Audi e-tron Sportback

Audi e-tron Sportback: Generator pozytywnych emocji

Będzie krótko i konkretnie, bo i samochód jest konkretny (choć nie krótki). Audi e-tron Sportback z jednej strony gruntuje opinie na temat elektrycznych SUV-ów. Z drugiej zaś strony potrafi zmienić zdanie nawet zatwardziałego przeciwnika tego typu samochodów. O co mi chodzi?

Ostatnio samochody marki Audi generują sporo emocji, niekiedy kontrowersji. Malkontenci uważają, że te auta są strasznie drogie. Przykładowo testowałem jakiś czas temu Audi A3 Limousine, które kosztowało w wersji testowej niespełna 215 000 złotych. Zaznaczmy, że był to model z silnikiem 1.5 TSI o mocy 150 KM. W wyposażeniu opcjonalnym było jednak blisko 93 000 złotych! Absurd? Skandal? W głowie średnio znających się na motoryzacji i rynku na pewno, ale jeśli ktoś potrafi myśleć nieszablonowo, takie podejście Audi ma sens!

Audi e-tron Sportback. Nie ma nic za darmo!

No właśnie! Nie trzeba być rynkowym specjalistą, aby wywnioskować, że Audi nie jest marką dla wszystkich. Dla wszystkich jest Renault, Citroen, Skoda, względnie Volkswagen, ale Audi wybierają Ci, którym w życiu powiodło się trochę lepiej i mogą sobie pozwolić na większy wydatek. Dlatego też Audi daje wybór. I to jest właśnie najważniejsze! Wybór! Możemy kupić podstawowe Audi A3 Limousine z silnikiem 1.5 TSI o mocy 150 KM i zapłacić za nie 122 000 złotych, a za resztę pieniędzy kupić np. Audi A1 lub kawalerkę w Sosnowcu, albo doposażyć ten sam model pod korek i zapłacić za niego 220 000 złotych. Albo za tą kwotę wybrać Audi S3 z 310-konnym 2.0 TSI. Albo podstawowe Audi A6. Jak to szło? Aaa, no tak… Wybór!

I taki wybór mamy w każdym przedziale cenowym powyżej 100 000 złotych. Albo doposażony po kokardy mniejszy model z mniejszym silnikiem, albo bazowy model z segmentu wyższego. Nie wszyscy są w stanie to pojąć i marudzą w komentarzach, że hurr durr drogo i się nie opłaca. Jasne, większości tych malkontentów się nie opłaca, bo ich nie stać i nie bójmy się tego powiedzieć. Podobnie jest zresztą w Mercedesie, BMW, Jaguarze, Land Roverze, Porsche itp. Wiecie jak to się nazywa? To jest segment premium.

Zabawa nie dla każdego…

Nie chodzi tylko o kasę, bowiem testowana odmiana S line 55 quattro to koszt co najmniej 371 000 złotych, a egzemplarz, którym jeździłem po doposażeniu kosztował blisko 480 000 złotych. Wiadomo, to bardzo droga zabawka. Chodzi mi bardziej o specyfikę konkretnego auta, bowiem jest to SUV z nadwoziem coupe i napędem elektrycznym. Tu pozornie wszystko się ze sobą gryzie i do siebie nie pasuje.

Po pierwsze SUV-y to auta, które pozornie mają sobie lepiej radzić w terenie, a w rzeczywistości nigdy nie zjeżdżają z ubitego szlaku bo w cięższym terenie by sobie nie poradziły, a właścicielowi szkoda by było pięknych i drogich felg z drogowymi oponami. Poza tym jest to nadwozie typu coupe, czyli obniżające funkcjonalność (mniejszy bagażnik), zmniejszające przestrzeń (z tyłu o 2 cm mniej miejsca nad głową) i mające na celu jedynie upiększyć sylwetkę. Kolejny kamyczek w ogródku czyli SUV udający terenówkę, zmieniony na SUV-a udającego auto sportowe. No i napęd elektryczny, który sprawdza się w lekkim aucie miejskim, a tutaj mamy do czynienia z wielkim SUV-em, który z pakietem baterii, które ważą same w sobie około 700 kilogramów, posiada masę własną na poziomie około 2,5 tony! Bez kierowcy, pasażerów i bagażu. Absurd na absurdzie i absurdem pogania? Tak, ale…

Audi e-tron Sportback. Kto bogatemu zabroni?

No właśnie: jak masz kasę, to się bawisz. I wtedy sens i ekonomia schodzą na drugi plan, bo priorytetem staje się to, aby cieszyć się jazdą oraz zbierać kolejne zazdrosne spojrzenia. A tych zebrałem podczas kilkudniowego testu całkiem sporo. Ale do rzeczy.

Ciężki SUV z nadwoziem coupe i mocnym napędem elektrycznym. Tu nic nie trzyma się kupy. Owszem, jeśli będziemy to oceniać przez pryzmat oszczędności, sensownego zasięgu itp. Ale jak masz mnóstwo kasy, zapewne masz również domek. Jak myślisz sensownie, to masz pewnie panele fotowoltaiczne lub inne rozwiązanie pozwalające ograniczyć koszty ładowania takiego auta. Wtedy zasięg realny około 300 km przestaje być problemem, bowiem w garażu obok zapewne stoi inny samochód, np. Audi A6 lub A8 do dalekich podróży. Zatem e-tron służy Ci w ciągu tygodnia do dojazdów do pracy, w weekend się ładuje, a w międzyczasie w dalsze trasy latasz wspomnianym A6 lub A8. Zgadza się?

A jeśli odpuścisz sobie marudzenie o zasięgu, o tym, że ten ważący 2,5 tony kolos zużywa około 27 kWh/100km, a przecież nie możesz sobie odmówić podgrzewanego stołka, gdy na dworze zima i mróz, korzystasz ze świetnego systemu audio, wirtualnych lusterek i wielu dodatków, które pobierają prąd, w głowie zostanie obraz auta genialnego. Jest ciche, co zrozumiałe w elektryku, jest niesamowicie dynamiczne, co również jest oczywiste. Audi e-tron Sportback jest też bajecznie komfortowy, co także nie jest zaskoczeniem. Pneumatyczne zawieszenie sprawia, że samochód płynie nad drogą i świetnie izoluje od otoczenia. Podobnie jak laminowane szyby, genialne wyciszenie i świetny zestaw grający.

Gdzie sens? Gdzie logika?

Nie, tu nie ma emocji jak z samochodu z silnikiem V6 czy V8 pod maską. Tu przyjemność generuje to, co wymieniłem wyżej. Po prostu jak ruszasz, zostawiasz wszystko w tyle i tylko cieszysz się jazdą, relaksem, spokojem, odpoczynkiem. No coś wspaniałego! Jakbym miał tyle kasy, że byłoby mnie stać na taki samochód, na pewno nie byłby on jedyny w moim garażu. Ba! Byłby jednym z 2-3 innych aut. Audi e-tron Sportback na dojazdy do pracy i krótkie przejażdżki, aby się zrelaksować i oderwać od codzienności. Audi A6 Avant na dalekie, komfortowe podróże i może Audi RS3 do zabawy. A jakbym był obrzydliwie bogaty, to może bym kupił nawet Audi R8 z V10 pod maską. A co!

Podsumowanie
Audi e-tron Sportback pobudza wyobraźnię i emocje. Malkontenci będą marudzić na cenę, przeciwnicy elektromobilności wieszać psy, a specjaliści z klapkami na oczach krytykować ogólny zamysł elektrycznego SUV-a coupe. Ale ocena tego auta jest bardziej złożona. Zasięg jest wystarczający do potrzeb potencjalnego właściciela, komfort podróży jest rewelacyjny, a wygląd niebanalny i rzucający się w oczy. A w tym segmencie chyba o to chodzi.
Zalety
Świetne właściwości jezdne mimo masy 2,5 tony
Niezły wygląd i magnes na spojrzenia
Genialny napęd elektryczny
Fantastyczny komfort akustyczny oraz resorowania
Niezwykle uspokajająca charakterystyka auta
Niezły zasięg...
Wady
...choć to ciągle tylko 300 km (realnie)
Wirtualne lusterka wymagają przyzwyczajenia
8.9
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
iPhone XR to najlepiej sprzedający się telefon w 2019
iPhone XR to najlepiej sprzedający się telefon w 2019