Jeździłem Oplem Frontera 1.2. Nazwa legenda, auto plastik

Opel Frontera wrócił. Brzmi dobrze, prawda? Problem w tym, że kiedyś Frontera kojarzyła się z autem, które błota raczej się nie bało. Dziś wygląda tak, jakby największą przygodą w jego życiu miał być wysoki krawężnik pod Lidlem. Opel próbuje sprzedać młodzieżowy klimat, ale ja mam z tym problem. Bo nie widzę tłumu młodych ludzi marzących o plastikowym crossoverze, który jest nudny jak flaki z olejem.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM. Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Opel Frontera 1.2 Hybrid 145 KM z 2025 roku to samochód, który od początku gra na emocjach. Nazwa ma przypomnieć starego, terenowego Opla z lat 90., stylistyka ma być lekko outdoorowa, a całość ma wyglądać jak rozsądna, modna alternatywa dla miejskich SUV-ów. Tyle że po kilku dniach za kierownicą trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej produkt z korporacyjnej tabelki niż auto z charakterem. Owszem, pali rozsądnie. Owszem, jest praktyczne. Ale jest też plastikowe, smutne w środku i kompletnie pozbawione tego czegoś, co sprawia, że człowiek chce do auta wracać.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Kiedyś Frontera miała błoto. Dziś ma marketing

Największy problem nowej Frontery zaczyna się od nazwy. Opel nie wyciągnął z szuflady przypadkowego słowa. Frontera to przecież model, który w latach 90. faktycznie miał terenowy sens. Pierwsza Frontera zadebiutowała w 1991 roku jako auto 4×4, miała ramę drabinową, możliwość przełączania między napędem tylnym i 4×4 oraz tryby wysokiego i niskiego przełożenia do jazdy poza asfaltem.

I teraz patrzymy na rok 2025. Nowa Frontera jest przednionapędowym crossoverem, dostępnym jako hybryda benzynowa albo elektryk. Hybryda występuje z automatyczną skrzynią dwusprzęgłową i mocą 110 albo 145 KM, a wariant elektryczny ma 113 KM. Czyli mamy nazwę po aucie, które kiedyś miało terenowy charakter, ale dziś głównie udaje dzielność plastikowymi dodatkami i wysokim nadwoziem.

To trochę jak nazwać miejskie sneakersy „Alpy Pro Extreme”, a potem napisać małym druczkiem, że nie zaleca się chodzenia po mokrej trawie. Frontera kiedyś mogła budzić respekt. Dziś może co najwyżej ucieszyć właściciela, że nie przytarł zderzaka na krawężniku.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Młodzieżowe? Chyba dla młodzieży z działu księgowości

Opel ewidentnie próbuje zrobić z Frontery auto młode, praktyczne, trochę lifestyle’owe. Tylko że ja tego nie kupuję. Nie widzę młodzieży, która masowo wsiada do tego samochodu i mówi: „tak, to jest moje auto, moja energia, mój styl”. Widzę raczej kogoś, kto potrzebuje taniego, nowego crossovera, chce mieć wyższą pozycję za kierownicą i nie ma ochoty przepłacać za bardziej efektowne marki.

Z zewnątrz Frontera nie wygląda tragicznie. Jest kanciasta, prosta, ma przód w stylu Opel Vizor i próbuje wyglądać bardziej terenowo, niż jest w rzeczywistości. Problem w tym, że nie ma w niej nic szczególnie świeżego. Czyli niby wszystko jest na miejscu, ale emocje są jak herbata z automatu na dworcu. Ciepła, istnieje, ale nikt nie będzie o niej opowiadał znajomym.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Wnętrze: Opel Frontera 1.2 dostał najbrzydszy pokój w domu Stellantisa

Największe rozczarowanie czeka w środku. Deska rozdzielcza jest po prostu brzydka. Nie „kontrowersyjna”, nie „minimalistyczna”, nie „funkcjonalna w surowym stylu”. Brzydka. Plastikowa, smutna i zaprojektowana tak, jakby Stellantis bardzo chciał pokazać, że Peugeot i Citroen mają być wyżej w hierarchii estetycznej.

I to widać. W Peugeotach masz francuski teatr, dziwne kierownice, ciekawe faktury i poczucie, że ktoś jednak chciał zrobić kabinę z charakterem (zobacz nasz test Peugeot 2008 1.2). W Citroenie przynajmniej bywa miękko, komfortowo i trochę kanapowo. Opel? Opel w tej Fronterze wygląda, jakby dostał zadanie: „zróbcie tanio, prosto, bez ryzyka i nie przesadzajcie z ładnością”.

Nie chodzi nawet o to, że wszystko jest fatalne. Nie jest. Auto jest praktyczne, obsługa nie powinna przerosnąć nikogo, a wyposażenie można mieć całkiem sensowne. Mamy m.in. dwa 10-calowe ekrany, bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, kamerę cofania, pięć portów USB-C, ładowarkę indukcyjną oraz fotele Intelli-Seats w wyższych wersjach. Tyle że wyposażenie to jedno, a klimat kabiny to drugie. Tu klimatu brak.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Praktyczność jest. Szkoda, że emocji brak

Żeby nie było: Frontera ma mocne strony. Jest praktyczna. Bagażnik ma 460 litrów, a po złożeniu tylnej kanapy przestrzeń rośnie do około 1600 litrów. Opel Frontera oferuje też podział kanapy 60:40 i podwójną podłogę bagażnika. To są dobre liczby i w codziennym życiu mają znaczenie.

Auto ma też rozsądne gabaryty. Długość 4385 mm i rozstaw osi 2670 mm oznaczają, że Frontera nie jest mikrusem, ale nadal pozostaje autem wygodnym do miasta. Rodzina 2+1, zakupy, wakacyjny bagaż, wózek, torby sportowe — da się. Pod tym względem Opel zrobił to, co miał zrobić.

Problem polega na tym, że praktyczność nie wystarczy, jeśli całe auto jest tak pozbawione charakteru. To trochę jak duża, pojemna szafa z płyty meblowej. Spełnia funkcję, ale nikt nie powie: „stary, chodź, pokażę ci moją szafę”.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Silnik 1.2 Hybrid 145 KM: do miasta wystarczy, do emocji nie

Testowany napęd 1.2 Hybrid 145 KM nie jest zły. To miękka hybryda z dwusprzęgłową skrzynią eDCT6, która w codziennym ruchu radzi sobie poprawnie. Według danych rynkowych wersja 145 KM ma przyspieszać do 100 km/h w około 9 sekund, więc na papierze nie jest dramatem.

W praktyce Frontera jedzie wystarczająco. Nie szybko, nie ciekawie, nie z charakterem. Wystarczająco. To słowo idealnie pasuje do tego auta. Wystarczająco rusza. Wystarczająco wyprzedza. Wystarczająco ogarnia miasto. Ale nie ma w tym żadnej iskry.

Spalanie wypada za to naprawdę dobrze. W mieście około 6 l/100 km to bardzo przyzwoity wynik. Na drodze ekspresowej przy 120 km/h 7 l/100 km też nie boli. Przy 140 km/h na autostradzie 9 l/100 km pokazuje już, że aerodynamika wysokiego pudełka i mały silnik mają swoje ograniczenia.

Czyli ekonomia jest. I to jest jeden z niewielu argumentów, które naprawdę bronią ten samochód.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Prowadzenie: poprawne, ale bez historii

Frontera prowadzi się jak typowy tani crossover. Nie straszy, nie męczy, ale też nie daje radości. Układ kierowniczy jest zwyczajny, zawieszenie nastawione na komfort, a całe auto bardziej chce przewieźć pasażerów niż zaangażować kierowcę.

Nową Fronterę mogę określić jako praktycznego i przystępnego rodzinnego crossovera, który miejscami sprawia tanie wrażenie, ale prowadzi się dobrze. I to jest chyba najuczciwsze podsumowanie od łagodniejszej strony. Tak, ona nie jest fatalna w prowadzeniu. Tylko że to nadal nie zmienia faktu, że po wyjściu z auta nie pamiętasz z jazdy absolutnie nic.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Cena Opel Frontera: za 110 tysięcy mam problem

Oficjalnie Opel pokazuje Fronterę Edition Hybrid od 100 900 zł, a wersję GS Hybrid od 114 900 zł. I pewnie właśnie tutaj znajdzie się najwięcej argumentów sprzedawcy. Nowe auto, crossover, hybryda, automat, praktyczny bagażnik, znana marka, rozsądna cena. Brzmi dobrze.

Tylko że za okolice 110 tys. zł jest naprawdę sporo ciekawszych wyborów. Dacia Duster startuje od około 82 tys. zł, a nawet dobrze wyposażone wersje potrafią być konkurencyjne cenowo. Skoda Kamiq zaczyna się od 89 900 zł, więc za podobne pieniądze można mieć auto mniej udające terenówkę, ale bardziej klasyczne i normalne. Toyota Yaris Cross Hybrid startuje od 110 900 zł i daje napęd hybrydowy marki, która w tym temacie ma znacznie większe doświadczenie.

I właśnie dlatego Frontera mnie nie przekonuje. Gdyby kosztowała wyraźnie mniej, można byłoby powiedzieć: okej, plastikowo, nudno, ale tanio i praktycznie. Przy kwocie około 110 tys. zł zaczynam wymagać czegoś więcej niż pojemnego pudełka z historyczną nazwą.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Werdykt: legenda wróciła, ale bez charakteru

Opel Frontera 1.2 Hybrid 145 KM to samochód, który ma kilka racjonalnych argumentów. Jest praktyczny, oszczędny w mieście, dość przestronny i nie powinien być trudny w codziennym użytkowaniu. Dla kogoś, kto chce po prostu nowego crossovera z automatem, może mieć sens.

Ale dla mnie? Absolutnie nie.

Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.
Test Opel Frontera hybryda 1.2 145 KM.

Nie kupiłbym go, bo jest zbyt plastikowy, zbyt nudny i zbyt mocno gra nazwą, której nie potrafi udźwignąć. Kiedyś Frontera była autem, które miało terenowy charakter. Dziś jest crossoverem, który może cieszyć się z wjazdu na wyższy krawężnik. Opel chciał zrobić coś młodzieżowego, ale wyszło auto dla kogoś, kto młodość wspomina przy segregowaniu faktur.

Najbardziej boli to, że Frontera nie jest kompletną katastrofą. Jest po prostu nijaka. A nijakość w samochodzie za ponad 100 tys. zł jest dziś trudna do obrony. Są auta tańsze, ciekawsze, lepiej wykonane, bardziej oszczędne albo zwyczajnie bardziej charakterne. Ten Opel próbuje sprzedać wspomnienie starej legendy w plastikowym opakowaniu. I ja tego opakowania nie kupuję.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama