Volkswagen Amarok Style V6 3.0 TDI 4MOTION z namiotem na pace to samochód, który wygląda tak, jakby jego właściciel w każdy piątek po pracy rzucał hasło: „dobra, jedziemy gdzieś, gdzie nie ma ludzi”. Jest duży, mocny, wygodny i ma pod maską diesla, który brzmi lepiej niż niejeden benzyniak udający sportowca. Ale to nadal pickup. Nie limuzyna, nie SUV premium i nie sedan do połykania autostrady w ciszy. Z namiotem na dachu staje się za to świetnym narzędziem do ucieczki od codzienności — tylko trzeba pogodzić się ze spalaniem, aerodynamiką szafy i tym, że fizyki nie obchodzi nasz weekendowy lifestyle.

Volkswagen Amarok drugiej generacji to duży kawał samochodu. Mierzy 5350 mm długości, ma 3270 mm rozstawu osi i szerokość ponad 1,9 m bez lusterek, więc na parkingu pod marketem nie udaje miejskiego crossovera. To auto, które wjeżdża, zajmuje miejsce i nie przeprasza. Volkswagen mówi o ładowności do 1047 kg, 1,6-metrowej przestrzeni ładunkowej mierzonej po podłodze i możliwości ciągnięcia przyczepy do 3,5 tony, więc mamy tu nie tylko stylizację „aktywny facet z katalogu outdoorowego”, ale realne możliwości użytkowe.

Amarok z bonusem, który pokochasz
Z namiotem na pace Amarok nabiera jeszcze więcej charakteru. Normalnie pickup wygląda jak auto dla kogoś, kto coś wozi, buduje albo przynajmniej chce, żeby ludzie tak myśleli. Z namiotem dachowym wygląda jak samochód człowieka, który ma już w telefonie zapisane kilka miejscówek nad jeziorem, zna różnicę między latarką czołową dobrą i złą, a na hasło „hotel” odpowiada: „po co, skoro mam dach?”. To nie jest dodatek dla każdego, ale wizualnie robi świetną robotę. Testowany Amarok zaczyna wyglądać jak gotowa wyprawówka, nawet jeśli najczęściej będzie wyprawą po kawę i pieczywo.

Trzeba jednak pamiętać, że namiot dachowy to nie tylko klimat. To też masa i opór powietrza. Przy wyższych prędkościach namiot robi z aerodynamiki coś, co bardziej przypomina balkon niż element inżynierii. I to bardzo szybko widać na spalaniu.

Wnętrze VW Amarok Style: bardziej SUV niż wół roboczy
Wersja Style jest chyba najbardziej sensownym środkiem gamy. Nie jest jeszcze tak pokazowa jak PanAmericana czy Aventura, ale ma już ten poziom wyposażenia i wykończenia, który sprawia, że Amarok nie wygląda w środku jak narzędzie pracy z doklejonym ekranem. Testując Amaroka V6 Style, muszę przyznać, że w kabinie czułem się bardzo dobrze. Auto ma przyjemne wykończenie względem bazowych odmian, spory ekran, wygodne fotele i klimat kabiny przypominający bardziej styl „premium”, albo „przyziemny”, ale z pewnością nie „surowy”.

I faktycznie, w środku jest komfortowo. Siedzisz wysoko, masz świetną widoczność, czujesz gabaryt auta, ale nie masz wrażenia, że prowadzisz sprzęt rolniczy z opcją Bluetooth. Fotele są wygodne, pozycja za kierownicą dobra, a kabina wystarczająco cywilizowana, żeby zrobić dłuższą trasę bez narzekania co 30 kilometrów. To ważne, bo pickupy bardzo często wyglądają świetnie z zewnątrz, ale po kilku godzinach jazdy przypominają, że powstały głównie po to, żeby pracować.

Amarok Style tego nie ukrywa, ale mocno łagodzi. Nadal jednak warto pamiętać: to pickup, nie luksusowy sedan. Tylna oś, konstrukcja, masa i przeznaczenie robią swoje. Na pustej pace samochód potrafi zachowywać się bardziej sztywno niż SUV. Na nierównościach czuć, że to auto zbudowano do przewożenia rzeczy, a nie tylko do wożenia kierowcy w ciszy. Ale jak na pickupa — jest naprawdę dobrze.

V6 TDI: diesel, który ma głos
Największa gwiazda tego samochodu siedzi pod maską. 3.0 V6 TDI ma 240 KM i 600 Nm momentu obrotowego. Współpracuje z 10-biegowym automatem i napędem 4MOTION. Dane techniczne pokazują też, że Amarok V6 przyspiesza do 100 km/h w około 8,8 sekundy i ma zbiornik paliwa o pojemności 80 litrów.
Ale liczby to jedno, a charakter to drugie. Ten silnik po prostu pasuje do Amaroka. Nie trzeba go kręcić, nie trzeba prosić, nie trzeba zastanawiać się, czy zdąży wyprzedzić zestaw pod górkę. Ma zapas, ciągnie z dołu i brzmi zaskakująco dobrze jak na diesla. Serio — to nie jest klekot, który powoduje, że na zimno chcesz przeprosić sąsiadów. V6 ma głębię, kulturę i ten przyjemny pomruk, który sprawia, że człowiek rozumie, dlaczego czterocylindrowe pickupy mogą być rozsądne, ale nie dają tego samego banana na twarzy.
Oczywiście Amarok nie jest sportowym autem. Masa własna wersji V6 potrafi przekraczać 2,3 tony, a z namiotem, akcesoriami i bagażem robi się z tego naprawdę solidny klocek. Ale dzięki momentowi obrotowemu nie czuć, że samochód się męczy. Jest to raczej taki typ, który nie musi podnosić głosu, bo i tak wiadomo, że przepchnie szafę sam.

Jak jeździ Amarok Style z namiotem? Wygodnie, ale nie zapominaj, czym jedziesz
Amarok prowadzi się bardzo dobrze jak na pickupa. Układ kierowniczy jest wystarczająco precyzyjny, auto jest stabilne, a 10-biegowy automat sprawnie trzyma silnik w odpowiednim zakresie.

W normalnej jeździe Amarok Style daje poczucie pewności. Nie masz wrażenia, że walczysz z autem. Jest duży, ale przewidywalny. Na trasie jedzie stabilnie, w mieście wymaga przyzwyczajenia do gabarytów, a poza asfaltem ma argumenty, których zwykły SUV może mu tylko zazdrościć. Dane mówią o kącie natarcia 30 stopni, kącie zejścia 23 stopnie i głębokości brodzenia do 800 mm, więc to nie jest pickup tylko do pozowania pod sklepem survivalowym.

Namiot zmienia jednak charakter jazdy. Przy spokojnych prędkościach jest po prostu klimatycznym dodatkiem. Przy ekspresówce zaczynasz czuć, że masz na pace coś, co powietrze traktuje jak osobisty afront. Auto nadal jedzie pewnie, ale rośnie hałas i spalanie. Na autostradzie tym bardziej. To nie wada Amaroka jako takiego, tylko cena za gotowość do spania tam, gdzie akurat skończy się droga albo zobaczysz fajne widoki.

Spalanie: V6 swoje wypije, namiot dolewa do rachunku
Bez udawania: Amarok V6 pali sporo. W moim teście wyszło około 12 l/100 km w mieście, około 10 l/100 km na drodze ekspresowej i nawet 14 l/100 km na autostradzie. To dużo, ale nie jest to wynik z kosmosu, biorąc pod uwagę masę auta, silnik V6, napęd 4×4, automat i dodatkowy opór aerodynamiczny na dachu.
Najbardziej boli autostrada z namiotem. 14 litrów brzmi jak dużo, ale w praktyce jest to logiczne. Wysoki pickup, duże koła, masa, napęd, V6 i walizka mieszkalna na pace — to nie jest przepis na wynik jak w Passacie 2.0 TDI jadącym 120 km/h. Tu płacimy za możliwości, klimat i brzmienie. Przy dystrybutorze robi się mniej romantycznie, ale nikt nie mówił, że przygoda ma być tania.

Konkurencja: Ranger to brat, Hilux to legenda
Najbliższy rywal? Ford Ranger. I to nie przypadek, bo obecny Amarok jest mocno spokrewniony z Rangerem. Wersja Ford Ranger Wildtrak 3.0 V6 EcoBlue ma również 240 KM i 600 Nm. Ranger będzie bardziej „oryginalnym źródłem” tej konstrukcji, często tańszym i bardziej terenowo-roboczym w odbiorze. Amarok próbuje być bardziej europejski, bardziej elegancki i trochę bardziej premium.

Toyota Hilux to z kolei wybór człowieka, który zamiast pytać o miękkość foteli, pyta: „czy to przeżyje koniec świata?”. Hilux z dieslem 2.8 ma 204 KM, więc jest słabszy od Amaroka V6, ale ma reputację pancerności, której Volkswagen tak łatwo nie przeskoczy. Toyota może być tańsza, choć mniej efektowna i mniej mocna.
Jest jeszcze Isuzu D-Max, bardziej użytkowy, prostszy i mniej „lifestylowy”. To auto dla tych, którzy naprawdę potrzebują pickupa do pracy, a niekoniecznie do budowania wizerunku faceta, który w każdej chwili może ruszyć przez Skandynawię. D-Max jest tańszy, dzielny i rozsądny, ale nie daje tego samego klimatu co Amarok V6 z namiotem.

Werdykt: Amarok Style świetny pickup dla tych, którzy wiedzą, po co go chcą
Volkswagen Amarok Style V6 3.0 TDI 4MOTION z namiotem na pace to samochód, który trudno oceniać jak zwykłe auto osobowe. Jeśli ktoś chce ciszy, niskiego spalania, miękkiego zawieszenia i łatwego parkowania pod biurem, to niech kupi SUV-a sedana albo nawet kombi. Amarok jest dla kogoś, kto lubi poczucie możliwości. Dziś praca, jutro działka, pojutrze las, a w weekend namiot na dachu i kawa z widokiem na jezioro. Zresztą, mówią o tym wersje, które możesz poznać zaglądając do konfiguratora VW.
Największe plusy? Świetne brzmienie V6, potężny moment obrotowy, wygodna kabina jak na pickupa, stabilność w trasie, realne możliwości użytkowe i klimat, którego nie da się dorobić naklejką „Adventure”. Największe minusy? Spalanie, gabaryty, pickupowy charakter na nierównościach i fakt, że z namiotem autostrada robi się kosztowną przyjemnością.
Czy bym chciał? Tak. Czy jako jedyne auto? Absolutnie nie. Chyba że masz gigantyczne miejsce parkingowe, mocne nerwy i nie lubisz podziemnych garaży. Czy Amarok sprawdzi się jako wyprawowy pickup dla faceta, który chce mieć V6, pakę, namiot i możliwość ucieczki od cywilizacji bez rezerwowania hotelu? Zdecydowanie tak. Amarok z namiotem nie jest rozsądkiem w czystej postaci. Jest raczej dobrze ubranym pretekstem, żeby częściej znikać z mapy. A to czasem jest warte więcej niż kolejny litr oszczędzony na setkę.