Mercedes EQC

Mercedes EQC: Gdybym był bogaty, to kupiłbym takie dwa!

Jeden Mercedes EQC ładowałby się w garażu, tudzież przed domem, prądem, pochodzącym z paneli fotowoltaicznych (czy coś takiego, ważne, że „za darmo), drugi byłby w użytku. Jeden byłby w matowym, szarym kolorze, drugi niebieski lub czerwony, pasujący do kurtki lub butów. A co, byłoby mnie stać!

Mercedes EQC

Byłoby, ale nie jest… I na tym etapie mogę pozbyć się problemu, pominąć marudzenie na elektryki, ich zasięg, kiepską infrastrukturę itp. Zresztą, jak ktoś jest bogaty i kupuje samochód elektryczny za ponad 300 000 złotych, w nosie ma te problemy. Nie obchodzi go to, czy ładowanie jest za 1,96 PLN za 1 kWh, czy też 2,09 za 1 kWh. Liczy się to, czy ładowarka jest szybka i dostępna. A jeśli ma naprawdę kupę kasy, to na dużej powierzchni dachu domu (no bo duży dom, wiadomo), ma ogromną instalację paneli i ten prąd ma za darmo. I wtedy taki EQC może służyć jako auto na dojazdy do pracy, na zakupy i po to, by odwozić dzieci do prywatnej szkoły, a żonę do koleżanki lub kosmetyczki. W weekend EQC się ładuje, a na wycieczkę za miasto zabierany jest np. GLE. Można? Można.

Mercedes EQC – elektryczne akcenty i smaczki

Koniec wywodu, wróćmy do naszego głównego bohatera, czyli Mercedesa EQC. Nad jego stylistyką już wielu się pochylało, prawiło wywody, tyrady itp. Jednym się podoba, innym zdecydowanie nie. Ale na tym polega dzisiejsza motoryzacja – nie dogodzisz każdemu. Samochody, nawet w obrębie jednego segmentu, bywają zdecydowanie różne i muszą zaspokoić każde gusta. Tak samo jest z modelem EQC. Niby to Mercedes, ale jednak coś w nim jest dziwnego. Podobne wrażenie wzbudza na ulicy.

Słyszałem opinię: „Fajny SUV Mercedesa, ale… zaraz, coś mi tu nie pasuje…”. No właśnie, linia EQC jest tożsama z innymi SUV-ami marki, ale charakterystyczne elementy, a przede wszystkim światła wzbudzają ciekawość i poczucie typu „coś tu jest nie tak…”. Ta wątpliwość ma jednak pozytywny charakter. Nie pasuje, ale… to dobrze. Ogromny grill z przodu przykryty świetlną linią wygląda bardzo charakterystycznie i przyciąga uwagę. Tylny pas świetlny z kolei kojarzy się np. z Porsche. Z jednej strony auto ma dość klasyczne linie, ale te wszystkie smaczki i detale sprawiają, że można w sposób dość subtelny i mało krzykliwy wyróżnić się z tłumu.

Niebanalne, ale „mercedesowskie” wnętrze

Również w środku jest inaczej, choć w tym przypadku to detale przypominają o tym, że mamy do czynienia z Mercedesem. Oprócz znanej z innych modeli kierownicy oraz konsoli środkowej, charakterystyczny dla nowych modeli marki jest także duży ekran z systemem MBUX. Pokazuje on mnóstwo informacji, jest konfigurowalny i mimo dość głębokiego menu z wieloma opcjami, prosty w obsłudze. Oczywiście wszystko wymaga przyzwyczajenia, zaś ilość opcji i konfiguracji może przytłoczyć. Mimo to warto się tego nauczyć by czerpać korzyści z mnóstwa możliwości. W razie potrzeby pomoże nieidealna i czasem myląca się „miła pani” o kwadratowym głosie.

Oprócz tych wspólnych elementów, Mercedes EQC zdecydowanie wyróżnia się z tłumu modeli niemieckiego producenta. Dużo elementów z aluminium poprzeplatane wstawkami w miedzianym kolorze. Wygląda to dość ekstrawagancko i nowatorsko, więc nie każdemu może przypaść do gustu. Ja we wnętrzu EQC czułem się świetnie. Fotele są bardzo wygodne, mają szeroki zakres regulacji, świetnie trzymają na boki a przyznam, że czasami było to bardzo przydatne. Jakość użytych materiałów nie budziła zastrzeżeń, podobnie jak spasowanie – wszystko bez zarzutu.

Bez zarzutu była również ilość miejsca na kanapie. Pojemność bagażnika być może nie szokuje, ale jak na auto elektryczne z mnóstwem baterii ulokowanych pod podłogą, pojemność 500 litrów nie budzi zastrzeżeń. Po złożeniu oparć uzyskujemy aż 1460 litrów. Moim zdaniem w zupełności wystarczy. Dla porównania bezpośredni konkurent tj. Jaguar I-Pace może pochwalić się o wiele większą pojemnością bagażnika w standardowej konfiguracji – 656 litrów – ale po złożeniu oparć jest niemal tyle samo – 1453 litry.

Mercedes EQC i wydajność dwóch silników elektrycznych

Siła – dosłownie i w przenośni – Mercedesa EQC tkwi w dwóch silnikach elektrycznych o mocy ponad 200 KM każdy, umieszczonych przy przedniej i tylnej osi. Moc łączna układu to 408 KM, zaś moment obrotowy to imponujące 760 Nm. Już na papierze wygląda to interesująco, ale pamiętajmy, że mamy do czynienia z autem elektrycznym, a to oznacza, że te nieskromne cyferki są w stanie zadziałać od razu, momentalnie po wciśnięciu pedału gazu. Przyspieszenie jest natychmiastowe i po prostu wbija w fotel. Na każdym to zrobi wrażenie, uwierzcie, na każdym.

Mercedes EQC

Naturalnie przyspieszaniu towarzyszy… cisza, spokój i dostojna elegancja. Żadnych spektakularnych efektów oprócz wgniatania w fotel. Owszem, odrobinę ponad 5 sekund do setki nie jest wynikiem spektakularnym, ale mówimy tu o aucie, które waży 2,4 tony, a to już dość konkretna masa. Tak czy inaczej takie osiągi, a konkretniej przyspieszenie to prawdopodobnie największa zaleta elektryków, jeśli chodzi o przyjemność z jazdy. Nawet niewielkie auto miejskie pokroju Skody Citigo, Volkswagena e-up! potrafi przyjemnie zaskoczyć dynamiką przy niskich prędkościach. Przykładowo elektryczna Corsa, dysponująca napędem o mocy 136 KM przyspiesza od 0 do 100 km/h w nieco ponad 8 sekund. Założę się, że niejeden o wiele mocniejszy samochód zostanie daleko w tyle w sprincie spod świateł.

Do miasta? W sam raz! W trasę?

Wracając do EQC, pokonywanie kolejnych kilometrów, bez znaczenia, czy jest to miejska dżungla, podmiejskie drogi średniej jakości, czy też droga szybkiego ruchu, przebiega bezproblemowo, komfortowo i przede wszystkim cicho. Przy 130-140 km/h szum opon i opływającego karoserię powietrza nie zakłóca rozmów. Nie trzeba podnosić głosu, poziom hałasu jest w pełni akceptowalny. Prowadzenie jest bardzo pewne, precyzyjne i przyjemne, co nie jest tak oczywiste zważywszy na znaczną wagę. Oczywiście szybkie pokonywanie zakrętów odbije się przechyłami i mało przyjemnym uciekaniem nadwozia, ale cały czas mamy poczucie, że panujemy nad autem. Mała uwaga – prześwit auta jest bardzo niewielki. Niech gabaryty i charakter SUV-a Was nie zmyli! Mercedes EQC leży niemal na ziemi!

Nooo… niekoniecznie. Ale bez obaw, nie ma tragedii. Z tym naprawdę nie jest źle, ale trzeba się mocno pilnować podczas korzystania z elementów wyposażenia. Zasięg bardzo szybko topnieje, gdy zechcemy włączyć ogrzewanie foteli, zestaw audio na „full” itp. Baterie o pojemności łącznej 80 kWh w teorii wystarczą nawet na 400 kilometrów. W praktyce? Maksymalnie 300-350 przy normalnej jeździe bez żałowania sobie wszystkich przyjemności. Dynamiczna jazda i pokazywanie w mieście „kto rządzi” na światłach uszczupli zasięg o co najmniej 50 km. Mało? Dużo? Moim zdaniem – nie jest źle. Jeśli tylko podróżujemy po mieście, które zostało hojnie obdarzone punktami ładowania, korzystanie z tego auta to czysta przyjemność. Ładowanie „do pełna” z ładowarki 50 kW trwa około półtorej godziny. Jeśli będziemy doładowywać przy okazji, to 20-30% baterii uzupełnimy w 30 minut.

Podsumowanie
Tym autem jeździłem już 3 czy 4 raz. Pierwszy raz ponad rok temu i wtedy byłem oczarowany, choć nieco przerażony, jeśli chodzi o zasięg i problemy z infrastrukturą. Tym razem pod względem ładowarek było odrobinę lepiej, ale w międzyczasie poznałem inne "elektryki". Czy lepsze? Być może, ale EQC nadal bardzo mi się podoba i gdybym był bogaty...
Zalety
Świetna stylistyka (subiektywnie)
Rewelacyjne osiągi
Przyjemność i komfort jazdy
Jak na tak ciężkiego i komfortowego SUV-a - znośny zasięg
Bardzo bogate wyposażenie (testowanej wersji)
Wady
To bogate wyposażenie potrafi drenować baterię
Bardzo niski prześwit
Do pełni szczęścia brakuje pneumatyki...
8.9
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
Saucony Gold Rush Shadow 5000 Vintage