Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Lepszy ale nadal wkurza

Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive to samochód, który pokazuje, że chińskie marki naprawdę szybko odrabiają lekcje. Po zwykłej benzynie 1.6 ten wariant wydaje się dużo sensowniejszy: jedzie płynniej, sprawniej, zużywa mniej paliwa i potrafi przejechać około 80 kilometrów na samym prądzie. Brzmi jak sukces? Trochę tak. Problem w tym, że to nadal Jaecoo, a więc dostajemy też miękki układ kierowniczy, przeciętne oprogramowanie i systemy bezpieczeństwa, które zamiast pomagać, potrafią doprowadzić kierowcę do stanu, w którym zaczyna rozumieć ludzi mówiących do samochodu niecenzuralnymi słowami.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan. Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Testowałem już Jaecoo 7 ze zwykłą benzyną i po tamtym aucie miałem mieszane uczucia. Wyglądało fajnie, było wygodne, miało bogate wyposażenie, ale prowadziło się przeciętnie, paliło za dużo, nie przyspieszało i miało w sobie za wiele klimatu „Range Rover z Temu”. Teraz przyszła pora na Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive, czyli wersję plug-in hybrid, która teoretycznie powinna rozwiązać największy problem benzyny: słaby stosunek osiągów do spalania. I faktycznie, ten wariant jest dużo lepszy. Tylko czy lepszy znaczy dobry na tyle, żebym chciał nim jeździć na co dzień? No właśnie. Tu zaczyna się typowo chińska opowieść: świetny hardware, irytujący software.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Z zewnątrz Jaecoo 7 Super Hybrid wygląda tak samo efektownie jak wersja benzynowa. To kanciaste, modne, terenowo-lifestylowe nadwozie, które na parkingu potrafi wyglądać drożej, niż sugeruje znaczek. Auto ma 4500 mm długości, 1865 mm szerokości i 1670 mm wysokości, więc gabarytowo trafia dokładnie w rodzinno-kompaktowy segment SUV-ów. Nie jest ogromne, ale wygląda masywnie, szczególnie przez pionowy przód, szeroką sylwetkę i całą tę stylistykę „premium adventure”.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Wygląda dobrze, ale nadal znamy inspirację

Tyle że znowu mamy ten sam problem: za dużo tu Range Rovera. Nie chodzi nawet o to, że Jaecoo wygląda źle. Przeciwnie, ono wygląda bardzo dobrze. Ale momentami aż za bardzo przypomina próbę zbudowania brytyjskiego SUV-a z chińskim budżetem i folderem inspiracji otwartym na Velarze. Przy wersji benzynowej już mnie to drażniło i tutaj nic się nie zmieniło. To trochę jak założyć garnitur szyty „w stylu Savile Row”, tylko z metką platformy zakupowej, gdzie obok są latarki, drony i kapcie z ogrzewaniem.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Czy to przeszkadza każdemu? Pewnie nie. Wielu osobom ten wygląd się spodoba, bo auto rzeczywiście prezentuje się nowocześnie, drogo i modnie. Ale ja wciąż czekam, aż chińskie marki przestaną tylko świetnie kopiować klimat premium, a zaczną konsekwentnie budować własny język stylistyczny.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Wnętrze: wygodnie, solidnie i bogato, ale bez efektu „wow”

W kabinie Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive jest wygodnie i całkiem solidnie. Fotele są przyjemne, pozycja za kierownicą dobra, miejsca nie brakuje, a całość sprawia wrażenie auta dobrze zmontowanego. Wersja Exclusive ma na pokładzie naprawdę sporo: panoramiczny dach, elektryczną klapę bagażnika, podgrzewaną kierownicę, podgrzewane i wentylowane przednie fotele, HUD, ładowarkę indukcyjną 50 W i system audio Sony z 8 głośnikami.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Na papierze wygląda to świetnie. W praktyce część rzeczy też działa dobrze, ale audio Sony jest rozczarowujące. I to mocno. Gra cicho, bez energii, bez porządnego uderzenia i bez tego poczucia, że dopłaciliśmy do czegoś lepszego. Nazwa Sony brzmi na liście wyposażenia jak argument przy sprzedaży, ale w codziennym użytkowaniu nie daje efektu, którego można oczekiwać. To trochę jak zamówić burgera z wołowiną premium i dostać coś, co owszem, jest burgerem, ale ekscytacji nie ma żadnej.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Bagażnik według danych technicznych ma 500 litrów, a po złożeniu kanapy 1265 litrów, więc pod względem praktyczności Jaecoo wypada dobrze. To rodzinny SUV, z którym da się żyć: zakupy, torby, wózek, walizki, weekendowy wyjazd — bez dramatu.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Super Hybrid robi robotę. Wreszcie to jedzie

Największa różnica względem zwykłej benzyny jest oczywiście w napędzie. Jaecoo 7 Super Hybrid korzysta z benzynowego 1.5 T-GDI o mocy 143 KM, silnika elektrycznego o mocy 204 KM i dodatkowego silnika ISG o mocy 136 KM. Bateria ma 18,3 kWh, jest typu LFP, a napęd trafia na przednie koła przez przekładnię 1DHT. Producent podaje 8,5 sekundy do 100 km/h i prędkość maksymalną 180 km/h.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

I tutaj od razu powiem: to jedzie o wiele lepiej niż zwykła benzyna. Nie ma tego zmęczenia, tego czekania, tego wrażenia, że samochód wygląda na mocniejszy, niż jest naprawdę. Hybryda daje płynność, lepszą reakcję i dużo przyjemniejsze codzienne użytkowanie. W mieście Jaecoo potrafi poruszać się jak elektryk, a na trasie nie czuć już takiego niedostatku mocy jak w benzynowym wariancie.

Na samym prądzie udało mi się przejechać około 80 kilometrów. To bardzo dobry wynik, bo producent mówi o 90-91 km zasięgu elektrycznego WLTP, więc realny rezultat nie jest katalogową fantazją. Dla kogoś, kto ma gdzie ładować auto, to może oznaczać jazdę po mieście przez większość tygodnia bez używania benzyny. I właśnie wtedy ten samochód ma największy sens.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Spalanie: dużo lepiej niż w benzynie

W mieście Jaecoo 7 Super Hybrid spalił około 6 l/100 km benzyny, a na drodze ekspresowej około 8 l/100 km. To nie jest wynik z kosmosu, ale w porównaniu ze zwykłą benzyną jest wyraźnie lepiej. Tam spalanie potrafiło irytować, bo auto nie było ani specjalnie szybkie, ani specjalnie oszczędne. Tutaj przynajmniej czuć, że układ napędowy daje coś w zamian.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Oficjalnie producent podaje zużycie 6,0 l/100 km w trybie ładowania podtrzymującego oraz średnią 0,7 l/100 km, ale jak zawsze przy PHEV-ach ta druga wartość jest bardziej matematyczną ciekawostką niż realnym opisem życia. Jeżeli regularnie ładujesz, możesz jeździć bardzo tanio. Jeżeli nie ładujesz, kupowanie plug-ina ma mniej sensu, bo wozisz baterię, której nie wykorzystujesz. To trochę jak kupić bieżnię do domu i używać jej jako wieszaka na koszule.

Prowadzenie: miękka kierownica wraca jak zły sequel

Niestety, nie wszystko poprawiono. Układ kierowniczy nadal jest miękki i mało precyzyjny. Jaecoo prowadzi się poprawnie, ale nie daje poczucia kontaktu z drogą. Kierownica działa lekko, auto skręca, wszystko formalnie jest w porządku, ale brakuje tej pewności, którą dają lepiej dopracowani rywale. To nie jest SUV dla kierowcy, który lubi czuć to, co robi przód auta. To SUV dla kogoś, kto chce wygodnie przemieszczać się z punktu A do B i nie analizować zakrętów.

To nie są tylko moje słowa. Przejrzałem recenzje innych portali i wielu dziennikarzy również narzekało na mało precyzyjny układ kierowniczy oraz sposób działania niektórych elementów prowadzenia. I tu trudno się nie zgodzić. Napęd jest największym krokiem do przodu, ale podwozie i kierownica nadal nie dogoniły najlepszych w klasie.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Systemy bezpieczeństwa: dalej przeszkadzają

I teraz dochodzimy do mojego największego problemu z chińskimi autami. Systemy bezpieczeństwa. Testowałem już kilka modeli z Chin i nadal czekam na taki, w którym asystenci będą pomagać, a nie przeszkadzać. W Jaecoo 7 Super Hybrid jest podobnie. Na papierze lista wygląda pięknie: adaptacyjny tempomat, utrzymanie pasa, monitorowanie martwego pola, AEB, system zapobiegający niekontrolowanej zmianie pasa, ostrzeżenia, kamery 540 stopni i cała elektroniczna obstawa.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

W praktyce te systemy potrafią być okropne. Zbyt agresywne, zbyt głośne, zbyt natarczywe. Zamiast mieć poczucie, że samochód dyskretnie czuwa, czujesz, jakby siedział obok ktoś, kto co chwilę krzyczy: „uważaj!”, nawet gdy sytuacja jest pod kontrolą. To jest szczególnie irytujące, bo przecież kupujesz auto z nowoczesnymi funkcjami po to, żeby z nich korzystać. Nie po to, żeby po każdym uruchomieniu zastanawiać się, co trzeba wyłączyć, żeby dojechać bez nerwów.

I tu Jaecoo wpisuje się w większy problem. Chińskie marki bardzo szybko nauczyły się robić ładne nadwozia, bogate wyposażenie i niezłe napędy. Teraz muszą nauczyć się robić elektronikę, która nie traktuje kierowcy jak dziecka z kredkami w kokpicie Boeinga.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Cena Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive: atrakcyjna, ale już nie śmiesznie tania

Testowany SUV, Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive kosztuje według aktualnego cennika promocyjnego 160 900 zł, przy cenie wcześniejszej 169 900 zł. Select startuje od 150 900 zł. Do tego dochodzi 7 lat gwarancji lub 150 tys. km, co ma budować zaufanie do marki.

To nadal dobra oferta, bo dostajemy dużego SUV-a PHEV, bogate wyposażenie, realny zasięg elektryczny i mocniejszy napęd niż w zwykłej benzynie. Ale to już nie są pieniądze, przy których można machnąć ręką na wszystko. W tej cenie zaczynasz patrzeć na BYD Seal U DM-i, Kię Sportage PHEV, Forda Kugę PHEV czy używane SUV-y marek premium. Jaecoo musi więc wygrywać nie tylko tabelką wyposażenia, ale też codziennym dopracowaniem. A z tym nadal bywa różnie.

Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.
Test Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive. Fot.: Ernest Dragan.

Werdykt: jest lepszy od benzyny, ale to jeszcze nie mój wybór

Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive jest zdecydowanie lepszy od wersji benzynowej. Jedzie płynniej, sprawniej, ma sensowny zasięg elektryczny, pali mniej i dużo lepiej pasuje do charakteru tego auta. Gdybym miał wybierać między zwykłą benzyną a Super Hybrid, nie zastanawiałbym się długo. Hybryda wygrywa bez dogrywki.

Ale to nie znaczy, że chciałbym tym autem jeździć na co dzień. Nadal przeszkadza mi miękki, mało precyzyjny układ kierowniczy. Nadal irytują mnie systemy bezpieczeństwa. Nadal uważam, że oprogramowanie wymaga dopracowania. I nadal czekam na moment, w którym chińskie auta będą miały multimedia oraz asystentów na poziomie, który naprawdę pomaga kierowcy, a nie podnosi mu ciśnienie.

Jaecoo 7 Super Hybrid Exclusive to samochód bardzo obiecujący. Dużo lepszy niż benzyna, przyjemniejszy w jeździe, oszczędniejszy i bardziej sensowny jako codzienny SUV. Ale wciąż nie jest to auto, przy którym powiedziałbym: „biorę, nie mam pytań”. Pytań mam sporo. Najważniejsze brzmi: kiedy wreszcie chińscy producenci zrozumieją, że nowoczesność to nie tylko wielki ekran i lista systemów, ale też spokój, logika obsługi i elektronika, która wie, kiedy się zamknąć?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama