Dlaczego po tym teście zdecydowałem się na kupno Volvo XC90?

Zapewne niejedna osoba stanie, bądź już stanęła przed trudną decyzją kupna SUVa. Może nie wszyscy są ich zwolennikami, natomiast wielu z nas docenia ich walory użytkowe i to dlaczego obecnie zdecydowanie wygrywają z autami o nadwoziu kombi. Ja ostatnimi czasy musiałem się zmierzyć z tym trudnym wyborem, a Volvo XC90 zdecydowanie mi w tym pomogło. O tym, dlaczego wygrało, dowiesz się z lektury mojego tekstu.

Trudna decyzja, a konkurencja jeszcze większa

Wybór nie wydaje się oczywisty i nigdy taki nie był. SUV-y goszczą na rynku już o dawien dawna, a konkurencja rośnie w oczach. Każdy producent oferuje obecnie, albo chociaż stara się mieć w ofercie chociaż jedno takie auto. Nie wszystkim się to udaje. A konkurencja w markach premium zawsze była zażarta. Obecnie ludzie lgną zwykle do świętej trójcy z zachodniej granicy. Mercedes, BMW czy Audi to zwykle pierwsza myśl jaka dociera do potencjalnego klienta. Jednak, gdyby tak spoglądnąć z dalsza i nabrać szerszej perspektywy to dostrzeżemy, że to nie jedyny wybór.

[Jeśli nie SUV a limuzyna z hybrydą pod maską to wpadnij po test Volvo S90 T8]

Rozpisywać się na temat wszystkich dostępnych SUV-ów nie zamierzam. Jednak skupie się na jednym. Tym, który jest bohaterem mojego testu – Volvo XC90. W ręce moje wpadła dosyć ciekawa wersja i o tym przekonacie się w dalszej części tekstu. [skonfiguruj sobie Volvo XC90 sam]

Dopiero 2 generacja Volvo XC90

Pierwsza, zaprezentowana na rynku w 2002 roku gościła na nim przez niespełna 12 lat. Jak na XXI jest to aż za długo. Kolejna, czyli obecnie produkowana – druga, pojawiła się w 2014 i po 7 latach stażu rynkowego dalej nie chce się zestarzeć. Producent zdecydował się na pare drobnych zmian w silnikach i odświeżenie wyglądu za sprawą liftingu.

Patrząc na wyniki sprzedażowe, druga generacja XC90 pod zarządzaniem koncernu Geely była strzałem w dziesiątkę. Nowo opracowana platrorma (SPA) oraz nowe silniki zmodernizowały model na tyle, że do tej pory cieszy się sporą popularnością. Widać też to, że mimo już ponad 6 lat od premiery, a także bycia najstarszym obecnie produkowanym modelem marki, XC90 nie odbiega stylistycznie ani na krok od konkurencji.

Silniki w Volvo XC90 są nie największe, ale komu to przeszkadza

Nie od dziś wiadomo, że w gamie silnikowej Volvo nie znajdziemy obecnie nic powyżej 2 litrów pojemności. Nawet najmocniejsze odmiany sięgające po 400 koni mechanicznych posiadają skromne, dwulitrowe jednostki. Są one natomiast wspomagane turbiną, kompresorem, a co najważniejsze dodatkowym silnikiem elektrycznym. Mi za to trafiła się trochę niepasująca do obecnych czasów wersja.

Otóż B5 w gamie silnikowej Volvo obecnie oznacza jednostkę wysokoprężną o nie innej pojemności jak 2 litry, wspomaganej miękką hybrydą. Jest to instalacja 48V, która ma za zadanie działać jak elektryczny rozrusznik oraz wspomagać silnik spalinowy od najniższych obrotów. Działa to tak, że silnik elektryczny o mocy 14 KM i 40 Nm ma za zadanie wspomagać diesla tam, gdzie jemu jest najcięższej, czyli podczas przyspieszania oraz ruszania.

Cała jednostka sumarycznie legitymuje się mocą 235 KM + 14 KM oraz 480 Nm + 40 Nm. Jak na 2 litrowego diesla biturbo nie jest to mało. Ale czy zatem wystarczająco? Przy napędzie na 4 koła i masie rzędu 2100 kilogramów wydaje się to nie być zbyt optymistyczne. Jednak, gdyby spojrzeć z perspektywy na fakt, że powoli u każdego producenta stawać się to będzie jedyną dostępną wersją, to nie jest tak źle. Volvo nie zostało stworzone do szybkiej jazdy, tylko do sprawiania przyjemności podczas pokonywania tysięcy kilometrów.

Wielka i wygodna… „krowa”

Chyba czas się przyznać, co sprawiło, że to auto już niedługo zagości u mnie w garażu. Często zdarza się, że w przypadku testów staramy się spędzać z samochodami jak najwięcej czasu. Po co? To oczywiste żeby jak najlepiej je poznać. Tutaj nie było inaczej, a może i nawet trochę przesadziłem. Za kierownicą Volvo spędziłem ponad 2 tysiące kilometrów, a to tylko dlatego, że każda podróż w nim to była czysta przyjemność. Może nie jest najszybsze, najwygodniejsze i nie pali najmniej, ale wszystkie jego walory tak dopełniają się w całość, że XC90 dla mnie jest idealnym kompromisem.

Warto wspomnieć, że pod względem ilości miejsca w środku XC90 staje wysoko w czołówce . Miejsca na nogi i nad głową jest aż nadto. Nasza wersja wyposażona była w 3 rzędy siedzeń. Jednak ten ostatni pozostaje tylko dla dzieci do 160 cm wzrostu, bo mnie jako osobie o 180 cm zmieścić się tam było bardzo ciężko. W środkowym rzędzie znajdziemy regulacje kanapy przód-tył oraz oparcia, a zmieści się tam każda osoba. Dodatkowo, podróżowanie w 7 osób zmniejsza bagażnik do 314 litów. Pojemność jak w małym kompakcie. Przy dwóch rzędach mamy 692 litry, a złożenie tylnych siedzeń daje nam 1856 litrów. Muszę powiedzieć, że całkiem sporo udało mi się zmieścić w tym aucie. Na tyle, że wynajęcie małego busa stało się zbędne.

Jednak ile miejsca by w środku nie było, z zewnątrz to auto dalej robi wrażenie swoimi wymiarami. Wciąż wygląda świeżo i chyba nigdy nie słyszałem złego zdania o właścicielach Volvo. Sam uważam, że jest to auto skierowane do osób, które idąc z wieloletnimi opiniami cenią sobie w nich przede wszystkim bezpieczeństwo i wygodę.

Czy środek w Volvo XC90 jest nudny?

Testowany przez nas egzemplarz to wersja Inscription w dosyć ciekawej konfiguracji. Z zewnątrz widzimy przepiękny brązowawy lakier, a w środku jasną skórę z drewnianymi elementami. Konfiguracja wręcz idealna. Jednak posiada swoje wady. Osobiście dopłaciłbym do droższej skóry Nappa, gdyż ta zastosowana w tej wersji już zaczęła powoli nosić ślady zużycia. Dodatkowo wentylowane fotele z przodu z masażem, przy takim aucie to must have. Wspominając o komforcie jest jedna rzecz, której zdecydowanie odradzam pomijanie w konfiguratorze. A są nimi głośki Bowers & Wilkins.

Takie audio, po prostu musi się pojawić, pomimo prawie 20 tysięcy złotych potrzebnym na jego posiadanie. Bowers & Wilkins to 19 głośników rozsianych po całym aucie. Są w drzwiach, desce rozdzielczej, a także w tylnej części podsufikti. Suboofer jest wykonany z karbonu, a membrany pozostałych głośników z kevlaru oraz kompozytu zwanego Continuum, stosowanego również w najnowszym sprzęcie tej marki. O trybach, takich jak sala koncertowa czy klub jazzowy nie trzeba wspominać. Do tego auta trzeba po prostu wsiąść i samemu się przekonać.

W Volvo widać, że uwagę zwraca się na każde detale. Jasny środek zdecydowanie rozświetla, a drewno dodaje lekkiego prestiżu. Ponadto szklana gałka od zmiany przełożeń z wersji Inscription dodaje smaku całemu designowi. Konsola środkowa jest bardzo dobrze przemyślana, nic się nie gryzie, a każdy detal wprowadza spójność. Nie znalazłem naprawdę ani jednej rzeczy, której mógłbym się przyczepić. Wszystko wprowadza spokój i sprawia przyjemność w podróżowaniu.

Może niektórym design się nie spodoba, bo wolą wielkie i krzykliwe ekrany, czy najnowsze systemy multimedialne z milionem funkcji, ale w przypadku Volvo to nie to było celem.

Czego nie było a za co bym dopłacił

Przede wszystkim zawieszenie pneumatyczne. Przy takiej wartości samochodu, a przede wszystkim jego wadze powinien być to niezbędny element. Pneumatyka pozwala na między innymi zmniejszanie prześwitu przy wsiadaniu i wysiadaniu z 22 do 19 cm. Ponadto pozwala obniżyć tylną część przy ładowaniu bagażnika, a kiedy potrzeba to zwiększy nam prześwit do 26 cm. Ale to nie tylko to. Przy jeździe takim dwutonowcem nie wyczujemy nierówności, czy pozwoli nam wprost płynąć po drodze. Przy 21-calowych kołach z rozmiarem opon 275/40 sprawiłoby się to idealnie. Taka przyjemność kosztuje niestety 11 tysięcy złotych. Ale warto.

Kolejnym elementem jest kontrowersyjny dosyć dach panoramiczny, za którym nie wszyscy przepadają. Ale pamiętajcie, światła w środku nigdy za mało. Ponadto droższa skóra Nappa z wentylacją i masażem foteli. Będzie z czasem nosiła mniejsze ślady zużycia i oczywiście będzie przyjemniejsza w dotyku.

Dodatkowo światła active high beam LED i elektryczny hak holowniczy za nieco ponad 5 tys złotych.

Z tymi wszystkimi dodatkami auto staje się wprost wręcz idealne, ale…..

Volvo XC90 – cena, osiągi, spalanie

Przy tak dobrze skonfigurowanej wersji musimy szykować się na niespełna 400 tysięcy złotych. Nasz egzemplarz pomniejszony o niektóre dodatki był tańszy. Jednak konfiguracja zależna jest od osoby, która ją robi. Podstawowa wersja B5 AWD Momentum Pro otwiera cennik na poziomie 292 900 złotych. Wersja Inscription to już 314 700 złotych. Jeżeli chodzi o diesle to będzie to jedyna wersja, która przyspiesza w 7,6 sekundy. Ale ten wynik jest zdecydowanie oszukany. Kto się tym jednak przejmuje? Spalanie natomiast z całego testu wyszło 9 litrów. Jak na ponad 2 tonowego SUV-a jest to naprawdę dobry wynik, przypominając, że była to jazda w cyklu mocno mieszanym. Na autostradzie jednak trzeba się szykować na spalanie 11 litrów.

A co na to konkurencja? Jeśli mają oferować to samo to są albo drożsi, albo brakuje im czegoś w wyposażeniu. A za wersję z większym silnikiem trzeba zapłacić u nich o 50 – 60 tysięcy więcej.

Dlaczego po tym teście zdecydowałem się na kupno Volvo XC90?
Podsumowanie
W moim przekonaniu to auto wygrało. Nie próbuje niczego udowodnić i jest idealnym kompromisem pod każdym względem. Podróżowanie nim to czysta przyjemność, a po długiej podróży wcale nie chce się wysiąść. Co prawda znajdziemy parę większych problemów i niedociągnięć, ale nie ma rzeczy idealnych, a to auto też nie jest dla każdego. Nie wszystkim musi się podobać. Ale wiadomo, Volvo jest dla dojrzałych ludzi. Jak dla mnie to strzał w dziesiątkę.
Zalety
wysokiej klasy wykończenie i system audio
dobre wyciszenie środka
stosunkowo ekonomiczny silnik
nic nie starzejący się design
świetna wygoda i komfort podróży
ogrom miejsca w środku
Wady
wolna skrzynia biegów ( czasem szarpie)
mało dynamiczny silnik
obowiązkowo zawieszenie pneumatyczne
9.5
Wynik