Tydzień z Mercedes-Maybach S 680. Nie wypada go prowadzić

Mercedes-Maybach S 680 to samochód, który nie pyta, czy wygrałeś życie. On zakłada, że tak, a potem podaje Ci dowody w skórze, chromie, ciszy, masażu i sześciolitrowym V12. To auto nie jest tylko luksusową limuzyną. To mobilna deklaracja majątkowa, hotelowy apartament na kołach i bardzo elegancki komunikat dla świata: „nie muszę już niczego udowadniać”. Problem? W tym samochodzie za kierownicą czujesz się trochę jak właściciel pięciogwiazdkowego hotelu, który sam nosi walizki gościom.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan. Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Kiedyś uważałem, że zwykła Klasa S jest samochodem przede wszystkim dla pasażera z tyłu. Po teście Mercedesa-Maybach S 680 zmieniłem zdanie. W zwykłej S-Klasie można być kierowcą. Można, a nawet wypada, bo to nadal wielka limuzyna dla człowieka, który lubi prowadzić i chce mieć najwyższy komfort. W Maybachu sprawa wygląda inaczej. Tu już nie wypada siedzieć z przodu. Tu trzeba siedzieć z tyłu, mieć zrelaksowane nogi, ważny telefon w ręku i minę człowieka, który dawno przestał pytać o cenę paliwa. Maybach S 680 jest obłędny, luksusowy, przepyszny i trochę absurdalny. Czyli dokładnie taki, jaki powinien być.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

To nie jest samochód. To status społeczny z V12

Mercedes-Maybach S 680 nie próbuje udawać skromnego. Nie ma w nim fałszywej powściągliwości, tego całego „cichego luksusu”, który polega na tym, że tylko wtajemniczeni wiedzą, ile kosztuje płaszcz właściciela. Maybach robi coś innego. On pokazuje luksus w każdym centymetrze kwadratowym. Lakier, grill, felgi, emblematy, chrom, długość nadwozia, wnętrze, sposób zamykania drzwi — wszystko mówi, że to nie jest kolejna Klasa S z lepszym pakietem. To jest Maybach z krwi i kości, czego niekoniecznie doświadczyłem w modelu SL 680.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Auto ma około 5469 mm długości, 1920 mm szerokości, 1509 mm wysokości i aż 3396 mm rozstawu osi. Masa własna wynosi 2425 kg, więc mówimy o limuzynie, która rozmiarem i ciężarem bardziej przypomina prywatny salon niż zwykły samochód. I właśnie dlatego parkowanie bywa problemem. Maybach zawsze gdzieś wystaje. Kilkadziesiąt centymetrów tu, trochę za dużo tam, lekki stres na hotelowym parkingu, gdzie miejsca projektował ktoś, kto najwyraźniej jeździł Smartem albo w ogóle chodził pieszo.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Na szerokiej ulicy wygląda majestatycznie. Pod dobrym hotelem — naturalnie. Przed restauracją — jak u siebie. Ale na ciasnym parkingu podziemnym albo przy wąskim wjeździe zaczyna się mały teatr. Wtedy nagle rozumiesz, że luksus też ma gabaryty. I że czasem naprawdę dobrze mieć kierowcę, który będzie się tym martwił za Ciebie.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Wnętrze Maybach S 680: tu zwykła Klasa S przestaje być „tą luksusową”

Kabina Maybacha to miejsce, w którym bardzo szybko redefiniujesz słowo „komfort”. W zwykłej Klasie S jest świetnie. Tu jest inaczej. Bardziej ceremonialnie. Bardziej bezczelnie. Bardziej „nie dotykaj mnie codziennością”. Fotele, skóra, wykończenia, cisza, zapach, miękkość, masaż, podgrzewanie, wentylacja, nastrojowe światło — wszystko jest tu zrobione po to, żeby pasażer z tyłu czuł się ważniejszy niż kierowca, droga i cały ruch uliczny razem wzięte.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Mercedes w przypadku S 680 oferuje m.in. elektrycznie regulowane tylne fotele Executive z pamięcią, wielokonturowe tylne fotele z masażem, podgrzewanie, wentylację, szybkie dogrzewanie, ogrzewanie szyi i podgrzewane podłokietniki. Czyli dokładnie ten typ wyposażenia, przy którym człowiek przestaje mówić „jadę samochodem”, a zaczyna mówić „przemieszczam się w warunkach godnych”. Oczywiście, za wszystko dopłacasz horendalne kwoty. Zobacz sobie, ile kosztuje ten dwukolorowy lakier. Ale co, nie stać cię?!

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

I tu jest największy psychologiczny haczyk tego auta. Za kierownicą jest świetnie. Naprawdę. Masz przed sobą potężną maskę, wiesz, że pod nią pracuje V12, czujesz, że prowadzisz coś wyjątkowego. Ale cały czas masz wrażenie, że siedzisz nie tam, gdzie powinieneś. To jak wejść do apartamentu prezydenckiego i usiąść przy biurku recepcjonisty. Niby wygodnie, niby elegancko, ale przecież najlepszy fotel jest gdzie indziej.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Serce: 6.0 V12, czyli motoryzacyjna arystokracja

Najważniejsza rzecz w S 680 to silnik. Sześciolitrowe, podwójnie doładowane V12. Nie V8 z dopiskiem „wystarczy”. Nie plug-in z obietnicą ekologicznego sumienia. Nie czterocylindrowa jednostka udająca, że wszystko jest w porządku. Prawdziwe V12. Mercedes-Maybach S 680 oferuje 621 KM i około 900 Nm momentu obrotowego z napędem 4MATIC i 9-biegową skrzynią automatyczną.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

I to jest właśnie magia tego samochodu. Ten silnik nie musi ryczeć, nie musi udawać sportowca, nie musi niczego demonstrować. On po prostu ma moc. Ogromną, aksamitną, spokojną i zawsze dostępną. Gdy przyspieszasz, Maybach nie wystrzeliwuje jak narwany hot hatch z Stage 3. On rusza jak prywatny odrzutowiec na pasie startowym: bez nerwów, bez dramatu, z poczuciem absolutnej rezerwy.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Najbardziej boli to, że ta jednostka znika z Europy w cywilnej formie po liftingu. Maybach chce utrzymać V12 tak długo, jak pozwolą przepisy, ale silnik jest dostępny głównie na wybranych rynkach, takich jak Ameryka Północna, Chiny, Korea Południowa, Japonia i Bliski Wschód, bo w Europie przeszkadzają ostrzejsze normy emisji. W Europie wybierając wersję S 680 za napęd odpowiadać ma V8 mild hybrid, a V12 zostaje tylko w odmianie Guard. I dla mnie to jest nieporozumienie. Maybach bez V12 nadal będzie luksusowy, ale to trochę jak smoking bez muszki. Niby elegancko, ale czegoś brakuje. Europo, obudź się!

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Komfort: nie jedziesz, tylko jesteś przenoszony

Maybach S 680 nie służy do jazdy. On służy do izolacji od świata. Droga przestaje być problemem. Hałas znika. Nierówności zostają gdzieś pod spodem, jakby dotyczyły innego samochodu. Nawet jeśli wiesz, że masa, opony i zawieszenie wykonują ogromną pracę, we wnętrzu wszystko ma wyglądać tak, jakby auto po prostu unosiło się kilka centymetrów nad rzeczywistością.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Mercedes-Maybach S 680 to auto z kabiną będącą „kokonem” przyjemności, świetnym komfortem jazdy i V12, chociaż Rolls-Royce jest bardziej pałacowy, bardziej arystokratyczny, bardziej teatralny. Maybach jest trochę bardziej niemiecki: techniczny, perfekcyjny, cichy i precyzyjnie luksusowy.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Ale nie ma co udawać — komfort jest tu absurdalny. To jest auto, w którym zwykła jazda przez miasto zaczyna przypominać prywatny przejazd VIP. A dłuższa trasa? Jeśli siedzisz z tyłu, to nie jest trasa. To odpoczynek między jednym miejscem, gdzie masz pieniądze, a drugim miejscem, gdzie wszyscy wiedzą, że masz pieniądze.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Prowadzenie Maybach S 680: świetne, ale trochę nie na miejscu

Czy Maybach S 680 dobrze się prowadzi? Tak. Oczywiście, że tak. To nadal Mercedes S-Klasy na sterydach luksusu, a nie amerykańska kanapa na kołach z lat 80. Układ kierowniczy jest precyzyjny jak na tak duże auto, napęd 4MATIC daje pewność, zawieszenie filtruje świat, a V12 pcha tę limuzynę z łatwością, która wręcz obraża fizykę.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Tylko że kierowanie tym samochodem jest trochę… nie na miejscu. W zwykłej S-Klasie kierowca może czuć się panem sytuacji. W Maybachu kierowca czuje się jak ktoś, kto powinien mieć czarny garnitur, dyskretne słuchawki i wiedzieć, kiedy nie zadawać pytań. To jest luksus dla tylnego rzędu. Koniec dyskusji.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

I właśnie dlatego największą „wadą” Maybacha jest to, że trochę wstyd nim kierować. Nie dlatego, że prowadzi się źle. Przeciwnie. Po prostu ten samochód komunikuje światu, że osoba najważniejsza siedzi z tyłu. Jeśli siedzisz z przodu, ludzie mogą pomyśleć, że pracujesz. A jeśli wydałeś na auto tyle, ile kosztuje bardzo dobry apartament, to ostatnie, czego chcesz, to wyglądać jak pracownik własnej limuzyny.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Praktyczność: wszystko świetnie, dopóki nie trzeba zaparkować

Maybach jest praktyczny w bardzo specyficznym sensie. Ma mnóstwo miejsca, ogrom komfortu, przestrzeń z tyłu, bagażnik wystarczający na podróże człowieka, który i tak nie pakuje się sam, i wyposażenie, które pozwala traktować auto jak prywatny salon. Ale w codziennym życiu pojawia się jeden bardzo prosty problem: rozmiar.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

To auto jest długie. Bardzo długie. Hotelowy parking? Wyzwanie. Wąski podjazd? Trzeba uważać. Centrum miasta? Lepiej mieć cierpliwość. Miejsce parkingowe przy restauracji? Maybach potrafi wystawać tak, jakby chciał jeszcze raz przypomnieć wszystkim, że standardowe normy go nie dotyczą.

I to właściwie jedyna realna wada, jaką widzę. Poza tym, że samodzielne prowadzenie go trochę kłóci się z sensem istnienia Maybacha.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Cena i konkurencja: Rolls ma więcej mitu, Maybach więcej Mercedesa

Jeśli zdecydowałeś się na Maybacha, raczej nie interesują Cię konkretne kwoty. Tak uważa raczej ktoś, kto się nie dorobił takich pieniędzy. Nie oszukujmy się, nawet mając mnóstwo gotówki, warto przeanalizować sens zakupu takiego auta. W Polsce S 680 z V12 startuje od około 1,1 mln zł, ale pamiętaj – teraz mówimy już praktycznie o autach używanych. Nowy Maybach Klasa S wygląda obłędnie ale brakuje najważniejszego – widlastej dwunastki pod maską. Testowany model kosztował właśnie w tej konkretnej konfiguracji około 1,5 mln zł. I tu pojawia się problem, ponieważ konkurencja jest bardzo ciekawa i wybór tego auta wcale nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Co możesz kupić zamiast Maybacha Klasa S? Rolls-Royce Ghost, Bentley Flying Spur, ewentualnie BMW Serii 7 dla kogoś, kto chce technologię i luksus, ale mniej ceremonialny klimat. Rolls wygrywa legendą. Bentley ma więcej sportowej elegancji. BMW może być bardziej cyfrowe i nowoczesne. Ale Maybach ma w sobie coś wyjątkowego: jest najbardziej bezczelną, najbardziej luksusową wersją samochodu, który i tak uchodzi za wzorzec limuzyny.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Werdykt: Mercedes-Maybach Klasa S 680 z V12 to koniec rozmowy

Mercedes-Maybach S 680 to auto, w którym naprawdę trudno szukać klasycznych wad. Jest obłędnie luksusowy, niesamowicie wygodny, świetnie wyciszony, perfekcyjnie wykonany i napędzany silnikiem, który powinien być objęty ochroną UNESCO. V12 w Maybachu nie jest tylko jednostką napędową. To symbol. To serce, które mówi: „tak, moglibyśmy zrobić to bardziej ekologicznie, rozsądniej i ciszej w broszurze, ale po co, skoro można zrobić to idealnie?”.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Minusy? Parkowanie. Długość. I ten lekki wstyd, gdy siedzisz za kierownicą auta, w którym zdecydowanie powinieneś siedzieć z tyłu. Innych realnych wad nie widzę. Bo narzekanie na spalanie, cenę czy koszty utrzymania w Maybachu S 680 brzmi mniej więcej tak, jak narzekanie, że prywatny odrzutowiec nie lata na tanim paliwie z promocji.

Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.
Mercedes-Maybach S 680 6.0 V12. Fot.: Ernest Dragan.

Czy to najlepsza S-Klasa? Nie. To coś innego. Zwykła Klasa S jest dla człowieka, który chce jeździć najlepszą limuzyną świata. Mercedes-Maybach S 680 jest dla człowieka, który chce być wożony najlepszą wersją tej limuzyny i pokazać światu, że dotarł na samą górę.

I właśnie dlatego ten samochód ma sens. Nie praktyczny. Nie finansowy. Nawet nie do końca motoryzacyjny. Ma sens symboliczny. To auto, które w każdym centymetrze kwadratowym mówi, że wygrałeś życie. A potem bardzo uprzejmie sugeruje, żebyś przesiadł się na tylny fotel, bo za kierownicą naprawdę już nie wypada.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama