Call of Duty: Vanguard. Dlaczego ta świetna fabuła jest tak krótka?

Call of Duty: Vanguard. Dlaczego ta świetna fabuła jest tak krótka?

Mam strasznie mieszane uczucia po ograniu przez kilka dni najnowszej odsłony popularnej strzelanki. Przede wszystkim autorzy przenieśli nas na fronty Drugiej Wojny Światowej, co jest moim ulubionym „motywem” z gier typu FPS. Dostaliśmy również rewelacyjną fabułę, pełną „przerywników” w postaci efektownych filmów. Dlaczego więc Call of Duty: Vanguard wzywa nas do służby, po czym za kilka chwil ją kończy? Nie rozumiem tego wcale.

Jestem raczej „niedzielnym” graczem, który od czasu do czasu odpala jakiś tytuł by po prostu się odprężyć. Dlatego na łamach MenWorld.pl nie przeczytasz recenzji gry tuż po premierze. Tak było z np. FIFA 22, którą nadal poznaję i coraz bardziej irytuję się grając w Ultimate Team. Mniejsza z piłką, idziemy na bitwę. Bo ta zapowiadała się ciekawie i jak szybko się rozkręcała, tak szybko… zobaczyłem napisy końcowe.

Call of Duty: Vanguard – fabuła

Zawsze zaczynam od fabuły. Przecież ta w pierwszej i drugiej części Call of Duty, a więc tych wydanych w 2003 i 2005 była wręcz obłędna. I cóż, pomijając Modern Warfare 1 i 2, gdyż te nawiązywały do czasów współczesnych, z tytułu na tytuł, gry były coraz mocniej nastawione na multiplayer, a coraz mniej czasu spędzałem „ogrywając” fabułę. Smutne jest to, że wystarczył mi jeden dzień. Tak, JEDEN DZIEŃ, aby skończyć fabułę w Call of Duty: Vanguard. A zapowiadało się rewelacyjnie. Wcielamy się w czterech różnych żołnierzy, poznając różne fronty Drugiej Wojny Światowej. Tak, gra „przenosi nas” na Stalingrad, gdzie biegamy ze snajperką. Szalejemy w samolocie nad Pacyfikiem, jesteśmy jednym z lisów w Afryce Północnej, a także wcielamy się w spadochroniarza w Normandii. Nie będę spojlerował, gdyż być może ktoś z Was będzie chciał w nią zagrać. A pomimo tego, że fabułę skończycie w kilka godzin, szczerze polecam. Jest rewelacyjna i mam nadzieję, że to wstęp do czegoś większego, bardziej rozbudowanego, co być może już powstaje.

Gra pokazuje realia II Wojny Światowej. Nie ma jakiejś poprawności politycznej. Jest wyśmiewanie przez Niemców czarnoskórego żołnierza. Są dumni, zadufani w sobie Anglicy. Do tego rewelacyjne tzw. cutscenki, które są przygotowane z dbałością o niemal każdy szczegół. Oglądając je, czułem się, jakbym spędzał czas przy rewelacyjnym filmie opisującym czasy wojny. Efekty dźwiękowe to majstersztyk. To samo mogę powiedzieć o grafice. Wszystko to wygląda obłędnie i chce się grać więcej i więcej. A tu… klops. Nagle widzimy ostatnią scenę, a tuż po niej, mając trochę nadziei, że „idziemy dalej”, cóż – odpalają się napisy końcowe. Czas przejść do drugiej części gry, czyli sprawdzamy się podczas potyczek z innymi graczami.

Multiplayer to jakieś nieporozumienie

Zachwycony, a przy okazji zawiedzony tym, ze Call of Duty: Vanguard oferuje fantastyczną fabułę, uruchomiłem multiplayer. Oczekiwałem, a wręcz byłem pewny, że skoro w trybie single „otrzymałem” tak rewelacyjny klimat związany z II Wojną Światową, w multi będzie tak samo. A może i lepiej? Szybki kubeł zimnej wody na głowę i niestety, widzimy to, co w Modern Warfare. Ba, szczerze mówiąc, mogę śmiało napisać, że to co oferuje Vanguard nie ma nic wspólnego z tamtymi czasami. Tak jakby autorzy gry zmienili nieco mapy z Modern Warfare by nieco nawiązywały do fabuły i tyle. Niektóre wyglądają okropnie. To tak jakbym uruchomił zupełnie dwie różne gry. Single – świetne efekty specjalne, gra sprawia, że czuję się, jakbym faktycznie był na froncie. Multi – jakaś zabawka, przemalowany Modern Warfare, który zupełnie nie oddaje tego, co czuje się ogrywając fabułę.

Zamiast uczestniczyć w jakiś wielkich potyczkach z rozmachem, dostałem jakiegoś Quake czy Unreal Tournament. Szybka rozgrywka, czasami „resp” przy wrogu, który zabija cię szybciej, niż mrugniesz okiem. Zupełnie to nie to. Zmiana broni z nowoczesnych, na te z II Wojny Światowej nie sprawi, że gracz odczuje ten klimat. Prawdę mówiąc, zawiodłem się na całej linii i wolałem wrócić do Modern Warfare, które po prostu znałem i tam w multi faktycznie był fajny klimat.

Podsumowanie
Tak jak krótka jest fabuła, tak krótka jest ta recenzja. Sorry, ale nie potrafię napisać niczego więcej o tej grze. Multiplayer zupełnie mi nie podszedł, jest brzydki, nijaki, zupełnie nie oddaje klimatu wojny. Z kolei tryb fabularny jest rewelacyjny, bezbłędny, ciekawy, mistrzowsko przygotowany, ale... krótki. Mam nadzieję, że producent tego nie zaprzepaści i będzie kontynuował serię związaną z II Wojną Światową. Ale proszę cię, drogie Activision. Oby Call of Duty: Vanguard w kolejnych odsłonach oferowało znacznie dłuższą fabułę. Tym bardziej, że jest ona częściowo inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z tamtego okresu.
Zalety
Ciekawa fabuła
Rewelacyjna oprawa wizualna
Fantastyczne efekty dźwiękowe
Faktycznie grając w fabułę czułem klimat II Wojny Światowej
Wady
Multiplayer nie oddaje tego, co daje fabuła
Zbyt krótki singleplayer
7.5
Wynik