, niskiego spalania, wygody i samochodu, który nie będzie codziennie przypominał, że został zaprojektowany przez kogoś, kto nigdy nie jechał przez polskie miasto w godzinach szczytu. Chery Tiggo 4 HEV pokazuje, że ta lekcja zaczyna być odrabiana.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl. Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Chery Tiggo 4 HEV to całkiem przyjemny miejski crossover dla kogoś, kto nie oczekuje cudów, przepychu i prestiżu, tylko normalnego auta do codziennej jazdy. I to normalnego w najlepszym znaczeniu tego słowa. Jest wygodny, oszczędny, dobrze wyposażony, wystarczająco przestronny i wreszcie nie zmusza kierowcy do grzebania w ekranie tylko po to, żeby zmienić temperaturę nawiewu.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

W mieście przy spokojnej jeździe potrafi spalić 4,5-5 l/100 km, na ekspresówce przy 120 km/h zużywa około 6-7 litrów, a 51-litrowy zbiornik paliwa sprawia, że stację odwiedzasz co 700-800 km. Brzmi sensownie? Bo jest sensownie. A gdyby kosztował 80 tys. zł, pod salonami faktycznie mogłyby ustawiać się kolejki.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Chińczycy w końcu odkryli przyciski. Brawo

Największy symbol zmiany? Klimatyzacja. W Tiggo 4 HEV obsługujemy ją za pomocą osobnego panelu, a nie wyłącznie z poziomu ekranu. I wiem, że to brzmi jak pochwała rzeczy oczywistej, ale po kilku chińskich autach człowiek naprawdę zaczyna doceniać normalność. Samochód ma pomagać, a nie zmuszać do walki z menu jak w tanim tablecie z Androidem.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Do tej pory w wielu autach z Chin było tak: wnętrze wyglądało efektownie, ekran robił wrażenie w salonie, sprzedawca z dumą pokazywał animacje, a potem w codziennej jeździe okazywało się, że ustawienie temperatury, wyłączenie natrętnego asystenta albo zmiana podstawowej funkcji wymaga skupienia jak przy rozbrajaniu bomby. Tiggo 4 HEV jest pod tym względem dojrzalsze.

To nadal chiński samochód, więc nie oczekujmy nagle ergonomii Hondy Jazz albo klasycznej Skody sprzed kilku lat. Ale kierunek jest dobry. Bardzo dobry. Osobny panel klimatyzacji to mała rzecz, która w praktyce zmienia dużo. Pokazuje, że ktoś zrozumiał, że Europejczyk nie chce wszystkiego w ekranie. Chce mieć podstawowe funkcje pod ręką. I kropka.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Miejski crossover, który nie próbuje udawać Range Rovera

Tiggo 4 HEV nie jest wielkim SUV-em i całe szczęście. To miejski crossover, czyli dokładnie ten typ auta, którego dziś szuka bardzo wielu kierowców. Wyższa pozycja za kierownicą, łatwe wsiadanie, sensowny bagażnik, gabaryty do miasta i trochę bardziej „terenowa” mina, choć oczywiście nikt normalny nie będzie tym autem zdobywał Bieszczad po deszczu.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Stylistycznie jest poprawnie. Nie ma tu takiego efektu premium jak w Geely Starray EM-i, nie ma takiej ostentacji jak w Jaecoo 7, nie ma też przesady znanej z niektórych chińskich projektów, gdzie każdy reflektor wygląda, jakby chciał wygrać konkurs talentów. Tiggo 4 wygląda po prostu przyjemnie. Dość nowocześnie, dość dynamicznie, ale bez nadęcia.

I to mu pasuje. To nie jest auto, które ma udawać luksusowego SUV-a dla prezesa. To auto do codzienności. Do miasta, do pracy, po zakupy, z dziećmi, na weekend, na działkę, na ekspresówkę w rozsądnym tempie. Nie ma udawać czegoś, czym nie jest. Ma być tanie, praktyczne i oszczędne. W tej roli wypada naprawdę dobrze.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Wnętrze: bez luksusu, ale z wyposażeniem, którego ludzie chcą

Wersja Prestige ma w zasadzie wszystko, czego oczekuje klient od nowoczesnego auta. System kamer 360, podgrzewane przednie fotele, oświetlenie ambientowe, sensowne multimedia, całkiem spory bagażnik, wygodną pozycję za kierownicą i wyposażenie, które jeszcze kilka lat temu w aucie za takie pieniądze brzmiałoby jak pomyłka w konfiguratorze.

Czy materiały są luksusowe? Nie. Czy jakość wykonania jest taka jak w Volvo? Też nie. Ale w codziennym odbiorze Tiggo 4 HEV jest przyjemne. Nie masz wrażenia, że siedzisz w aucie zrobionym po kosztach i za karę. Jest wystarczająco dobrze, żeby nie narzekać. Jest wygodnie, ergonomicznie coraz lepiej i co najważniejsze — nie ma tego wrażenia chaosu, które psuło mi wiele chińskich samochodów.

Fotele są wygodne, miejsca jest wystarczająco dużo, bagażnik spokojnie ogarnie codzienne życie. To nie jest rodzinny kombajn na wielkie wakacje z czterema rowerami i połową piwnicy, ale jako miejski crossover wypada bardzo sensownie. I znowu: trzeba pamiętać o cenie. Za okolice 100 tys. zł dostajesz auto, które nie wygląda jak bieda-wersja z salonu. A to dziś duży argument.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Hybryda, która w mieście robi robotę

Największy atut tego auta to spalanie. W mieście przy spokojnej jeździe Tiggo 4 HEV potrafi zejść do 4,5-5 l/100 km. Coś pięknego. Szczególnie w czasach, gdy wiele „ekologicznych” SUV-ów na autostradzie pije jak większe benzyny, a hybryda czasem okazuje się hybrydą głównie na papierze.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Tutaj w mieście układ działa tak, jak powinien. Auto często korzysta z elektrycznego wsparcia, rusza płynnie, nie męczy, nie wymaga od kierowcy kombinowania. To pełna hybryda, więc nie trzeba jej ładować z gniazdka. Nie ma kabla, wallboxa, aplikacji, kolejek przy ładowarkach i całego tego elektrycznego zamieszania. Wsiadasz, jedziesz, tankujesz rzadko.

Na drodze ekspresowej przy 120 km/h spalanie na poziomie 6-7 l/100 km jest również bardzo akceptowalne. Jasne, to nie jest diesel z dawnych czasów, który na trasie robił cuda, ale jak na miejskiego crossovera z benzynową hybrydą — wynik jest uczciwy. Bardzo uczciwy. Zbiornik paliwa ma 51 litrów, więc realnie można mówić o zasięgu rzędu 700-800 km w normalnym użytkowaniu. I to jest ogromna przewaga nad plug-inami używanymi bez ładowania albo elektrykami, które na papierze są piękne, a w trasie każą planować życie pod słupek.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Autostrada? Lepiej nie róbmy mu krzywdy

Na autostradę tym autem nie wyjeżdżałem, ale nie trzeba być wróżbitą z Radomia, żeby wiedzieć, co stanie się przy 140 km/h. Ten silnik zacznie błagać, żeby mu w końcu odpuścić. Tiggo 4 HEV nie jest autem do ciśnięcia lewym pasem z miną kierowcy niemieckiej limuzyny. I dobrze. Nie taka jest jego rola. Najlepiej jechać wolniej, spokojniej, w miarę komfortowo. 120 km/h na ekspresówce to naturalne środowisko tego auta. Wtedy spalanie jest rozsądne, hałas akceptowalny, a całość zachowuje przyjemny charakter. Jeśli ktoś kupuje miejskiego crossovera za około 100 tys. zł i oczekuje, że będzie komfortowo latał autostradą jak w Mercedesie Klasy S, to problem nie leży w samochodzie, tylko w oczekiwaniach.

Tiggo 4 HEV ma być dobrym autem na co dzień. I jest. Ma być oszczędne. Jest. Ma być wygodne w mieście. Jest. Ma pozwolić na trasę w rozsądnym tempie. Pozwala. Nie musi być mistrzem autostrad.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Cena: za 100 tys. fajnie, za 80 tys. byłby hit

Do testu trafiła mi się wersja Prestige za niecałe 100 tys. zł. I tutaj robi się ciekawie. Bo z jednej strony mówimy o chińskim miejskim crossoverze, więc odruchowo człowiek chciałby powiedzieć: powinno być taniej. Z drugiej strony patrzymy na wyposażenie, spalanie, gabaryty, kamery 360, podgrzewane fotele, ambient, automat, hybrydę i ogólną wygodę — i zaczynamy rozumieć, że ta cena nie jest absurdalna.

Czy 100 tys. zł to mało? Nie. Jeszcze kilka lat temu za takie pieniądze można było wybierać w kompaktach, a dziś człowiek cieszy się, że miejski crossover z Chin nie kosztuje 130 tys. zł. Takie czasy. Ale na tle rynku Tiggo 4 HEV wygląda naprawdę sensownie. Gdyby kosztował 80 tys. zł, byłby małą bombą. Serio. Wtedy pod salonami mogłyby ustawiać się kolejki, bo trudno byłoby znaleźć argument przeciwko. Za 80 tys. zł hybrydowy crossover z takim wyposażeniem, spalaniem 4,5-5 l w mieście i siedmioletnią gwarancją brzmiałby jak oferta z innej planety. Sam zobacz stronę Chery Polska i oceń czy ta kwota jest rozsądna czy też nie.

Przy cenie bliżej 100 tys. zł nadal jest dobrze, ale już nie tak bezczelnie dobrze. Dlatego warto polować na okazje. Jeśli znajdziesz Prestige za 90-93 tys. zł, zaczyna się robić bardzo ciekawie. A jeśli dealer dorzuca dobre finansowanie, ubezpieczenie za grosze i dodatkowe rabaty, to kalkulator zaczyna mówić ludzkim głosem.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Chińczycy kuszą, bo muszą

Chery dobrze wie, że sama cena to nie wszystko. Dlatego Azjaci kuszą jak tylko mogą: OC/AC za 1 zł, leasing 100%, nieoprocentowana pożyczka, promocyjne finansowania, długie gwarancje, gotowe auta, rabaty. To ofensywa pełną parą. I trudno się dziwić. Chiny chcą wejść do Europy nie grzecznie, tylko szeroko otwartymi drzwiami.

Czy to działa? Działa. Bo klient patrzy na europejskie cenniki, widzi miejskie hatchbacki za 110 tys. zł, kompaktowe Skody za 145 tys. zł, SUV-y popularnych marek za 180 tys. zł i zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś tu nie odleciał. A wszyscy wiemy, że odleciał. Potem widzi Chery Tiggo 4 HEV za okolice 100 tys. zł z bogatym wyposażeniem i niskim spalaniem. No i rozmowa wygląda inaczej.

Oczywiście nadal jest pytanie o markę, trwałość, serwis, wartość rezydualną i to, jak takie auto będzie wyglądało po pięciu latach. To są normalne wątpliwości. Sam nadal mam do chińskich aut pewien dystans. Ale z każdym kolejnym modelem ten dystans robi się mniejszy, bo auta są po prostu coraz lepsze. I nie jest to powód do zadowolenia dla nas, Europejczyków. Dlaczego? Za chwile wszystkie fabryki – małe i duże – produkujące podzespoły do europejskich samochodów przestaną działać, bo popyt na te auta będzie znikomy. I co wtedy? Wtedy wiele osób może wylądować na bezrobociu, czym już teraz straszy grupa VW.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Czy to już przełom?

Nie nazwałbym Tiggo 4 HEV przełomem, bo to byłoby za mocne. To nie jest samochód, który nagle przewraca rynek do góry nogami. Ale to bardzo ważny sygnał. Chińczycy zaczynają rozumieć, że europejski klient nie chce tylko dużego ekranu, niskiej ceny i wyposażenia na bogato. Chce też normalnej obsługi, oszczędnego napędu i samochodu, który w codzienności nie irytuje.

Tiggo 4 HEV pokazuje właśnie taki kierunek. Jest prostsze, bardziej rozsądne, bardziej miejskie i bardziej dopasowane do realnych potrzeb. Nie próbuje być luksusowym SUV-em. Nie udaje sportowca. Nie sprzedaje wielkich emocji. Sprzedaje zwykłą codzienność w dobrej cenie. I to może być jego największa siła. Bo większość ludzi nie potrzebuje auta, które rozpędzi się do 250 km/h, będzie pierwsze na torze i ma masaż pleców w 18 trybach. Potrzebuje samochodu, który mało pali, ma kamerę cofania, wygodne fotele, klimatyzację pod ręką, sensowny bagażnik i nie kosztuje jak kawalerka po remoncie.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Konkurencja: Duster, Captur, Yaris Cross i cała miejska liga

Tiggo 4 HEV naturalnie wchodzi w okolice aut typu Dacia Duster, Renault Captur, Toyota Yaris Cross, Hyundai Kona, Kia Stonic, MG ZS czy Peugeot 2008. Każde z nich ma swoje argumenty. Toyota ma reputację hybrydową. Duster ma prostotę i cenę. Captur jest przyjemny i europejski. Peugeot wygląda świetnie. Hyundai i Kia dają mocną sieć i zaufanie. Chery odpowiada wyposażeniem i ceną. I niskim spalaniem. To mocna kombinacja. Szczególnie dla klienta, który nie jest przywiązany do marki i patrzy bardziej na rachunek niż na znaczek.

Czy wybrałbym Tiggo 4 HEV zamiast Toyoty? Tu jeszcze bym się zastanawiał, bo Toyota ma ogromny kapitał zaufania w hybrydach. Czy zamiast Peugeota 2008? Jeśli liczy się spalanie i wyposażenie — bardzo możliwe. Czy zamiast Dustera? Zależy od potrzeb, ale Chery jest bardziej „nowoczesne” i lepiej wyposażone. Czy zamiast używanego europejskiego crossovera? Tu już robi się bardzo ciekawie.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Brawo! W końcu normalny samochód. I właśnie o to chodzi

Chery Tiggo 4 HEV to bardzo fajny miejski crossover. Nie idealny, nie luksusowy, nie prestiżowy i nie sportowy. Ale normalny. Wygodny, oszczędny, dobrze wyposażony i coraz lepiej dopasowany do europejskich oczekiwań. To auto, w którym osobny panel klimatyzacji urasta do symbolu: Chińczycy zaczynają słuchać.

Największe plusy? Spalanie 4,5-5 l/100 km w mieście, 6-7 l/100 km przy 120 km/h, sensowny zasięg na jednym baku, bogate wyposażenie wersji Prestige, kamery 360, podgrzewane fotele, ambient, wygoda i cena poniżej 100 tys. zł. Do tego dochodzą mocne promocje i finansowanie, którymi Chery bardzo skutecznie kusi klientów.

Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.
Chery Tiggo 4 HEV. Fot.: Ernest Dragan / MenWorld.pl.

Minusy? Przy 140 km/h na autostradzie pewnie nie będzie zachwytu. To nie jest auto do szybkiego latania lewym pasem. Marka nadal musi budować zaufanie w Europie, a wartość rezydualna i długoterminowa trwałość pozostają pytaniami, na które odpowiedź poznamy dopiero za kilka lat. No i cena mogłaby być niższa. Gdyby Prestige kosztował 80 tys. zł, byłby hit. Przy 90-93 tys. zł jest bardzo mocnym argumentem. Przy okolicach 100 tys. zł nadal ma sens, ale już nie robi takiego trzęsienia ziemi.

Czy bym go kupił? Jeśli szukałbym nowego, oszczędnego, dobrze wyposażonego miejskiego crossovera za rozsądne pieniądze, Tiggo 4 HEV zdecydowanie trafiłby na listę. Nie jako auto marzeń, nie jako motoryzacyjna miłość życia, tylko jako bardzo logiczny wybór do codziennej jazdy. To trochę tak jak jeszcze jakiś czas temu wybierano Skodę. Nie przez emocje, a z rozsądku.

Chery Tiggo 4 HEV to chiński samochód, który przestaje być ciekawostką, a zaczyna być realną alternatywą. Bez wielkiego show, bez udawania premium, bez obietnic z kosmosu. Po prostu przyjemne, oszczędne auto na co dzień. A jeśli Chińczycy dalej będą tak odrabiać lekcje, europejscy producenci naprawdę powinni zacząć się martwić. I wcale mi się to nie podoba.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama