Hyundai Tucson Hybrid to jeden z tych samochodów, które idealnie pokazują, dlaczego Koreańczycy tak mocno rozpychają się w Europie. Jeszcze kilkanaście lat temu Hyundai był wyborem z rozsądku i ceny. Dziś Tucson jest pełnoprawnym rywalem dla Volkswagena Tiguana, Toyoty RAV4, Kii Sportage czy Nissana Qashqaia. W testowanej wersji 20th Anniversary z hybrydowym układem 1.6 T-GDI, automatem 6AT i napędem na przód dostajemy auto bardzo kompletne. Tyle że jest jedna rzecz, która mocno psuje ten świetny obraz: spalanie na autostradzie. Bo jeśli rodzinny SUV z 1.6 pod maską potrafi przekroczyć 10 l/100 km, to człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ta cała hybrydowa magia nie kończy się przy znaku „autostrada”.

Tucson jest wszędzie. I wcale mnie to nie dziwi
Są samochody, które sprzedają się dlatego, że są tanie. Są takie, które sprzedają się, bo mają świetny znaczek. A są też takie, które po prostu trafiają w potrzeby ludzi. Hyundai Tucson Hybrid należy do tej trzeciej grupy. Jest wystarczająco duży, dobrze wygląda, ma nowoczesne wnętrze, sensowne wyposażenie i nie sprawia wrażenia auta, w którym ktoś oszczędzał na każdym kliku plastiku.
Po liftingu Tucson zachował charakterystyczną sylwetkę i ten mocny przód, który nadal wygląda świeżo. Ba, będzie wyglądać tak przez wiele długich lat. Oczywiście, nie jest to już tak wielki szok stylistyczny jak przy debiucie tej generacji, ale dalej prezentuje się bardzo dobrze. Wersja 20th Anniversary dodaje trochę specjalnego klimatu, choć nie zmienia faktu, że Tucson broni się przede wszystkim ogólną kompletnością, a nie pojedynczym bajerem.
Dane też pokazują, że w przypadku Hyundai Tucson Hybrid mówimy o pełnoprawnym rodzinnym SUV-ie. Tucson ma długość od 4500 do 4520 mm, szerokość 1865 mm i rozstaw osi 2680 mm, czyli trafia dokładnie w środek segmentu kompaktowych SUV-ów. To nie jest miejski crossover na sterydach. To auto, z którym naprawdę można żyć na co dzień i nie ukrywam, przyzwyczaiłem się do niego.

Wnętrze: tu Hyundai już dawno przestał być „tańszą opcją”
Największy plus Tucsona? Kabina. Jest wygodna, przestronna, bardzo dobrze spasowana i wykonana z materiałów, które nie każą myśleć o kompromisie. To nie jest auto, w którym wsiadasz i mówisz: „no dobrze, jest taniej, więc przymknę oko”. Tu nie trzeba przymykać oka. Hyundai nauczył się robić wnętrza, które wyglądają nowocześnie, są wygodne, praktyczne i nie pachną budżetem.
Siedzi się dobrze, miejsca z przodu nie brakuje, z tyłu również jest bardzo przyzwoicie, a bagażnik spokojnie ogarnia rodzinne życie. Tucson nie udaje salonu premium, ale też nie ma kompleksów. W kabinie wszystko jest na swoim miejscu, obsługa jest sensowna, a ergonomia nie wymaga walki. Po kilku chińskich SUV-ach, w których menu potrafi być labiryntem, a asystenci zachowują się jak nadgorliwy ochroniarz w centrum handlowym, Tucson działa dojrzale. Po prostu.

Napęd: 1.6 T-GDI Hybrid, czyli teoria wygląda dobrze
Testowany Tucson korzysta z układu hybrydowego opartego na benzynowym 1.6 T-GDI, automatycznej skrzyni 6AT i napędu na przednie koła. Auto cechuje się mocą wynoszącą 239 KM. W praktyce mamy do czynienia z mocnym, płynnym i przyjemnym układem, który świetnie sprawdza się w codziennym użytkowaniu.
Na papierze wszystko wygląda bardzo dobrze. Hybryda ma dać dynamikę, automat ma zapewnić kulturę pracy, a brak konieczności ładowania sprawia, że Tucson jest wygodniejszy w użytkowaniu niż plug-in dla kogoś, kto nie ma wallboxa albo nie chce codziennie bawić się w kabel.
I faktycznie, w mieście Hyundai Tucson Hybrid potrafi być oszczędny. Przy spokojnej jeździe udało się uzyskać 6-7 l/100 km. Jak na tak duży, wygodny SUV — bardzo dobrze. Hybryda działa wtedy tak, jak powinna: odzyskuje energię, wspiera benzynę, pozwala płynnie ruszać i nie marnuje paliwa w korkach. To jest środowisko, w którym Tucson pokazuje sens.

Autostrada: tu hybryda zdejmuje maskę
Problem zaczyna się na drogach szybkiego ruchu, a szczególnie na autostradzie. Tam spalanie Hyundai Tucson Hybrid potrafi przekroczyć 10 l/100 km. I to jest wynik, który trudno przełknąć, bo mówimy o hybrydowym SUV-ie z 1.6 pod maską, a nie o potężnym dieslu V8.
To trochę absurdalne, ale zestawienie z Audi SQ8 4.0 TDI naprawdę robi wrażenie. Ten mocny SUV ma 4-litrowe V8, 435 KM, 900 Nm i według moich testów potrafi zużywać 10 litrów paliwa na każde 100 kilometrów w trybie mieszanym. Oczywiście to inne auto, inna klasa, inna masa, inne osiągi i inna epoka norm, ale sam fakt, że Tucson Hybrid na autostradzie potrafi wejść w podobne rejony spalania, działa na wyobraźnię. I nie w pozytywnym sensie.
Tu wracamy do problemu wielu współczesnych hybryd. One są genialne w mieście i rozsądne na drogach krajowych, ale przy wyższej prędkości ich przewaga topnieje. Silnik benzynowy ma sporo pracy, aerodynamika SUV-a robi swoje, masa też nie znika, a układ hybrydowy nie ma już tylu okazji do odzyskiwania energii. Wtedy nagle okazuje się, że „ekologiczny” napęd zaczyna palić jak coś znacznie większego.

Jazda: Hyundai Tucson Hybrid jest bardzo dobry, tylko nie zawsze oszczędny
Najbardziej irytujące w tej sytuacji jest to, że poza spalaniem trudno się Tucsona czepiać. To auto jeździ bardzo dobrze. Jest wygodne, stabilne, przyjemne w prowadzeniu i dobrze wyciszone jak na segment. Układ kierowniczy nie udaje sportu, ale jest wystarczająco precyzyjny. Zawieszenie dobrze radzi sobie z codziennymi nierównościami. Automat działa kulturalnie. Całość sprawia wrażenie dopracowanego, dojrzałego SUV-a, który nie musi nikomu niczego udowadniać.
Tucson jest dokładnie takim samochodem, przez który wielu klientów nie chce już wracać do marek europejskich. Bo tutaj dostajesz bardzo dużo: jakość, wygląd, przestrzeń, wyposażenie, komfort i poczucie solidności. To nie jest samochód ekscytujący, ale jest bardzo łatwy do polubienia. Po tygodniu rozumiesz, dlaczego tak często widzisz go na drogach.

Wersja 20th Anniversary: dobry pakiet dla tych, którzy chcą „pełnego” Tucsona
Wersja 20th Anniversary ma sens, bo Tucson najlepiej wypada wtedy, gdy jest dobrze wyposażony. To samochód, który bardzo korzysta z nowoczesnych dodatków: lepszego oświetlenia, systemów wsparcia, wygodnych foteli, multimediów, asystentów i ogólnego poczucia dopracowania. W takiej konfiguracji naprawdę czuć, że mamy do czynienia z SUV-em kompletnym.
To nie jest auto dla kogoś, kto szuka emocji. To samochód dla człowieka, który chce rano wsiąść, zawieźć dzieci, pojechać do pracy, zrobić trasę, mieć wygodę, przestrzeń i święty spokój. Tucson to SUV typu „wszystko się zgadza”. I dlatego tak dobrze się sprzedaje.

Konkurencja: Tucson jest świetny, ale nie sam na rynku
Najbliższa konkurencja to oczywiście Kia Sportage Hybrid, techniczny kuzyn Tucsona, oferujący bardzo podobny układ napędowy i zbliżony charakter. Toyota RAV4 Hybrid będzie mniej efektowna w środku, ale ma bardzo mocną reputację hybrydową i zwykle świetnie broni się ekonomiką. Nissan Qashqai e-Power daje ciekawsze, bardziej elektryczne wrażenia z jazdy, choć też potrafi spalić więcej na autostradzie. Dużo więcej. Volkswagen Tiguan jest bardziej konserwatywny, droższy w doposażeniu, ale nadal bardzo mocny jako rodzinny SUV.
Tucson nie musi się ich bać. Pod względem wnętrza, wyglądu, komfortu i ogólnego wrażenia jest jednym z najlepszych aut w klasie. Problem w tym, że jeśli ktoś dużo jeździ autostradami, powinien bardzo dokładnie sprawdzić spalanie w swoich warunkach. Bo miejski wynik 6-7 litrów wygląda świetnie. Autostradowe ponad 10 litrów wygląda już jak żart, którego nikt nie chciał słuchać. Tu jednak trzeba szukać diesla. Bez dwóch zdań.

Werdykt: świetny SUV z autostradowym kacem
Hyundai Tucson Hybrid 20th Anniversary 1.6 T-GDI 6AT 2WD 230 KM to świetny samochód. Wygodny, przestronny, rewelacyjnie wykonany, nowoczesny i bardzo kompletny. Ma wszystko to, czego większość kierowców oczekuje dziś od rodzinnego SUV-a. Nic dziwnego, że tak często widzimy go na drogach. To naprawdę udany model.
Ale spalanie na drogach szybkiego ruchu jest jego największym problemem. W mieście 6-7 l/100 km przy spokojnej jeździe to dobry wynik. Na autostradzie ponad 10 l/100 km to już wynik, który trudno zignorować. Szczególnie gdy pamiętasz, że pod maską siedzi 1.6, a nie wielki diesel albo benzynowe V6.
Czy to przekreśla Tucsona? Nie. Jeśli jeździsz głównie po mieście, drogach krajowych i ekspresówkach w rozsądnym tempie, będziesz zadowolony. Jeśli jednak często latasz autostradami i liczysz, że hybryda będzie palić jak oszczędny diesel, możesz się mocno zdziwić.
Mam po lifcie, miasto 5,5/6 autostrada 7,5/8, Pokaż mi suva w bezynie, który na autostradzie spali mniej? 10 litrów zgodzę się ale napewno nie jechałeś zgodnie z przepisami. Plaginy wiadomo że spala odpowiednio więcej ze względu na masę baterii. jesli ktoś jeździ dużo autostradami to nie kupi hybrydy tylko diesla, których mam nadzieje będzie coraz więcej u dilerów.
Jechałem jechałem. Obstawiam, że to kwestia bardzo niskich temperatur. A tak to zgadzam się z Tobą.
Ktoś ma bardzo ciężką nóżkę, albo dostał samochód do testów i co mi tam 30 cm krawężniki i ograniczenia prędkości. Jeżdżę takim tylko plugin. Bez problemu osiągam 6 – 6,5… a na tych drogach szybkiego ruchu nie osiągnąłem 8. Dlaczego… bo nie biorę udziału w wyścigach o życie z nogą gazu do podłogi. Autem przejechałem w 4 miesiące 13500 km i jest to moje auto służbowe.
Nie masz racji. Nie przekraczam dozwolonej prędkości i właśnie przedlift palił bardzo mało, a po liftingu ten samochód zaczął pokazywać jakieś dziwnie wysokie wartości. Obawiam się, że problemem może tu być pogoda – wiesz jaka była zima w tym roku.
nie ma to jak zestawic auta piszac że hyundai potrafi spalic 10 (pewnie cisnac po 160-180) i v8 tez potrafi zejsc do 10 (zamulajac 120)🤣🤣🤣
Właśnie nie! To spalanie z autostrady. Serio
jezdze przedliftem awd 230 hybryda 2.5 roku, mam 120kkm przebiegu, srednie spalanie ok 7 na 100 i wcale nie ma lekko. Od 150km/h zaczyna palić 10 na trasie ale żeby tak ciągle jezdzic to trzeba miec nierówno po sufitem.
Ja mysle, ze to kwestia tego, że testowałem go na dużym mrozie. Serio, nie wiem o co chodzi.
Mam taki wóz. Trasa przez pół Europy, cały czas po autostradach, spalanie z 3000 km wyszło 6,7 l/100 km. Nie wiem jakim cudem autor testu wycisnął 10 l/100 km.
Ale masz polift? Bo przedlift palił mniej niż polift i to mnie bardzo zaskoczyło.
Mam polifta na dotarciu. 1500km. Tydzień temu wracałem A1. Zatankowałem 10km przed autostradą i jazda tempomat na 140. średnia przy zjeździe po ponad 200km wyszła 7,9.
I to jest realne spalanie autostradowe. Myślę, że jadąc manualnie bez tempomatu zszedłbym jeszcze w okolice pewnie 7,5, ale na mniej nie ma co liczyć. 180KM musi zjeść, a gabaryt robi swoje.
Większe spalanie miałem w Insigni 1.5 165KM, a ona jest dużo bardziej opływowa, więc w Tucsonie nie jest źle 🙂
Cieszę się, że wybrałeś takie auto! Bardzo lubię Tucsona, to przyjemny samochód. Nie wiem tylko dlaczego palił mi tak dużo na autostradzie. Ale ogólnie miło wspominam ten model.
Mój Tucson hybryda rocznik 25 na autostradach pali max 7 l /100 km przy większym obciążeniu dobija do 8l. Na mieście 5 – 5,5 l / 100 km.
Testowałem go przy dużych mrozach. Może to była wina?