QCY T9 TWS: Tanie słuchawki, które sprawdzą się w sporcie?

Od razu odpowiem na tytułowe pytanie: Nie wiem, ale się domyślam. Skąd takie wnioski? Sport uprawiam zazwyczaj na Xboxie lub podczas pogoni za autobusem w Warszawie. Kiedyś dużo jeździłem na rowerze, ale te piękne czasy minęły. Nie zmienia to jednak faktu, że słuchawki QCY T9 TWS za astronomiczne 65 złotych mogą być dobrą propozycją dla aktywnych.

Kompaktowa, ale przemyślana budowa

Czasy, w których za 60-70 złotych mogliśmy co najwyżej kupić przeciętne słuchawki przewodowe w kiosku na szczęście bezpowrotnie minęły. Jasne, za 65 złotych nie kupimy audiofilskich pchełek o pięknej budowie, ale przemyślana konstrukcja QCY T9 TWS miło mnie zaskoczyła. Jakiś czas temu testowałem słuchawki Haylou GT2S, które bardzo przypadły mi do gustu. Czy tak samo jest z QCY T9 TWS? Owszem, choć tutaj konstrukcja jest mniej uniwersalna, niż we wspomnianej propozycji Haylou. Zacznijmy od początku.

Już samo etui ładujące QCY T9 TWS, mimo iż wykonane praktycznie z identycznego materiału o takiej samej fakturze, jest zdecydowanie większe (o około 30%) i wyczuwalnie cięższe. Klapka również jest na magnes. Całość sprawia pozytywne wrażenie, jest dość solidne, ale nie zaryzykowałbym upuszczania na twardą powierzchnię. Pchełki również są umieszczone w swoich idealnie dopasowanych miejscach z magnesem i również są większe (podobnie jak etui o ok. 30%), choć ich waga to pewnie różnica dziesiątych grama – wg. danych technicznych ważą po 4 gramy. Mimo faktu, że słuchawki są większe i grubsze, nie oznacza, że są mniej wygodne.

Powiem inaczej – czuć je w uchu, ale trzymają się pewnie dzięki gumowym skrzydełkom, które wsuwają się w zagięcie małżowiny usznej. Niektórym może to przeszkadzać, bo po odpowiednim wciśnięciu słuchawki mogą nieco uciskać. To z pewnością pewien dyskomfort, do którego można się przyzwyczaić. Plusem jest zapewne bardzo stabilne trzymanie się ucha, dzięki czemu możemy ich używać podczas aktywności fizycznych. Tego nie można powiedzieć o testowanych wcześniej Haylou GT2S, które potrafiły samoistnie wysunąć się z ucha.

Co kryje się w środku?

Słuchawki posiadają moduł Bluetooth 5.0, mogą działać indywidualnie do około 4 godzin na jednym ładowaniu. We współpracy z etui ładującym możemy się cieszyć łącznie do około 20 godzin działania lub do 70 godzin czuwania. Samo etui posiada baterię o pojemności 380 mAh. Ładowanie do pełna zajmuje około 2 godzin. W sumie to standard i trudno doszukiwać się czegokolwiek ciekawego. Pewną ciekawostką jest z pewnością ochrona klasy IPX4, która umożliwia korzystanie z słuchawek podczas trudnych warunków pogodowych. W przypadku zabrudzenia słuchawek, bez obaw o ich uszkodzenie, można przemyć je pod bieżącą wodą.

Jest także dedykowana aplikacja, która pozwala na łatwe parowanie, ustawienia equalizera, a także dobranie własnych gestów kontroli, aktualizowanie oprogramowania słuchawek, znalezienia słuchawek, przywrócenie ustawień fabrycznych i sprawdzenie historii połączonych urządzeń. Sęk w tym, że aplikacja wymaga rejestracji (nie wiem po co) oraz prosi o dostęp do lokalizacji itp. Znów – po co? Poza tym część menu jest nadal w języki Kraju Środka, a po wyłączeniu aplikacja działa w tle. Szybko wyleciała z mojego smartfona. Same słuchawki QCY T9 TWS posiadają przetworniki z membraną o średnicy 6 mm, są w stanie pracować z częstotliwością od 20 do 20000 Hz i… na tym kończą się dane techniczne producenta. Płacisz 65 złotych więc nie zadawaj zbyt wielu pytań!

Czy QCY T9 TWS grają dobrze?

Dobrze.

No dobra, napiszę coś więcej. Podobnie jak w przypadku Haylou GT2S – zaskakująco dobrze. Oczywiście jest różnica w brzmieniu. Podczas gdy Haylou grały bardzo czysto, szczegółowo, momentami wręcz agresywnie i syntetycznie, QCY T9 TWS mają nieco łagodniejszą charakterystykę, choć nadal brakuje tonów średnich, niskie są nieco wycofane, wysokie zaś bywają zbyt ostre. Tutaj jednak zauważyłem nieco bardziej zbalansowany charakter, ale różnice nie są na tyle wyraźne, aby polecać jedne lub drugie konkretnej grupie odbiorców. To po prostu niedrogie i w swej cenie bardzo dobre słuchawki. Konkurentów na tej półce cenowej i w tej kategorii nie ma zbyt wielu.

QCY T9 TWS – Czy warto?

Hey! Te słuchawki kosztują 65 złotych! Są estetyczne, mają ciekawą konstrukcję, która stabilnie trzyma się w uchu, grają przyzwoicie, są bezprzewodowe, mają etui ładujące i nie wala po oczach tandetnym logo. W tej cenie trudno znaleźć coś zdecydowanie lepszego i wybór spośród kilku propozycji w tym segmencie cenowym będzie ograniczał się do detali, głównie w budowie. Czy kupiłbym QCY T9 TWS za około 65 złotych? Tak, choćby po to, aby zawsze mieć je pod ręką gdy będę chciał posłuchać muzyki w podróży.