Test Volvo S60 B4 Inscription – rozsądny wybór?

Test Volvo S60 B4 Inscription – rozsądny wybór?

Trzy lata temu, w kwietniu 2018 została zaprezentowana światu trzecia generacja modelu, który miał „zabrać” klientów celujących niemieckie sedany takie jak Audi A4, BMW Serii 3 czy Mercedesa Klasy C. Test Volvo S60 B4 Inscription pokaże, czy faktycznie warto iść w kierunku Szwecji, a nie Niemiec.

Polityka szwedzkiej, a raczej chińskiej marki idzie w drogę elektryfikacji całej gamy modelowej. Nie ukrywam, nie do końca mi się to podoba. Dziś w ofercie znajdziemy na szczęście sporo benzynowych jednostek, które napędzają zarówno sedany, kombi jak i SUV-y. Swoją drogą, Volvo sprzedaje auta z wariantem mild-hybrid (miękka hybryda) jak i wersje plug-in. 

Jeśli macie chwilę sprawdźcie sobie jakie są różnice w przypadku wariantów Recharge, a tych „zwykłych”. Przykładowo, S60 startuje od 190 900 zł, z kolei opcja plug-in to wydatek rzędu 299 900 zł. Ponad sto tysięcy złotych za to, że samochód umożliwia ładowanie z gniazdka, przez co możemy przez kilkanaście, czasami kilkadziesiąt kilometrów jechać na samym prądzie? Zapytam wprost: kiedy to się niby zwróci klientowi? OK, mamy różne warianty mocy w przypadku tych modeli, ale bez przesady. 

Konkurencja ma się czego bać

Testowane Volvo S60 B4 Inscription to bardzo atrakcyjny pod względem wizualnym sedan. OK, jest najdroższy z czwórki (Audi A4, BMW Serii 3, Mercedes-Benz Klasy C). Nie ukrywam, w „bazowym” wyposażeniu (o czym wspomnę później) oferuje naprawdę dużo. Producent uznał, chyba że nikt i tak nie kupuje samochodów na 16-calowych felgach z oponami wyglądającymi jak balony. Nikt nie wybiera konfiguracji podstawowej, która nie ma efektownie wyglądających reflektorów przypominających młot Thora. Mógłbym tak długo wymieniać, ale po co? Zobaczcie, jak wyglądają – co prawda dużo tańsze – warianty podstawowe u konkurencji. Tak czy inaczej będziecie wybierali zawsze konfiguracje droższe, by samochód zaczął wyglądać dobrze. O tym, że w Volvo S60 B4 Inscription mamy już rozsądny silnik i skrzynię, nie wspominam. 

Faktycznie, Volvo S60 B4 Inscription to faktycznie piękny wóz

S90, a więc flagowa limuzyna szwedzkiej marki jest… ogromna. W końcu jest to model reprezentatywny. A S60? Według mnie testowane auto cechują idealne proporcje. Nie jest za duże ani za małe. Tak po prostu – w sam raz. Oczywiście, mogę się tutaj zachwycać nad jego sylwetką, ale o gustach raczej nie planuję dyskutować. Jedyne nad czym ubolewam, to to, że producenci idą bardzo na łatwiznę pod kątem tworzenia gamy modelowej. Przecież S60 i S90 można bardzo łatwo pomylić mijając je na ulicy. Różni je głównie rozmiar. Inni robią to samo. Przykładowo, porównajcie Mercedesa Klasy S do Klasy C. 

OK, samochód jest atrakcyjny wizualnie, ale brakuje tego czegoś, co na przykład wyróżnia flagowca. Wróćmy jednak do segmentu D, gdyż przecież jest to test Volvo S60 B4 Inscription, a nie S90. Wspominałem już – proporcje są wręcz idealne. Samo w sobie auto nie jest jakieś bardzo duże. Ot 4761 mm długości. Podoba mi się tył – ostre cięcia w przypadku reflektorów, które zachodzą na klapę bagażnika, a na niej delikatne przetłoczenie tworzące zintegrowany spojler. 

Wnętrzne, które znamy już doskonale

Pragnę przypomnieć, że Volvo XC90 pojawiło się na rynku w 2014 roku. Dwa lata później zaprezentowano S90. W 2018 roku zobaczyliśmy Volvo S60. Wiecie co łączy te wszystkie auta? To samo wnętrze. Absolutnie nie czepiam się projektu deski rozdzielczej (chociaż do jakości spasowania mam zastrzeżenia). Wychodzi więc na to, że ten 7-letni design nie chce się zestarzeć i należą się słowa uznania dla projektanta. 

Duży tablet w centralnej części kokpitu, którym sterujemy tak jak naszym smartfonem. Do tego ekran cyfrowych zegarów, tuż za kierownicą. Oprócz tego drewno, fortepianowa czerń, miękkie w dotyku materiały, którymi pokryty jest kokpit. Wygląda to bardzo dobrze. Muszę jednak ponarzekać na trzeszczący tunel środkowy. Jeśli go nie dotykamy, nic złego się nie dzieje. Wystarczy jednak lekki nacisk nogą i pojawiają się niezbyt przyjemne dźwięki. W aucie tej klasy oczekiwałbym znacznie lepszej jakości. 

Do obsługi centralnego komputera – wspomnianego tabletu – trzeba się przyzwyczaić. Na początku może to wydawać się trudne, jednak po pewnym czasie będziecie „automatycznie” przewijali kolejne ekrany systemu multimedialnego. Obawiałem się regulacji temperatury i ogólnie sterowania klimatyzacją. Strach ma wielkie oczy. Zmiana ustawień jest prosta, działa w mgnieniu oka. OK, szybciej zrobilibyśmy to za pomocą tradycyjnego pokrętła, ale poszukajmy zalet takiego rozwiązania. Pierwsza i główna to ładny projekt deski rozdzielczej. Chyba się zgodzicie, prawda? Wnętrze jest naprawdę ładne i jestem pewny, że jeszcze wiele lat będzie musiało minąć, aby kokpit przestał się podobać. A może zawsze będzie taki atrakcyjny wizualnie? Pożyjemy, zobaczymy. 

Sprawdź również inne nasze materiały na temat marki Volvo.

Volvo S60 B4 Inscription – rozsądna konfiguracja?

Po moim delikatnym niezadowoleniu co do polityki cenowej marki, czas przejść do kwestii pozytywnych. A tych jest w przypadku testowanego Volvo S60 sporo. Zacznijmy od tego, że producent „przekazał” do mojej dyspozycji bazowy wariant silnikowy. B4 to dziś 2-litrowa benzyna z miękką hybrydą, która łącznie generuje 211 KM (łącznie). Silnik może pochwalić się momentem obrotowym na poziomie 300 Nm. Napęd na przód, 8-stopniowy automat i 7,9 sekundy do setki. Wynik jak najbardziej akceptowalny. Dodam tylko, że jeśli chcecie mieć napęd na cztery koła, należy wybrać wariant B5 AWD, a to wymaga dopłaty 20000 zł. 

Volvo S60 B4 Inscription, który widzicie na zdjęciach jest więc wersją bazową nie tylko pod kątem silnika. Właśnie takie auto możecie nabyć za wspomniane 190 tysięcy złotych. Oczywiście, w tym przypadku mamy kilka dodatków, jednak w „podstawie” macie 18-calowe felgi, ładny lakier (biały albo czarny) i skórę (również białą lub czarną). Znajdzie się również dwustrefowa klimatyzacja, monitorowanie pasa ruchu, a nawet czujniki parkowania z tyłu. Uważam, że w tej cenie dostajemy rozsądnie skonfigurowany samochód. W moim przypadku dodano między innymi lepsze audio, lakier, większe felgi czy aktywny tempomat. Pojawił się również pakiet Climate Pro, który ogrzewa i podgrzewa wszystko, co tylko się da. Włącznie z oferowaniem ogrzewania postojowego. Konfiguracja nie była jakoś mocno „doposażona”. Według moich analiz był to wydatek rzędu 35 tysięcy złotych. A jednak miała w zupełności to, czego bym oczekiwał od auta tej klasy.

Jeździ tak dobrze, jak wygląda?

Praktyczny test Volvo S60 B4 Inscription czas zacząć. Pierwsza rzecz, o której muszę wspomnieć to odczucia, które towarzyszyły mi podczas pokonywania kolejnych kilometrów za kierownicą auta. Nie wiem czy to kwestia indywidualna, ale we wnętrzu S60 czułem się bardzo dobrze niezależnie od tego, jak dużo czasu w nim spędziłem. Testowany sedan potrafił mnie bardzo mocno zrelaksować. Na tyle, że nie czułem zmęczenia po przejechaniu trasy Warszawa – Wrocław, a następnie Wrocław – Kraków. Mówimy o tym samym dniu! Poważnie, nie bolały mnie plecy, nie myślałem tylko o tym, by w końcu wysiąść z samochodu i położyć się w łóżku. Wręcz przeciwnie! Komfort jazdy jest tak wysoki, że chętnie wstąpiłbym po kawę i ruszył w dalszą podróż. Pomyślcie sobie co dzieje się w Volvo S90, skoro auto segmentu niżej tak „umila” jazdę osobom podróżującym w jego kabinie.  

Ilość miejsca? Jak to w sedanach tego segmentu. Z przodu miejsca jest dużo, z tyłu nie do końca. Rozstaw osi w przypadku Volvo S60 wynosi 2872 mm. Ilość miejsca nad głową jest akceptowalna, o ile nie macie więcej niż 180 cm wzrostu. Jak możecie wywnioskować po lekturze poprzedniego akapitu, fotele są komfortowe. Pozostając przy rozmiarach wspomnę o bagażniku, który oferuje 442 litry. Dużo? Oczywiście, że nie. Mało? Też nie. Tak w sam raz. Kilka walizek się zmieści, co widać na zdjęciu.

Jeśli chodzi o prowadzenie, test Volvo S60 B4 Inscription udowadnia, że temu modelowi bliżej do komfortowej limuzyny, niż do sportowego sedana. Nie nastawiałbym się na agresywne pokonywanie zakrętów, a na spokojną jazdę, podczas której nigdzie się nie spieszycie. Wyciszenie? Akceptowalne. Oczywiście, nie jest tak cicho jak w S90, ale nie tego oczekuję. W porównaniu do BMW Serii 3 czy Mercedesa Klasy C jest podobnie. 

Test Volvo S60 B4 Inscription – ile pali jednostka mild-hybrid?

Na koniec zostawiłem sobie temat spalania. Jednostka benzynowa, stosunkowo mocna połączona z 8-biegowym automatem. Jak myślicie, jakie wyniki spalania osiągnąłem? Jadąc drogami krajowymi, nie przekraczając 90 km/h auto paliło 6 litrów. Na wspomnianych dużych odcinkach, tj. Warszawa – Wrocław – Kraków auto zużyło 8 litrów na każde sto kilometrów. Przy dynamicznej jeździe powinniście „spodziewać się” około 10 litrów na setkę. Czy to dużo? Według mnie nie. Wynik porównywalny do diesli, a jednak kultura pracy jest w tym przypadku znacznie wyższa. 

Podsumowanie
Test Volvo S60 B4 Inscription udowodnił, że „bazowa” wersja wyposażenia (oraz napędu) może być atrakcyjna dla klienta. Testowany model oczywiście był doposażony w kilka dodatków, jednak nadal mówimy o około 230 tysiącach złotych brutto. W tej cenie otrzymujemy świetny wóz, który w komfortowych warunkach pozwoli na pokonanie wielu kilometrów. Zapewniam, nie odczujecie zmęczenia nawet na długich odcinkach. Dodajmy do tego niskie zużycie paliwa, dobre (może nie idealne, ale dobre) materiały wykończenia i mamy świetną alternatywę dla popularnych, niemieckich sedanów.
Zalety
Oszczędna jednostka napędowa
Wysoki komfort podróżowania
Bogate wyposażenie już w podstawie
Wady
Można przyczepić się do jakości niektórych elementów wnętrza
9
Wynik