Auto z niemiec komis w Berlinie
Auto z niemiec komis w Berlinie

Czy warto wybrać się po auto do Berlina?

Po auto do Berlina

Podpowiadamy jak kupić dobry samochód jeśli nie jesteś motoryzacyjnym ekspertem. Tekst ten przygotowany został przez specjalistów jako relacja z wyjazdu. Przekonajmy się, jak to wygląda. Szybka decyzja – jedziemy z Wojtkiem. Pobudka o 1:30 tak żeby ze stolicy Małopolski dotrzeć do Berlina na 9 rano. Na tyle wcześnie żeby mieć dość czasu na wyszukanie auta, formalności i powrót do Polski jeszcze tego samego dnia. Berlin podobnie jak Norymberga uchodzi za samochodowe zagłębie. Na placach stoją tysiące używanych samochodów,  których po zakończeniu użytkowania pozbyli się leasingodawcy lub wypożyczalnie. Pośrednicy zwożą je głównie z Francji, Włoch, Holandii. Auta pochodzące z Hiszpanii czy portugalskiej Madery są jednymi z najtańszych. Odwiedzamy kolejne komisy. Prowadzą je najczęściej Turcy, Bułgarzy, Albańczycy, Rosjanie. Można też trafić na autohandel prowadzony przez naszych rodaków. Wchodzimy na kolejny z placów gdzie niepisane reguły obowiązują wzorem poprzednich. Auta poustawiane tak ciasno, że ścieżkę spaceru musisz planować z wyprzedzeniem, żeby nie utknąć z nogą między zderzakami.

 

Klient, który sprawia niepotrzebne kłopoty

Uwagę Wojtka zwrócił atrakcyjnie wyglądający VW Golf V w kolorze czarnej perły z ostatniego roku produkcji tego modelu. Wersja z trwałym, niesprawiającym problemów benzyniakiem 1.6 MPI. Idziemy do sprzedawcy po kluczyki. Oglądamy samochód. Po 2 minutach pracy silnika przybiega Turek, że już wystarczy bo jest mało paliwa. Nie zdążyliśmy go nawet rozgrzać. Próbujemy ukradkiem pomierzyć grubość lakieru przynajmniej niektórych elementów. Poprzednie próby z miernikiem u innego sprzedawcy skończyły się krzykiem i odpędzaniem nas od samochodu. Dlatego teraz robimy to dyskretnie. Sprzedawcy dobrze się znają między sobą i jeśli któryś zobaczy, że klient sprawia “niepotrzebne kłopoty” natychmiast zwraca na to uwagę. Nawet jeśli to samochody sąsiada. Wojtek pyta o jazdę próbną. Chciałby się przejechać tym Golfem, zobaczyć czy nie wyje skrzynia albo nie stuka zawieszenie. Handlarz zaczyna się niecierpliwić. Jazdy próbnej i tak nie ma gdzie zrobić, a on nam nie wyjedzie spośród tak ciasno poustawianych aut. Na widok komputera diagnostycznego i tego że próbujemy go podłączyć, reakcja jest natychmiastowa. Koniec oględzin. Taki klient jak my jest kłopotliwy. Zawraca głowę, przeszkadza. Kończymy oglądanie i nie ma mowy, żebyśmy zobaczyli kolejne auto. Wojtek jeszcze próbuje wziąć kluczyki od innego Golfa. Ale u tego sprzedawcy to rzeczywiście koniec wizyty. “Wybrałeś sobie tego. Oglądałeś go. Dlaczego chcesz inne kluczyki, skoro tego wybrałeś?”

 

Bierz co jest, nie wybrzydzaj bo…

Idziemy na kolejny plac. Tu nas jeszcze nie znają. Jest. Ładne kombi, VW Passat B6 z 2010 roku. na aluminiowych felgach, diesel. Z zewnątrz nie ma większych obić. Środek do gruntownego prania. Przebieg wymalowany na szybie to 341 tysięcy. Pytamy o historię serwisową, dokumenty, co było robione. Zero informacji. Dokumentacja w schowku jest tak uboga, że właściwie o długiej historii samochodu świadczą jedynie data produkcji i wskazanie licznika. Mimo to, Wojtek bierze go poważnie pod uwagę. “Chciałbym go zarezerwować. Wrócę za pół godziny – rozejrzę się jeszcze za podobnymi, dla porównania.” . “Nie możesz zarezerwować” – odpala sprzedawca. Ok., idziemy z Wojtkiem jeszcze pooglądać, z założeniem że wrócimy do Passata. Wybór jest spory. Trafiamy na jeszcze trzy podobne u innych handlarzy. Właściwie identyczne B6-ki. Wygląda na to, że służyły w tej samej flocie. Ceny identyczne. Pierwszy wybór się liczy, wracamy. No i sytuacja się wyjaśnia. Jesteśmy świadkami kończącej się transakcji.

 

… handlarz przyjechał na zakupy

Nasza B6-ka jest już na lawecie. Przyjechał hurtownik, handlarz na rzeszowskich numerach. Po tym jak właściciel komisu dobrze go traktuje widać, że od dawna się znają. Przyjeżdża tu pewnie regularnie. Taki klient to dobry klient. Nie wybrzydza, nie wyciąga miernika lakieru czy komputera. Nie pyta o nic tylko o cenę. O cenę na 10 samochodów. Jest dobra, a na taką ilość cena zawsze jest dobra. Passat w pakiecie kosztował pewnie z jedną trzecią taniej. Kryterium dla handlarza ze Wschodu jest proste. Felga jest? Jest. Ksenon jest? Jest. Środek w miarę zadbany. Z zewnątrz nie za bardzo poobdzierany i tyle. Lora już jedzie na Podkarpacie. Auta zostaną przygotowane, umyte i nabłyszczone. Dostaną nowe, chińskie opony i będą czekać na kupców. Wojtek w końcu kupił czerwonego Golfa V, też z 1.6 MPI ale u jeszcze innego sprzedawcy. Mogliśmy go trochę lepiej sprawdzić. Zrobić krótką jazdę testową i wynegocjować 200 euro taniej. Dobra cena, auto w porządku trochę pracy i będzie atrakcyjny.

 

Auto na placu w Berlinie. Warto, nie warto?

Wyjazd w takie miejsca hurtowej sprzedaży, gdzie na palcu stoją setki samochodów jest dla ludzi lubiących ryzyko. Można kupić tak dobre, jak i złe auto. Bez specjalistycznej wiedzy to totalna ruletka. Jeśli zaraz po kupnie stwierdzisz, że coś jest nie tak. Nie masz możliwości oddania samochodu, zwrotu pieniędzy czy otrzymania gwarancji. Dlaczego? Bo zawsze formalnym sprzedawcą jest ktoś inny niż ten od którego faktycznie kupujesz. Sprzedaż odbywa się na tzw. “słupa”. Nie masz praktycznej możliwości sprawdzenia czy firma widniejąca na fakturze to ta sama firma którą reprezentuje sprzedawca. Spróbuj zwrócić auto, a dowiesz się od twojego sprzedawcy, że przecież nie od niego kupowałeś. Jego tu nie było. “No z resztą popatrz – w dokumentach jest Ayaz który sprzedał ci auto nie ja” mówi śniady Hamza. Cena często jest atrakcyjna, a do tego jeszcze faktura jest w kwocie netto. Należny VAT powinieneś odprowadzić w Polsce. Przez 10 lat od transakcji urzędy skarbowe mogą to sprawdzić i się upomnieć o podatek z odsetkami.

Czy w takim razie to nie jest miejsce do kupowania aut? Nie, tu można kupić dobre auto. To są jednak place gdzie indywidualny kupujący bez na prawdę dobrej znajomości samochodów nie ma czego szukać, bo jest duże prawdopodobieństwo, że kupi złom. Hurtownik kupuje do dalszej odsprzedaży, po innych cenach i wie co i w jakim stanie mu się opłaca. Są też takie auta, że nawet polscy handlarze ich nie biorą, bo ilość energii, pieniędzy i czasu jakie trzeba poświęcić takiemu samochodowi, żeby doprowadzić go do stanu sprzedażowego jest nieopłacalna.

 

Jeśli się nie znasz, lepiej wybrać się na “zakupy” ze specjalistą

Na portalach ogłoszeniowych można znaleźć firmy, które oferują wyjazdy po samochody. Warto wcześniej upewnić się, co otrzymamy w usłudze. Czy realną pomoc specjalisty, czy jedynie transport na miejsce i z powrotem. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla osoby kupującej samochód dla siebie jest poszukiwanie w Polsce i weryfikacja auta z inspektorem, który gruntownie sprawdzi jego stan i historię. Cały proces można rozłożyć w czasie, bez presji zakupu w jeden dzień. Dzięki informacjom z wnikliwej inspekcji, klient wybierze auto bez wypadkowej przeszłości. Z dużym prawdopodobieństwem pozna realny przebieg pojazdu i jego obecny stan oraz naprawy, które przeszedł w przeszłości. Jednym słowem, używany ale pewny samochód.

 

Artykuł przygotował:

Marcin Opoka

MOTOtesto.pl

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
elektroniczny dowód osobisty
Czy elektroniczny dowód osobisty jest nam potrzebny?