Testowałem już Jaecoo 7 w benzynowej wersji i testowałem też wariant Super Hybrid. Po tych jazdach obraz mam dość jasny: hybryda jest znacznie lepsza, a benzynowe 1.6 AWD to wersja, którą bardzo trudno mi polecić. Czerwone Jaecoo 7 Offroad z 2025 roku wygląda fajnie, jest całkiem dobrze wykonane i ma bogate wyposażenie, ale na drodze szybko wychodzi, że atrakcyjne nadwozie nie wystarczy. To auto jest wolne, pali dużo, ma miękki, mało precyzyjny układ kierowniczy i systemy wspomagania kierowcy, które potrafią wkurzyć bardziej niż poniedziałkowy korek po nieprzespanej nocy.

Czerwony lakier robi robotę. Szkoda, że tylko lakier
Nie będę udawał — Jaecoo 7 w czerwieni wygląda dobrze. Nawet bardzo dobrze. To jeden z tych samochodów, które z daleka robią wrażenie droższych, bardziej prestiżowych i bardziej dopracowanych niż sugeruje znaczek. Kanciasta sylwetka, pionowy grill, szeroki przód, wysuwane klamki, terenowo-lifestylowy klimat i sporo wizualnej pewności siebie. Na parkingu pod galerią handlową wygląda jak ktoś, kto właśnie przyjechał z katalogu „aktywny styl życia”, choć realnie jego największą przygodą będzie walka o miejsce blisko wejścia.
Gabarytowo to pełnoprawny SUV. Jaecoo 7 Offroad ma 4500 mm długości, 1865 mm szerokości, 1680 mm wysokości i 2672 mm rozstawu osi. Do tego 200 mm prześwitu, kąty natarcia i zejścia 21 oraz 29 stopni i deklarowaną głębokość brodzenia 600 mm. Na papierze brzmi dzielnie. W praktyce to raczej crossover z ambicjami niż terenówka, która ma ochotę ubrudzić sobie zderzaki.
I tak, znowu wraca temat inspiracji Range Roverem. Już przy poprzednim teście Jaecoo pisałem, że to trochę „brytyjski SUV z Temu”. Czerwony lakier tego nie zmienia. Może nawet wzmacnia efekt, bo auto jeszcze bardziej chce się pokazać. Problem w tym, że stylistyczna pewność siebie nie idzie tu w parze z osiągami.

147 KM, AWD i mina człowieka, który wie, że będzie ciężko
Pod maską pracuje benzynowy, turbodoładowany silnik 1.6 T-GDI. Ma 147 KM i 275 Nm momentu obrotowego, współpracuje z dwusprzęgłową skrzynią automatyczną i napędem 4WD. Oficjalne dane mówią o przyspieszeniu 0-100 km/h w 11,4 sekundy, prędkości maksymalnej 180 km/h i średnim zużyciu WLTP 8,0 l/100 km.

I tutaj właściwie można byłoby zakończyć temat dynamiki. 11,4 sekundy do setki w aucie, które wygląda tak bojowo, to trochę jak facet w stroju biegacza, który na światłach prosi, żeby jednak poczekać, bo musi złapać oddech. Jaecoo nie jest po prostu wolne na papierze. Ono tak się czuje w normalnej jeździe. Gdy chcesz sprawniej ruszyć, wyprzedzić albo włączyć się do ruchu, szybko okazuje się, że silnik ma dużo pracy, a efekt nie zawsze nadąża za hałasem i spalaniem.
To nie jest auto, które daje kierowcy poczucie zapasu. Raczej takie, które mówi: „spokojnie, może się uda”. I jasne, do toczenia się po mieście wystarczy. Do spokojnej jazdy też. Ale czerwony SUV z napędem AWD i wyglądem małej terenowej pokazówki powinien dawać trochę więcej pewności. Tu jej brakuje.

Spalanie: pije jak większy SUV, jedzie jak ociężała i przeładowana ciężarówka
Największy problem benzynowego Jaecoo 7 Offroad to spalanie. Przy spokojnej jeździe po mieście wychodzi 8-10 l/100 km. Na drodze ekspresowej trzeba liczyć 9-10 l/100 km. Na autostradzie nawet 12 l/100 km. I to są liczby, które trudno obronić, gdy pod maską nie siedzi mocny silnik, tylko 147-konne 1.6.
Oczywiście, auto ma AWD, waży swoje i ma aerodynamikę kanciastego SUV-a, więc nikt rozsądny nie oczekuje wyniku jak w hybrydowej Toyocie. Ale problem polega na tym, że Jaecoo nie oddaje tego paliwa w emocjach. Nie jest szybkie. Nie jest szczególnie sprężyste. Nie daje frajdy, która usprawiedliwiałaby częste wizyty na stacji. Pali jak ktoś większy i mocniejszy, a jedzie jak ktoś, kto właśnie przypomniał sobie, że ma plecak pełen cegieł.
Zresztą nie jest to tylko subiektywne narzekanie. Sprawdziłem inne recenzje tego modelu. Wnioski? Wielu dziennikarzy pisze, że benzynowy Jaecoo 7 nie jest szczególnie oszczędny, zwłaszcza w wersji AWD. To po prostu auto, które lubi paliwo bardziej, niż powinno.

W środku Jaecoo 7 nadal potrafi zrobić dobre pierwsze wrażenie. Jest przestronnie, nowocześnie i całkiem solidnie. Materiały wyglądają przyzwoicie, spasowanie jest dobre, a całość nie sprawia wrażenia taniego auta. To jeden z mocniejszych punktów chińskich marek w ostatnim czasie: nauczyły się robić kabiny, które na dzień dobry potrafią zawstydzić część starych graczy.

Bagażnik też jest sensowny. Dane dla wersji Offroad mówią o 480 litrach i 1265 litrach po złożeniu kanapy, więc pod względem praktyczności Jaecoo nie wypada źle. Da się tym normalnie żyć. Rodzina, zakupy, weekendowy wyjazd, torby, wózek — wszystko wchodzi. Problemem nie jest więc to, czy Jaecoo jest użyteczne. Jest. Problemem jest to, czy chcesz się codziennie mierzyć z jego charakterem.

Układ kierowniczy: miękko, lekko, bez rozmowy
Podobnie jak wcześniej, układ kierowniczy jest zbyt miękki i mało precyzyjny. W mieście może to nawet nie przeszkadzać, bo lekkość pomaga przy manewrach. Ale gdy jedziesz szybciej, chcesz poczuć, co robi przód auta, i oczekujesz choć minimalnego kontaktu z drogą, Jaecoo odpowiada czymś w rodzaju uprzejmego milczenia.

To nie jest samochód dla kierowcy, który lubi prowadzić. To SUV do przemieszczania się. Wygodny, spokojny, odizolowany, ale bez charakteru. I może byłoby to do zaakceptowania, gdyby napęd był oszczędny albo wyjątkowo płynny. Niestety nie jest. Dostajesz więc miękką kierownicę, przeciętną dynamikę i wysokie spalanie. Trzy rzeczy, które razem nie budują miłości.

Asystenci bezpieczeństwa: elektroniczny pasażer, którego chcesz wysadzić
Najbardziej irytujący element? Systemy wspomagania kierowcy. I tu muszę wrócić do większego wątku, który przewija się przez moje testy chińskich aut. Omoda, Chery, Jaecoo, MG, Geely — w wielu z nich hardware wygląda coraz lepiej, wnętrza są coraz solidniejsze, napędy bywają coraz ciekawsze, ale asystenci jazdy nadal potrafią być tragiczni.
W Jaecoo 7 te systemy są tak natarczywe, że zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa, podnoszą ciśnienie. Piszczenie, ostrzeganie, ingerencje, nadgorliwość — wszystko to sprawia, że po pewnym czasie zaczynasz traktować elektronikę nie jak pomocnika, tylko jak pasażera, który komentuje każdy ruch, choć sam nie ma prawa jazdy. I po godzinie masz ochotę nie tyle podziękować za wsparcie, ile zatrzymać się na poboczu i poprosić go, żeby wysiadł.
To jest kluczowy problem. Kupujesz nowoczesny samochód z systemami bezpieczeństwa po to, żeby one pomagały. Nie po to, żeby po każdym odpaleniu zastanawiać się, co wyłączyć, gdzie to jest ukryte i ile kliknięć dzieli cię od świętego spokoju. Chińscy producenci muszą to wreszcie zrozumieć: nowoczesność to nie liczba funkcji w menu. Nowoczesność to systemy, które działają naturalnie i nie doprowadzają kierowcy do szału.

Cena: taniej niż rywale, ale rachunek przychodzi później
Jaecoo 7 Offroad z rocznika 2025 kosztuje katalogowo 157 900 zł, ale w cenniku widnieje też oferta promocyjna, gdzie wersję AWD kupić można za 148 900 zł. Nie jestem jednak pewien, że jest nadal aktualna, gdyż w pliku dotyczącym tego modelu widnieje informacja: „obowiązuje dla ograniczonej liczby pojazdów zamówionych przez Klientów po 01.04.2026r. i wydanych najpóźniej do dnia 30.04.2026r.” Obecnie Jaecoo 7 w wersji Urban można kupić za 130 900 zł. Przypominam, że to model z 1.6 T-GDI o mocy 147 KM i przyspieszeniem 0-100 km/h w 10,1 s oraz z napędem FWD.
Tylko że cena nie bierze się znikąd. Tak, Jaecoo daje dużo auta za pieniądze. Tak, wygląda efektownie. Tak, wnętrze na pierwszy rzut oka robi dobre wrażenie. Ale później przychodzi rachunek: spalanie, słaba dynamika, miękki układ kierowniczy i asystenci, które zamiast wspierać, przeszkadzają.

Werdykt: czerwony nie znaczy szybki
Czerwone Jaecoo 7 Offroad 1.6 T-GDI AWD wygląda fajnie. Jest duże, dobrze wyposażone, całkiem dobrze wykonane i potrafi przyciągnąć wzrok. Ale czerwony lakier nie zrobi z niego dynamicznego SUV-a. Ten silnik jest za słaby do tego auta. Przyspieszenie jest przeciętne, reakcje nie zachwycają, a spalanie jest zdecydowanie za wysokie w stosunku do oferowanych osiągów.
Po jeździe wersją Super Hybrid wiem jedno: jeśli już Jaecoo 7, to nie ta benzyna. Hybryda jedzie dużo lepiej, pali rozsądniej i znacznie bardziej pasuje do tego samochodu. Benzynowy Offroad AWD to auto, które wygląda jak obietnica przygody, a w praktyce potrafi zmęczyć bardziej niż powinno.
Czy bym go kupił? Nie. I to bez długiego zastanawiania się. Gdyby był tańszy, prostszy i mniej natarczywy elektronicznie, można byłoby próbować go bronić. Ale w tej konfiguracji dostajesz SUV-a, który pali jak większe auto, jedzie jak słabsze auto i denerwuje jak auto, którego systemy bezpieczeństwa projektował ktoś, kto nigdy nie spędził pełnego dnia za kierownicą.
Najkrócej? Jaecoo 7 Offroad wygląda dobrze, ale czerwony lakier sprzedaje emocje, których silnik nie dowozi. A gdy do tego dochodzą asystenci doprowadzający kierowcę do furii, trudno mówić o udanym związku. To nie jest miłość. To co najwyżej toksyczna znajomość z ładnymi zdjęciami na Instagramie.