Swatch Group ma za sobą półrocze, które można opisać jednym zdaniem: klienci wydają na zegarki więcej, ale poprawa sprzedaży nie przekłada się jeszcze na satysfakcjonujący zysk. Właściciel marek Omega, Longines, Tissot, Hamilton i Swatch zwiększył przychody przy stałych kursach walut, a część jego najważniejszych brandów rosła dwucyfrowo. Jednocześnie mocny frank, koszty produkcji oraz decyzja o utrzymaniu miejsc pracy mocno obciążyły rentowność. Wyniki pokazują też coś ważniejszego niż krótkoterminowa kondycja firmy: klasyczny zegarek wcale nie przegrywa ze smartwatchem. Oba produkty coraz częściej odpowiadają na zupełnie inne potrzeby.

Wyniki Swatch Group pokazują mocną sprzedaż i słaby zysk
W pierwszej połowie 2026 roku Swatch Group osiągnął 3,121 mld franków szwajcarskich sprzedaży netto. Przy stałych kursach walut oznaczało to wzrost o 8,5 proc., ale po przeliczeniu według bieżących kursów poprawa wyniosła już tylko 2 proc. Swatch Group oszacował negatywny wpływ zmian walutowych na niemal 200 mln franków. W drugim kwartale tempo wzrostu przy stałych kursach przyspieszyło do 9,4 proc.
Warto zaznaczyć, że raport przedstawia wartość sprzedaży, a nie dokładną liczbę zegarków kupionych przez klientów. Nie można więc automatycznie przyjąć, że firma dostarczyła o 8,5 proc. więcej sztuk. Wynik potwierdza jednak, że popyt na produkty grupy wyraźnie się poprawił, szczególnie pod koniec badanego okresu.
Zysk operacyjny wyniósł 52 mln franków, wobec 68 mln franków rok wcześniej. Marża operacyjna spadła z 2,2 do 1,7 proc., a zysk netto zamknął się kwotą 16 mln franków. Rezultat był znacznie słabszy od oczekiwań analityków, którzy zakładali około 120 mln franków zysku operacyjnego. Po publikacji raportu akcje firmy traciły ponad 3 proc.
Na pierwszy rzut oka wygląda to paradoksalnie. Swatch Group zwiększa sprzedaż, zdobywa udziały rynkowe i obserwuje wyraźne przyspieszenie zamówień, a jednocześnie zarabia mniej. Wyjaśnienie kryje się w kosztach oraz kursach walut.
Grupa produkuje znaczną część mechanizmów, podzespołów i gotowych zegarków we własnych zakładach w Szwajcarii. Ponoszone głównie we frankach koszty pozostają wysokie, natomiast sprzedaż realizowana jest na całym świecie w dolarach, euro, jenach i innych walutach. Gdy frank się umacnia, zagraniczne przychody po przeliczeniu na szwajcarską walutę stają się mniej imponujące.
Swatch Group nie chciał zwalniać pracowników
Drugim obciążeniem była świadoma decyzja o utrzymaniu mocy produkcyjnych i miejsc pracy w okresie słabszego wykorzystania fabryk. Swatch Group nie zdecydował się na gwałtowne redukcje personelu, ponieważ chciał zachować możliwość szybkiego zwiększenia produkcji po odbiciu popytu.
Na koniec czerwca firma zatrudniała 31 331 osób, o 1,5 proc. mniej niż na początku roku. Spadek wynikał przede wszystkim z naturalnej rotacji pracowników, a nie z szerokiego programu zwolnień.
Taka strategia krótkoterminowo obniża zysk. Koszty pracowników, maszyn, nieruchomości i utrzymania wyspecjalizowanych kompetencji pozostają wysokie nawet wtedy, gdy linie produkcyjne nie pracują z pełnym obciążeniem. Z drugiej strony odbudowanie zespołów zegarmistrzów, konstruktorów i operatorów precyzyjnych maszyn po masowych zwolnieniach byłoby trudne oraz kosztowne.
Firma liczy, że ta decyzja zacznie się opłacać w drugiej połowie roku. W maju i czerwcu sprzedaż przy stałych kursach wzrosła o 13,1 proc., a marża operacyjna sięgnęła 8,6 proc. Swatch Group przekonuje, że przyspieszenie utrzymało się również w pierwszych tygodniach lipca, co powinno poprawić wykorzystanie fabryk i rentowność.
Omega, Longines i Tissot przyciągają klientów
Wyniki nie opierają się na sukcesie jednej marki. Segment zegarków i biżuterii, po wyłączeniu działalności produkcyjnej, zwiększył sprzedaż o 9,5 proc. przy stałych kursach walut.
Omega odnotowała 20-procentowy wzrost w należącej do grupy sieci detalicznej, której udział w obrotach marki wzrósł do 42 proc. Longines, Tissot i Hamilton osiągnęły natomiast dwucyfrowe wzrosty sprzedaży.
To ważne, ponieważ marki należące do Swatch Group obejmują niemal wszystkie najważniejsze poziomy cenowe. Swatch oferuje dostępne cenowo, kolorowe modele. Tissot i Hamilton walczą o klientów ze średniego segmentu, Longines plasuje się wyżej, natomiast Omega, Blancpain, Breguet i Harry Winston reprezentują świat luksusu.
Dzięki temu firma może korzystać zarówno z zainteresowania niedrogim zegarkiem mechanicznym, jak i popytu na prestiżowy czasomierz kupowany z myślą o wielu latach użytkowania.
Szczególnym sukcesem okazał się Royal Pop, kieszonkowy zegarek przygotowany przez Swatch we współpracy z Audemars Piguet. Produkt zadebiutował 16 maja, wywołał kolejki przed sklepami i według producenta wygenerował ponad 25 mld wyświetleń w mediach społecznościowych.
Firma twierdzi również, że premiera zwiększyła zainteresowanie kolekcjami MoonSwatch oraz Scuba Fifty Fathoms, przygotowanymi wcześniej z markami Omega i Blancpain.

Czy Swatch Group potwierdza powrót zegarków mechanicznych?
Nie do końca, ponieważ zegarki mechaniczne tak naprawdę nigdy nie zniknęły. W segmencie luksusowym od dawna pozostają podstawą biznesu i odpowiadają za zdecydowaną większość wartości eksportu szwajcarskiej branży.
Zmieniła się natomiast rola zegarka na nadgarstku. Dziś klasyczny czasomierz rzadko kupuje się wyłącznie po to, aby sprawdzić godzinę. Robi to telefon, komputer, samochód, ekran sprzętu AGD i smartwatch.
Mechaniczny zegarek stał się dodatkiem do stylu, przedmiotem kolekcjonerskim, symbolem zainteresowań albo osobistą pamiątką. Klienta przyciągają konstrukcja mechanizmu, historia marki, wzornictwo, jakość wykonania oraz możliwość użytkowania przez wiele lat.
To zupełnie inna obietnica niż w przypadku urządzenia elektronicznego, którego największymi zaletami są powiadomienia, pomiar aktywności, nawigacja i integracja ze smartfonem.
Dane Federacji Szwajcarskiego Przemysłu Zegarkowego dobrze pokazują tę różnicę. W 2025 roku ze Szwajcarii wyeksportowano około 5,21 mln mechanicznych zegarków naręcznych o wartości 20,9 mld franków. Elektronicznych czasomierzy, do których statystyka zalicza głównie modele kwarcowe, było około 9,39 mln, ale ich wartość wyniosła tylko 3,5 mld franków.
Mechanika przegrywa więc liczbą sztuk, lecz zdecydowanie wygrywa wartością. Trzeba przy tym pamiętać, że są to dane eksportowe, a nie wyniki sprzedaży do końcowych klientów. Nie mierzą również rynku smartwatchy w taki sam sposób jak raporty firm analizujących elektronikę użytkową.
Statystyki pokazują jednak, że szwajcarskie zegarmistrzostwo coraz mocniej opiera się na produktach droższych, bardziej emocjonalnych i oferujących wyższą marżę.
Smartwatche nadal rosną i nie zamierzają znikać
Dobra sprzedaż klasycznych zegarków nie oznacza odwrotu od elektroniki. Globalne dostawy smartwatchy wzrosły w pierwszym kwartale 2026 roku o 4 proc. rok do roku, a dostawy Apple zwiększyły się o 21 proc. Rosły także marki chińskie, wspierane przez poprawiający się popyt na rodzimym rynku.
Smartwatch pozostaje jednym z najwygodniejszych urządzeń do śledzenia treningów, snu, tętna i powiadomień. Nie ma więc prostego pojedynku, w którym Omega albo Tissot odbierają klientów Apple Watchowi.
Część użytkowników zakłada smartwatch na trening, do pracy lub w ciągu tygodnia, natomiast zegarek mechaniczny wybiera na spotkanie, weekend czy specjalną okazję. Produkty mogą współistnieć nawet w kolekcji jednej osoby.
Co więcej, popularność smartwatchy mogła paradoksalnie pomóc tradycyjnym czasomierzom. Elektroniczne urządzenia przyzwyczaiły młodszych klientów do ponownego noszenia czegoś na nadgarstku.
Gdy część użytkowników zaczyna szukać przedmiotu bardziej trwałego, eleganckiego i niezależnego od codziennego ładowania, naturalnym kolejnym krokiem może stać się zegarek kwarcowy lub mechaniczny. Jest to wniosek, a nie bezpośredni rezultat przedstawionych danych, ale strategia produktowa firmy wyraźnie próbuje wykorzystać właśnie takie zainteresowanie.
Swatch Group postawił na przystępne cenowo współprace, które mają przyciągać ludzi wcześniej niezainteresowanych tradycyjnym zegarmistrzostwem. MoonSwatch połączył rozpoznawalny wygląd Omegi Speedmaster z ceną i materiałami typowymi dla marki Swatch. Scuba Fifty Fathoms wykonał podobny ruch z dziedzictwem Blancpain, natomiast Royal Pop proponuje mechanikę w nietypowej, kieszonkowej formie.
Klasyczny zegarek zmienił się z narzędzia w emocję
Smartwatch wygrywa funkcjonalnością. Potrafi wyświetlić wiadomość, poprowadzić nawigację, zmierzyć trening i ostrzec o nietypowym tętnie. Zegarek mechaniczny nie powinien próbować go kopiować, ponieważ przegrałby pod względem liczby funkcji, precyzji oraz możliwości prezentowania informacji.
Jego przewaga znajduje się gdzie indziej. Mechaniczny czasomierz nie wymaga konta użytkownika, aktualizacji systemu ani wymiany po zakończeniu wsparcia producenta. Dobrze serwisowany może pracować przez dziesięciolecia, a pojawiające się ślady użytkowania często zwiększają jego osobisty charakter, zamiast czynić go przestarzałym.
To właśnie dlatego rosnące wyniki marek Omega, Longines, Tissot i Hamilton nie muszą oznaczać chwilowej mody. Klienci kupują dziś klasyczne zegarki z innych powodów niż dwadzieścia lat temu. Nie chodzi już jedynie o dostęp do dokładnego czasu, lecz o design, historię i przedmiot, który nie wygląda jak kolejny ekran.
Zobacz również Swatch x Guggenheim: zegarki inspirowane słynnymi dziełami .

Dlaczego większa sprzedaż nie gwarantuje większego zysku?
Przypadek Swatch Group pokazuje, że nawet atrakcyjne produkty i rosnący popyt nie rozwiązują automatycznie problemów finansowych. Firma korzysta z rozbudowanej, pionowo zintegrowanej produkcji w Szwajcarii. Daje jej to kontrolę nad mechanizmami i jakością, ale jednocześnie tworzy wysoką bazę kosztową.
Silny frank dodatkowo zmniejsza wartość przychodów osiąganych za granicą po przeliczeniu na walutę raportową. Sprzedaż może rosnąć w Stanach Zjednoczonych, Japonii czy Europie, a wynik po konwersji nadal wyglądać znacznie słabiej. W pierwszym półroczu negatywny efekt walutowy odebrał grupie około 200 mln franków przychodów.
Firma musi także utrzymywać zapasy, sieć butików i produkcję obejmującą wiele poziomów cenowych. Na koniec czerwca zapasy były wyceniane na około 7,3 mld franków i stanowiły ponad połowę wszystkich aktywów przedsiębiorstwa.
W branży zegarkowej część produktów ma bardzo długi cykl życia i nie traci wartości użytkowej tak szybko jak elektronika. Mimo tego tak duży kapitał zamrożony w towarze pozostaje kosztowny i może ograniczać elastyczność firmy.
Swatch Group ma powody do optymizmu
Najlepszą wiadomością jest to, że poprawa pojawiła się na wielu rynkach jednocześnie. Sprzedaż przy stałych kursach wzrosła o 27 proc. w Stanach Zjednoczonych, 20 proc. w Japonii, 38 proc. w Indiach, 28 proc. w Hiszpanii i 12 proc. we Włoszech.
Własne butiki zwiększyły sprzedaż o 18 proc., natomiast kanał internetowy urósł o 30 proc. Niemal połowa sprzedaży segmentu zegarków i biżuterii jest już realizowana przez sklepy bezpośrednio kontrolowane przez grupę.
Jednocześnie rynek nie daje gwarancji łatwego sukcesu. Według danych przywołanych przez producenta wartość szwajcarskiego eksportu zegarków w pierwszej połowie 2026 roku spadła o 0,7 proc. Wzrost firmy oznacza więc przede wszystkim zdobywanie udziałów w trudnym otoczeniu, a nie korzystanie z powszechnego boomu obejmującego całą branżę.
Geopolityka, kurs franka i ostrożne zamówienia niezależnych sprzedawców w Chinach nadal mogą ciążyć wynikom. Firma sygnalizuje jednak, że jej własne sklepy w Chinach, Hongkongu i Makau zwiększyły sprzedaż o 9 proc. przy niezmienionej liczbie punktów.
Zegarki mechaniczne i smartwatche mogą rosnąć razem
Dla miłośników zegarków wniosek jest optymistyczny. Smartwatche nie zabiły klasycznych czasomierzy i nic nie wskazuje, aby miały to zrobić. Rynek wyraźnie się podzielił: elektronika sprzedaje wygodę, funkcje zdrowotne i dostęp do danych, a zegarki mechaniczne oferują styl, rzemiosło oraz trwałość.
Swatch Group sprzedaje więcej, ponieważ potrafi działać w wielu częściach rynku klasycznych zegarków — od dostępnego Swatcha i Tissota po Omegę, Blancpain oraz Bregueta. Koncern może zainteresować zarówno osobę kupującą pierwszy automat, jak i kolekcjonera szukającego skomplikowanego mechanizmu.
Problemem nie jest obecnie brak klientów, lecz przekształcenie rosnącego zainteresowania w odpowiednio wysoki zysk. Jeżeli druga połowa roku przyniesie lepsze wykorzystanie fabryk, dalszy wzrost sprzedaży i mniejszą presję walutową, wyniki Swatch Group mogą zacząć wyglądać znacznie lepiej także pod względem rentowności.
Tradycyjne zegarki nie przeżywają wielkiego powrotu, bo tak naprawdę nigdy nie zniknęły. Po prostu coraz wyraźniej przestają konkurować ze smartwatchem na liczbę funkcji. Wygrywają tam, gdzie elektronice najtrudniej się odnaleźć — w emocjach, ponadczasowym wzornictwie i poczuciu posiadania przedmiotu, który może pozostać z właścicielem znacznie dłużej niż jeden cykl technologiczny.
Źródło: www.reuters.com