Przeludnienie – problem WIELKIEJ wagi.

Przeludnienie jest dość kontrowersyjnym tematem do poruszenia w większym gronie. Podobnie do innych, równie, jak nie bardziej kontrowersyjnych tematów, ta kwestia ma zarówno swoich „zwolenników”, czyli osoby realnie przejmujące się problemem oraz denialistów, twierdzących, że problem nie istnieje lub nie jest wart uwagi. Spróbujmy więc przyjrzeć się sytuacji.

Przeludnienie,czyli nas po prostu za dużo, tak?

W zasadzie jest to prawda, choć myślę, że to nie o samą ilość (sensus stricte) się rozchodzi. Ale spójrzmy najpierw na trochę statystyk, dotyczących faktycznych liczb.

przeludnienie wiąże się ze znacznym wzrostem liczby ludności

Jeszcze raptem 50 lat temu liczba ta nie była specjalnie wyjątkowa. Mniej niż 4 miliardy ludzi zamieszkiwało, gęściej lub rzadziej, ale jednak, większość Globu. Nikt wtedy nie spodziewał się, że w ciągu kolejnych 50 lat ilość ludzi na Ziemi się podwoi, a tempo wzrostu wcale nie będzie maleć. W 2020 roku zanotowana populacja osiągnęła 7,8 miliarda. Słowem klucz jest zanotowana, ale o tym zaraz.

Analitycy sądzą, że przy obecnym tempie, ludzkość osiągnie populację rzędu 10 miliardów już w latach 50. Liczba ta, choć może nie wydawać się specjalnie duża, jest jednak bardzo pokaźnym wynikiem, niosącym za sobą pewne konsekwencje. Ale jakie?

Czy jest czym ich wszystkich wykarmić? Co dać pić?

Taka masa ludzi jednak musi codziennie coś jeść, a zalecaną opcją jest jedzenie 5 razy dzienie. Czy da się to zaspokoić? W zasadzie bez problemu. Jedzenie, jeśli mówimy o ilości, nie jest absolutnie żadnym kłopotem. W samej tylko Polsce, rocznie wyrzuca się około 9 ton jedzenia rocznie. 9 ton. Kolosalna ilość jedzenia codziennie ląduje w koszu. Teoretycznie mówiąc, biorąc pod uwagę resztę państw świata oraz ich marnotrawstwo, możnaby wykorzystując jedynie jedzenie lądujące koniec końców na śmietniku do zaspokojenia głodu tej biedniejszej, potrzebującej części świata. Do tego jednak potrzeba i dobrej logistki oraz p r z e d e w s z y s t k i m zmiany podejścia ludzi.

Wyrzucamy nieraz jedzenie wciąż zdatne do spożycia /borgenmagazine.com

Zobacz także: CZY WŁAŚNIE POZNALIŚMY DATĘ PREMIERY GTA VI?

Fakt, że jedzenia mamy „dużo”, nie znaczy jednak, że jest to studnia bez dna. Wraz z rosnacą liczbą ludzi, owocującą przeludnieniem, jednocześnie rosnąć będzie także zapotrzebowanie na żywność, której w obliczu narastającego popytu może zabraknąć. Czy jednak uderzy to w nas wszystkich? Szczerze wątpię. Ci najbogatsi, czy z wyższej klasy społecznej mogą nawet nie odczuć większej różnicy, w końcu ich stać, nieważne jakie ceny nie zostałyby narzucone. Konsekwencje ewentualnych braków żywności, związanych przeludnieniem, odczuli by zdecydowani ci biedniejsi. Wzrost ceny żywności, do którego bez dwóch zdań dojdzie, jeśli tej zacznie brakować, wyraźnie uszczupli budżety klasy średniej oraz tych w gorszej sytuacji finansowej.

Trzeba również zaznaczyć, by tę żywność wyprodukować, trzeba mieć gdzie ją produkować. W związku z coraz większym zapotrzebowaniem na pola uprawne, trzeba się liczyć z karczowaniem ogromnych połaci lasów.

Woda – problem trudny do rozwiązania

Jeśli chodzi o kwestię wody, należałoby wziąć pod uwagę, że w rejonach „biednych”, jak na przykład w Afryce, kwestia braku wody owocuje w kolejnych problemach, które niczym kula śniegowa wywołują kolejne. Opisaliśmy ten problem tutaj. Niedostatek wody jest czymś, co już teraz dotyczy ogromnej części populacji, a w ciągu najbliższych 10 lat może dosięgnąć nawet połowy mieszkańców Ziemi. Niewystarczająca ilość wody skutkować będzie również w spadku plonów i wzroście zapotrzebowania na żywność. Jednak rozwiązywanie problemów nie jest priorytetem, skoro można od nich uciec. Stąd pojawia się kolejny problem związany z przeludnieniem.

Migracje, bo w końcu gdzieś trzeba żyć

Gdzieś jednak trzeba tych ludzi pomieścić. Miejsca jednak jako takiego jednak nie brakuje. Bo tu nie o ilość miejsca, a o jego jakość się rozchodzi. Już teraz, mimo, że liczba ludzi nie wydaje się nam aż tak porażająca, migracje nie są niczym nowym. Jaką wrzawę przecież podniosła dyskusja o imigrantach z Bliskiego Wschodu,uderzajacych dziesiątkami tysięcy w brzegi Europy. Dlaczego? Bo nasze miejsce do życia było dużo dogodniejsze niż ich, co bardzo uogólniając tłumaczyć może większość migracji, chodzi koniec końców o poprawę stopy życia. W przypadku przeludnienia, coraz bardziej wyludnione będą obszary, które już teraz świecą pustkami, jak np obszary pustynne czy na dalekiej Północy. Ludność koncentrować będzie się w miastach, które i tak są już zatłoczone.

Pomimo swoich ogromnych rozmiarów, większość populacji Chin skoncentrowana jest w mniej niż połowie kraju.

Gdy wcześniej zaznaczyłem, że nasza zanotowana populacja zbliża się do około 7,8 miliarda, zwróciłem uwagę na słowo zanotowana. Jest ono bardzo ważne, bo w końcu do statystyk czy cyfrowych danych liczymy tylko ludzi, których narodziny odnotowano. Pamiętajmy jednak, że w krajach trzeciego świata w wielu miejscach panuje tak ogromny chaos i anarchia, że trudno by takowe dane zawsze były idealnie w punkt.

„Upakowani” w ogromnych miastach

Wyżej wymieniony dostęp do wody i jedzenie nie pozostaje bez echa. To właśnie on w wielu przypadkach kieruje migracjami ludności. Cel? Wielkie aglomeracje. Pomimo ich wielkości, nie są jednak nieskończone, a miejsca dla wszystkich nie starczy. Tam „upakowani” gromadzić i cisnąć się będą coraz większe masy ludzi. Przykładem może być Singapur, w którym na 1 km2 przypada prawie 9 tysięcy ludzi. Jednak gdy ci będą gromadzić się w wielkich miastach, w których dużo łatwiej o wyżywienie, p o n o w n i e pojawi się nowy problem. Śmieci. To właśnie wielkie miasta, będące celem ogromnej części wszystkich migracji, produkują największe ilości odpadów.

Śmieci to temat, któremu należy się oddzielny artykuł, bo problem jaki stanowią, jest jednym z najpilniejszych do rozwiązania w dzisiejszym świecie.

https://www.youtube.com/watch?v=mdyr1t6cajQ

Jakie będą konsekwencje przeludnienia? Da się coś z tym zrobić?

Bez dwóch zdań, problemy, które omówiliśmy wcześniej są ogromnym brzemieniem, które w końcu musimy wziąć na swoje barki. Dodatkowo, zsumują się w ogromne zagrożenie obniżenia stopy życia przeciętnego człowieka, spychając go w coraz większą i większą biedę, bez możliwości ucieczki. Wzrost liczby ludzi jest jednak nieunikniony. Naszym zmartwieniem powinno być nie jak temu zapobiec, a jak zmniejszyć skutki. To właśnie one mogą być naszym gwoździem do trumny.

Im więcej ludzi, tym mniej miejsca dla natury. Środowisko na wzmożonej aktywności człowieka tylko ucierpi, lub w wielu miejscach zostanie zastąpione betonową dżunglą, bez miejsca na życie. Przeludnienie nie jest mitem, jest faktem, który dzieje się na naszych oczach.