Kiedyś pies miał miskę, smycz, legowisko i ewentualnie piłkę, którą człowiek potykał się w nocy idąc do kuchni. Dziś pies może mieć ubezpieczenie, dietę pudełkową, tracker GPS, ortopedyczne łóżko i własną playlistę na Spotify. Tak. Amerykańskie psy słuchają muzyki. Brzmi jak przesada? Być może. Ale Amerykanie najwyraźniej uznali, że skoro człowiek ma soundtrack do treningu, pracy, jazdy autem i dramatycznego patrzenia przez okno, to pies też zasługuje na własną selekcję muzyczną. Najciekawsze jest jednak nie to, że takie playlisty istnieją. Najciekawsze jest to, czego słuchają psy — a właściwie tego, co ich właściciele uznali za muzykę odpowiednią dla czworonoga.

Pies też ma swój soundtrack
Spotify od lat wie o nas więcej, niż czasem chcemy przyznać. Zna nasze poranne tempo, wie, kiedy próbujemy biegać, kiedy udajemy, że lubimy jazz, i kiedy trzeci raz w tygodniu wracamy do tej samej playlisty. Teraz okazuje się, że część właścicieli tworzy podobny muzyczny świat także dla psów.
MetLife Pet Insurance przeanalizowało publiczne playlisty Spotify stworzone z myślą o psach i sprawdziło, co dokładnie trafia do tych domowych setów. Wyniki są świetnym materiałem na lekką rozmowę przy kawie, ale mówią też coś większego o współczesnym stylu życia. Co mam na myśli? Pies przestał być po prostu zwierzakiem w domu. Coraz częściej jest pełnoprawnym domownikiem, kompanem, powodem do zakupów premium i odbiorcą usług, które jeszcze dekadę temu brzmiałyby jak żart.

I tak dochodzimy do psiej playlisty. Nie chodzi tylko o puszczenie radia w tle. Chodzi o intencję. O wybór muzyki na spacer, samotny pobyt w domu, uspokojenie albo zabawę. Czy pies naprawdę analizuje klimat The Cranberries? Raczej nie. Czy właściciel czuje, że robi coś dobrego dla pupila? Zdecydowanie tak. Dodam jeszcze, że coś takiego doświadczyliśmy kilka lat temu podczas testów Samsung Jet Bot AI + VR50T95735W. Tak, ten robot już w 2022 roku oferował aktywację muzyki dla zwierzaka, by ten się nie bał podczas odkurzania. Popatrzcie jak ta technologia poszła do przodu.

Coldplay dla psa? Najwyraźniej tak
Najpopularniejszym utworem na amerykańskich playlistach dla psów jest „Yellow” Coldplay. Na kolejnych miejscach pojawiają się „Creep” Radiohead i „Linger” The Cranberries. To zestaw, który brzmi bardziej jak playlista faceta po trzydziestce wracającego samotnie nocnym Uberem niż muzyka dla psa, który właśnie obgryza zabawkę w kształcie kaczki.
Ale może w tym jest właśnie cały urok. Psie playlisty okazują się w dużej mierze odbiciem gustu właścicieli. Z raportu wynika, że większość osób puszcza psom po prostu to, czego sama słucha. Tylko niewielka część faktycznie dobiera muzykę do nastroju albo charakteru zwierzaka. Innymi słowy: pies ma być spokojny, ale przy okazji wysłucha katalogu emocjonalnego swojego człowieka.
Taylor Swift została najpopularniejszą artystką na psich playlistach. Pojawia się na jednej z sześciu analizowanych playlist, choć żaden jej konkretny utwór nie dominuje w czołówce kategorii. Można więc powiedzieć, że amerykańskie psy żyją w świecie, w którym Taylor jest obecna nawet wtedy, gdy nie prosiły o subskrypcję.

Rock na spacer, klasyka na nerwy
Najciekawiej robi się, gdy spojrzymy na okazje. Na playlistach spacerowych dominuje rock. I to ma sens. Pies idzie, człowiek idzie, smycz pracuje, trzeba mieć rytm. Wśród utworów spacerowych pojawiają się klasyki, które bardziej pasują do długiej trasy niż do spokojnego spaceru wokół bloku. „The Chain” Fleetwood Mac, „Sweet Child O’ Mine” Guns N’ Roses czy „Here Comes The Sun” The Beatles brzmią jak całkiem niezła ścieżka do życia psa, który właśnie postanowił obwąchać każdy metr chodnika.
Do uspokajania i lęku częściej trafia muzyka klasyczna. Tu sprawa jest bardziej intuicyjna. Człowiek zostawia psa samego w domu, chce, żeby było spokojniej, więc wybiera łagodniejsze brzmienia. Pojawia się jednak pewien komediowy zwrot akcji: playlisty dla psów zostających samych w domu potrafią zawierać „Don’t Stop Me Now” Queen albo „I Was Made For Lovin’ You” KISS. Czy pies ma po tym zasnąć, czy założyć skórzaną kurtkę i przebiec po kanapie — tego raport nie precyzuje.

Właściciel śpiewający do psa to już nie nisza
Jedna z najbardziej uroczych statystyk dotyczy śpiewania. Większość ankietowanych właścicieli psów przyznaje, że śpiewa swoim pupilom. Co więcej, 27 procent amerykańskich właścicieli psów stworzyło dla nich własne piosenki. Nie playlistę. Nie przypadkowy refren pod prysznicem. Własne utwory.
I choć łatwo się z tego śmiać, każdy właściciel psa wie, że granica rozsądku w tej relacji przesuwa się bardzo szybko. Najpierw mówisz do psa normalnym głosem. Potem wymyślasz mu pięć przezwisk. Potem prowadzisz z nim rozmowy, w których sam odpowiadasz za obie strony. A pewnego dnia okazuje się, że śpiewasz piosenkę o tym, że ktoś jest „dobrym chłopakiem” i „nie powinien zjadać skarpetki”. Człowiek nie planuje takich rzeczy. One po prostu się dzieją.

Czy muzyka naprawdę pomaga psom?
Tu trzeba zejść na chwilę z żartu i wrócić do konkretów. Muzyka może być pomocnym elementem codziennej rutyny psa, szczególnie przy lęku separacyjnym, stresie albo samotnym zostawaniu w domu. Ale nie jest magicznym rozwiązaniem problemów behawioralnych. Jeśli pies niszczy mieszkanie, panikuje, wyje przez godzinę albo boi się każdego dźwięku, sama playlista nie zastąpi pracy z behawiorystą, treningu i diagnozy problemu.
W raporcie widać zresztą ciekawą rzecz: wielu właścicieli próbowało muzyki jako sposobu na uspokojenie psa albo jest na to otwartych, ale bardzo niewielu dostało taką rekomendację od weterynarza lub trenera. To pokazuje, że mówimy raczej o domowym sposobie i elemencie opieki, a nie o medycznym standardzie.
Najrozsądniejsze podejście? Jeśli pies dobrze reaguje na spokojną muzykę, warto jej używać. Jeśli nie reaguje, nie trzeba robić z niego krytyka muzycznego. Jeśli robi się nerwowy przy głośnym rocku, może jednak nie potrzebuje solówki gitarowej o siódmej rano.

Cały trend idealnie pasuje do większej zmiany. Psy coraz częściej żyją jak członkowie rodziny z… własnym budżetem. Lepsza karma, suplementy, legowiska, opieka dzienna, ubezpieczenia, lokalizatory, ubranka, zabawki edukacyjne i teraz jeszcze playlisty. Dla jednych to przesada. Dla innych naturalna konsekwencja tego, że pies jest częścią codziennego życia, a nie dodatkiem do domu.
Z perspektywy naszego magazynu ten temat jest zabawny, ale też całkiem lifestylowy. Facet, który lubi mieć ogarnięte mieszkanie, dobre audio, poranny rytuał i psa jako kompana, może bez problemu wejść w taki trend. Szczególnie jeśli pracuje z domu i widzi, że pies przy spokojnej muzyce faktycznie lepiej odpoczywa, a co za tym idzie, nie przeszkadza.
Czy trzeba od razu robić pupilowi playlistę z opisem „Monday Anxiety Recovery Mix”? Niekoniecznie. Ale puszczenie czegoś spokojnego, gdy wychodzisz z domu, nie jest już dziwactwem. Dziwactwem byłoby dopiero pretensjonalne tłumaczenie, że twój labrador jest „bardziej wczesnym Radioheadem niż późnym Coldplayem”.

Co o tym sądzę?
Psie playlisty na Spotify brzmią jak żart, dopóki nie przypomnisz sobie, ile razy mówiłeś do psa pełnym zdaniem, jakby miał zaraz odpowiedzieć. Amerykanie robią to, co właściciele psów robią od zawsze: projektują dla pupila kawałek własnego świata. Tym razem tym światem jest muzyka.
Najlepsze w tym trendzie jest to, że jest niewinny, zabawny i może mieć praktyczny sens. Jeśli muzyka pomaga psu się wyciszyć, świetnie. Jeśli nie pomaga, przynajmniej właściciel ma pretekst, żeby odpalić Coldplay bez tłumaczenia się komukolwiek. A pies? Pies prawdopodobnie i tak najbardziej czeka na spacer, miskę i moment, w którym człowiek wróci do domu.
Jedno jest pewne: jeśli twój pies ma playlistę na Spotify, nie jesteś już dziwny. Jesteś po prostu o krok przed sąsiadem, który jeszcze udaje, że nie śpiewa do swojego psa.
Źródło wybranych zdjęć: Depositphotos.