Włoska piłka znalazła się w miejscu, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawałoby się kompletnie niemożliwe. Czterokrotni mistrzowie świata nie awansowali na trzeci mundial z rzędu, a kolejne zmiany selekcjonerów nie przyniosły oczekiwanego odbicia. Teraz federacja może sięgnąć po nazwisko, które nie wymaga żadnego przedstawiania. Włosi potwierdzili rozmowy z Pepem Guardiolą, jednym z najbardziej utytułowanych i wpływowych trenerów współczesnego futbolu. Problemem pozostają pieniądze, ale przy takim kandydacie przedstawiciele federacji są gotowi rozważyć wyjątkowe rozwiązanie. Pytanie brzmi jednak nie tylko, czy Włochów stać na Guardiolę, ale przede wszystkim, czy nawet on potrafiłby naprawić reprezentację pogrążoną w największym kryzysie od dekad.

Pep Guardiola selekcjonerem Włoch? To już nie plotka
Jeszcze niedawno nazwisko Guardioli w kontekście reprezentacji Włoch można było traktować jak typową medialną bombę: efektowną, głośną i prawdopodobnie pozbawioną realnych podstaw. Teraz sytuacja wygląda inaczej.
Giovanni Malago potwierdził, że przedstawiciele włoskiej federacji prowadzili rozmowy z Hiszpanem. To pierwsze publiczne potwierdzenie, że były szkoleniowiec Barcelony, Bayernu Monachium i Manchesteru City rzeczywiście znalazł się na liście kandydatów do objęcia reprezentacji.
Porozumienia jeszcze nie ma. Nie wiadomo również, na jakim etapie znalazły się kontakty i czy Guardiola przedstawił konkretne warunki. Włoska federacja nie ogłosiła negocjacji ani nie potwierdziła, że Hiszpan jest jedynym lub głównym kandydatem.
Najważniejsze jest jednak to, że rozmowy faktycznie się odbyły. To już znacznie więcej niż luźne spekulacje włoskiej prasy.
Malago zasugerował również, że przy trenerze o takiej renomie możliwe byłoby znalezienie specjalnego rozwiązania finansowego. Nie ukrywał jednak, że cały projekt może ostatecznie nie dojść do skutku.
Krótko mówiąc: Guardiola nie jest jeszcze selekcjonerem Włoch. Włoska federacja naprawdę próbuje jednak sprawdzić, czy taki ruch jest możliwy.

Największą przeszkodą będą pieniądze
Zatrudnienie Guardioli nigdy nie jest tanim przedsięwzięciem. Mówimy o trenerze, który przez lata pracował w najbogatszych i najbardziej ambitnych klubach świata. Otrzymywał nie tylko wysokie wynagrodzenie, lecz także dostęp do ogromnego zaplecza analitycznego, najlepszych specjalistów i możliwości budowania składu zgodnie ze swoją filozofią.
Federacja piłkarska funkcjonuje zupełnie inaczej niż Manchester City. Nie może sprzedać zawodnika, który nie pasuje do systemu, a następnie sprowadzić w jego miejsce pomocnika za kilkadziesiąt milionów euro. Nie organizuje również codziennych treningów przez dziesięć miesięcy w roku.
Do tego dochodzi kwestia pensji. Nawet największe reprezentacje zazwyczaj nie płacą selekcjonerom kwot porównywalnych z zarobkami czołowych trenerów klubowych. Guardiola musiałby więc zaakceptować zupełnie inne realia albo Włosi musieliby znaleźć dodatkowe źródło finansowania.
Słowa Malago sugerują, że federacja dostrzega skalę potencjalnej inwestycji. Przy nazwisku Guardioli możliwe mogłoby być zaangażowanie sponsorów, partnerów albo skonstruowanie niestandardowego kontraktu.
Taki projekt nie powinien jednak sprowadzać się wyłącznie do znalezienia pieniędzy na pensję gwiazdy. Jeżeli Włosi naprawdę chcą przebudować reprezentację, Guardiola potrzebowałby szerokiego sztabu, wpływu na system szkolenia i długoterminowego planu.
W przeciwnym razie federacja kupiłaby najdroższą tapetę do domu z pękającymi fundamentami.

Włochy nie awansowały na trzy kolejne mundiale
Skala kryzysu jest trudna do przecenienia. Włochy są czterokrotnymi mistrzami świata, krajem o gigantycznej tradycji piłkarskiej, jednej z najbardziej rozpoznawalnych lig i milionach kibiców traktujących reprezentację niemal jak dobro narodowe.
Mimo to Italia nie pojawiła się na trzech kolejnych mundialach. Brak awansu na turniej w 2018 roku był szokiem. Powtórka przed mistrzostwami w 2022 roku wyglądała jak katastrofa. Trzecia kolejna nieobecność pokazuje już, że nie mamy do czynienia z pechem ani pojedynczą wpadką. To problem systemowy.
Po nieudanych eliminacjach z funkcji selekcjonera zrezygnował Gennaro Gattuso. Teraz federacja szuka człowieka, który nie tylko przygotuje zespół do kolejnych meczów, lecz także odzyska zaufanie kibiców i zmieni sposób myślenia o reprezentacji.
Guardiola byłby kandydatem idealnym wizerunkowo. Jego zatrudnienie natychmiast przywróciłoby Italię na pierwsze strony sportowych mediów. Kibice znów zaczęliby mówić o taktyce, składzie i przyszłości, zamiast kolejny raz analizować upadek dawnej potęgi.
Wizerunek to jednak dopiero początek. Największe pytanie dotyczy tego, czy Guardiola dostałby piłkarzy zdolnych realizować jego wymagający futbol.

Czy Guardiola potrafiłby odbudować reprezentację Włoch?
Pep Guardiola przez całą karierę budował zespoły oparte na kontroli piłki, inteligentnym ustawieniu, płynnej wymianie pozycji i dominowaniu przeciwnika. Jego drużyny nie czekają na rozwój wydarzeń. Starają się narzucić rywalowi własne zasady.
W teorii taki kierunek mógłby pomóc Italii. Włoska piłka przez lata kojarzyła się przede wszystkim z defensywą, dyscypliną taktyczną i cyniczną skutecznością. W rzeczywistości kraj wydał jednak wielu kreatywnych pomocników, technicznych obrońców i trenerów, którzy nie bali się ofensywnej gry. Guardiola nie musiałby więc dokonywać kulturowej rewolucji. Mógłby połączyć włoską świadomość taktyczną z bardziej dominującym stylem.
Problem polega na tym, że klub i reprezentacja to dwa różne światy. W Manchesterze City trener miał swoich zawodników niemal codziennie. Mógł miesiącami ćwiczyć konkretne ruchy, poprawiać ustawienie o kilka metrów i automatyzować wyprowadzenie piłki.
Selekcjoner dostaje zespół na kilka dni przed meczem. Piłkarze przyjeżdżają z różnych klubów, grają w odmiennych systemach, a po dwóch spotkaniach wracają do swoich trenerów.
Guardiola musiałby uprościć część swoich pomysłów. Nie mógłby traktować reprezentacji jak projektu klubowego rozwijanego każdego dnia. Musiałby również zaakceptować fakt, że nie wybiera spośród wszystkich piłkarzy świata, tylko z tych posiadających włoski paszport. To właśnie byłby najciekawszy test w jego karierze.

Sprawdź nasze inne artykuły o piłce nożnej.
W reprezentacji nie można kupić brakującego napastnika
W klubach Guardiola zawsze pracował ze znakomitymi zawodnikami. W Barcelonie miał pokolenie z Lionelem Messim, Xavim i Andrésem Iniestą. W Bayernie korzystał z siły najlepszego niemieckiego zespołu. W Manchesterze City dysponował ogromnym budżetem i kadrą zbudowaną pod konkretne wymagania. Reprezentacja nie daje takiego komfortu.
Jeżeli Włochom brakuje klasowego środkowego napastnika, Guardiola nie może zadzwonić do dyrektora sportowego i poprosić o transfer. Jeśli najlepszy lewy obrońca jest kontuzjowany, trzeba wybrać słabszego albo zmienić system. Jeżeli pokolenie nie dostarcza odpowiedniej liczby technicznych pomocników, selekcjoner musi pracować z tym, co ma.
Dlatego nawet najlepszy trener świata może nie wystarczyć. Guardiola potrafi rozwijać zawodników i budować system, ale nie naprawi w ciągu kilku zgrupowań całego szkolenia młodzieży, problemów klubów ani coraz mniejszej liczby włoskich talentów regularnie grających na najwyższym poziomie.
Jego zatrudnienie miałoby sens tylko jako część większego projektu. Potrzebne byłyby zmiany w akademiach, szkoleniu trenerów, identyfikacji talentów i współpracy federacji z klubami. Sam Guardiola mógłby odnowić pierwszą reprezentację. Nie jest jednak cudotwórcą, który stworzy zawodników z powietrza.
Guardiola dostałby coś, czego nie miał w klubie
Z drugiej strony praca selekcjonera mogłaby być atrakcyjna również dla samego Hiszpana. Po dekadzie w Manchesterze City Guardiola nie musi już niczego udowadniać w futbolu klubowym. Zdobył najważniejsze trofea, zdominował Premier League i stworzył jeden z najbardziej wpływowych zespołów swojej epoki.
Reprezentacja byłaby nowym doświadczeniem. Inny rytm pracy, mniej codziennej presji, ale znacznie większy ciężar pojedynczych spotkań. Nie ma ligowej tabeli, w której można odrobić punkty po słabszym weekendzie. Jeden zły wieczór może zakończyć cały turniej.
Włochy byłyby przy tym wyjątkowo interesującym wyborem. To nie jest reprezentacja pozbawiona historii i oczekiwań. Guardiola wszedłby do kraju, w którym trenerzy są analizowani niemal jak artyści, a taktyczne ustawienie drużyny potrafi być tematem ogólnonarodowej debaty.
Gdyby odbudował Italię i przywrócił ją do walki o mistrzostwo świata lub Europy, dopisałby do swojej kariery rozdział, którego nie da się porównać z kolejnym ligowym trofeum zdobytym przez bogaty klub. Ryzyko również byłoby ogromne. Porażka pokazałaby, że nawet największe trenerskie nazwisko nie jest w stanie uratować włoskiego systemu.
Włochom potrzeba projektu, nie kolejnego strażaka
Federacja nie może po raz kolejny zatrudnić trenera wyłącznie po to, aby ugasił pożar i wygrał najbliższe eliminacje. Trzy nieudane mundiale pokazują, że krótkoterminowe myślenie nie działa.
Guardiola powinien dostać czas, realną władzę sportową oraz możliwość wpływania na kierunek całej reprezentacyjnej piramidy. Jego pomysły mogłyby być wykorzystywane nie tylko w pierwszej kadrze, lecz także w zespołach młodzieżowych.
Nie oznacza to, że wszystkie włoskie drużyny mają od jutra kopiować ustawienie Manchesteru City. Chodzi raczej o wspólny język: sposób budowania akcji, rozwijania techniki, rozumienia przestrzeni i przygotowywania zawodników do gry na najwyższym poziomie.
Jeżeli federacja chce wyłącznie zatrudnić wielkie nazwisko, zrobić efektowną konferencję i oczekiwać natychmiastowego awansu, projekt może skończyć się rozczarowaniem. Jeżeli chce potraktować Guardiolę jako architekta odbudowy, rozmowa zaczyna mieć znacznie więcej sensu.
Pep Guardiola we Włoszech byłby wydarzeniem dekady
Sama możliwość zobaczenia Guardioli na ławce reprezentacji Włoch brzmi fascynująco. Hiszpański trener prowadzący kraj, który przez dekady tworzył własną szkołę futbolu, byłby jednym z najgłośniejszych ruchów w historii drużyn narodowych.
Każde powołanie wywoływałoby dyskusję. Każde ustawienie byłoby rozbierane na części. Każdy młody zawodnik pasujący do jego filozofii natychmiast znalazłby się pod lupą największych klubów.
Guardiola przyciągnąłby również uwagę sponsorów, mediów i kibiców spoza Włoch. Reprezentacja, która przez ostatnie lata kojarzyła się z nieobecnością na mundialach, ponownie stałaby się jednym z głównych tematów światowej piłki. Włosi potrzebują dziś takiej energii. Potrzebują poczucia, że zaczyna się coś nowego, a nie kolejny etap tego samego kryzysu.
Nie można jednak pomylić zainteresowania z wynikiem sportowym. Guardiola wygra pierwszą bitwę już w dniu podpisania kontraktu, bo odzyska uwagę i nadzieję. Prawdziwa wojna zacznie się dopiero na boisku.
Co o tym sądzę?
Pep Guardiola selekcjonerem Włoch byłby wyborem odważnym, drogim i niezwykle efektownym. Prawdopodobnie nie ma dziś na rynku trenera, który mógłby szybciej przywrócić reprezentacji Italii globalne znaczenie.
Hiszpan ma wiedzę, autorytet i doświadczenie potrzebne do stworzenia nowego stylu. Potrafi poprawiać zawodników, budować dominujące zespoły i przekonywać piłkarzy do pomysłów wymagających ogromnej dyscypliny.
Nie naprawi jednak sam całej włoskiej piłki. Nie stworzy brakujących talentów, nie zmieni struktur szkolenia w kilka miesięcy i nie kupi zawodników potrzebnych do swojego systemu. Praca selekcjonera wymaga innych umiejętności niż codzienne prowadzenie Manchesteru City. Dlatego zatrudnienie Guardioli miałoby sens tylko jako początek szerokiej reformy, a nie desperacka próba kupienia sukcesu znanym nazwiskiem.
Rozmowy zostały potwierdzone, ale porozumienia nie ma. Finansowa przeszkoda pozostaje poważna, a sam Guardiola musi zdecydować, czy chce wejść do świata reprezentacyjnego futbolu.
Jeżeli jednak Włosi naprawdę przekonają go do podpisania kontraktu, dostaniemy jeden z najbardziej fascynujących eksperymentów współczesnej piłki. Najbardziej wpływowy trener ostatnich lat spróbuje uratować reprezentację, która zapomniała, jak wygląda mundial.
I właśnie dlatego warto śledzić tę historię. Nie dlatego, że Guardiola gwarantuje sukces. Dlatego, że po trzech mundialach oglądanych z domu Włosi nie mogą już pozwolić sobie na zwykłego selekcjonera i zwykły plan.
Źródło artykułu: Reuters. Źródło zdjęć: Depositphotos.