test BMW 330e xDrive Touring

BMW 330e xDrive Touring: Mistrz gry pozorów [TEST]

Są auta, których mam dość po kilku dniach. Są takie, które po tygodniu oddaję z lekkim żalem, ale i satysfakcją, że udało mi się je solidnie sprawdzić. Istnieją również i takie, które oddaję po kilku dniach z wrażeniem, że pokonałem raptem kilka kilometrów i nie zdążyłem sprawdzić niczego. Takie było BMW 330e xDrive Touring z pakietem M. Całkowity misz masz? Nie do końca.

Co to w ogóle za połączenie. Hybryda plug-in z nadwoziem kombi, czyli totalna nuda. Ale skonfrontujcie to z blisko 300-konnym BMW z napędem xDrive i pełnym pakietem M. Odjazd, co? To wszystko łączy się w niezwykle dziwną całość, którą próbowałem rozwikłać przez kilka dni i… obudziłem się z ręką w nocniku, bo nim się obejrzałem, przyszła pora na zwrot auta. Ale jak to tak? Już?!

BMW 330e w wybuchowej specyfikacji

Jak już wspomniałem, specyfikacja testowanego egzemplarza była bardzo nietypowa. Gdybym to ja bawił się w konfiguratorze, wybierając napęd o oznaczeniu 330e z napędem xDrive oraz z nadwoziem Touring (kombi), postawiłbym raczej na coś z obozu elegancji, komfortu i stylu. Tutaj połączono dwa światy tj. pozornie (słowo klucz) spokojny napęd hybrydowy plug-in z wyposażeniem z serii M. Pakiet M obejmuje chyba wszystko, co się da tj. całe mnóstwo karbonowych dodatków, układ hamulcowy z serii M, układ wydechowy z serii M, fotele z serii M i całe mnóstwo innych, mniejszych lub większych bajerów. Efekt?

Oprócz felg, które średnio mi się podobają, w tym aucie pasuje mi WSZYSTKO. Wnętrze jest ciekawym połączeniem nowoczesności oraz klasyki. Są duże ekrany, ale jest także tradycyjny panel do sterowania klimatyzacją oraz sporo „zwykłych” przycisków. Do tego wszystko naprawdę świetnej jakości, rozmieszczone z pomysłem i nie na siłę. Ekran systemu info-rozrywki jest duży, ale nie wystaje z deski rozdzielczej jak szpadel wbity w obornik. Jakość materiałów jest świetna, spasowanie również. Nie ma się do czego przyczepić. Momentami zastanawiałem się nawet, że skoro w „trójce” jest tak dobrze, to co musi dziać się w „piątce”. BMW Serii 7 już testowałem i tam można się spodziewać najwyższej jakości. W Serii 3 już niekoniecznie, ale BMW nie rozczarowuje. Ba! Pozytywnie zaskakuje.

Co i za ile?

Wracając do testowanego modelu. Niby to tylko Seria 3 z nadwoziem kombi, ale wspomniane dodatki z pakietu M oraz piękny niebieski kolor zwracają na siebie uwagę. To wszystko w połączeniu z laserowymi reflektorami z przodu oraz lampami LED z tyłu o charakterystycznym kształcie, sprawiają piorunujące wrażenie na ulicy. A przypominam, to „tylko” hybrydowa seria 3. Jasne, doposażona po kokardy i w tej wersji kosztująca ponad 300 000 złotych, ale nadal to segment D. Wiadomo, że nie każdy kupi auto za ponad 300 000 złotych, podczas gdy w samych opcjonalnych gratach jest blisko 100 000 złotych. Mimo to za każdym razem powtarzam testując auto z segmentu premium – nie trzeba, ale można!

A BMW naprawdę suto podało do stołu, bo mamy tu niemal wszystko, co się dało dorzucić. Oprócz kompletnego pakietu M, laserowych reflektorów z przodu, które świecą bajecznie, w testówce był również genialny pakiet audio, pełen pakiet wspomagania jazdy z asystentami parkowania, cofania etc. Trudno wymienić wszystko, ale cena z pewnością przekroczyła 300 000 złotych. Czy warto? O tym za chwilę.

Jak to jeździ?

Czy auto jeździ tak, jak wygląda? No dobrze, nie będę ściemniał, że tak. Nie, nie jest to sportowe kombi do szybkiej jazdy, ale w pewnych warunkach może zaskoczyć zarówno kierowcę, jak i innych użytkowników drogi. W jakich warunkach? Wtedy, kiedy mamy do pełna naładowaną baterię. To właśnie w takiej sytuacji auto pokazuje pełnię swoich możliwości. BMW 330e xDrive Touring może być bardzo oszczędne, bo na pełnej baterii przejedzie (realnie) nawet 50 kilometrów. Jeśli mamy kaprys szybkiego startowania spod każdych świateł, systemowa moc 292 KM w połączeniu z napędem xDrive oraz 8-biegowym automatem Steptronic dają radę. Oj dają! Od 0 do 100 km/h startujemy w 5,9 sekundy a prędkość maksymalna to 225 km/h. Poza tym mamy przewagę w postaci silnika elektrycznego, który od 0 do 40-50 km/h wręcz katapultuje to auto!

Niestety zabawa kończy się dość szybko, bowiem gdy bateria się wyczerpie, silnik spalinowy czyli benzynowe 2.0 o mocy 184 KM ma naprawdę sporo roboty. Nie dość, że musi ciągać ze sobą pakiet rozładowanych baterii, a one podnoszą masę pojazdu do 1865 kg, to na dodatek od czasu do czasu robi za generator prądu. Jasne, na światłach nadal te kilka metrów pokonamy na silniku elektrycznym, ale silnik spalinowy włącza się do gry bardzo szybko. Ładowanie baterii podczas jazdy nie ma sensu – jest to mało wydajne i mocno podnosi spalanie. Szkoda, ale takie są uroki hybryd plug-in. Zabawa i/lub oszczędności są dopóki, dopóty baterie w BMW 330e są naładowane. Gdy te się rozładują, mamy do czynienia z normalnym autem, które na dodatek ma balast w postaci rozładowanych akumulatorów.

Specyficzna natura hybryd plug-in

Ale nie zrozumcie mnie źle. Nie krytykuję BMW 330e za to, że baterie padają. Taka sytuacja będzie w każdej hybrydzie plug-in. Sęk w tym, aby odpowiednio z takiego auta korzystać. O co mi chodzi? Trzeba dobierać odpowiedni tryb jazdy do warunków i rodzaju podróży oraz – przede wszystkim – regularnie ładować auto. Wtedy wszystkie zalety są niezaprzeczalne. Jeśli będziemy korzystać z tego auta jak z tradycyjnego pojazdu spalinowego, to nie będzie miało sensu. Auto będzie zachowywało się jak miękka hybryda, ale z ogromnym balastem w postaci pakietów baterii. Wtedy to nie ma sensu. Jest więc jakaś alternatywa w tej cenie? Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził.

Ceny i alternatywy. Co zamiast BMW 330e xDrive?

Nie wiem ile dokładnie kosztował testowany egzemplarz. Jeśli podstawowy model to koszt co najmniej 218 400 złotych (za BMW 330e xDrive Touring), zaś z pakietem M Sport Individual koszt podskakuje do 270 460 złotych, to dołożenie kilku dodatków w postaci laserowych reflektorów i kilku pakietów, cena końcowa na pewno przekroczyła 300 000 złotych. Załóżmy jednak, że mamy do wydania te trzy stówki. Co możemy mieć w zamian? Przyjmijmy, że nie chcemy mieć hybrydy plug-in, ale interesuje nas moc około 300 KM oraz sportowy wygląd przy zachowaniu nadwozia kombi?

Nie trzeba daleko szukać, bowiem za 285 500 złotych mamy odmianę M340i z silnikiem o mocy 374 KM. Nadal mówimy o napędzie xDrive oraz nadwoziu Touring. W tej wersji przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 4,6 sekundy, a to już pole dla naprawdę sportowych aut! Tu już w standardzie dostajemy dodatki z serii M, a więc zderzaki, felgi, fotele, hamulce itp. Możemy oczywiście dorzucić sobie lakier np. niebieski Tanzanite za 9020 złotych. Do tego pasują 19-calowe felgi z ogumieniem Performance za 8930 złotych. Można pokusić się o inną tapicerkę, ale wtedy cena leci w kosmos powyżej 300 000 złotych. Tak czy inaczej do 300 000 złotych mamy pełnoprawny model z serii M. Jasne, to nie jest M3, ale 374 KM naprawdę daje mnóstwo radochy.

Podsumowanie
BMW 330e xDrive Touring w takiej konfiguracji to auto dla specyficznej grupy odbiorców. Z jednej strony chcą samochód o sportowym charakterze i wyglądzie, ale potrzebują funkcjonalności, komfortu oraz nowoczesnego napędu plug-in. To auto ma dwie twarze, bo jeśli mamy naładowaną baterię możemy jeździć bardzo dynamicznie i to da nam mnóstwo frajdy. Zabawa się jednak szybko skończy, a z dynamicznego kombi zrobi się zwykłe auto z bajecznym wręcz wyposażeniem, które nadal da mnóstwo przyjemności, ale na frajdę będziemy musieli poczekać, aż naładujemy baterię. Chyba nie tędy droga i jeśli ktoś chce mieć zabawę cały czas, powinien sięgnąć po konwencjonalny silnik. Jeśli jednak ktoś ma możliwość częstego ładowania baterii i pokonuje niewielkie dystanse, będzie zachwycony dynamiką i oszczędnością. A sąsiad pozazdrości BMW z serii M!
Zalety
Świetne właściwości jezdne
Rewelacyjny wygląd
Bardzo bogate wyposażenie
Wygodne, świetnie wykonane wnętrze
Mnóstwo możliwości konfiguracji
Bardzo imponująca dynamika...
Wady
...dopóki nie wyczerpią się baterie
8.7
Wynik