Kuchnia Vikinga wysłała rabat do Maroka, ale klientom zostawiła stałe oszczędności. Marka zmienia sposób naliczania zniżek i rezygnuje z uzależniania niższej ceny od znalezienia odpowiedniego kodu. Od teraz zamówienia na 5–24 dni są automatycznie tańsze o 20 procent, a przy wyborze co najmniej 25 dni oszczędność wzrasta do 25 procent. Rabat pojawia się od razu w cenniku, bez wpisywania hasła i czekania na kolejną promocję. Zmianie towarzyszy kampania „Gdzie jest Rabat? W Maroku”, wykorzystująca grę słów z nazwą stolicy Maroka. Do akcji dołączyli polscy i marokańscy influencerzy, a w menu pojawiło się także danie inspirowane tamtejszą kuchnią.

Kuchnia Vikinga kończy z polowaniem na kody
Najważniejszym elementem kampanii nie jest sam wyjazd do Maroka, lecz nowa struktura cenowa. Kuchnia Vikinga automatycznie nalicza oszczędności zależnie od długości zamówienia.
Przy zamówieniach obejmujących od 5 do 24 dni cena jest niższa o 20 procent. Klienci wybierający dietę na co najmniej 25 dni otrzymują 25 procent oszczędności. Nie trzeba wpisywać kodu, przechodzić z linku twórcy internetowego ani czekać na okresową akcję.
Marka chce w ten sposób premiować osoby, które zamawiają dietę na dłużej, a jednocześnie sprawić, by cena była bardziej przewidywalna. Klient od początku widzi kwotę uwzględniającą zniżkę i nie musi zastanawiać się, czy za kilka dni pojawi się lepsza oferta.
Rabat naprawdę trafił do Rabatu
Kampania „Gdzie jest Rabat? W Maroku” rozpoczęła się od zagadkowych komunikatów umieszczonych w tunelach pod warszawską Rotundą oraz w mediach społecznościowych. Pojawiały się tam pytania „Gdzie jest Rabat?” i „Gdzie kod?”, ale bez natychmiastowego wyjaśnienia.
Rozwiązanie zagadki przyniósł film nagrany w stolicy Maroka. Wystąpiła w nim Loubna El Yamani, marokańska influencerka, która przy billboardzie w Rabacie odkrywa językową zbieżność między nazwą miasta a polskim określeniem zniżki.
W nagraniu pojawia się także Sławek Viking, maskotka Kuchni Vikinga. Wspólnie odsłaniają hasło kampanii i przekazują, że rabat wrócił tam, skąd – przynajmniej językowo – pochodzi.

Influencerzy ruszyli śladem rabatu
Do kampanii włączyli się również polscy twórcy: Laura Mancewicz, Maciej Błaszczyk, Gabriela Ozimek oraz Jakub Gecz Gicz. Przygotowują własne materiały związane z podróżą i poszukiwaniem rabatu.
Osobna seria nagrań powstała z udziałem Cezarego i Edyty Pazurów. Pod ich publikacjami pojawiły się komentarze innych znanych osób z internetu, między innymi Krzysztofa Ibisza, Michała Pola, Dawida Tekieli, Mateusza Glena i Klaudii Kroczek.
Rozbudowana obsada miała podtrzymywać zagadkę przed ujawnieniem właściwego celu kampanii. Zamiast od razu komunikować zmianę cennika, Kuchnia Vikinga najpierw zbudowała historię wokół zaginionego rabatu i jego podróży do Maroka.

Marokański smak trafia do pudełek
Motyw kampanii nie kończy się na billboardach i filmach publikowanych w internecie. Do jadłospisu Kuchni Vikinga dołącza filet z kurczaka w sosie po marokańsku, podawany z kaszą kuskus, warzywami i natką pietruszki.
W okresie trwania akcji danie trafia do klientów w limitowanym opakowaniu. Przygotowano również specjalną torbę z grafiką nawiązującą do Maroka oraz hasła „Gdzie jest Rabat? W Maroku”.
Dzięki temu podróżny motyw kampanii pojawia się także w samym produkcie. Klient dostaje nie tylko komunikat o zmianie cen, ale również danie bezpośrednio związane z opowiadaną historią.

Stała zniżka zamiast chwilowej promocji
Rynek diet pudełkowych w dużej mierze opiera się na kodach rabatowych. W praktyce może to prowadzić do sytuacji, w której klienci odkładają zakup i czekają, aż pojawi się korzystniejsza promocja.
Kuchnia Vikinga chce odejść od tego modelu. Nowy cennik ma sprawić, że oszczędność będzie wynikała z długości zamówienia, a nie z umiejętności znalezienia odpowiedniego kodu.
To nadal system rabatowy, ale bardziej przewidywalny. Osoba zamawiająca dietę od razu widzi, ile zapłaci, a wyższa zniżka jest związana z dłuższym okresem korzystania z dostaw.
Kampania sprowadza więc poważną zmianę cenową do lekkiej gry słów. Rabat symbolicznie wylądował w Maroku, natomiast w Polsce pozostały automatycznie naliczane oszczędności sięgające 25 procent.
Przy okazji zobacz inne nasze artykuły w kategorii zdrowie.