Hyundai Kona Electric 64 kWh: Gdy nie wiadomo o co chodzi…

Tak, chodzi o kasę. I to niemałą, bowiem testowana odmiana kosztuje ponad 220 000 złotych! Tak, to dość wyświechtany tekst, ale w przypadku tego auta sprawdza się idealnie. Bo tak naprawdę trudno znaleźć w tym aucie znaczące wady, oprócz wspomnianej ceny. Jaka tak naprawdę jest Kona Electric?

W sumie Daniel Laskowski w swym niedawnym tekście powiedział wszystko o tym aucie i podzielam jego zdanie. Jeśli całkowicie zasłonimy metkę z ceną tego auta, przed oczami ukaże się prawdopodobnie jedno z najlepszych aut elektrycznych na rynku w swojej klasie. Jasne, Porsche Taycan będzie szybsze i bardziej emocjonujące. Tesla będzie znacznie nowocześniejsza i naszpikowana najnowszymi rozwiązaniami. Mercedes EQC będzie z kolei bardziej stylowy i elegancki. Jeśli jednak podzielimy te auta na klasy, Kona Electric okaże się naprawdę rewelacyjnym elektrykiem.

I w sumie tylko Volkswagen ID.3, którym miałem okazję pojeździć przez kilka godzin, wydał mi się bardziej dopracowanym elektrykiem w swojej klasie. Należy jednak pamiętać, że większość wspomnianych aut, jak również kilka innych, będących konkurentami Kony Electric jak np. Nissan Leaf, to auta, które zostały stworzone od początku jako modele elektryczne. Hyundai Kona z kolei dostępna jest w wersji z silnikiem wysokoprężnym, benzynowym oraz układem hybrydowym. Dlatego też warto dodatkowo docenić fakt, że odmiana elektryczna jest tak bardzo udana.

Zasięg przekraczający granice sensowności

Lubię samochody elektryczne i hybrydowe. Jazda nimi sprawia mi przyjemność i pewną dozę satysfakcji. Ba! Doszło nawet do tego, że jadąc samochodem z napędem konwencjonalnym, podczas hamowania zaczynam myśleć o tym, ile energii idzie na marne. Przecież hamując z dużej prędkości do zera, mógłbym odzyskać energię potrzebną na przejechani kilkuset metrów. Wiem, to już nosi znamiona motoryzacyjnej psychozy, ale to również obrazuje to, jak dobrze udało mi się do tej pory poznać filozofię hybryd i samochodów elektrycznych.

Mam również swoją listę „minimum”, którą powinien spełnić tego typu samochód, abym mógł powiedzieć o nim, że ma sens. Oczywiście, nie patrzę na tego typu auta bezkrytycznie. Nadal uważam, że zasięg minimum 300 km to granica, poniżej której samochód elektryczny staje się uciążliwy. Tak, wiem, można nim jeździć tylko po mieście, do pracy, w trasę się nie nadają i tego typu dyrdymały. Wiem także, że niektórzy producenci, oferujący auta elektryczne z zasięgiem około 200 km i mniejszym tłumaczą to, że większość kierowców dziennie pokonuje 40 czy tam 60 kilometrów i te 200 w zupełności wystarcza. Bla, bla, bla. Nie kupuję tego i koniec. Auto ma być do jeżdżenia, a nie do trzymania pod kablem co drugi dzień przy zwykłej eksploatacji.

Wiem również, że te 200 km deklarowanego zasięgu to tak naprawdę 150 podczas w miarę normalnej jazdy z włączonym minimum socjalnym tj. radiem, klimatyzacją i/lub ogrzewaniem. Jeśli auto ma 300 km realnego zasięgu (REALNEGO tj. z włączonymi w/w funkcjami), robi się już sensownie. Jasne, nadal nie na tyle sensownie, aby planować dłuższy wyjazd z rodziną. Z drugiej strony bez problemu można takim autem skoczyć do sąsiedniego miasta i wrócić bez stresu, że utkniemy gdzieś po środku niczego.

Gdyby nie cena, mógłbym mieć taką Konę!

Hyundai Kona Electric w tej sensowniejszej wersji tj. z silnikiem o mocy 204 KM oraz z baterią 64 kWh, posiada deklarowany zasięg ok. 450 km. W odmianie z produkcji czeskiej jest to aż 489 km. Testowałem to auto i bez problemu zrobiłem ponad 400 km w różnych warunkach, częściowo również w trasie. Moim zdaniem – rewelacja! Wiem także, że niektórzy potrafią przekroczyć 500 km bez wypruwania sobie żył, ale oczywiście jest to jazda bardzo spokojna i „o kropelce”. A raczej „o kilowacie”.

I tutaj właśnie pojawia się to, w czym Kona Electric jest rewelacyjna. To auto nie powstało jako czysto elektryczne, a i tak kosi większość konkurencji. Przykładowo: Nissan Leaf e+ z silnikiem o mocy 217 KM i baterią 62 kWh. Co prawda ma nieco lepsze osiągi, ale zasięg o niemal 100 km skromniejszy. Taka wartość w samochodzie elektrycznym ma niebagatelne znaczenie. Hyundaiem Koną Electric w mocniejszej wersji mógłbym nawet rozważyć dalszą podróż. Jasne, jechałbym nieco wolniej od innych, pewnie z prędkością maks. 100-110 km/h nawet po autostradzie, aby zoptymalizować zużycie energii, ale czy to taka wielka strata?

Gdyby nie fakt, że infrastruktura w Polsce kuleje i nie można mieć pewności, że ładowarka w danym miejscu na pewno działa, podróże elektrykiem naprawdę mogłyby mieć sens. Stajesz, podłączasz auto, idziesz na siku, kawę, hot-doga itp. Relaksujesz się te 20-30 minut, i masz naładowaną baterię do około 80 procent. Za około 300 km powtórka. Brzmi naprawdę spoko, prawda? No tak, gdyby ta infrastruktura działała i była w pełni sprawna.

Jest też kolejny ból. Cena. Za mocniejszą odmianę nawet w bazowej wersji Style (tylko z produkcji czeskiej) zapłacimy co najmniej 182 400 zł. A to cholernie dużo pieniędzy. Za topową odmianę Platinum z kilkoma dodatkami trzeba dać ponad 220 000 złotych. Testowany egzemplarz kosztował ponad 226 000 złotych. Mam wymieniać co możemy kupić w tej cenie?

Hyundai Kona Electric lub…

Mercedes Benz Klasy C Kombi z bardzo oszczędnym silnikiem wysokoprężnym w odmianie C220d za 177 500 złotych. Możemy kupić nawet Klasę E Kombi z tym samym silnikiem za 231 400 złotych. Jeśli chcemy auto elektryczne, ale nie zależy nam na zasięgu, możemy pokusić się o BMW i3s za 184 200 złotych. Za 167 500 złotych otrzymamy topową odmianę Nissana Leaf w mocniejszej wersji e+ z zasięgiem 389 km. Do około 230 000 złotych znajdziemy naprawdę mnóstwo innych, niekiedy ciekawszych samochodów. Wspomnianego Volkswagena ID.3 w topowej odmianie 1ST Max kupimy za 215 990 złotych. Jak widać, Kona Electric ma sporą konkurencję.

Podsumowanie
No dobrze, niektóre propozycje alternatyw dla Hyundaia Kony Electric są nieco oderwane od głównego nurtu, ale to pokazuje, jak drogie (jeszcze) są samochody elektryczne. Jasne, są coraz lepsze, bardziej dopracowane, w przypadku naszego bohatera mają już sensowny zasięg, ale cena bywa absurdalna. Kona Electric z zasięgiem realnym około 420 km czy Mercedes Klasy C z zasięgiem realnym 840 km? W naszym kraju, gdy infrastruktura kuleje, ceny są niewspółmierne do zarobków, prąd pozyskiwany jest z węgla, mimo faktu, że Kona Electric w swojej klasie jest autem rewelacyjnym, cena bardzo mocno psuje ogólne wrażenie.
Zalety
Świetny napęd elektryczny
Zasięg realny sporo powyżej 400 km
Dynamika i przyjemność z jazdy
Niezły układ jezdny
Zadowalający komfort
Zaawansowany system zarządzania energię
Bardzo bogate wyposażenie
Wady
Bardzo wysoka cena zakupu
Coraz silniejsza konkurencja
7.9
Wynik
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ
Wsparcie Windows 7, czyli początek końca
Wsparcie Windows 7, czyli początek końca