Recenzja The Last of Us Part II - gra roku?

Recenzja The Last of Us Part II – gra roku?

Jestem dojrzałym i świadomym graczem. Moje doświadczenie gamingowe sięga lat 90-tych. W mojej „biblioteczce” jest wiele tytułów, które wywarły na mnie ogromne wrażenie przez swój gameplay, oprawę audiowizualną, czy fabułę. Wśród ulubionych gier mam na piedestale takie, które znajdują się poza jakimkolwiek rankingiem. Gry, które znalazły miejsce gdzieś na dnie mojego serca… jedną z takich jest bohater dzisiejszej recenzji. Poznajcie moją opinię o The Last of Us Part II.

Studiem odpowiedzialnym za powstanie gier z serii The Last of Us jest Naughty Dog. Firma z Santa Monica dobrze znana również z serii Uncharted, która opowiada o poczynaniach sympatycznego złodzieja Nathana Drake. W przypadku TLOU i Uncharted zawsze mieliśmy do czynienia z produktami kompletnymi, dopracowanymi do ostatniego szczegółu. Nie inaczej jest z najnowszą częścią The Last of Us. Zapraszam na moją recenzję w której unikałem spojlerów…

Świat przedstawiony to mistrzostwo świata

Jeżeli ktoś z Was nie grał w poprzednią cześć TLOU z 2013r. powinien to koniecznie nadrobić, ponieważ druga część to kontynuacja fabuły. Ponadto jeśli jesteś graczem, który w tym tytule będzie szukał gry na niedzielę, takiej do popołudniowej kawki, to poważnie się zastanów.        

Od razu wspomnę także o tym, że The Last of Us Part II nie jest skierowana do dzieci. Gra jest dojrzała i porusza ważne aspekty człowieczeństwa. Momentami potrafi „połknąć, przerzuć i wypluć” ludzi nieprzygotowanych na mroczną, dość trudną fabułę i świat przedstawiony… Chyba sam nie byłem przygotowany na to, co mnie tam spotkało.

Upłynęły cztery lata od wydarzeń znanych z „jedynki”. Ludzie wciąż bezskutecznie próbują walczyć z tajemniczym wirusem… A może bardziej wszechobecnym „grzybem”. Ów grzyb zamienia ludzi w bezmyślne zombie. Gracz po raz kolejny stanie przed wyzwaniem przetrwania w świecie, który bezlitośnie weryfikuje umiejętności survivalu i chęci przeżycia. Naughty Dog pokazuje, że w świecie pozbawionym zasad, to nie krwiożercze zombie są największym zagrożeniem a… człowiek. W grze mamy do czynienia z kilkoma ugrupowaniami o odmiennych poglądach „politycznych”, które próbują zwalczyć się nawzajem. Ellie (główna bohaterka) z pobudek osobistych zostaje „wrzucona” w zarzewia konfliktu.

Miejscem naszych poczynań jest Seattle. Amerykańskie miasto doszczętnie zniszczone, w którym natura zdominowała beton. Krajobraz miasta zapiera dech w piersiach. Zawalone mosty, powalone budynki, zalane ulice, które utrudniają przemieszczanie. To, co potęguje uczucie bezsilności to deszcz, który pada… i tak jakby nie zamierzał przestać. Po zniszczonym mieście przemieszczamy się głównie na piechotę. W początkowej fazie gry mamy do dyspozycji konia. Znajdziemy nawet krótki epizod z motorówką.

The Last of Us Part II posiada gameplay, na którym można się wzorować

Tytuł, który jest bohaterem tej recenzji to gra z widokiem z trzeciej osoby (TPP). Kamera umieszczona jest zaraz za plecami protagonisty, dzięki czemu możemy jeszcze bardziej wczuć się w to, co serwuje nam The Last of Us Part II. System walki jest dobrze przemyślany. Mamy tu do czynienia z walką w zwarciu przy użyciu broni białej tj.: kijów bejsbolowych, maczet, młotków, a nawet sztachet. Walka na bliski dystans jest intuicyjna i polega na unikaniu oraz zadawaniu ciosów. Developerzy postarali się o naprawdę pokaźną ilość „finiszerów”, dzięki czemu rozprawianie się z kolejnymi przeciwnikami, jest bardzo satysfakcjonujące. Każda z broni białej posiada paski wytrzymałości. Po ich upływie broń ulega destrukcji  i nie jesteśmy w stanie jej naprawić.

Broń palna to w The Last of Us Part II rarytas

Arsenał broni palnej nie jest pokaźny. Do dyspozycji gracza zostało oddane dosłownie kilka typów broni, m.in.: rewolwer, strzelba, czy łuk. Dzięki warsztatom „rozsianym” po Seattle możemy stosować ulepszenia dla naszych ulubionych broni, które poprawiają stabilność, pojemność magazynka, czy celność. Dla zwolenników rozwiązywania konfliktów „na odległość” mam złą wiadomość. Amunicja w grze to rarytas, o który musimy dbać. Każdy „przestrzelony” pocisk bardzo boli… wiem co mówię. Taki zabieg podkręca immersję powodując, że gracz czuje się jeszcze bardziej bezradny wobec wrogów, jednocześnie musząc kombinować na różne sposoby, by z kolejnych starć wyjść obronną ręką.

Model strzelania nie jest łatwy. W ustawieniach jednak możemy odnaleźć opcję „wspomaganie celowania”, co daje duże ułatwienie dla niewprawionych „konsolowych strzelców”.

Oprawa audiowizualna w The Last of Us Part II… pozamiatane!

The Last of Us Part II to idealny przykład na to, jak wycisnąć ostatnie soki z 6-letniej konsoli o pozornie średnich osiągach. Gra prezentuje się fenomenalnie. Grafika jest dopięta na ostatni guzik. Mimo zaawansowanej oprawy nie zauważyłem wyraźnych spadków w płynności animacji. Zastosowana gra świateł i cieni idealnie pasuje do zamysłu survival horroru. W pomieszczeniach, w których posługujemy się tylko naszą latarką bywa naprawdę mrocznie. Wstyd się przyznać, ale zdarzyło mi się krzyknąć ze strachu, budząc tym samym wszystkich domowników. Na szczególną pochwałę jednak zasługują efekty wolumetryczne i pogodowe. Pod względem grafiki Naughty Dog jeszcze nigdy nie zawiodło. The Last of Us Part II jest tego idealnym (kolejnym) przykładem.

Podsumowanie
Stając przed napisaniem recenzji The Last of Us Part II objąłem sobie za cel znalezienie czegoś, co mi w tej grze niekoniecznie odpowiada. I poległem... Ta gra to arcydzieło - pod względem audiowizualnym, jak i mechaniki. To tytuł, w którym wyciszamy telefon, zakładamy słuchawki i chłoniemy każdą sekundę rozgrywki. Jedyną rzeczą, która może podzielić graczy jest fabuła i to, na jakie rozwiązania zdecydował się twórca Neil Druckmann. Często są one nie po myśli wielu fanów serii. TLOU2 to bez wątpienia tytuł, w który każdy powinien zagrać. Jest to idealne zwieńczenie sześciu lat generacji PS4.
Moim zdaniem mocny kandydat do gry roku. Naughty Dog, czekam na więcej!
Zalety
Gameplay
Oprawa audiowizualna
Dobry polski dubbing
Długość gry
Wady
Brak
9.5
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
przestrzeń okołoziemska
Przestrzeń okołoziemska wreszcie zacznie być sprzątana