Hyundai Kona Electric udowadnia, że auto na prąd ma sens

Hyundai Kona Electric udowadnia, że auto na prąd ma sens

To znowu się stało. Kolejny elektryk przekonuje mnie do siebie na tyle, że zaczynam wszystkim wokół mówić, że auto na prąd ma sens. Bo serio ma! Hyundai Kona Electric jest tego świetnym przykładem. Samochód ładny, nowoczesny, wygodny, ale… nie jest oczywiście pozbawiony wad.

Hyundai Kona Electric udowadnia, że auto na prąd ma sens

Hyundai Kona Electric – wygląd. Może się spodobać

Bohater testu jest już na rynku jakiś czas. Dlatego zapewne zdążyliście się do niego przyzwyczaić. Producent chyba kładzie mocne nadzieje w tym modelu. Dostępne są również wersje takie jak hybryda oraz “klasyczna” – spalinowa. Różnice? Niewielkie. Dotykają przede wszystkim zderzaka. Zmieniono również grill, w który wkomponowano zaślepkę. Za nią umieszczono gniazdo do ładowania. Inne są felgi. Domyślam się, że 17-calowe, aluminiowe obręcze zaprojektowano tak, aby opór powietrza był niższy, co ma zmniejszyć zużycie prądu. 

Nie ukrywam, że konfiguracja testowanego przeze mnie modelu bardzo przypadła mi do gustu. Biały lakier, przyciemniane szyby, ogólnie nowoczesny projekt nadwozia. Reflektory znajdujące się z tyłu, dość mocno przechodzą z klapy bagażnika na boki. Nie ukrywam w nocy oferują świetny efekt a’la 3D. Z przodu dwa rzędy świateł. Górne, LED do jazdy dziennej, dolne do jazdy po zmroku. W sumie sami dobrze widzicie na zdjęciach, że Hyundai Kona Electric nie jest “dziwolągiem”, jakie znamy z pierwszych generacji aut elektrycznych (patrz np. Leaf I). To nowoczesny crossover świetnie pasujący do miejskiego stylu. 

Wnętrze Hyundai Kona Electric również – przestronne, ale brak mu polotu i finezji

Oczywiście to nie jest tak, że kabina jest brzydka czy coś. Po prostu kokpit w porównaniu do innych samochodów jest nudny. Plusem jest tylko ten srebrny tunel środkowy, który ożywia to ospałe wnętrze. Osobiście po jakimś czasie się do niego przyzwyczaiłem, ale nie wzbudzał we mnie zachwytu. Główny ekran jest trochę za mały, patrząc na konkurencję. Head-up w formie wysuwanego szkiełka był dla mnie zawsze “na nie”. Zwykłe, żółte żarówki oświetlające wnętrze? Żeby nie było, że tylko narzekam – wszystko jest rozmieszczone bardzo dobrze. Wręcz świetnie. Każdy przycisk masz pod ręką, nie musisz zastanawiać się co gdzie jest. Kabina jest bardzo przestronna, nie brakuje miejsca zarówno w pierwszym, jak i w drugim rzędzie. Wyciszenie – dobre, wręcz bardzo dobre, ale nie oszukujmy się, nikt nie będzie autem na prąd rozpędzał się do wysokich prędkości.

Jak już przy wnętrzu jestem to dodam, że bagażnik oferuje 332 litry pojemności. Nie jest to więc ogromny kufer – trzeba o tym pamiętać.  

Elektryczne dodatki

Ekran znajdujący się za kierownicą jest bardzo czytelny. W sumie do tego przyzwyczaił mnie Hyundai. Biegi, o ile tak można nazwać uruchamiamy za pomocą czterech przycisków umieszczonych w okolicy cupholderów. To fajne rozwiązanie. Ciekawie wypada również kwestia klimatyzacji. Jeśli kierowca jedzie sam, może uruchomić tryb, który aktywuje wentylację tylko właśnie na niego. Z kolei w ciepłe dni możemy wyłączyć nagrzewnicę. Zawsze to dodatkowe kilometry, aczkolwiek za sprawą pojemnej baterii zasięgu w elektrycznej Konie nie brakuje. 

Co do elektryczności w testowanym samochodzie to nie ukrywam, jest jej sporo. Elektrycznie sterowany fotel, podgrzewane i wentylowane skórzane fotele, wszelakiego rodzaju czujniki wspierające kierowcę podczas jazdy. Podgrzewana kierownica, dobrej jakości zestaw audio. Wsparcie dla CarPlay i Android Auto. Brzmi to dobrze, prawda?

Podróżowanie autem na prąd. Jak to jest?

Dynamicznie. Tak można jednym słowem opisać wrażenia, jakie oferuje między innymi Hyundai Kona Electric. Ale w tym przypadku jest tak na serio, ponieważ silnik generuje 204 KM. Setkę osiąga po 7,4 sekundy. Długo? Może i tak, aczkolwiek moment obrotowy (385 Nm) dostępny od zera sprawia, że startujecie za każdym razem jakbyście mieli odpalony launch control. To taki rollercoaster, którym kierujecie. Uwierzcie mi, kontrola trakcji, szczególnie na mokrej nawierzchni ma co robić. 

Auto posiada system, który rzecz jasna odzyskuje energię podczas hamowania. Możemy ustawić jeden z trzech poziomów, które mogą mniej, lub bardziej hamować samochód. Niestety, nie jest to tak mocne hamowanie jak w Nissanie Leaf, gdzie funkcja ePedal pozwala wręcz zapomnieć o hamulcu. 

Producent oferuje również cztery tryby jazdy: eco, eco+, comfort i sport. W sporcie serio na starcie nikt wam nie podskoczy. W eco z kolei przejedziecie grubo ponad 400 kilometrów na jednym ładowaniu. Oprócz tego samochód jak każdy inny. Zawieszenie dobrze tłumi nierówności, układ kierowniczy jest nieco ospały, ale przecież to nie auto sportowe. Jedyna rzecz, która może irytować to dostępność ładowarek, nawet tych płatnych. Jest ich coraz więcej, ale nadal auto na prąd. Dlatego jeśli nie zaplanujecie sobie trasy to przecież nie pójdziecie z kanistrem kilka kilometrów by “nalać” do niej prądu. 

Ile kosztuje jazda samochodem na prąd?

Hyundai Kona Electric, który testowałem wyposażony był w baterię o pojemności 64 kWh. Można kupić również 39,2 kWh, ale nią nie zawracajcie sobie głowy. 

A więc ile to kosztuje? W sumie jak w każdym przypadku, czy mówimy o dieslu, benzynie, czy każdej innej jednostce – to zależy. A czynników w przypadku samochodu na prąd jest wiele. Przede wszystkim wpływa na to temperatura zewnętrzna, czy uwarunkowanie terenu. Oczywiście, zależy też jak ciężką mamy nogę, ile osób jedzie w pojeździe i tak dalej. W moim przypadku test przebiegał w bardzo sprzyjających warunkach. Średnia temperatura wynosiła 17 stopni Celsjusza. Jeździłem zazwyczaj w trybie ECO. Ogólnie jazda samochodem na prąd w moim przypadku sprawiała, że nie chciałem jechać najszybciej, a robiłem sobie zawody w tym, jak bardzo potrafię zejść ze średnim zużyciem. Po 770 kilometrach komputer wskazywał 13,4 kWh/100 km. Patrząc na cennik GreenWay (2,19/1kWh) przejechanie stu kilometrów kosztować będzie około 30 zł. Uwzględniając ceny prądu w domu, gdzie 1 kWh średnio kosztuje 0,617 zł przejechanie tego samego odcinka wymagałoby opłaty rzędu 8 zł. Jadąc bardziej dynamicznie uzyskacie około 16 kWh/100km, a więc nadal dość dobrze. Wtedy oczywiście ceny będą nieco wyższe. 

Co ciekawe, Orlen stara się konkurować z GreenWay-em i ambitnie rozwija sieć ładowarek. Mało tego! Niektóre oferują prędkość na poziomie 100 kWh. Kierowca posiadający auto na prąd może więc ochoczo odwiedzać stacje Orlen, gdyż sprawnie będzie mógł podładować swoje auto całkowicie za darmo. Lista ładowarek znajduje się tutaj. Plusem jest również to, że tak naprawdę Hyundai Kona Electric do 80 % naładujecie w około 30 minut. Później ładowarka zwalnia, aczkolwiek do jazdy na co dzień nie ma potrzeby by ładować akumulator dłużej. Szybkie podładowanie i jedziecie dalej. No, chyba, że planujecie dalszą podróż, wtedy myślę, że warto poczekać, gdyż komputer wskaże około 450 km zasięgu. 

Podsumowanie
Przechodzimy do podsumowania. Hyundai Kona Electric udowodnił mi, że dziś bez problemu mogę jeździć autem elektrycznym bez obaw, że nagle nie dojadę do celu. Pojemna bateria to jest to, czego potrzebują tego typu pojazdy. Z Rzeszowa do Warszawy na jednym ładowaniu? Żaden problem. Tak czy inaczej, szybkie podładowanie na trasie, przy okazji odpoczynku na kawę sprawi, że nagle na komputerze pojawi się przyjemna liczba kilometrów, które znów będziecie mogli pokonać. Auto wygodne, fajne w prowadzeniu, przestronne, dobrze wyposażone. Gdzie jest haczyk? Wystarczy zwrócić uwagę na cennik… Kona Electric z wyposażeniem style kosztuje 176 tys, premium 196 tysięcy złotych. Najbogatsza wersja wyceniona jest na nieco ponad 216 tysięcy. Cena kosmiczna. Tym bardziej, że bliźniacza Kia Niro startuje od 167 tys w wersji M, by przejść na 177 w przypadku L i zakończyć cennik na 187 tys patrząc na wersję XL. Tak, ta sama bateria, 64 kWh. Dziwne jest jeszcze to, że mamy dwie produkcje (cennik jest bez zmian). Koreańska zapewnia zasięg (według WLTP) 449 km, czeska 484 km. Co ciekawe, w przypadku produkcji czeskiej możemy wybrać “najbiedniejszą” wersję style. Koreańska takowej nie oferuje. Krótko mówiąc - Hyundai Kona Electric to świetny wóz, który może być śmiało używany na co dzień, nawet na dalszych trasach, ale ta cena…
Zalety
Świetne wyposażenie
Pojemność baterii (a więc i zasięg)
Fajny wygląd
Przestronne wnętrze
Wady
Wysoka cena
7.5
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
Nowe Audi RS 6 Avant - to już czwarta generacja
Nowe Audi RS 6 Avant – to już czwarta generacja sportowego kombi