Volkswagen California Beach – pocztówka z Włoch!

Dzisiejszy test będzie nietypowy. Opowiem wam jak Volkswagen California Beach towarzyszył nam w podróży do Włoch. Jak sprawdził się na tygodniowym campingu? Zapraszam do lektury testu! 

Volkswagen California Beach – legendarny “Bulli” 

Testowany w naszej redakcji kampervan to nic innego jak słynna T6 z wyposażeniem ułatwiającym biwakowanie. Najnowszy model to hołd oddany motoryzacyjnej legendzie, znanej pod nazwą “ogórek”. Najświeższa generacja Volkswagena T6 za bardzo nie przypomina swojego pierwowzoru. Bulli z przed 70 lat miał opływową, jajowatą budowę i charakteryzował się dwukolorowym nadwoziem i okrągłymi lampami. Dziś Volkswagen California Beach to jeden z najładniejszych busów w segmencie.

Ma zadziorną linię i pięknie narysowany grill z przednimi reflektorami. Egzemplarz poddany testom był „pokryty” beżowym lakierem. Na przednich listwach posiadał chromowane napis “Bulli” jako ukłon w stronę swojego “pradziada”. Wymiary Califronii nie różnią się niczym od innych wersji T6, czyli Transportera, Multivana czy Caravella. To wciąż 490 cm długości, 190 cm szerokości i prawie 2 metry wysokości. Dobrze skonfigurowany T6 przyciąga wzrok przechodniów i kierowców. Dwukolorowe wersje nadwozia występujące w wersjach Ocean i Coast są estetyczne i często spotykają się z aprobatą innych kierowców. 

Volkswagen California Beach – do Włoch na kołach! 

Kiedy na wiosnę w moim redaktorskim kalendarzu pojawił się wpis: Volkswagen California Beach, od razu w głowie zrodził się pomysł o pierwszym, “dziewiczym” wyjeździe kamperowym. Z góry założyłem, że destynacja musi być w miarę bliska, by za kółkiem nie spędzić całego tygodnia. Pierwszym pomysłem było chorwackie wybrzeże i tego kurczowo trzymaliśmy się przez długi czas. Słońce, plaża, morze – można powiedzieć idealne wakacje. Jedynym problemem było to, że test był zaaranżowany na koniec października, a wtedy nawet w Chorwacji pogoda bywa kapryśna.  

Na dwa tygodnie przed odjazdem – zmiana planów! Jedziemy do Włoch! Nigdy tam nie byłem, a pogoda “ciepło-jesienna” wydawała mi się idealna na zwiedzanie włoskich miast. Pierwszą destynacją jaką wybraliśmy była Wenecja, oddalona od Warszawy o jakieś 1300 km.  

Wenecja

Zwiedzanie zaczęliśmy od sławnej Wenecji. Labirynty ciasnych uliczek mają swój niepowtarzalny urok. Dobrze jest uzbroić się w smartfon z pakietem Internetu, gdyż korzystanie z nawigacji może okazać się niezbędne. W tak późnym okresie jak październik Wenecja wciąż tętni życiem do późnych godzin nocnych. Dla tych, którzy planują odwiedzić to malownicze miasto polecam tramwaje wodne (ACTV), dzięki którym dostaniecie się na wyspy, do których nie prowadzi żadna droga lądowa. Burrano i Murrano mają niepowtarzalny klimat i tam zobaczycie “kolorowe” domki, charakterystyczne dla tych wysepek.  

Verona

Drugą destynacją była Verona – miasto zakochanych. W samym centrum znajduje się dobrze zachowany amfiteatr, do którego można wejść opłacając bilet za 7 Euro. Arena gladiatorów przypomina tą z Rzymu. Verona to dość komercyjna miejscowość. W alejkach można spotkać dużo witryn sklepowych znanych marek. Troszkę szkoda, że z tak dobrze zachowanego starego miasta zrobiło się centrum handlowe pod gołym niebem, no ale… Nie mi to oceniać. 

Jezioro Garda

Trzecią i ostatnią miejscowością do jakiej zawitaliśmy była Riva del Garda. Miasteczko położne nad słynnym jeziorem Garda. To, co można ujrzeć zapiera dech w piersiach! Krystaliczna woda jeziora, a w jej tafli odbijające się alpejskie szczyty. Coś niesamowitego. Warto wspomnieć, że w miejscowościach nad jeziorem sezon trwa bardzo długo. Garda jest jedną z ulubionych destynacji fanów sportów wodnych, głównie windsurferów. Pole kempingowe, na które zawitaliśmy pękało w szwach od liczby zaparkowanych kamperów. Liczba pojazdów na niemieckich „blachach” była oszałamiająca. Zresztą co się dziwić, skoro do Monachium z Gardy jest tylko 400 km. Jeśli szukacie inspiracji wyjazdowych w północnej części Włoch to musicie odwiedzić to jezioro. Uwierzcie mi na słowo – nie będziecie żałować. 

Winiety i autostrady! 

Jeśli pierwszy raz jedziecie za granicę i chcecie korzystać z płatnych odcinków musicie zaopatrzyć się w winiety. Jadąc do Włoch, a konkretnie do Wenecji, byłem zmuszony zakupić winietę Czeską i Austriacką. Obie były ważne przez 10 dni. Łączny koszt obu wyniósł jakieś 150 zł. Sprawa wyglądała inaczej na Włoskich autostradach. Tam obecne są bramki i opłacamy dany odcinek. Nie polecam wybierać się na autostrady na przysłowiowym “farcie”. Przy drogach znajdują się kamery, które sprawdzają numery rejestracyjne i przypisane do nich ważne winiety. Nawet się nie obejrzymy jak w lusterku zobaczymy migające “bomby”. Winiety występują w dwóch wersjach. Fizyczna forma naklejki, którą naklejamy na przednią szybę i możemy ją nabyć na stacjach benzynowych przy granicy. Forma elektroniczna to taka, którą nabywamy przez Internet.  

O tym trzeba pamiętać! 

Wybierając się na wyjazd kamperem musimy zadbać o wyposażenie, które jest niezbędne by normalnie funkcjonować. Volkswagen California Beach był wyposażony w kuchenkę gazową, a więc jedna z najważniejszych rzeczy była na pokładzie. Śniadania przyrządzone w ciasnym kampervanie smakują o niebo lepiej – zaufajcie. Jeśli o kuchence mowa, trzeba również zaopatrzyć się w lodówkę turystyczną. Gość dzisiejszego tekstu takowej nie posiadał. Jeden z portów “zapalniczkowych” – 12V, posiada stałe napięcie, przez co nawet gdy zapłon jest wyłączony, nasza lodówka będzie dalej chłodzić nasze produkty spożywcze. Wszystko dzięki wbudowanemu akumulatorowi, który doładowujemy podczas jazdy lub na postoju z gniazdka zewnętrznego. Niezbędny okaże się również przedłużacz i to taki 10-15m by bez niepotrzebnych komplikacji wpiąć się w źródło zasilania na postoju kempingowym. O sanitariaty nie musimy się martwić. Co prawda Volkswagen California Beach nie posiada zbiornika na wodę oraz węża prysznicowego, ale większość pól kempingowych posiada dobrze wyposażone i czyste sanitariaty.  

Volkswagen California Beach i tydzień we Włoszech – Koszty! 

Podczas tygodniowego testu przejechałem za sterami kampera 2800 km. Licząc, że na każde 100km samochód spalił +/- 9 litrów, na paliwo przy takiej trasie musimy wydać około 2000zł. Skąd ta kwota? Dobrobyt i rarytas tankowania za cenę 6 zł za litr zaznamy tylko w Polsce. Za granicą musimy liczyć się z cenami w przedziale 7,50 do nawet 9 zł. Uśredniłem tą cenę i pomnożyłem ilość zużytych litrów przez 8 zł. Dodatkowym kosztem będzie cena „zakwaterowania” na kempingu. Ta poza sezonem wynosi między 20-25 Euro. Cena “slotu” kempingowego w wysokim sezonie wzrasta dwukrotnie.  

Na polach kempingowych, na których spaliśmy nie było możliwości wykupienia wyżywienia (śniadań, obiadokolacji) podczas pobytu. Koszty żywności spadną na naszą listę rzeczy niezbędnych do kupienia. Są to koszty ciężkie do oszacowania, gdyż jak wiadomo każdy jada inaczej. My stołowaliśmy się w knajpach. Cena posiłku (pizza, makaron, lasagne) to koszt około 10 Euro. Zestawy śniadaniowe kosztują około 7 Euro. W nim może „pojawić” się kawa, croissant lub panini.

Płyta gazowa, którą posiada Volkswagen California Beach jest w przypadku śniadań zbawieniem. Spokojnie możemy przygotować sobie mały posiłek i ugotować wodę na kawę… A nic nie smakuje lepiej od kawy zaparzonej w kamperze. 

Volkswagen California Beach – komfort “mieszkania” i podróżowania

Towarzysz naszej włoskiej podróży nie jest pełnoprawnym kamperem. Volkswagen California Beach to bardziej kampervan. Na wyposażeniu znajdziemy wszystko co potrzebne do przyjemnego biwakowania, jednak dużą niedogodnością jest brak miejsca w środku. Wyjazd w cztery dorosłe osoby może być bardzo męczący i nie mówię tu o komforcie podróżowania tylko zakwaterowania.

Volkswagen California Beach posiada cztery miejsca do spania. Jedno z łóżek znajduję się wewnątrz samochodu. Po złożeniu tylnej kanapy i rozłożeniu materaca otrzymujemy łóżko o wielkości 120×200 cm. Drugie łóżko otrzymamy po rozłożeniu dachu. Tam jest trochę więcej miejsca, a i samo łóżko jest wygodniejsze, gdyż materac leży na plastikowych sprężynach. Ważną rzeczą, o której trzeba wspomnieć jest to, że na “górnym pokładzie” może być bardzo zimno. Ściany przypominają te z namiotu i nawet mocno rozkręcone ogrzewanie postojowe może nie pomóc podczas chłodnych nocy.  

Sporą zaletą są stół i krzesła, które znajdziemy na wyposażeniu kampervana. Dzięki nim możemy komfortowo zjeść posiłek. Ich umiejscowienie w samochodzie jest bardzo pomysłowe, gdyż stół znajduję się w bocznych, przesuwnych drzwiach. Krzesła zaś w tylnej klapie. Na boku Californii znajduję się roleta, z której za pomocą specjalnej rączki wysuniemy markizę.  

Volkswagen California Beach – specyfikacja i wrażenia z jazdy 

California Beach, a więc campervan, który miałem przyjemność testować był wyposażony w silnik diesla o pojemności 2 litrów. Motor generował moc 204 KM i 450 Nm, a całość zawiadywała automatyczna skrzynia biegów DSG. “Sprint” do setki zajmuje w tym przypadku 11.5 sekundy. Volskwagen California Beach z tym silnikiem nie jest demonem prędkości, ale to nie tego oczekujemy od takiego samochodu. Kampervan ma być przede wszystkim być oszczędny w eksploatacji.

Tak jak wspominałem wyżej na dystansie 2500 km średnie zużycie paliwa wynosiło 9 litrów, co jest niezłym wynikiem. Podróż autostradami bywa monotonna. Tutaj świetnym kompanem okazał się aktywny tempomat. Dzięki niemu pedału hamulca używałem bardzo rzadko. Prędkość ustawiona na 120 km/h była “znośna”. Przy wyższych musimy pogodzić się z tym, że auto bywa głośne. Składają się na to wystające elementy, które nijak mają się do zasad aerodynamiki (markiza, dach) oraz dieslowski silnik, który “walczy” by rozpędzić 2.5 tonowego busa.  

Do komfortu podróżowania nie można mieć zastrzeżeń. Wyposażenie wnętrza jest przyjemne. Skórzane fotele są wygodne, a wbudowane, prywatne podłokietniki pozwalają wygodnie ułożyć się podczas długiej podróży. Deska rozdzielcza jest wykonana z dobrych materiałów. System multimedialny Volskwagena to jeden z najbardziej “dopracowanych” z jakimi miałem styczność. Czytelność ekranów stoi na wysokim poziomie. Obsługa samochodu odbywa się za pomocą dotyku, jak i również przycisków oraz pokręteł manualnych, których w tym samochodzie jest pod dostatkiem. Warto wspomnieć, że samochód dość pewnie trzyma się drogi i odpowiednio zachowuje się podczas „wejścia” w zakręty. Wszystko to zasługa napędu 4×4.

Przestrzeń bagażowa to w tym samochodzie wynosi 630 litrów, przy rozłożonych siedzeniach. Gdy zdecydujemy się by nasz California Beach posłużył do przewozu większej ilości rzeczy, wtedy do wykorzystania będziemy mieli cały tył pojazdu i pojemność rzędu 4300L.  

Podsumowanie
Volkswagen California Beach to super auto z kilkoma niedociągnięciami. Dla dwojga, będzie świetną opcją na wspólny wypad za granicę. Jeśli jednak zdecydujemy się na podróżowanie w cztery osoby, może być to dość klaustrofobiczne przeżycie.
Zalety
Oszczędny silnik z dobrą skrzynią biegów
Wygodne wnętrze
Dobre multimedia
Kuchenka gazowa
Dobrze poukrywane elementy biwakowe (stolik, krzesła, kuchenka)
Miejsce noclegowe dla czterech osób
Wady
W chłodne dni w górnym namiocie bywa bardzo zimno
Palnik gazowy działa nieregularnie, może być tak że podczas odpalania stracimy włosy na rękach
W tym egzemplarzu webasto działało poprawnie tylko wtedy, gdy samochód był wpięty do zewnętrznego źródła prądu.
8
Wynik