Szczerze? Mercedes-Benz E 300 e 4MATIC to wybitnie fantastyczne auto. Fakt, Klasa S jest jeszcze wygodniejsza, bardziej dostojna i bardziej odklejona od zwykłego świata, ale w E-Klasie za kierownicą nie czujesz się jak szofer. Czujesz się jak człowiek, który patrzy na gwiazdę na masce i wie, że coś w życiu poszło dobrze. Ultra wygodne fotele, świetne wyciszenie, doskonałe prowadzenie, masaże, audio Burmester i wersja Exclusive, która z daleka mówi: „tu jedzie prestiż”. A do tego hybryda plug-in, która potrafi realnie przejechać 110 km na prądzie. I jako fan diesli muszę powiedzieć jedno: znów się zaskoczyłem.

Klasa E, czyli Mercedes w najlepszym wydaniu
Mercedes Klasy E od zawsze miał szczególne miejsce w gamie marki. To nie jest auto dla kogoś, kto chce tylko znaczek na masce. To samochód dla człowieka, który rozumie, że prawdziwy Mercedes nie musi być największy, najgłośniejszy ani najbardziej krzykliwy. On ma być dopracowany, wygodny, elegancki i pewny siebie.
I właśnie taka jest nowa Klasa E. To nie jest już „większa C-Klasa” ani „tańsza S-Klasa”. To osobna kategoria. Auto, które potrafi być limuzyną na długie trasy, samochodem do codziennego życia, autem reprezentacyjnym i prywatną strefą komfortu. Wsiadasz, zamykasz drzwi i świat robi się spokojniejszy. Hałas zostaje na zewnątrz, droga przestaje drażnić, a ty zaczynasz jechać inaczej. Mniej nerwowo. Bardziej dostojnie.
To jest właśnie magia E-Klasy. Nie chodzi o to, że ona robi wszystko najbardziej spektakularnie. Chodzi o to, że robi wszystko z klasą.

Exclusive robi robotę. To mała Klasa S
Testowana wersja miała w sobie coś wyjątkowego. Exclusive w Klasie E naprawdę zmienia odbiór tego samochodu. Z daleka widać, że nie jedzie zwykła limuzyna. Jedzie Mercedes. Taki przez duże M. Z gwiazdą na masce, z eleganckim grillem, z bardziej klasycznym, prestiżowym charakterem.
I właśnie w tej konfiguracji E-Klasa najmocniej przypomina Klasę S. Nie przez rozmiar, bo S-Klasa nadal jest większa i bardziej majestatyczna. Nie przez komfort, bo tam poziom izolacji jest jeszcze wyższy. Ale przez klimat. Przez sposób, w jaki auto prezentuje się na drodze. Przez ten spokojny, luksusowy komunikat: nie muszę niczego udowadniać.
W AMG (zobacz mój test E 53 Hybrid 4MATIC+) albo w bardziej sportowych pakietach E-Klasa próbuje wyglądać dynamiczniej. W Exclusive wygląda po prostu prestiżowo. I moim zdaniem to jest jej naturalne środowisko. Klasa E nie musi udawać sportowca. Ona najlepiej wygląda wtedy, gdy jest elegancka. Jak dobrze skrojony garnitur, a nie dres z drogim logo.

Za kierownicą nie jesteś szoferem
To jest jedna z największych różnic między Klasą E a Klasą S. W S-Klasie, szczególnie w długiej wersji, a już nie wspominając o Mercedes-Maybach S 680, zawsze pojawia się pytanie: czy na pewno powinienem siedzieć z przodu? To auto trochę wymusza myślenie o tylnym fotelu, kierowcy w garniturze i pasażerze, który ma ważniejsze rzeczy do roboty niż trzymanie kierownicy.

W E-Klasie jest inaczej. Tu chcesz prowadzić. Siedzisz za kierownicą i nie czujesz, że robisz coś niewłaściwego. Przeciwnie — to najlepsze miejsce w aucie. Masz przed sobą gwiazdę na masce, świetną pozycję za kierownicą, wygodny fotel, kapitalne wyciszenie i poczucie, że prowadzisz samochód klasy premium, ale nadal jesteś jego właścicielem, a nie pracownikiem.
To bardzo ważne. Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC daje prestiż, ale nie odbiera przyjemności prowadzenia. Nie robi z ciebie szofera. Robi z ciebie człowieka, który ma dobry samochód i lubi nim jeździć.

Komfort: masaż, cisza i Burmester robią klimat
Najmocniejsza strona tego auta to komfort. Fotele są ultra wygodne. Takie, w których po kilkuset kilometrach nie zaczynasz szukać winnego bólu pleców. Siedzisz dobrze, ciało odpoczywa, masaż delikatnie namawia do dalszej jazdy, a wnętrze otula ciszą.
Wyciszenie jest bardzo dobre. Nie ma tu tego absolutnego odcięcia od świata jak w S-Klasie, ale w codziennej jeździe i na trasie Klasa E daje ogromny spokój. To auto nie męczy. Nie wymaga. Nie prowokuje. Pozwala jechać.

No i Burmester. Świetne audio w takim samochodzie nie jest dodatkiem. Jest częścią doświadczenia. W Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC muzyka brzmi tak, jak powinna brzmieć w luksusowej limuzynie: czysto, przestrzennie, z odpowiednią mocą i bez wrażenia, że ktoś tylko dopisał nazwę systemu do konfiguratora. To jeden z tych elementów, które sprawiają, że po dotarciu do celu siedzisz jeszcze chwilę w aucie, bo utwór się nie skończył.
I właśnie wtedy rozumiesz sens tego samochodu. To nie jest auto do agresywnego atakowania zakrętów. To auto do podróżowania. Do relaksu. Do jazdy, która sama w sobie staje się przyjemnością.

Prowadzenie: komfortowo, ale bez pontonu
Klasa E prowadzi się świetnie, ale nie w sportowym sensie. To nie jest E53 AMG, które kiedyś potrafiło zamienić elegancką limuzynę w coś z mocno niegrzecznym charakterem. Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC nie udaje, że chce walczyć na torze. I bardzo dobrze. Tu chodzi o inny rodzaj przyjemności.
Prowadzenie jest komfortowe, ale bez przesady. Auto nie buja się jak stary tapczan na kołach, nie pływa i nie sprawia wrażenia odklejonego od drogi. Jest stabilne, pewne, spokojne i bardzo dojrzałe. Układ kierowniczy daje poczucie kontroli, zawieszenie filtruje nierówności, a 4MATIC dorzuca pewność przy gorszej pogodzie i szybszej jeździe.
To samochód, który najlepiej czuje się wtedy, gdy jedziesz płynnie, szybko, ale bez nerwów. Nie walczysz z drogą. Nie udajesz kierowcy wyścigowego. Po prostu pokonujesz kilometry z klasą. I to jest bardzo mercedesowe.

PHEV, który naprawdę ma sens
Jestem fanem diesli Mercedesa. Nie będę udawał, że nagle stałem się człowiekiem, który przy każdym plug-inie klaszcze z zachwytu. Dobrze zestrojony diesel Mercedesa, spięty z automatem 9G-Tronic, potrafi palić śmieszne ilości paliwa i robić trasy z takim spokojem, że trudno znaleźć bardziej logiczny napęd do dużej limuzyny. Ale Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC mnie zaskoczył. Bardzo.

Przy spokojnej jeździe do 110 km/h udało się przejechać na prądzie aż 110 kilometrów. Poważnie. To rewelacyjny wynik. Taki, który zmienia sens hybrydy plug-in. Bo to nie jest już auto, które przejedzie 30 kilometrów elektrycznie i potem udaje, że jest ekologiczne. To jest samochód, którym wiele osób przez większość tygodnia będzie jeździć bez spalania choćby mililitra benzyny.
Masz dom, garaż, wallbox albo regularny dostęp do ładowania? Wtedy E 300 e zaczyna być genialny. Do pracy na prądzie. Po mieście na prądzie. Do sklepu na prądzie. Na spotkanie na prądzie. A gdy trzeba zrobić trasę, silnik spalinowy czeka w gotowości. To jest dokładnie taki plug-in, jaki ma sens. Nie jako gadżet do tabelki emisji, tylko jako realne narzędzie.

Benzyna w odwodzie, spokój w głowie
Największą zaletą takiej hybrydy jest brak elektrycznego stresu. W zwykłym elektryku dłuższa podróż oznacza planowanie: gdzie ładowarka, czy działa, czy będzie kolejka, ile procent zostawić, czy dojadę. W E 300 e tego nie ma. Jeśli masz prąd — jedziesz elektrycznie. Jeśli prąd się kończy — jedziesz dalej jak normalnym samochodem.
I właśnie za to lubię ten układ. Daje elektryczny komfort w codzienności, ale nie zabiera spalinowej wolności w trasie. Oczywiście, trzeba go ładować. Bez ładowania plug-in traci część sensu. Ale jeśli ktoś ma możliwość codziennego podpinania auta, E 300 e potrafi być jednym z najbardziej rozsądnych luksusowych wyborów w gamie.
Bo tu nie chodzi tylko o oszczędzanie paliwa. Chodzi o jakość jazdy. Tryb elektryczny idealnie pasuje do E-Klasy. Cisza, płynność, natychmiastowa reakcja i brak wibracji świetnie współgrają z luksusowym charakterem auta. To nie jest sztuczna ekologia. To realny komfort.

Bagażnik Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC. Tu plug-in wystawia rachunek
Żeby nie było zbyt cukierkowo, hybryda plug-in ma swoją cenę. Bagażnik w E 300 e nie jest tak praktyczny, jak w klasycznych wersjach spalinowych. Bateria zabiera część przestrzeni i jeśli ktoś planuje rodzinne wyjazdy z dużą ilością bagażu, musi to wziąć pod uwagę.
To nie jest dramat, ale w aucie tej klasy chciałoby się więcej. Szczególnie że Klasa E kojarzy się z podróżami, długimi trasami i komfortem dla całej rodziny. A tutaj plug-in mówi: dobrze, dam ci 100 kilometrów na prądzie, ale zabiorę trochę miejsca z tyłu.
Czy to przekreśla samochód? Nie. Ale trzeba o tym pamiętać. Jeśli bagażnik jest priorytetem, warto dobrze sprawdzić, czy sedan PHEV wystarczy. A jeśli nie — może kombi albo inna wersja napędowa będą rozsądniejsze.

Cena Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC: prestiż nigdy nie był tani
Klasa E nigdy nie była samochodem tanim, a w wersji 300 e 4MATIC tym bardziej nie udaje okazji. To auto premium z hybrydą plug-in, napędem na cztery koła, świetnym wyposażeniem i prestiżem Mercedesa. A za gwiazdę na masce płaci się nie tylko przy zakupie, ale też w konfiguratorze Mercedes-Benz, gdzie każdy fajny dodatek ma swoją cenę i bardzo szybko robi się poważna kwota.
Jeśli pójdziesz do salonu, najtańsza E 200 w sedanie startuje od 275 800 zł, ale już E 300 e 4MATIC to wydatek rzędu 330 800 zł, ale pamiętaj – to dopiero początek. Dołóż kilka „obowiązkowych” elementów wyposażenia i po chwili zbliżysz się do 500 tys zł! Oferta modeli używanych wypada całkiem nieźle. Kupisz co prawda auto za 280 – 290 tys zł, ale będzie to raczej Avangarde, a nie Exclusive.
Tylko że w przypadku E-Klasy łatwiej mi to przełknąć niż w wielu innych autach. Bo tutaj naprawdę czujesz, za co płacisz. Za komfort, ciszę, jakość, prowadzenie, prestiż, technologię i ten trudny do podrobienia klimat Mercedesa. To nie jest samochód, który próbuje udawać klasę premium. On nią jest.
Oczywiście, rozsądek może podpowiadać diesla. I rozumiem to doskonale. E 220 d albo E 300 de są w świecie Mercedesa bardzo mocnymi argumentami. Sam jako fan diesli pewnie długo siedziałbym w konfiguratorze i bił się z myślami. Ale po teście E 300 e 4MATIC wiem jedno: tej benzynowej hybrydy plug-in nie można zbyć wzruszeniem ramion. Ona jest naprawdę dobra.

Diesel w sercu, ale E 300 e w głowie
Gdybym miał wybierać Klasę E dla siebie, nadal nie wiem, którą wersję silnikową bym wskazał. Diesel ma w sobie coś logicznego. Pasuje do tras, do spokojnej jazdy, do niskiego spalania i do charakteru dużej limuzyny. To klasyczny wybór człowieka, który robi kilometry i nie chce komplikować sobie życia kablem.
Ale E 300 e 4MATIC ma argument, którego nie da się ignorować: 110 kilometrów realnego zasięgu na prądzie. To oznacza, że przy odpowiednim stylu życia możesz jeździć E-Klasą jak elektrykiem przez większość czasu, a jednocześnie nie mieć żadnego lęku przed dłuższą trasą. To bardzo mocny kompromis. Jeśli masz swój dom, możliwość ładowania z gniazdka, fotowoltaikę, a więc tani, a nawet darmowy prąd – raczej wybór jest oczywisty.
I właśnie dlatego ten napęd mnie przekonał. Nie dlatego, że nagle zapomniałem o dieslach. Nie. Po prostu Mercedes zrobił plug-ina, który nie jest półśrodkiem. Jest dopracowany, użyteczny i pasuje do charakteru auta. Chyba nawet bardziej niż wariant 300 de, a więc diesla, którego również bardzo lubię.

Konkurencja? Jest, ale Klasa E ma swój świat
Rywali oczywiście nie brakuje. BMW serii 5 plug-in będzie bardziej sportowe, Audi A6 bardziej zachowawcze i techniczne, Volvo S90 — jeśli ktoś jeszcze patrzy w tę stronę — bardziej skandynawskie i spokojne, jednak tu już celujesz tylko w modele używane. Klasa E ma coś, czego konkurencja często nie potrafi połączyć tak naturalnie: prestiż, komfort i poczucie prowadzenia prawdziwej limuzyny.
BMW może być ostrzejsze. Audi może być bardziej chłodne i precyzyjne. Volvo może być bardziej minimalistyczne. Mercedes jest najbardziej „limuzynowy”. Szczególnie w wersji Exclusive, która naprawdę przesuwa E-Klasę bliżej S-Klasy wizualnie i emocjonalnie. I dlatego to auto tak mocno zostaje w głowie. Przynajmniej mi.

Mercedes-Benz Klasa E może kiedyś stanąć w moim garażu
Mercedes-Benz Klasa E 300 e 4MATIC to samochód, który mnie zachwycił. Wybitnie fantastyczny. Idealnie skrojony garnitur na kołach. Komfortowy, prestiżowy, świetnie wyciszony, doskonale wykonany i bardzo przyjemny w prowadzeniu. Nie jest tak wygodny jak Klasa S, ale daje coś, czego S-Klasa często nie daje kierowcy: poczucie, że to właśnie ty powinieneś siedzieć za kierownicą.
Wersja Exclusive wygląda prestiżowo i z daleka pokazuje, że mamy do czynienia z topową limuzyną. Fotele, masaże, Burmester, wyciszenie i ogólna atmosfera wnętrza sprawiają, że każda podróż staje się przyjemnością. A napęd PHEV? Zaskakująco dobry. 110 km na prądzie przy spokojnej jeździe to wynik, który naprawdę robi wrażenie i sprawia, że ten samochód może przez większość czasu jeździć bez używania benzyny.

Czy ma wady? Tak. Bagażnik jest słabszy przez układ hybrydowy. Ambiente w niektórych momentach odbija się na szybie, co niekoniecznie jest przyjemnym odczuciem. Cena będzie wysoka. Diesel nadal może być bardziej logiczny dla kogoś, kto robi dużo tras i nie chce myśleć o ładowaniu. Ale E 300 e 4MATIC jest tak dopracowany, że trudno mówić o nim jak o kompromisie. To raczej bardzo inteligentna wersja współczesnej limuzyny.
Szczerze? Wydaje mi się, że za jakiś czas Klasa E będzie stać w moim garażu. Nie wiem jeszcze, jaka wersja silnikowa. Diesel nadal siedzi mi w głowie. Ale wiem jedno: to będzie Klasa E. Bo są samochody, które testuję i oddaję bez żalu. Są takie, które doceniam, ale o nich zapominam. I są takie, które po teście zostają ze mną na długo. Mercedes-Benz E 300 e 4MATIC należy do tej ostatniej grupy. To auto, które nie musi krzyczeć. Ono po prostu pokazuje, że osiągnąłeś etap, w którym możesz podróżować tak, jak należy.